tylko jeden błąd - 45

Byliśmy już spakowani. Taką przynajmniej miałam nadzieję. Nasze poprzednie wakacje były w pełni spontaniczne, wszystko działo się szybko, a ja w ogóle niczym się nie przejmowałam - wrzuciłam do torby parę ciuchów i kosmetyków i już. Czym więcej miałam się przejmować? Jak czegoś zapomnę, dokupię na miejscu. Wtedy moim największym zmartwieniem było to, czy pamiętałam, by wziąć dezodorant czy tusz do rzęs. Teraz za to musiałam pomyśleć o całej masie innych rzeczy i gdy jeszcze późnym wieczorem przeglądałam zawartość walizki, nie byłam wcale taka pewna, czy wyjazd na wakacje z dziesięciomiesięcznym niemowlakiem to był dobry pomysł.
Bardzo obawiałam się podróży samolotem, więc dla pewności staraliśmy się kupić bilety na taki lot, który w miarę będzie się pokrywał z drzemką Liama. Przy odrobinie szczęścia zaśnie i nie będzie sprawiał problemów, ale kto wie - może wokół będzie taki hałas i rumor, że on w ogóle nie zaśnie. Nieco przerażała mnie wizja lotu z płaczącym i przerażonym dzieckiem. Nawet nie nieco - bardzo.
Dylan za to miał całkiem inne podejście.  
- Przecież nawet jeśli się rozpłacze, to nie będzie jakiś ewenement. Dzieci płaczą. Ludzie to rozumieją. To normalna sprawa.
Miał rację, ale i tak irytowało mnie jego beztroskie podejście.
- Naprawdę? I uważasz, że nie będzie problemem, jeśli przez parę godzin on będzie non stop płakał i wrzeszczał?  
Dylan chyba nie znalazł odpowiedzi na moje pytanie, bo nic nie odpowiedział, a ja wróciłam do pakowania bagażu podręcznego, choć byłam zmęczona i wiedziałam, że powinnam się już położyć. Nie chciałam jednak zorientować się dopiero w samolocie, że zapomniałam czegoś ważnego, dlatego ta wizja skutecznie powstrzymywała mnie od przedwczesnego zaśnięcia.
- Chusta, jedzenie, pieluchy, wilgotne chusteczki, kocyk, smoczek... - mamrotałam do siebie, rozbieganym wzrokiem analizując zawartość torby. - Na pewno wszystko wzięłam?
- Wszystko. Sprawdzałaś to już z pięć razy. Chodź w końcu spać.
- No pewnie, mam iść spać. A ty wszystko sprawdzisz i wszystko zapamiętasz. Później obudzimy się na lotnisku, że czegoś nie wzięliśmy i zapewne będzie to moja wina.
Dylan westchnął ciężko.
- Nic takiego nie powiedziałem. Ale przypominam ci, że z tymi wakacjami to był twój pomysł, więc mogłabyś się chociaż położyć spać o przyzwoitej porze, bo inaczej jutro będziesz wszystkich kąsała.
- Sugerujesz, że kąsam, gdy jestem zmęczona? - Skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej.
- Czasami.
- Bo mógłbyś chociaż sprawdzić, czy wszystko wzięłam, a nie zrzucać wszystko na moją głowę! - powiedziałam z lekkim wyrzutem.
- Na pewno wszystko wzięłaś. A jak nie, to będzie na mnie. W porządku?
No, skoro tak...
- W porządku - mruknęłam, zasuwając walizkę. Poszłam do sypialni, gdzie zrzuciłam z siebie spodnie i koszulkę. Wprawnym ruchem rozpięłam biustonosz i gdzieś go odrzuciłam, jednocześnie wyjmując spod poduszki swoją piżamę. Szybko się ubrałam, a kiedy położyłam się do łóżka, zobaczyłam, że Dylan stoi oparty o framugę drzwi, co najmniej jakby podziwiał jakiś występ.
- Czemu się gapisz? - spytałam go szeptem, by nie obudzić Liama.
- Robiłaś taki striptiz, że nie mogłem się powstrzymać. - Rzucił mi bezczelny uśmieszek, odbił się od framugi i podszedł, by też położyć się do łóżka.
- To nie był striptiz, tylko zwykłe przebranie się w piżamę - zaoponowałam i walnęłam go lekko w ramię.  
- Mów co chcesz. Dla mnie to był striptiz. A jak widzę striptiz, to się gapię. Jestem tylko prostym facetem.
Parsknęłam śmiechem, lekko zirytowana, ale też miło połechtana. W końcu udało mi się zasnąć.  
Lot mieliśmy o dwunastej trzydzieści, jednak ja wstałam już o siódmej, jako że Liam również postanowił wstać. Dylan zaczął się z nim bawić w „gdzie jest mama?”, niestety moje zachowanie nieco utrudniało małemu odpowiedź na to pytanie. Biegałam zaspana po całym mieszkaniu, próbując jednocześnie przygotować różne śniadania dla trzech osób, w międzyczasie też po raz setny doglądając walizki. Niby mieliśmy trochę czasu, ale na lotnisko długo się jechało, w dodatku wolałam wyjechać wcześniej, w razie gdyby były korki lub wypadki. Dylan, oczywiście, był całkiem wyluzowany, co mnie trochę złościło, ale też wywoływało lekką zazdrość. Zazdrościłam mu tego luzu, ale z drugiej strony wiedziałam też, że jeśli ja nas nie spakuję, to wylądujemy w Grecji jedynie z tym, co mamy na sobie.
- Uspokój się, zdążymy – powtarzał Dylan, ale ja uspokoiłam się dopiero wtedy, kiedy dojechaliśmy na lotnisko. W samochodzie wciąż kalkulowałam, czy na pewno wzięłam wszystko i pewnie gdybym sobie coś przypomniała, od razu zawróciłabym Dylana, ale teraz, na lotnisku, już nie mogłam. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że Liam nie będzie się darł podczas lotu.
Na lotnisku byłam zmuszona kupić nam po butelce wody, bo oczywiście zapomniałam wziąć je z domu, choć stały dokładnie obok zapakowanych pojemników z jedzeniem. Nie miałam pojęcia, jak to przeoczyłam, w dodatku ceny na lotnisku były chyba pięciokrotnie wyższe niż w sklepach, ale coś musieliśmy pić.
W końcu zaczęła się odprawa, a Liam zaczął jakby przysypiać, co przyjęłam z ogromną ulgą. Czekaliśmy w kolejce, która bardzo wolno posuwała się do przodu, ale powoli chyba zaczynałam się cieszyć z tych wakacji. Owinęłam Liama chustą, bo ręce już trochę mnie bolały od trzymania go. Dylanowi powierzyłam bilety, choć nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, bo pewnie zaraz je zgubi.
Bilety trafiły jednak szczęśliwie tam, gdzie trafić miały i kilka minut później przeciskaliśmy się wąskim korytarzem, by znaleźć nasze miejsca. Niemal bałam się stawiać kroki, by któryś gwałtowniejszy nie sprawił, że Liam nagle wybudzi się z drzemki, choć pewnie niechybnie się to stanie, gdy silnik samolotu zacznie pracować.
Dylan przeciskał się przede mną, aż w pewnym momencie gwałtownie się zatrzymał. Spojrzałam na niego. Miał zmarszczone brwi, a jego wzrok przeskakiwał z biletów na jakąś parkę, która siedziała po naszej lewej stronie i namiętnie się obściskiwała.
Dylan odchrząknął, ale nie zwrócili na niego uwagi.
- Przepraszam – powiedział w końcu głośno. Zerknęłam na śliniącą się parkę. Mogli mieć z piętnaście lat. W końcu oderwali się od siebie, a chłopak warknął w stronę Dylana:
- Czego?  
- Może trochę grzeczniej? – Dylan lekko się hamował, ale widziałam, że też chciał warknąć. – Siedzicie na naszych miejscach.
- Niemożliwe.
- Chyba widzę. – Dylan zacisnął szczęki.
- A gówno widzisz. Siedzimy tam, gdzie chcemy.
- Może pierwszy raz lecisz samolotem, gościu, ale nie siedzi się tu tam, gdzie się chce. Przesiądźcie się na swoje i nie róbcie obciachu.
Spojrzałam na dziewczynę, która niby siedziała cicho, jednak tak przesadnie głośno żuła gumę, że miałam ochotę uciąć jej język. Wydawała się strasznie arogancka jak na swój wiek, w dodatku jej koszulka wyglądała jak pocięta, tak głęboki miała dekolt.
Chłopak chyba chciał się popisać, bo aż wstał. Na jego twarzy widać było zaciętą determinację, ale kiedy zorientował się, że jest dużo niższy od Dylana, nagle jego pewność siebie gdzieś wyparowała. Wyburczał coś pod nosem, po czym szarpnął dziewczynę za rękę, przepchali się przed nami i w końcu zniknęli gdzieś na końcu samolotu.
- Jeżeli tak wyglądają dzisiejsi nastolatkowie, to trochę się boję o Liama – powiedziałam, chcąc rozładować atmosferę. Wzięłam Dylana za rękę i usiedliśmy na naszych wolnych już miejscach. Miałam tylko nadzieję, że nie były obślinione.
- Co za gbury, serio – odezwał się Dylan, ale już po chwili wyciągnął się na fotelu i odetchnął. Przytulając Liama, wyciągnęłam komórkę z tylnej kieszeni spodenek i przeczytałam smsa od mamy:
MAMA: Napisz, jak dolecicie.
CAMILLA: W porządku. Właśnie siedzimy w samolocie.
- Chodź, zacznijmy dokumentować podróż – odezwałam się wesoło, włączając aparat i zmieniając kamerkę na przednią. Przysunęłam się do Dylana i już chciałam robić zdjęcie, ale zobaczyłam, że on nie patrzy się w obiektyw, tylko na mnie. I to z pewnym rozbawieniem. Zerknęłam na niego pytająco.
- No co?
- Chcesz selfie w samolocie? Nie lepiej zaczekać na greckie krajobrazy?
- To się właśnie nazywa dokumentowanie podróży. Zaczynamy od początku.
- W takim razie powinnaś jeszcze mieć selfie, a może nawet filmik, jak biegasz po mieszkaniu z obłędem w oczach.
Zgromiłam go spojrzeniem, więc posłusznie przysunął się i uśmiechnął do zdjęcia.  
I bardzo dobrze.

✰✰✰

Podróż minęła nawet dobrze, choć Liam nieplanowanie wybudził się ze swojej drzemki, przez co był nieco marudny, w dodatku przestraszył się buczenia silnika oraz faktu, że miał zatkane uszy i chwilę popłakał, ale robiłam, co mogłam, by go uspokoić. Dostał smoczka, jedzenie, cycka też. W końcu chyba upewnił się, że nic mu nie grozi, że jestem tu i ja i Dylan i już tak nie płakał. Podziwiał krajobraz za małym okienkiem, choć potem zasłoniły go chmury i mogliśmy patrzeć tylko na białą mgłę.
W końcu wylądowaliśmy na Rodos. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, od razu uderzyło mnie ciężkie, ciepłe powietrze. Dobrze, że wzięłam w torebce ubrania na zmianę, bo jednak temperatura nieco się tu różniła. Przebrałam się w łazience, a Dylan razem z Liamem czekali na odbiór bagażu. Później wzięliśmy taksówkę, która zawiozła nas do hotelu. Rozglądałam się w taksówce jak szalona, chcąc zobaczyć jak najwięcej przemykającego szybko krajobrazu. Było tutaj tak pięknie inaczej! Wszędzie palmy, zieleń, kolorowe rośliny i kwiaty, piękne słońce, które odbijało się w przejrzyście błękitnej wodzie. Domki, może niezbyt stabilne, za to pięknie komponujące się z naturą, niemal wszystkie pomalowane na biało. Wyciągnęłam komórkę i zaczęłam robić zdjęcia, choć wiedziałam, że w pędzącym samochodzie nie wyjdą one zbyt dobre, ale nie mogłam się powstrzymać. Właściwie mogłabym zostać tu już na zawsze.
Dojechaliśmy do hotelu, który był niesamowicie wysoki, aż zrobiło mi się niedobrze na myśl, że miałabym spać na najwyższym piętrze. Wokół hotelu widziałam jakieś mniejsze domki i wodę – baseny, mniejsze, większe, z masą leżaków, palm oraz światełek, które przyjemnie oświetlały chodniki. Rozglądałam się z zachwytem, podobnie jak Liam – nawet do dziesięciomiesięcznego dziecka dotarło, że drastycznie zmieniliśmy otoczenie. Weszliśmy do środka, do recepcji tak wielkiej, że w pierwszej chwili myślałam, że nadal znajdujemy się na otwartej przestrzeni. Dylan poszedł dogadać się w sprawie pokoju, ja natomiast stałam jak wryta, podziwiając wszystko dookoła mnie. Nawet atmosfera była inna, powietrze choć cięższe i bardziej wilgotne, napełniało mnie dziwną energią, szczęściem i spokojem.
Może jednak powinnam tu zamieszkać. W tym miejscu nie byłam w stanie myśleć o problemach, o Jacku i wszystkim innym, co mi się przydarzyło. Tu kłopoty po prostu nie istniały. Słyszałam szum wiatru, widziałam, jak palmy łagodnie kiwają się na różne strony, jak ludzie pływają w ogromnych basenach. Najchętniej zostawiłabym bagaże losowi, w tym miejscu, gdzie stałam, i poszła pływać. Choćby i bez kostiumu.
Ocknęłam się dopiero, gdy Dylan delikatnie mnie szturchnął. Nieco zabolało, bo szturchnął mnie kluczami od pokoju, ale właściwie byłam mu wdzięczna, bo jeszcze chwila i zaczęłabym się ślinić jak ta parka w samolocie. W dodatku Liam zaczął mi się wyrywać, chyba chciał tu pochodzić. Ostrożnie postawiłam go na ziemi, ale ponieważ nie było tu żadnych mebli, których mógłby się trzymać, wzięłam go za rękę i powoli zaczęliśmy posuwać się naprzód, do windy.
- Opłacało się wydać tę kupę pieniędzy – usłyszałam pełen podziwu głos Dylana, kiedy zajechaliśmy na ósme piętro i poszliśmy do pokoju, który był utrzymany w kremowo-beżowych barwach, oczywiście z ukrytymi światełkami, które oświetlały łóżko małżeńskie i wyjście na taras, które chwilowo było osłonięte ciężkimi kremowymi zasłonami. W rogu był postawiony szklany stolik z krzesłem, obok niego stał ogromny fotel – po drugiej stronie ktoś postawił łóżeczko dla niemowlaka. Zajrzałam do łazienki, ale właściwie nie spodziewałam się znaleźć tam jakiegoś brudu. Wszystko było nowe, pachnące, czyste i aż zachęcało do szybkiego prysznica.  
- Pięknie tu – westchnęłam, wracając do pokoju i obserwując Liama, który właśnie próbował pokonać trasę dzielącą go od łóżka do okna. Upewniłam się, że wyjście na taras jest zamknięte i usiadłam na łóżku, które było cudownie miękkie. Od razu opadłam na plecy. – Jestem jednocześnie zmęczona po podróży i pełna energii. Chyba to miejsce tak na mnie działa. – Lekko się uniosłam, oparłam na łokciach i zerknęłam na Dylana. – No, to co robimy? Śpimy? Idziemy coś zjeść? Pływać? Zwiedzać?
- Faktycznie masz dużo energii. – Dylan opadł na łóżko tuż obok mnie. – Sam nie wiem. Może wszystko naraz.
- Chcesz jednocześnie zwiedzać, jeść, pływać i spać?
- Oczywiście. Pływając w basenie, będę podziwiał widoki. Potem przegryzę na szybko jakieś jedzenie, po którym zasnę długim, spokojnym, basenowym snem.  
- Prędzej to jedzenie ci szybko wpadnie do wody – skwitowałam, a Dylan obrócił się na bok i zaczął mnie łaskotać. Kompletnie się tego nie spodziewałam, zaczęłam więc piszczeć i się śmiać. Nienawidziłam łaskotek.
- Przestań, proszę – wykrztusiłam ze łzami w oczach i Dylan łaskawie się nade mną zlitował. Musiałam wziąć kilka głębszych oddechów, po czym powiedziałam:
- No dobrze. Może chodźmy coś zjeść. Przy okazji trochę popatrzymy na krajobrazy i może popytamy, co warto zobaczyć. I oczywiście zrobimy masę zdjęć. Pasuje?
- Pasuje – przytaknął Dylan, po czym pochylił się i mnie pocałował. Liam w tym momencie szarpnął ciężką zasłonę i udało mu się odsłonić trochę okna. Padł na mnie jasny promień ciepłego słońca i w tym momencie nie miałam już wątpliwości: byłam w raju.

✰✰✰

Do hotelu wróciliśmy dopiero wieczorem. Byłam bardzo zmęczona, ale szczęśliwa. Liam zasnął jak kamień, więc nawet nie musiałam się specjalnie trudzić, by odkładać go do łóżeczka w szczególny sposób, bo i tak by się nie obudził. Byliśmy już po kolacji, którą ledwo zmieściłam. Wmówiłam sobie, że jak all inclusive, to trzeba korzystać, ale chyba przesadziłam. Byłam strasznie senna i czułam się jak słoń w składzie porcelany. Od razu padłam na łóżko, nawet się nie rozbierając ani nie zaprzątając sobie głowy myciem się. Oczy same mi się zamykały. Już prawie odpłynęłam, kiedy usłyszałam szept Dylana:
- Nie idziesz się myć?
- Idę spać – mruknęłam.
- Będziesz brudna. – Usłyszałam, że się uśmiechał.
- No to będę brudna. Jestem na wakacjach.  
- Może jednak wstań?
- Umyję się rano – jęknęłam, zastanawiając się, co się nagle uparł na moją higienę osobistą. Przecież byłam czysta. Tylko cholernie zmęczona.
- W porządku. W takim razie ja też będę brudny. – Położył się koło mnie, ale ja już zasnęłam.
Obudziłam się chyba w środku nocy. Tak przynajmniej sądziłam, bo wokół mnie panowały egipskie ciemności, ale może to była sprawa tych zasłon. Przypomniałam sobie jednak, że przecież wróciliśmy wieczorem, a mi starczyło sił tylko na położenie się na łóżku. Byłam chyba w tej samej pozycji, co w momencie, gdy zasypiałam.  
Podniosłam się powoli. Jednak spanie w ciuchach oraz biustonoszu nie było najlepszym pomysłem. W pokoju panował zaduch, bo w ogóle nie otwieraliśmy okien za dnia. Na chwiejnych nogach podeszłam do okna i delikatnie odsunęłam kotarę. Istotnie, była noc. Ja jednak nie czułam się już śpiąca. Zapatrzyłam się na granatowe niebo i srebrzyste gwiazdy. No i ten księżyc – wiszący wysoko, prężący się, przepiękny. Otworzyłam cicho okno i wyszłam na taras. Owionęło mnie cudowne powietrze – chłodne, ale nie zimne. Słyszałam w oddali szum fal i jakieś pokrzykiwania, zapewne z całonocnych imprez. Owiewał mnie lekki wietrzyk. Wdychałam to zupełnie nowe powietrze, obejmując się ramionami. Po chwili zauważyłam, że na krześle leżał koc. Wzięłam go i rozłożyłam na tarasie, po czym usiadłam na nim, oparłam o ścianę i ponownie wpatrzyłam w niebo. W sumie mogłabym tu spać. Już nigdy nie wychodzić. Nigdy nie pomyślałabym, że spotka mnie coś takiego – wakacje w tak pięknym miejscu, w dodatku z moim synem i… chłopakiem?
- Pięknie tu – usłyszałam nagle za sobą zaspany głos Dylana. Odwróciłam się lekko. Stał w drzwiach, przeczesując włosy palcami.  
- Bardzo.
Podszedł do mnie i usiadł obok na kocu. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiliśmy. W końcu odezwałam się:
- Dziękuję, że się zgodziłeś na ten wyjazd. Wiem, że to dopiero pierwszy dzień, ale tu jest magicznie. Bardzo się cieszę, że tu przylecieliśmy.
- Namówiłaś mnie. I miałaś rację. Potrzebowaliśmy odpoczynku.
Lekko poklepał się po ramieniu, na którym oparłam głowę i przymknęłam oczy. Po chwili jednak poczułam palce Dylana sunące po mojej nodze. Od razu otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do niego.
- Wzięło cię na amory? – spytałam, leciutko rozszerzając nogi.
- A żebyś wiedziała – szepnął, obracając się i przytulając mnie. To przytulenie miało jednak na celu rozpięcie stanika i pozbawienie mnie bluzki. Osunęliśmy się na koc. W życiu nie widziałam piękniejszej scenerii niż to rozgwieżdżone niebo, to nocne, greckie powietrze. Ta magia unosząca się nad nami.
Tym razem było inaczej. Ostatnim razem, gdy się kochaliśmy, było to raczej szybkie, gwałtowne. Byliśmy spragnieni siebie. Teraz wszystko działo się powoli. Przykładaliśmy uwagę do każdego dotyku i pocałunku. Miałam wrażenie, że wręcz nie wolno nam się było spieszyć – to by wyglądało jak jakiś powierzchowny stosunek, a on przecież miał znaczenie. Bardzo duże.
- Zawsze je ze sobą nosisz? – spytałam z rozbawieniem, gdy Dylan wyciągnął prezerwatywę z kieszeni spodenek.
- Absolutnie zawsze i wszędzie. Nigdy nie wiadomo, kiedy się przyda – szepnął i już po chwili był w środku, czułam go w każdym zakątku mojego ciała. Właściwie miałam gdzieś, czy ktoś się nam przyglądał, czy było nas widać. Liczyliśmy się tylko my, jego powolne ruchy i delikatne pocałunki.  
Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam, że żyję.

1 343 czyt.
100%237
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3472 słów i 19197 znaków, zaktualizowała 1 mar o 20:25.

7 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 4 marca

    Czy to cisza przed burzą, czy koniec się zbliża?

  • Lula

    Lula · 2 marca

    Jak słodko 😙 wkoncu cała rodzinka razem 😁

  • Ela

    Ela · 2 marca · 284352576

    Super super super

  • AlexAthame

    AlexAthame · 1 marca

    Fajnie.Szczegolnie gdy za oknem mróz. Opisy autentyczne.    Chcialem dodać tego emotka co jest po lewej od serducha,ale mi się przypomnieli fajni ludzie z opowi.Ty, patrz. Stary taki, a serduszka posyła i pa mówi. Jakkolwiek....Fajna cześć jak zwykle zresztą.

  • Lolissss

    Lolissss · 1 marca · 193629795

    Za każdym razem twoje opowiadanie mnie zachwyca. To w jaki naturalny sposób opisujesz wszystko po kolei, nie ma niczego ani za dużo ani za mało, naprawdę każdy opis jest idealny. Aż dzięki temu rozdziałowi orzypomnialam sobie zeszły rok i dwa wyjazdy do Grecji.. aż czekam z utęsknieniem na lato. Do następnej !! I weny życzę

  • szaramyszka

    szaramyszka · 1 marca · 284358654

    Pięknie jak zawsze byle by wszystko im się udalo ☺

  • Speker

    Speker · 1 marca

    Jak zwykle magicznie. Rewelacyjne opisy uczuć i sytuacji. To naprawdę wygląda wszystko pięknie i tak... naturalnie. Najbardziej lubię czytać teraźniejszość. Świetna robota.