Wciąż chcę z tobą być - Rozdział 26

Sprawdzam ostatni komputer i oddycham z ulgą.  
– Dobra, skończyłem – mówię, wstając z krzesła.  
Czerniewski stoi na środku garażu i gapi się na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
– Wszystko? Jesteś pewien?
Kiwam powoli głową.
– Sprawdziłem i powinno być w porządku – odpowiadam szczerze. – Nie wiem, jakim sprzętem operuje policja i jakich informatyków mają, ale to powinno wystarczyć. Więcej… nie pomogę, bo nie potrafię.  
– Za dużo tych „powinno” – marudzi Czerniewski. – Co z dyskami?
– Zniszczone.  
– Doszczętnie?
Wzdycham.
– Są na tyle uszkodzone, że odczytanie czegokolwiek jest niemożliwe. Próbowałem na różnych komputerach i zawsze było to samo: odmowa dostępu.  
– Myślisz, że jestem bezpieczny?
Zaciskam zęby.
– To się okaże.  
– Dobra – mruknął Czerniewski, przecierając twarz. – Zaraz ci zapłacę…
– Nie chcę – wtrącam się. – Nic już nie chcę.  
– Ale…
Kręcę energicznie głową.
– Nie – syczę. – Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Zero kasy. Otrzymałem zaliczkę i wystarczy. – Unoszę dłonie. – To nie moja bajka.  
– W takim razie, jak mogę ci się odwdzięczyć?
Wzruszam niedbale ramionami.
– Nic nie potrzebuję.
– Na pewno? – drąży. – Mam znajomości, mogę załatwić wiele spraw.  
Uśmiecham się gorzko.
– Twoje znajomości nie pomogą mi wygrać sprawy o prawa rodzicielskie.  
Czerniewski unosi brew i przygląda mi się uważnie. Niepotrzebnie o tym wspominałem. Mogłem się ugryźć w język. Teraz jest już za późno.  
– Moja wyrodna matka prawdopodobnie będzie chciała mi odebrać siostrę.  
– Gówniana sprawa. Ile młoda ma lat?
– Dwanaście.  
– Hmm… Na pewno nie…
– Nie. – Silę się na uśmiech. – Dam sobie radę.  
Nie jestem przekonany czy faktycznie tak właśnie będzie. Sprawa jest zawiła, a matka milczy – to nie wróży nic dobrego. Mogę tylko przygotować się na atak, chociaż moja linia obrony jest słaba. Jeśli się uprze, zaprowadzi nas przed sąd. Niby Laura może zostać przesłuchana, ale to wciąż dziecko. Sytuacja jest kiepska.



W domu czeka na mnie obiad. Patrzę na Wiktorię. Jest cholernie dziwnie, bo nie czuję złości ani żadnych innych negatywnych emocji. Ona też zachowuje się inaczej. Jesteśmy dla siebie mili, chociaż unikamy poruszania niewygodnych tematów.  
Przez ostatni tydzień wszystko kręciło się wokół Stefana. Siedzieliśmy, wspominaliśmy i płakaliśmy. Znowu wytworzyła się między nami więź. Laura w tym nie uczestniczyła, wolała siedzieć w pokoju i przeżywać po swojemu. Wiki nie pozwala mi się wtrącać, prosiła o czas. Zgodziłem się, bo traktowała moją siostrę jak własną, no i była kobietą. Wiedziała, co się dzieje w głowie takiej dziewczyny. Zdałem się na jej intuicję.  
Wzdycham i zerkam na puste krzesła przy stole.
– Laura z nami nie zje?
– Zaniosę jej…
– W porządku – przerywam, siadając. – Jak myślisz, ile to jeszcze potrwa?
Wiki posyła mi smutny uśmiech.  
– Nie wiem, ale chyba powinniśmy coś zrobić. Nie może siedzieć całymi dniami w pokoju i płakać. Szkoła szkołą, ale nie powinna się od nas odsuwać…  
Kiwam głową.  
– Właśnie.  
W momencie, gdy Wiki nakłada obiad na talerze, ktoś puka. Marszczę brwi i powoli wstaję. Otwieram drzwi i zamieram. Na progu stoi młody chłopak. Wygląda na lekko podenerwowanego.  
– Dzień dobry, zastałem Laurę?
Wygląda młodo, ale ma głęboki głos. Nagle do głowy wpada mi pewna myśl. Nerwy skręcają mój żołądek. Czy to…
– Przepraszam – mówi szybko i posyła mi półuśmiech. – Nie przedstawiłem się, jestem Marcin.  
No przecież, kurwa. To musi być on. Zaciskam mocniej palce na drzwiach, a na usta cisną mi się niemiłe słowa. Na moim ramieniu niespodziewanie uwiesza się uśmiechnięta Wiktoria.  
– Cześć, Marcin. Wchodź do środka. Właśnie jemy obiad, chcesz dołączyć?
Nieprawdopodobne, kurwa. Czy ona go właśnie zaprasza na obiad? Mrożę ją wzrokiem, ale odsuwa mnie od drzwi i wpuszcza Marcina do mieszkania. Gryzę się po wargach, żeby tego nie skomentować. Zresztą, dlaczego złożył nam niezapowiedzianą wizytę? I czemu pomyślał, że będzie mile widzianym gościem?  
Nagle z pokoju wybiega Laura i wskakuje na Marcina, obejmując go nogami w pasie. Krew odpływa mi z twarzy, gdy widzę jak kładzie dłonie na udach mojej siostry. Chcę się odezwać, ale Wiki łapie mnie za ramię i obraca w swoją stronę. Stoi tak blisko, że mam pustkę w głowie. Delikatnie dotyka palcami mojej twarzy. Jestem zaskoczony.
– Już, spokojnie – szepcze. – Zjemy wspólnie obiad, a ty w żaden sposób nie skomentujesz ich relacji, dobrze?  
Chcę zaprotestować, ale kładzie palec na moich ustach.  
– Proszę, Aleks. Nie widzisz, jaka jest szczęśliwa?
Zerkam na nich. Marcin patrzy na Laurę dokładnie tak, jak ja na Wiktorię. Moja siostra ma na twarzy uśmiech. Przez tydzień go nie widziałem. Jestem zły, że jako brat, nie potrafiłem jej rozweselić, ale obcy koleś… Powstrzymuję się, bo chyba inni mają rację. Przesadzam. A może nie? Ciężko mi to ocenić. Laura jest moim wszystkim.  
– Jedzmy, bo mój żołądek zaraz przyklei się do kręgosłupa – mówię drętwo.  
Przy stole siadają obok siebie. Znowu gryzę się po wargach, bo chcę to skomentować. Wpycham do buzi jedzenie, licząc, że może to pomoże mi trzymać język za zębami. Wiki zerka na mnie rozbawiona. Piorunuję ją spojrzeniem, ale nie robi to na niej wrażenia.  
– Dlaczego przyjechałeś? – pyta Laura, nie odrywając wzroku od Marcina. – Przecież pisałam ci, że…
– Nie chciałem, żebyś była sama.  
Okropne słowa cisną mi się na usta, więc wpycham do buzi kolejną porcję jedzenia. Pewnie wygląda to zabawnie, ale mam to w dupie.  
– Jesteś kochany – świergocze moja siostra, a ja się dławię. – Aleks, w porządku?
– Tak – buczę. – Wszystko jest idealnym porządku.  
Wiki kopie mnie pod stołem.  
– Marcin – zaczynam, wymawiając każdą literę z osobna – znasz Laurę już jakiś czas… Dlaczego gościmy cię tak późno?
Zerka na moją siostrę, która posyła mu znaczące spojrzenie. Czyli ostrzegała go… Kurwa, po co? Przecież go nie zabiję.  
– Nie chciałem się narzucać.
Już mam odpowiedzieć, ale wtrąca się Wiktoria:
– Smakuje ci obiad?
– Bardzo! Makaron jest idealny, a sos… palce lizać. Jest pani fantastyczną kucharką. – Uśmiecha się szeroko. – Laura mi wspominała, że świetnie pani gotuje i piecze. Byłem bardzo ciekawy czy…
Widelec wypada mi z dłoni. Czy ten chłystek właśnie podlizuje się Wiki? Myśli, że jak ona go polubi, to i ja go polubię?  
– Aleks – syczy. – Proszę…
Kręcę głową i wracam do jedzenia. Laura przypatruje mi się ze zmartwioną miną, ale nie zaszczycam jej spojrzeniem.  
Rozmowa toczy się beze mnie, przez co jestem jeszcze bardziej wkurwiony. Nie lubię być pomijany, a tym bardziej, gdy siedzimy przy jednym stole. Marcin jest wygadany i dużo mówi o sobie, że chodzi do fajnego liceum, że w przyszłości chce zostać weterynarzem i jego życiem to cud, miód i w ogóle. Rzygam mi się chce, ale wpycham sobie do ust coraz więcej jedzenia. Wiki co chwilę na mnie patrzy i kręci nosem. Ignoruję ją, bo próbuje polubić tego… Może nie jest idiotą, chociaż jest, bo przyszedł do mojego mieszkania. Wiedział, co go będzie czekać, a jednak przyszedł. Ciężko to nazwać odwagą – głupota lepiej pasuje.  
– To my pójdziemy do mojego pokoju.  
Zaciskam zęby na widelcu. Dźwięk jest nieprzyjemny dla ucha. Wszyscy na mnie patrzą. Laura łapie Marcina za rękę, ale widząc moje zabójcze spojrzenie, szybko się odsuwa.  
To jakiś kabaret.  
– Nie przejmujcie się Aleksem – mówi Wiki. – Przejdzie mu.
Przejdzie, kurwa? Już otwieram usta, ale czuję dłoń na udzie. Wiktoria rzuca mi znaczące spojrzenie.
– No, zmykajcie – ponagla ich.  
Kurwa, jebana mać… Jak ona mogła…?
– Wiki – warczę, gdy drzwi się zamykają. – Co ty odpierdalasz…
– Uspokój się – syczy. – Nie widziałeś, że Laura…
– Co miałem widzieć? Że ten chłystek przystawia się do mojej siostry?!  
– Oni się nawet nie całowali!
– Nawet? NAWET, KURWA? – piszczę.
Na samą myśl, że moja mała siostrzyczka miałaby się całować z jakimś… Nie, nie, nie. Dlaczego ona każe mi o tym myśleć? Czy to zemsta? O co jej, kurwa, chodzi?
Wiki parska śmiechem. Odsuwam od siebie talerz i posyłam jej zabójcze spojrzenie.  
– Co cię tak bawi, kurwa?
Niespodziewanie dotyka mojego policzka.  
– Jesteś słodki.  
– Słodki? – Marszczę brwi. – Mam ochotę połamać Marcinkowi ręce, a ty mi mówisz, że…
– Aleks, już. Spokojnie. Oddychaj…
Nabieram wody w usta, bo najchętniej rzuciłbym długą wiązankę przekleństw. Dlaczego Wiki musi mnie tak wkurwiać? Po co wtyka nos w nieswoje sprawy? Laura nie jest siostrą! I, na chuj, mnie dotyka?!  
– Ona ma tylko dwanaście lat…
– Za chwilę skończy trzynaście, potem czas nabierze tempa i nagle będzie trzymała w rękach swój dowód.  
Jej kciuk zahaczył o kącik moich ust. Przełykam z trudem ślinę. Co ona wyprawia? Łapię ją za nadgarstek i odsuwam.  
– Nie wiem, co chcesz osiągnąć, ale…
– Nic, Aleks. Właśnie chodzi oto, że nic nie chcę. Powinieneś się uspokoić.  
– Ale oni…
Wiki wzdycha ciężko.
– Co oni? – przerywa mi. – No co? Dotknie jej? Ojej, straszne. Pocałuje? No naprawdę, tragedia! – ironizuje. – Laura nie jest taka jak myślisz. Dojrzewa i musisz się z tym pogodzić.  
– Ale…
– Koniec, Aleks. Weź porządny wdech i zrozum.  
– Nie ma…
Wywraca oczami.
– To przynajmniej spróbuj zrozumieć!
Zgrzytam zębami. Mam ochotę ją udusić!  
– Od kiedy mówisz mi, co mam robić? – pytam, próbując kontrolować głos. – To moja siostra i tylko ja wiem…
– Aleks, proszę… – jęczy. – Skończ już ten temat…  
Chcę uderzyć w stół, ale tylko zaciskam dłonie i kładę je na udach. Jestem wściekły. Mam ochotę wpaść do pokoju siostry i zrobić awanturę, ale wiem, że Wiki za mną pobiegnie. Prawie wybucham śmiechem. Dramat zamieni się w cyrk.  
– Może zobaczymy jakiś film?  
Prycham.
– Aleks, no… Chyba nie będziesz tu siedział i czekał?
– Tak, będę tu siedział i czekał – warczę. – Nic ci do tego.  
Wiki cicho wzdycha i wstaje z krzesła. Podchodzi do mnie i niespodziewanie siada mi na kolanach. Unoszę brwi. Co ona wyprawia?  
– Co ty…
– Utrudniam ci wszczęcie awantury – mówi, patrząc mi prosto w oczy. – Nie mogę więcej zrobić, bo już na ciebie nie działam. – Rumieni się. – Spróbuj przez chwilę pomyśleć o tym, jak bardzo mnie nienawidzisz.  
Kręcę głową z niedowierzaniem.  
– Jesteś zabawna.  
– Słucham?
Ta rozmowa jest idiotyczna. Wiki stara się oderwać moje myśli o siostry i Marcina, ale stąpa po cienkim lodzie. Jesteśmy zniszczeni, a ta chwila na pewno nie jest odpowiednia do poruszania tego tematu. Dobieram w głowie odpowiednie słowa, bo nie chcę się kłócić.
– Gdybym cię nienawidził, nie pozwoliłbym ci zostać i już na pewno nie oddałbym ci swojego łóżka.  
Jej oczy robią się ogromne.  
– Dlaczego zadzwoniłeś i powiedziałeś o Dominice? – pyta cicho.  
– Nie wiem, po prostu pomyślałem, że chciałabyś wiedzieć.  
Opuszcza ramiona. Coś mnie ściska za serce, bo wygląda tak krucho… To nie jest moja Wiki. Ma momenty, w których sprawia wrażenie silnej, ale chwilę później się rozpada. Nie potrafię za nią nadążyć. Po stracie Stefana jeszcze bardziej przygasła. Wciąż mocno odczuwam jego brak, ale ona… To zupełnie inna historia.
Dotykam jej podbródka i unoszę. W oczach dostrzegam łzy.  
– Co jest?
– Naprawdę… – Bierze głęboki wdech. – Czy ty naprawdę przestałeś mnie kochać?
Zatyka mnie. W moim sercu toczy się wojna. Na usta cisną mi się słowa, których wcale nie chcę wypowiedzieć. Ciemne tęczówki zakrywają łzy. Usta jej drżą. Ciało aż prosi, żebym ją przytulił, ale nie potrafię się na to zdobyć. Wpatruję się w nią i milczę.  
Drzwi nagle się otwierają i do kuchni wchodzi Laura, a za nią Marcin. Wiki gwałtownie podrywa się na równe nogi i podchodzi do zlewu. Stoi do nas plecami. Jestem przekonany, że płacze. Zerkam na siostrę, a moja złość znika.  
– Będę się zbierał. Do widzenia – mówi Marcin, posyłając mi półuśmiech.  
Kiwam głową, bacznie go obserwując. Siostra odprowadza go do drzwi, a na końcu przytula się do niego mocno i całuje w policzek. Prawie się zapowietrzam. Marcin wychodzi, a ja dalej jestem w szoku.  
– Aleks, w porządku? – pyta Laura, stając przede mną. – Zbladłeś…
– Ty… Wy… Co…
Wybucha śmiechem i uwiesza mi się na szyi.
– Byłeś nawet miły – chwali mnie. – Dziękuję.  
– Dziękujesz? Przecież…
– Marcin jest inny, jeszcze się do niego przekonasz. Prawda, Wiki?
Laura przenosi wzrok na Wiktorię, ale ta tylko kiwa głową.  
– Przepraszam – mówi i nagle idzie do mojego pokoju.  
– Coś się stało?
– Nic – zbywam ją.  
To “nic” ściska boleśnie moje serce. Nie ruszam się z miejsca, chociaż czuję, że powinienem pójść za Wiki i powiedzieć jej prawdę. Wreszcie stanąć twarzą w twarz z przeszłością, odrzucić kłamstwa i być szczery. Niby niewiele, ale cholernie ciężkie do zrobienia. Patrzę na zamknięte drzwi, gasząc uczucia.  
Laura nic nie mówi i przytula mnie mocniej. Sytuacja jest beznadziejna. Wszystko się rozsypuje, a my wciąż tkwimy w samym środku tego bagna. Dlaczego żadne z nas tego nie dostrzega? Dlaczego nic z tym nie robimy? I dlaczego nasze serca wciąż grają tę samą melodię?
_____________________________________________

Parę ogłoszeń:

1. Kochani, serdecznie Was zapraszam do projektu, który współtworzę z dwoma innymi autorkami: Candy oraz Ryunique. Piszemy z trzech różnych perspektyw. Każda z nas ma swojego własnego bohatera. Jestem bardzo ciekawa czy zgadniecie kim jestem
Łapcie link:  
https://www.wattpad.com/story/197389729-pęknięty-diament
Rozdziały pojawią się systematycznie, dlatego śmiało wpadajcie i komentujcie

2. Ankieta już dawno się zakończyła. Marcin zdobył aż 60% głosów, dlatego Kostek będzie musiał jeszcze trochę poczekać. Byłam przekonana, że nie darzycie Wiktorii sympatią, a tu taka miła niespodzianka

3. Tak, sama też mam już dość tego dramatu. Obiecuję, że niebawem coś się zmieni. I tak, mi też jest szkoda Stefana. Mój kot mocno się obraził, że postanowił zabić jego ulubionego bohatera

Dziękuję, że tu wpadacie i czytacie <3

1 179 czyt.
100%224
elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2452 słów i 14777 znaków. Tagi: #przeszłość #ex #ona #on #miłość

4 komentarze

 
  • szaramyszka

    szaramyszka · 7 wrz 22:59 · 284358659

    Cześć genialna Jak zawsze 😉 A Pęknięty diament to zarąbiste jest 🙂😊

  • Lula

    Lula · 7 wrz 15:21

    Zakochałam się w Aleksie i jego głupocie, mam nadzieję że wyzna miłość Wiki 😍

  • agnes1709

    agnes1709 · 7 wrz 14:14

    Mógłby ją wreszcie pocałować, a nie durna klei Jego fochy są fantastyczne, banan nie schodzi mi z gęby

  • Speker

    Speker · 7 wrz 12:06

    Wszystko na tak. Diament czytam, na Marcina czekam