Tylko ty cz 16

Wzięłam się za porządki. Przejrzałam rzeczy do prania. W trakcie szukania, znalazłam moje białe majteczki. Pod jego poduszką. Dziwne. Czemu mi nie oddał? Schowałam z powrotem w to samo miejsce.
    Kiedy Chloe przyjechała, mieszkanko lśniło. Oczywiście Darci by miała pewnie zastrzeżenia.  
   Dzwonek. Otworzyłam. Chloe miała na sobie granatową sukienkę, lekko przed kolna. Namalowano na niej żółte, małe kwiatuszki. Wygladała w niej bardzo ładnie. Jej śliczne złote włosy, spięte zwykłą gumką, sięgały do połowy pleców. Tak jaki i Suzan, rzęsy miała w żółtym kolorze. Podobnie i brwi. Malowała rzęsy na czarno, co nie było dobrym pomysłem. Według mojego zdania. Przytuliłyśmy się krótko.
— Jadłaś coś, bo nic nie ma? Poza alkoholem.  
— Jadłam. Kupiłam po drodzę wegetariańską pizze.
— Dawaj. A jest jeszcze pyszny tort... będzie na deser. Picie jest. Chcesz herbaty czy soku z mango albo pomarańczowego?
— Możesz zrobić herbaty.
— Może być owocowa?  
— Jasne, potem dasz ten tort i drinka. Potrzebuję się napić. Ale się kurwa narobiło!
— Aż tak?
— Powiem ci. Chyba tobie mogę.  
     Przygrzałam pizzę w opiekaczu. Mikrofalówke spaliła Suzan, to James kupił mały piecyk na prąd.  
Wstawiłam wodę.
— Ile ten facet ma lat?
— Pięćdziesiąt sześć.
— Jenny, ocipiałaś? Starszy od twojego ojca! Staje mu?
— Chloe, miarkuj się. Nie bądź półgłupią blondynką.
— Sorry. Ok, przepraszam.  
     Otworzyłam komórkę i pokazałam jego zdjęcie.
— To jest James
— E, niczego sobie. Wygląda na czterdzieści.
— Jest super, kocham go. Ale puścisz parę z ust, to zatłukę.
— Coś ty, nic nie pisnę! Jaki jest?
— Cudowny. Ma problem, bo sądzi, że jest za stary.
— A nie jest?
— Posłuchaj, kochana. Miłość prawdziwa choćby miała trwać sekundę, jest warta przeżycia. Kochałaś kogoś?
— Nigdy. Nawet sex mi nie wyszedł.
— Mówiłaś, że nie chcesz z nim. Stało się?
— Nie, ale dziewicą już dawno nie jestem.
— To jak?
— Sama, tym.
     Wyjęła różowe dildo.
— Lubisz tak?
— Z braku czegoś lepszego...
— Nie martw się, poznasz kogoś.
     Spojrzała na mnie.
— Sądzisz, że ze mna jest coś nie tak?
— Jesteś inna, ale lubię cię.
— Myślałam, że Zoe też mnie lubi...
     Dostrzegłam grymas na jej buzi.
— Mów.
    Widziałam, że się gryzie.
— Czy to źle, że chyba mi się podobają dziewczyny?
— Mnie to nie przeszkadza.
    Przytuliła mnie.
— Powiedziałam to samo Zoe. Wyzwała mnie od zboczonych. Nie wiem czy nie zerwie przyjaźni...  
— Pogadać z nią?
— Nie dzisiaj, daj jej dwa dni. Nie chcę jej stracić.
— Czy to był powód, że zerwałaś z Tommy?
— Chyba tak...
— Chloe, zadam ci pytanię. Facet to ma. Ty masz dildo. O co chodzi?
— To nie tak. Chyba chodzi o to jacy są faceci, a jakie kobiety. Gdybym sobie wyobraziła, że to kobieta, mogłabym z nim to od biedy robić...
— Rozumiem, wspomniałaś mu o tym i cię wyśmiał, tak?
— Dokładnie. Masz jakiegoś drinka?
— Zrobię, ale jednego. Bo się wstawisz i James będzie miał problem.  
— Dobra, tylko jeden. Może dwa.  
— Szkoda tortu. Jest pyszny. Kilka dni temu spiłam się z Beatrice i wyrzygałam super naleśniki z serem.
— Z jaką Beatrice piłaś? Nie wiedziałam, że pijesz.
— Pierwszy raz. Z mamą. Jest super. Zresetowałam do niej uczucia. Kocham ją prawie tak mocno jak Jamesa. I zaczęłam kochać ojca, a raczej uświadomiłam sobie, że zawsze go kochałam. Jest dobrze. Suportują mnie.
— Chcesz być z Jamesem?
— Pragnę. On będzie się odmładzał, a ja jak wszystko inne upadnie, będę się postarzać, ale najpierw urodzę mu dziecko.
    Popatrzyła na mnie jak na kosmitkę.
— Chcesz mieć dziecko?
— Pragnę.
— Dawaj drinka. Potrzebuję się napić. Jak szczerość, to szczerość. Najwyżej mnie pogonisz.
     Nie wiedziałm o co jej chodzi, ale pogonić jej nie zamierzałam. Zrobiłam dwa drinki. Proste. Sok pomarańczowy, wódka i trochę ginu i oczywiście kostki lodu. Wypiłyśmy.  
— Dobre, ciut za mocne.  
— Drugi zrobię nieco słabszy.
     Zjadłyśmy pizze, pokroiłam tort.
— O kurcze, ale pycha.
    Jadła i aż jej się buzia cieszyła.
— Sama robię lepszy, ale nie tak bardzo. Fakt, dobrze zrobili ten tort. James dał im instrukcję i oczywiście zapłacił sporo więcej. Oryginalny liquore z wiśni.
— Pieprzysz się z nim? — zmieniła temat.
— Chciałabym, ale jeszcze się to nie stało.
— Myślałam, że starszy gość tylko o tym marzy.
— On mnie kocha, głupoto. Tłumaczę ci, a jesteś tępa jak kołek.
— Wiesz, że jestem blondynką.
— Znam lepsze przypadki, wierz mi.
     Doznałam olśnienia.
— A co mi chciałaś powiedzieć, za co miałabym cię wyrzucić.
    Momentalnie się zarumieniła.
— Chodzi o to, że ja jeszcze nigdy...
     Ja nie byłam blondynką i od razu zrozumiałam.  
— Kocham Jamesa i preferuję mężczyzn.
     Preferujesz, co nie wyklucza...
— Nie jestem króliczkiem doświadczalnym.
— Jenny, nigdy nie miałam tego na myśli.
— Dokładnie to miałaś na myśli. Czy ja ci się w ogóle podobam.
    Zrobiła się jak czerwona jak cegła.
— Nie przestaniemy być przyjaciółkami jak ci powiem?
— A czamu miałybyśmy?
— Podobasz mi się od dawna, od dwóch lat o tobie fantazjuję — wypaliła.
     Opss. Tego nie przewidziałam.  
— Chcesz powiedzieć, że dotykasz się i wyobrażasz sobie, że to ja robię?
— Tak — spuściła wzrok na dywan.  
— Wynocha — podniosłam głos.
— Mówiłaś, że nie...— zobaczyłam łzy w jej oczach.
— Żartowałam — uśmiechnęłam się.
— Cipa! Jak mogłaś, prawie się poryczałam.
     Przytuliłam ją. Popatrzyłam jej w oczy. Położyłam dłonie na policzkach i pocałowałam. Chciałam tylko ustami, ale brałam pod uwagę, że mi odda pocałunek. Najpierw się wachała, a potem...poczułam jej język. Szczerze mówiąc, było miło.  
— Bajecznie — przeciagnęła się.
    Wiedziałam, że będzie bała się zapytać to jej to ułatwiłam. W końcu mała zemsta za Suzan się należy. Oczywiście nie chciałam rewanżu. Chciałam tylko pomóc Chloe... a może jednak trochę chciałam.  
                              
                                       James

Dojechałem do pracy. Odruchowo sprawdziłem komórkę. Lista zakupów się nie pojawiła.  
     Co zrobiłem od czasu śmierci Oliwi? Same błędy. Dlaczego nie słuchałem Jennifer? Mógłbym z nią być. Nie zawróciłbym w głowie Darci. Nie skrzywdziłbym Suzan, a przede wszystkim nie skrzywdziłbym Jennifer. Poczułem teraz, że Oliwia chciała dla mnie dobrze. Wiedziała co jest dla mnie dobre. Sekundę przed śmiercią, chciała mi to powiedzieć, tylko nie zdąrzyła. Pewnie chciała powiedzieć: Żyj szczęśliwy, bądź z Jennifer. Nie mogła chcieć dla mnie czegoś innego. Tylko ja odbierałem to jako nierealne, bo widziałem tylko różnicę wieku.  
Dopiero kiedy byłem blisko z Suzan, uświadomiłem sobie, że nie mogę kochać nikogo innego, tylko Jennifer. Bo prawdziwa miłość jest warta przeżycia, jeżeli miałaby  trwać tylko kilka sekund.  
     Ile jest ludzi na Ziemi, którzy migdy nie przeżyli choćby sekundy w miłości? Bo i w tej materi jak i w każdej innej, liczy się jakość, a nie ilość.  
    Przez miesiąc Gina miała pomagać Suzan. Zgodziła się łatwo. Ja miałem pełnić jej funkcje. Wiedziałem, że dam radę. Nie miała rodziny, widocznie to jej odpowiadało.  
    Miałem dobry zespół. Inni częściowo będą wykonywać moje funkcje.  
W przyrodzie, najwyżej rozwiniętą formę życia w społeczności, piastują wilki. Dziwne, ludzie ich nie lubią. Właściwie, nienawidzą. Wilk jest dla wielu synonimem zła. Tymczasem wielkie korporacje zaczynają się od nich uczyć. W stadzie każdy ma swoją fukcję. I wszyscy pracują dla wszystkich. Kiedy basior jest ranny, wedera pełni jego funkcje. Kiedy ona jest zajęta albo ranna, on pełni jej zadania. My moglibyśmy być lepsi od nich, ale mamy wroga. Ego. I dlatego świat tak wygląda. Brak jest wielkiej i całkowitej miłości. Strach działa. A strach znika tylko w obliczu prawdziwej miłości. I to jest dopiero pierwszy krok. Niestety, dla wielu nawet ten pierwszy krok, jest nieosiągalny.    

Uświadomiłem sobie jedno. Cała natura działa naturalnie. Kot zabija myszy i wszystko co się rusza, a jest mniejsze od niego. Inne zwierzęta jedzą i rośliny i zwierzęta. Nie popełniają grzechu. Są czyste. Tylko my jesteśmy niedoskonali. Pierwszym stopniem tej niedoskonałości jest jedzenie zwierząt. Postanowiłem w tej sekundzie nie wziąść więcej do ust jakiegokolwiek mięsa. Musiałem powiedzieć o tym Jennifer. Nie mogłem jej zmuszać do takiej samej decyzji. Sama jadła tylko ryby. Pomyślałem, że gdyby ludzie przestali jeść mięso, wówczas odnaleźli by drogę by nie jeść roślin, bo przecież też były formą życia. Idąc tą drogą, doszlibyśmy do stadium, żeby uciec z materi, bo pewnie nie jesteśmy tylko ciałem.
    Zadzwoniłem do Giny.
— Hej, jak się masz?
— Dobrze, James. A jak u ciebie?
— Dobrze. Dojechałem do pracy. Coś zrozumiałem. Dzwonię, bo właściwie chciałbym wiedzieć jak u Suzan?
— Robi postępy. Pozabierała wszystkie kartki w domu. Już wie, że jajka są w lodówce i jak się gasi światło. Wie, że suszarka do włosów suszy włosy i nie może być blisko wodu. Inne sprawy idą doskonale. Zaczyna rozumieć czym jest relacja między ludźmi. Ale dostrzegłam coś dziwnego. Powiem ci za kilka dni, kiedy się upewnię.
— Dziękuję ci Gino. Czy ona...?
— Zrozumiała, nie czuje już krzywdy i z pewnością ci wybaczyła. Naprawdę.
— Och! To dobrze. Cieszę się. Spadł mi kamień z serca.  

                                           Jennifer

Dostrzegłam rozluźnienie na twarzy Chloe. Dopiero potem inne, bardziej subtelne energie zaczęły się w niej rozwijać.
— Poczekaj chwilkę — powiedziałam.
— Coś się stało? — zapytała blondynka, marszcząc trochę czoło.
— Nic takiego. Muszę napisać listę zakupów do jedzenia. On nie za bardzo wie co ma kupić. Później się nauczy. A nie chce tego odkładać na później, bo on czeka, poza tym, później nie będę miała do tego głowy.
     Chloe była nieco głupiutka, ale nie aż tak. Ucieszyła się, że dostanie to o czym marzyła miesiącami.  
— Posiedź chwilkę na kanapie, postaram się żeby to nie trwało długo.
     Usiadłam w kuchni i zaczęłam pisać. Przeczytałam listę i dopisałam kilka pozycji. Po chwili dostałam odpowiedź.  
<  Dziękuje, kocham. Postanowiłem nie jeść mięsa. Ryb i drobiu jak i owoców morza >
    Spojrzałam na ekran.  
< Jestem z tobą, też rezygnuję >
    Posłałam mu serduszko. Tylko ja wiedziałam, co ono oznacza. Teraz mogłam pomóc Chloe. I trochę sobie.
    Poszło to lepiej niż sądziłam. Blondynka zachwyciła się widokiem mojego ciała, a ja podziwiałam jej. Wiedziałam, że kocham tylko Jamesa, więc musiałam trochę przestawić moje jestestwo, żeby w ogóle do tego doszło. Wystarczyło, że wytłumaczyłam sobie dlaczego to robię. Nie musiałam, ale trochę chciałam. Chloe wprost tego pragnęła.  
Sądziłam, że to Jamest da mi pierwszy rozkosz, ale stało się inaczej. Jej dłonie były wszędzie i jej usta również.
— Teraz może chcesz bym ja zajęła się tobą?
     Uśmiechnęła się z radością i przygryzła usta.
— Chciałbyś? — powtórzyłam.
— Tak, bardzo. Jesteś bardziej odważna niż ja.
— Jestem bardziej dorosła, to wszystko.
     Teraz ja miałam radość dawania, szczególnie że ona chciała brać. W trzeciej cześci gry już nie było tego tego kto bierze, a kto daje. Trwało to dwie godziny. Umyłyśmy się i ubrałyśmy...  
Usiadła obok.  
— Kiedy byłam mała bawiłam się lalkami i oczywiście bawiłam się z dziewczynkami i chłopcami. Ale wolałam z dziewczynkami. A kiedy później inne koleżanki zaczęły preferować chłopców, ja je tylko kopiowałam, ale wiedziałam w środku, że nie tego pragnę. Próbowałam sobie tłumaczyć, że wszystko się jakoś ułoży. Nie każda kobieta na mnie działała. Zoe bardzo lubię, ale nie chciałabym tego z nią. Bo ona woli chłopców.
— A ja kocham Jamesa.
— No ale...
— Nie, Chloe. Ja nie jestem bi. Ja zrobiłam tylko wyjątek dla ciebie. Żebyś miała pewność kim jesteś w tym ciele.  
     Nie rozkładała mojej wypowiedzi na czynniki. Czuła się rozluźniona.  
Musiałam czekać kilka tygodni żeby się przekonać, czy to co odczułam jest prawdą. Zawsze dostajemy dobre sygnały, ale nasz mózg kombinuje. A prawie zawsze pierwsza myśl jest prawdziwa. Zawsze. Bo to mówi do nas nasze prawdziwe ja.  

— To znaczy już więcej się ze mną nie pokochasz?
— Nie mówię, że nigdy. Nie zaczęłyśmy relacji seksualnej. Wszystko co staje się rutyną, traci swój blask. Już wiesz, ze jesteś kobietą która preferuje kobiety. Nie nazwę cię lesbijką i ty się tak nie nazywaj. Bo tak nie jest. To może się zmieni. Może najpierw coś musi się w tobie wypełnić. Ja kocham Jamesa i kocham go na wieczność. Ale tylko ja to wiem, a ty tylko usłyszałaś teraz co ja ci powiedziałam.
— Dobrze, Jennifer. To lecę. Zobaczymy się wkrótce?
—Tak, ale nie nastawiaj się, że wówczas będę ci lizać cipkę albo wkładać tam paluszki. Ale zobaczę cię chętnie.
— Chciałabym tego...
— To twoje ciało tego pragnie. Jesteśmy tu po to by odkryć kim jesteśmy naprawdę.
— Gadasz tak mądrze. Mało z tego rozumiem.
     Cmoknęłam ją w policzek.
— Leć już, mała.
— A mówiłaś że nie jestem mała.
— Głuptas — uśmiechnęłam się — zmykaj. Pojedziesz taksówką?
— Nie wiem. Może się przejdę do większej ulicy i pojadę autobusem, bo chcę przemyśleć to wszystko. Co się stało i co mi powiedziałaś.
— Dobra, tylko nie przejedź przystanku. Przynajmniej się orientujesz gdzie ja mieszkam i gdzie ty mieszkasz. Suzan by pewnie tego nie wiedziała.
— Kim jest Suzan?
— Dowiesz sie niedługo, pa.
— Pa, Jenny. Miłego wieczoru. Będę tęsknić.
     Odwróciła się i zaczęła iść.
— Muszę cię poznać z Suzan, bo jeszcze się we mnie zakochasz — mruknęłam, kiedy troszkę już się oddaliła.
      
Chloe poszła pół godziny przed przyjazdem Jamesa. Nie chciała czekać, chyba obawiała się spojrzeć mu w oczy. Może sądziła, ze przyprawiła rogi Jamesowi. Kochana Chloe. Nie rozumiała, że naszej miłości nic nie jest w stanie ruszyć ani zmienić. Chodziło tylko o to, żeby James zobaczył prawdę. Mógł chodzić tygodniami, milimetr od niej i dalej jej nie dostrzec.
Weszłam do domu. Czułam, że James zaraz przyjdzie. I zegar to potwierdzał.  
    

399 czyt.
100%3
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne i obyczajowe, użył 2603 słów i 14600 znaków

Dodaj komentarz