Wciąż chcę z tobą być - Rozdział 13

Siedzę przy stole, starając się utrzymać głowę w pionie. Kasjan pije kawę i rzuca mi wymowne spojrzenia. O moją czaszkę obijają się wspomnienia poprzedniego wieczoru. W zajebisty sposób zniszczyłem kawalerski przyjaciela. Jakbym nie mógł zacisnąć zębów i odpuścić. Ale chodziło o Wiki. Kurwa. Nie mógłbym zignorować…  
Biorę kilka głębszych wdechów.  
– Lepiej? – drwi Kasjan, odstawiając kubek. – Na wstępie ci powiem, że Błażej jest wkurwiony. Kompletnie nie wierzy w twoją wersję.  
– Aha.  
– Miałem nieco inne zdanie o Maćku, ale najwidoczniej się pomyliłem. Skurwiel cię sprowokował. Tylko po co?
– Kazał mi trzymać się z daleka od Wiki.
– Przecież nie wie o was… Skąd…
– Chuj to wie. – Przecieram palcami oczy. – Wątpię, aby coś powiedziała, bo nic dla niej już nie znaczę. Pewnie sobie coś ubzdurał. Może za długo się jej przyglądałem. – Wzruszam niedbale ramionami. – Kurwa, nie wiem…
– Z tym gapieniem to pewnie masz rację. Odkąd pamiętam nie potrafiłeś oderwać od niej oczu. A Maciek głupi nie jest, dodał dwa do dwóch. Obaj macie tatuaże, a Wiki…  
Wbijam w niego pytające spojrzenie.  
– Nieważne – podsumowuje. – Chcesz kawy?
– Nieważne, kurwa? Co z nią?
Kasjan wzdycha.  
– Mam wrażenie, że za bardzo ukrywa przed nim przeszłość. Na pewno jej na nim zależy, ale…
– Nie, kurwa! Nie będę słuchał o tym skurwielu.  
– Musisz się pogodzić…
– Z niczym nie muszę się, kurwa, godzić!
– I taka właśnie jest z tobą gadka – warczy. – Nie potrafisz odpuścić. Nigdy nie potrafiłeś. I gdzie to cię zaprowadziło?  
– Chyba zapomniałeś, że nie jesteś już moim przyjacielem – cedzę przez zęby. – Doceniam, że zabrałeś mnie do siebie i przenocowałeś, ale kurwa… Bez przesady! – Kręcę głową. – I masz pierdolone szczęście, że zmieniłeś mieszkanie. Inaczej nie rozmawialibyśmy w ten sposób.
Przez jego twarz przemyka cień rozbawienia.  
– A ta Klaudia? Masz jej numer?
Wywracam oczami, prychając pogardliwie pod nosem.  
– Naprawdę? Sądzisz, że mam dziś głowę do myślenia o jakiejś pannie z imprezy?
– Dobrze się z nią bawiłeś, więc dlaczego…
– To nie Wiki.
– Świat nie kończy się na Wiki – mówi szorstko Kasjan. – Niech to wreszcie do ciebie dotrze. Każde z nas ruszyło do przodu, ale nie ty. Dlaczego, Aleks? Dlaczego, do chuja, to sobie robisz?
Odchylam się na krześle i odwracam wzrok. Stukam palcami po stole, chcąc zyskać na czasie, bo nie wiem co mam mu powiedzieć. Staram się nie patrzeć na pokaleczone dłonie.  
– Aleks, nie można tak… Przez sześć lat katowałeś się wspomnieniem dziewczyny, która przestała istnieć. Wiki jest inna. I dokonuje zupełnie innych wyborów. Mając Maćka… – Kręci głową. – Wybacz, stary, że to teraz, kurwa, powiem. – Milknie na chwilę, przyglądając mi się uważnie. – Mając go, nie wybierze ciebie.  
Ból ściska moje serce, gniotąc je z każdej możliwej strony.  
Od zawsze wiedziałem, że kochanie tej dziewczyny złamie mi kiedyś serce. Tylko nie wiedziałem, że nie będę potrafił sobie z tym poradzić. Jestem w tyle… Stoję jak debil i nie wiem co mam robić. Próbowałem ruszyć sam, próbowałem z Sonią… Wszystkie próby kończyły się powrotem do topienia smutków w alkoholu.  
– Wiki jest częścią mnie – mamroczę. – Zagnieździła się w moim sercu i już nigdy z niego nie odejdzie. Próbowałem wszystkiego…  
– A może właśnie za bardzo próbowałeś?  
Zamykam oczy, zaciskając powieki.  
– Wciąż łudzę się, że wy… – Biorę wdech, zaciskając mocno dłonie. Wbijam wzrok w zaschniętą krew. – Łudzę się, że między wami do niczego nie doszło, rozumiesz? Ta nadzieja jest niewielka, to taka drobna iskierka. Za każdym razem, gdy patrzę na jej uśmiech… Wiem, jaka jest prawda. Wiem, że mnie zraniła. Wiem, ale…  
Nasze spojrzenia się krzyżują. Na twarzy Kasjana jest wymalowane poczucie winy.  
– Stary, tak bardzo…
– Nic nie mów. Nie potrzebuję kolejnego gwoździa do trumny.



– Chyba powinienem się już zbierać – mówię, próbując równo poskładać koc. Nie jest idealnie, ale marny ze mnie perfekcjonista. Odkładam pozwijany kawałek materiału na kanapę i obracam się w stronę Kasjana. – Dzięki.  
– Co z Laurą? – pyta, opierając się plecami o ścianę.
– Jest u matki.
– Wciąż jest taką samą suką?  
Unoszę kącik ust w niepewnym uśmiechu.
– Nic się nie zmieniła. Dalej uważa, że wie lepiej.  
– Ale masz opiekę nad Laurą, więc…
– To nie tak – przerywam mu, siadając na kanapie. Pocieram kciukiem podbródek. – Nie mam prawnej opieki. Matka pozwala młodej u mnie przebywać, ale jeśli coś się jej nie spodoba… Wiadomo, awantura roku. Jestem wtedy najgorszym draniem, marginesem społecznym, który pomoże stoczyć się tej biednej, niewinnej i młodej dziewczynie.  
– A nie da się tego problemu rozwiązać prawnie?
Nasze spojrzenia się krzyżują. Kasjan krzywi się delikatnie.  
– Wybacz, stary. Zapomniałem.  
– Właśnie – mówię cicho. – Ma na mnie zbyt wiele haków. Nie dam rady wybronić się w sądzie. Nikt nie będzie w stanie mi pomóc. Kto uwierzy, że z ćpuna przemieniłem się w troskliwego braciszka? I Remik… Najlepszy przyjaciel od tylu lat. – Wzdycham ciężko. – No i Jagoda.
– Stary, skończ.
– Byłem tak kurewsko głupi…  
– Jagoda nie była niewinna. Owinęła cię sobie wokół palca. Zawsze ci to powtarzałem. Tylko Remik uważał inaczej. Widział w niej dobrą duszyczkę. – Prycha pogardliwie. – Ta dobra duszyczka wielokrotnie cię zdradzała w zamian za ten pierdolony syf. – Przeczesuje dłonią włosy. – Wciąż się dziwię, że z nią byłeś. Kochać taką dziwkę…
– Kasjan – warczę.
– Wiesz, że zawsze byłem z tobą szczery. Gdybyś mnie wtedy posłuchał, nie tkwiłbyś w bagnie. Razem z Remikiem stoczyliście się na samo dno, a nasza przyjaźń wisiała na włosku. Już nie pamiętasz jak z Błażejem cię ratowaliśmy?  
Już otwieram usta, ale Kasjan zaczyna machać rękami.
– Kurwa! Dlaczego niby miałbyś to pamiętać? Byłeś wtedy w zupełnie innym świecie! A kiedy łaskawie wróciłeś do żywych, nie potrafiłeś nawet podziękować.  
– Kasjan!
– Sam zacząłeś – syczy. – A teraz jest dokładnie tak samo. Wszyscy ci mówią, że powinieneś ruszyć do przodu, bo ta miłość zżera cię od środka, ale nie… Po co kogokolwiek słuchać? Przecież nie mają racji!  
– I co mam ci, kurwa, na to powiedzieć? – podnoszę głos. – Myślisz, że chcę cierpieć? Dla mnie to wcale nie jest przyjemne!  
– Wyobraź sobie, że dla nas również!  
Zaciskam zęby.
– Wszyscy się o ciebie martwimy.
– Tak, Kasjan – kpię. – Ty w szczególności!
Odpycha się nogą od ściany i rusza w moim kierunku.  
– Tak, kurwa! Ja tym bardziej! Byłem przy tobie zawsze, idioto! Jeden błąd nie może przekreślić wieloletniej przyjaźni, rozumiesz? I nie rób z Wiki niewinnej. Sama to wszystko zaczęła. Na tamtej imprezie również nie była bezbronna. Mogła, kurwa, zaprotestować. Nie zrobiła tego.  
– Próbowała…
– Skończ pierdolić! – warczy. – Ja tylko korzystałem z okazji i może, kurwa, chciałem ci trochę zagrać na nosie. Zawsze ci pomagałem, a ty zawsze miałeś wyjebane. Mój ojciec proponował ci normalną pracę. Studia, nowe mieszkanie… Miałeś wszystko na wyciągnięcie ręki i co? Co z tym zrobiłeś, do kurwy nędzy? NIC! Pierdolone nic!
Ukrywam twarz w dłoniach. Ciężko oddycham, bo słowa Kasjana ranią. A najgorsze, że ma rację. Odrzucałem każdą możliwą pomoc. Nigdy go nie słuchałem. Zawsze uważałem, że jest synkiem bogatego idioty. Mój ojciec ciężko harował na zachcianki matki, ale nigdy nie mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy, abym miał to co on…  
Kurwa, co za chujowe tłumaczenie. Byłem po prostu dupkiem. A Jagoda tylko jeszcze bardziej to we mnie podsycała. Uważała, że jest moim szczęściem i nikogo więcej nie potrzebuję. Słuchałem jej. Nie wiem, kurwa, po co… Puchnąłem z dumy, gdy w towarzystwie wieszała mi się na szyi. Kochałem ją. Wiedziałem, że podoba się Kasjanowi i to w jakiś sposób niszczyło naszą przyjaźń. Zarzucałem mu zazdrość. Zawsze zaprzeczał, powoływał się na nasze przyjacielskie stosunki, a ja…
– A teraz coś ci powiem i mam w dupie, co z tym zrobisz. Możesz mi jeszcze raz wpierdolić. Nie obchodzi mnie to…  
Ściągam dłonie z twarzy i wbijam wzrok w Kasjana. Wygląda na wkurzonego, ale i w jakiś sposób smutnego.  
– Jagoda kilkakrotnie chciała, żebym ją przeleciał.
Rozczarowanie dusi moje serce.  
– Co, kurwa? – szepczę. – O czym ty pierdolisz?
– Była dziwką, Aleks. Wielokrotnie ci to mówiłem, ale nigdy nie chciałeś słuchać. Puszczała się za pieniądze, żeby mieć na narkotyki.
– Kasjan – warczę.
– To prawda!  
Kręcę głową z niedowierzaniem.  
Jagoda nie mogłaby mi tego zrobić. Nie, nie, nie. Kochała mnie, kurwa. Może nie była idealna, może chciała mieć mnie tylko dla siebie, ale nie… Nie zrobiłaby mi czegoś takiego!
– Kłamiesz – syczę, gwałtownie wstając. – Jagoda taka nie była.
Kasjan parska śmiechem.  
– Aleks, jesteś naprawdę tępy. Jagoda może coś tam do ciebie czuła, ale to nigdy nie był miłość. Nie płakała za tobą. Kochała tylko narkotyki. Szybko znalazła sobie jeszcze większą ilość sponsorów. Pieprzyła się z kim popadnie.  
– Nie…
– I nie wiem, jak mam ci powiedzieć, że… – Kasjan przyciska pięść do ust, patrząc na mnie w dziwny sposób. – Aleks, cholernie mi przykro. Mimo wszystko.  
– Co…
– Jagoda zmarła siedem lat temu.  
Zawsze się o nią martwiłem i chciałem chronić. Bałem się, że przedawkuje. I kurwa, właśnie tak skończyła się jej wielka miłość. Doprowadziła ją wprost do ramion śmierci. Kiedyś myślałem, że taka wiadomość złamie mi serce. Jednak tak się nie stało. Jestem zaskoczony, bo z żeber spadł mi niewidzialny ciężar.  
– Nie wiedziałem…
– Wiem. Dowiedziałem się rok temu i to przez przypadek. Długo zastanawiałem się, czy powinienem ci o tym powiedzieć. Nie byłem pewien jak zareagujesz.  
– Po co to zrobiłeś?
– Żeby ci pokazać, że dla ciebie i dla niej nie ma już ratunku.  
Mrużę oczy.
– Chodzi o Wiki?
– Dokładnie – przyznaje. – Jesteście naznaczeni mroczną przeszłością. Wasze światy nigdy się nie połączą. Zawsze któreś będzie bardziej cierpieć. Wiki zostawiła cię, będąc w rozsypce. Straciła Remika, ale również Marcina. Wiesz, że wylądował w więzieniu?
Kręcę głową.  
– Właśnie. Bruno go sprzedał. Sprzedał swojego przyjaciela. To chyba mówi o nim wszystko, prawda? A Wiki go znała i dlatego nie chciała z tobą być. Niepotrzebnie naciskałeś. Mogłeś sobie odpuścić. Pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej.  
Wpatruję się w równo położone panele. Mam w głowie bałagan. Dowiedziałem się tylu rzeczy, że nie wiem już kim jestem. To stanowczo za dużo.
– I myślę, że na dziś już wystarczy – dodaje Kasjan.  



Siedzę w biurze i patrzę przez okno. Nie mam nastroju do rozmów. Arek tylko zerknął na moje poranione dłonie, a na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech. Ledwo otworzył usta, ale szybko je zamknąłem, bo obrzuciłem go morderczym spojrzeniem.  
Przewijam w nieskończoność wspomnienia. Widzę roześmianą twarz Jagody. Taka właśnie przy mnie była, a raczej takie sprawiała wrażenie. Nagle jej obraz znika.  
Słyszę dźwięk gwałtownie otwieranych drzwi, więc obracam się na krześle i zamieram.  
Takich odwiedzin się nie spodziewałem.  
Wiki przekracza próg, a jej włosy unoszą się w powietrzu, gdy z hukiem zatrzaskuje za sobą drzwi. Wygląda na wściekłą. Podpiera się pod boki, wbijając we mnie lodowate spojrzenie.
– Aleks, do jasnej cholery, co to miało znaczyć?!

1 059 czyt.
100%164
elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2068 słów i 12069 znaków

Komentarze (4)

 
  • Minia215

    Minia215 14 kwietnia

    Nie wierzę w jej zakochanie w Macku....Bardziej bym się pokusiła o stwierdzenie że traktuje go jak alternatywe

  • Lula

    Lula 14 kwietnia

    Jest cudownie ale wszystko pod znakiem zapytania 😄😤

  • agnes1709

    agnes1709 13 kwietnia

    Wiedziałam!

  • Speker

    Speker 13 kwietnia

    Nie! Dlaczego skończyłaś w takim momencie?? Cholernie dozujesz dawki niczym Bruno. Czy teraz będzie normalna rozmowa, czy w końcu szczerze porozmawiają ze sobą?  
    No nie, skończyć w takim momencie