Tylko ty cz ostatnia

   James

Przyjechaliśmy do domu. Oboje pragneliśmy być blisko, w ten bardzo intymny sposób. Ale nie spieszyliśmy się jak szaleni, raczej w wyważony sposób. Jenny delikatnie mi przypomniała, że chce byśmy spróbowali to co nie wyszło wczoraj. Trochę się obawiałem, ale ogólnie ta myśl mnie podniecała. Zaczeliśmy normalnie. Dziwnie szybko mieliśmy wspólny szczyt i zaraz po, moja gorąca kochanka chciała bym kontynuował pieszczoty przy pomocy palców i w końcu, dłoni.  
Prawdę mówiąc, widziałem że ona bardzo chce by to zakończyło się pełnym sukcesem. Jenny zwykle jak czegoś chciała, nie odpuszczała. W tym wypadku chodziło o dostosowanie. Kobiecy organ jest elastyczny, ale są granice. Sabinka walczyła prawie godzinę. Ja kilka razy chciałem przestać, ale Jenny miała inne zdanie. Straciłem rachubę ile razy miała orgazm zanim moja dłoń znalazła się w jej gorącej jamce. Moment przedzierania się przez różane obręcze był szczególny. O ile ja to odczułem  w sposób naturalny, dla niej stanowilo to źródło wielkiej rozkoszy.  
Miałem w domu bardzo wyciszone okna, więc pewnie nikt nie usłyszał jej roskosznego jęku. Ale to był dopiero początek. Dla niej to było rozkoszne, a mnie podniecało. Prawie całą następną godzinę pieściłem ją. Najbardziej miłe były dla niej momenty przedzierania się przez bramę. I znowu pogubiem się w liczeniu jej szczytów. Mnie było pewnie łatwiej, bo ona je przeżywała, więc z pewnością nie miała głowy by pamiętać liczby. W każdym razie dla mnie świadomość tego, że daję jej taką radość, miała wielkie znaczenie.  
Po godzinie kiedy byłem już w niej, była wymęczona. Spocona na całym ciele. Czarne włosy miała zlepione. W końcu dała mi do zrozumienia, że chyba starczy. Tak definitywnie. Bo już wcześniej dawała znaki, że chce skończyć, po czym mówiła, że chce jeszcze. Oczywiście Gilbert przez tę godzinę nie patrzył cały czas w sufit. Jednak pragnąłem szczytu. Jenny oczywiście wiedziała o tym. Pieściła mnie ustami aż do końca.  

                                                               Jennifer

Nie żałowałam. Kochałam mojego Żuczka i wszystko co z nim robiłam sprawiało mi radość. Nie tylko sex. Ale ten rodzaj szczególnie mi przypadł do gustu. Oczywiście nie chciałam by to się stało rutyną. O tej pory wiedzieliśmy co możemy. Chciał się umyć, ale wyprosiłam, żeby mnie umył swoimi ustami. Obserwowałam go czy robi to dla mnie czy po prostu tego chce. Chciał. Lizał nawet moje włosy. Co było dla mnie czymś nowym. Kiedy byłam już bardziej sucha, poprosiłam czy mogę zrobić to samo. Zgodził się. Uwielbiałm całować całe jego ciało.  

Rano, kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam że patrzy na mnie.
— Hej, kochanie — szepnął.
— Mój Żuczek — odpowiedziałam.
     Nasze usta się spotkały. Oboje poszliśmy do łazienek. Każdy do swojej. Nie byłam zła, w końcu każdy ma prawo do prywatności.  
— Teraz chyba się umyjemy, co?
— Potem — szepnęłam i zatopiłam usta w jego.  
     Chwilę potem ogień wybuchł na nowo. Zaczęliśmy w łazience i wkrótce trafiliśmy do sypialni. Tym razem kochałam się z nim w jednej pozycji. Prawie, bo jednak chciałam być chwilkę na nim.  
Czy było mi mniej miło niż wczoraj? Nie miałam pewności. Kochałm go i to się najwięcej liczyło. Ilość i moc orgazmów był mniej ważna. W końcu trafiliśmy znowu do łazienki. Razem się umyliśmy pod prysznicem.  

Osuszeni i w szlafroczkach robiliśmy śniadanie
— Pójdziemy do nich na trzecią, dobrze?
— Zaprosili nas na piątą — zdziwił się.
— Lubię robić niespodzianki.  
— A jak nie będą gotowe?
— To pomożemy.

                                                                  James

  
Jennifer nie była osobą, którą można było do czegoś przekonać. Za pięć trzecia zadzwoniłem do drzwi Suzan. Tak jak się spodziewałem, powiedziała.
— Mieliście przyjść o piątej.
     Chloe wyraźnie się ucieszyła.  
— Ja tam się cieszę, że jesteście już.
     Suzan popatrzyła na nas ucieszona.
— Ja także się cieszę, tylko stwierdziłam fakt.  

     Wizyta była nadzwyczaj udana. Czułem wzrok Chloe. Oczywiście wszyscy to dostrzegli.
Moja narzeczona oczywiście skomentowała to w swój sposób.
— Prawdopodobnie się pomyliłam. Chloe miała złe doświadczenie ze swoim chłopakiem. Gdyby spotkała Jamesa, byłaby pewna, że woli mężczyzn.  
Na jej stwierdzenie, Chloe spłonęła rumieńcem.  

Wróciliśmy do domu koło ósmej. Usiedliśmy na kanapie i w takiej pozycji trwaliśmy do dziesiątej. Samo przebywanie w jej towarzystwie było dla mnie rozkoszą. Przez dwie godziny nie zamieniliśmy słowa. Przed jedenastą zasnęła w moich objęciach.

                                                              Jennifer.

Ślub ustaliliśmy na piętnastego stycznia. Wynajął restaurację, bo miało być sporo osób. Prawie wszyscy z jego pracy. Oczywiście Chloe i Suzan, Darci ze  swoim nowym chłopakiem. Z tego co czułam, wkrótce mężem. Moi rodzice. Dalsza rodzina . Ślubu udzielił nam pastor z baptystycznego kościoła. Miałam wspaniałą ślubną suknię i szliśmy do ołtarza po płatkach róż. Wówczas przypomniałam sobie wizję.

Dni uciekały. Tygodnie i miesiące. Za moją namową James poszedł na kurs. Chciałam, żeby odebrał poród. Chloe też koniecznie chciała, więc również się zapisała. W końcu oboje widzieli mnie bez niczego.  
Brzuszek rósł i w końcu dziewiątego miesiąca wyglądałam jakbym połknęła piłkę plażową. Do ostatniej chwili czułam się dobrze. Ograniczyliśmy kochanie, chociaż dopiero w ósmym miesiącu.  

Oliwia przysła na świat 27 września czyli dokładnie po dziewięci miesiącach. Chloe prawie się nie przydała. Poród trwał tylko czterdzieści pięć minut. Bolało, ale nie tak bardzo. Nasza śliczna córeczka zobaczyła tatę mame i przyjaciółkę. Była cudna. Nasza Oliwia.

                                                                James

Pomagałem Jennifer jak mogłem, chociaż radziła sobie świetnie. Miała też pomoc od innych. Beatrice, Suzan i Chloe. Oliwia rosła i prawie nie chorowała. Skończyła trzy latka. To wyszło ode mnie, żeby dowiedzieć się jaką ma krew. Przy okazji chciałem wiedzieć jakie ma DNA.
Jennifer nie bardzo chciał, ale w końcu się zgodziła.  
Była może ósma wieczór, kiedy zadzwonił telefon. Zobaczyłem numery kliniki. Poczułem się dziwnie.
— Tu doktor Wright z kliniki. Mamy wyniki. Krew jest dobra A, Rh + Jednak kiedy zrobiliśmy DNA...  
— Czy coś nie tak? Proszę powiedzieć!  
     Wziąłem na głośnik, bo Jennifer też chciała wiedzieć.
— Jest wszystko w porządku. Powtórzyliśmy badania trzy razy, oczywiście nie będzie pan płacił więcej. Proszę usiąść.
    Spojrzałem na Jenny.
— Dlaczego?
— Proszę to zrobić i proszę powiedzieć żonie to samo, bo pewnie jest obok.
— Tak, jest obok. Może pan mówić jaśniej?
— Oczywiście. Z badania wynika niezbicie, że wasza córka jest pańską zmarłą żoną. Mamy pierwszy udokumentowany przypadek reinkarnacji. Nie wiem co mogę więcej powiedzieć.
— Pan żartuje, ale jest to wyjątkowo głupi żart.
— Chciałbym, panie Waterblack, jednak wyniki nie kłamią.
     Odłożyłem słuchawkę. Spodziewałem się zobaczyć zdziwienie na twarzy Jenny. Ale nie! Uśmiechała się. Spojrzałem na śpiącą Oliwię.
— To niemożliwe! — szepnąłem.
     Poczułem dłoń żony na ramieniu.
— Ja wiedziałam, ale nie mogłam ci powiedzieć.
— Co takiego?! W jaki sposób mogłaś wiedzieć?!
     Patrzyła ma mnie swoimi cudnymi oczami.
— Pamiętasz nasz pierwszy toast? Prosiłam cię abyś miał życzenie.
— Tak. Pragnąłem byś była szczęśliwa.
— I to się spełniło. Powiedziałeś, że jej nigdy już nie zobaczysz. A  ja poprosiłam, żeby to się stało.
— Ale tak się dzieje. Nigdy!
     Czułem, że łzy ciekną mi z oczu. Jennifer popatrzyła na mnie tak jak jeszcze nigdy. Zobaczyłem coś innego w jej oczach. Nigdy tego jeszcze tam nie widziałem.
— Kochanie, to wszystko gra. Bardzo mądra i zaawansowana gra.
— Nie rozumiem o czym mówisz?  
     Bez słowa wzięła mnie za rękę i wyszliśmy na balkon. Patrzyła na ukoronowane gwiazdami niebo.
— Widzisz tam — pokazała ręką.
— Gdzie? — zapytałem zbity z tropu.
— Tam. Widzisz delikatne czerwone światło, a obok niebieskie?
     Dziwne, ale dostrzegłem.
— I co? — zapytałem.
— To niebieskie to Game, czerwone to Over.  
     Poczułem jak tracę świadomość.

                                                                     *
Przed wielkim, miedzygalaktycznym ekranem komputera stały dwa światła. Game i Over. A w chwilę później ekran zgasł i ukazał się napis. Skończona gra.  
— Jak ona na to wpadła? — zapytał Game.
— Kobiety mają intuicję, kochanie.  
— I co teraz? Ich świat zniknął? — zapytał Game.
— Nie wiem. Może czas na przerwę. Od dwudziestu miliardów lat gramy, chciałbym...
     Po chwili na nieboskłonie pokazało się fioletowe świato. Co chwilkę rozbłyskało złotymi gwiazdami...

                                                                    *
                                                              Jennifer
Obudziłam się pierwsza. Rzuciłam okiem na łóżeczko. Oliwia smacznie spała. James obudził się. Jego oczy wskazywały ogromne zdziwienie.
— Jenny!
— Co się stało, skarbie. Masz takie zdziwione oczy.
— Nie uwierzysz co mi się śniło! Wszystko pamiętam z detalami. Śniłem, że miałem żonę Oliwię. Naszą Oliwię. Miałem 54 lata. Uratowałem ci życie. Oliwia zginęła w tym wypadku, a ciebie uratowałem. Zakochałaś się we mnie. A ja w tobie. Nie miałaś jeszcze osiemnastki. Byliśmy w Las Vegas. Grałaś w pokera i ruletkę. Chloe była lesbijką i żyła z Suzan.
— Co ty mówisz? Przecież Chloe ma narzeczonego, a Suzan ma męża.  
— Wszystko inne było to samo. Mamy dwa samochody Lexus i Porsche. Pracuję w firmie co robi obliczenia podatkowe. Tylko mam dwadzieścia osiem lat, a ty dwadzieścia pięć. Dlaczego mi się to śniło. Dlaczego Oliwia była moją żoną?
— Pewnie ją bardzo kochasz.
— Oczywiście. To moja córka. Czemu miałem we śnie 54 lata?
— Nie wiem, kochanie.
     Popatrzył na mnie.
— Czy ty i Chloe....?
— Co masz na myśli?
— Bo śniłem, że wy razem...
— Żuczku, co ci przyszło do głowy. Liczysz się tylko Ty. Tylko ty!

                                                                     *
Fioletowe światło znowu rozdzieliło się na czerwone i niebieskie. Ekran zapalił się sam.
— Widziałaś Over?
— Tak, sam się włączył — szepnęła Over.
— Może sami przerwiemy grę.  
    Chciał nacisnąć przycisk mocy, ale w tej chwili na ekranie dostrzegli napis palący się złotym światłem.
,, Zanim wyłączysz mnie, ja wyłączę ciebie”  Wiadomość od waszego konstruktora.  
   W prawym górnym rogu ekranu pokazało się zdjęcie pięknej brunetki, Jennifer Mckenzi- Waterblack.
  
                                                               Koniec.

Według konstruktora samochodu Tesla, Elona Muska, świat jest wielką komputerową grą jakiejś bardzo zawansowanej w rozwoju, istoty. Oczywiście Musk jest w błędzie, ale jego wypowiedź posłużyłami do napisania tej histori.

329 czyt.
100%3
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 1903 słów i 10806 znaków

Dodaj komentarz