tylko jeden błąd - 44

Gdy obudziłam się rano, nie otworzyłam od razu oczu. Leżałam, leniwie oddychając, czując prześwitujące przez okno promyki słońca, które przyjemnie grzały mnie w twarz. Po chwili uświadomiłam sobie, że słyszałam też inny oddech. Otworzyłam oczy, by spojrzeć na Dylana. Jeszcze spał i wyglądał przy tym dość zabawnie, ale nie na to zwróciłam uwagę. Trzymał mnie w ramionach. Przytulał mnie mocno i to było nawet piękniejsze niż to, co działo się w nocy. A działo się sporo. Uśmiechnęłam się sama do siebie, wspominając jego dotyk. Sama się sobie dziwiłam, że zdobyłam się na odwagę, że w końcu nic nie stało mi na przeszkodzie, ale w końcu to był Dylan. Jeszcze parę miesięcy temu nie pomyślałabym, że w ogóle coś takiego będzie miało miejsce. Spałabym na kanapie, w międzyczasie wciąż sprzeczając się z Dylanem o nawet najbardziej nieistotne sprawy. Teraz wszystko zmierzało ku lepszemu.
Choć może nie wszystko? Wciąż czekała nas ta przeklęta rozmowa. Moje postanowienie, by nie iść dalej zanim się nie odbędzie, spaliło się na panewce zeszłego wieczoru. Zwyczajnie nie byłam w stanie się oprzeć. Byłam tylko człowiekiem. Przynajmniej Dylan wiedział, że musimy porozmawiać i nie uciekał od tego. Mimo wszystko wciąż wisiało to nade mną niczym jakiś młotek, gotowy zwalić mi się na głowę w każdej chwili. Teraz było pięknie, ale może ta rozmowa zmieni wszystko?
Leżałam tak i rozmyślałam, choć w sumie nie było o czym, więc po prostu wspominałam. Czułam wewnątrz dziwny spokój. W końcu ostatecznie pokonałam mój strach i moją niepewność. Wracałam do życia, obudziłam dawną siebie i nie zamierzałam pozwolić jej odejść. Nie zamierzałam już nikomu oddawać władzy nad sobą.
Wkrótce dała o sobie znać pewna fizjologiczna potrzeba i starałam się podnieść tak, by nie obudzić Dylana, który spał jak aniołek. Ostrożnie uniosłam jego rękę, która leżała na moim brzuchu i delikatnie odłożyłam ją na bok. Później usiłowałam cicho się podnieść, co skończyło się tym, że stopa zaplątała mi się w koc i zamiast wstać, sturlałam się na podłogę z donośnym tąpnięciem.  
No, aniołkowaty sen już nie wchodził w grę. Dylan po chwili podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie, kiedy siedziałam na podłodze i próbowałam wyplątać nogę z koca.
- Co ty wyprawiasz?  
- Zaplątałam się - mruknęłam, czując, jak na twarz wstępuje mi rumieniec, uświadomiłam sobie bowiem, że muszę wyglądać komicznie. Matka, dorosła kobieta, która zeszłej nocy w końcu pokazała, że jest dojrzała i silna, siedziała teraz jak ta ostatnia sierota i dawała się pokonać zwykłemu kawałkowi bawełny.
- Właśnie widzę. - Dylan przeciągnął się i wstał. W międzyczasie ja też wstałam i zamierzałam szybko pobiec do łazienki, ale Dylan nagle zagrodził mi drogę. - Dobrze mi się spało - powiedział, uśmiechając się znacząco.
Odwzajemniłam uśmiech.
- Mnie też. Powiedziałabym nawet, że od dawna nie spało mi się tak dobrze - dodałam. Właściwie byłby to dobry moment, żeby się przytulić czy może nawet pocałować, ale mój pęcherz się niecierpliwił. - Przepraszam - wydusiłam. - Jesteś bardzo romantyczny i w ogóle, ale muszę...
- Domyśliłem się, patrząc po tym, jak się skręcasz - powiedział i parsknął śmiechem. Moje brwi podjechały wysoko do góry. - Chciałem sprawdzić, ile wytrzymasz. - Przesunął się w bok, odsłaniając przejście. - No, leć.
- Dzięki - mruknęłam, mijając go i drepcząc do łazienki, jednocześnie ściskając nogi, więc szłam jak jakaś połamana kaczka.
- A może wejdę z tobą? - Usłyszałam jeszcze rozbawiony głos Dylana zza pleców.
- Dobry Boże, nie! - odkrzyknęłam i w końcu dotarłam do drzwi łazienki, oddychając z ulgą.  
To by było na tyle, jeśli chodzi o romantyczny poranek.
Ale i tak nie zamieniłabym go na nic innego.

✰✰✰

Zjedliśmy na śniadanie naleśniki - ja dalej rozczochrana i w szlafroku, choć Dylan zdążył się już ubrać i ogarnąć. Po napełnieniu żołądka zgarnęłam naczynia do zlewu i poprosiłam Dylana, żeby pojechał do Liama, gdy ja posprzątam po śniadaniu.
- Chyba że wolisz się zamienić - dodałam na koniec, wiedząc, że na pewno nie będzie chciał zmywać naczyń.
- O nie. Nie chcę - zaprzeczył gwałtownie.
- Tak myślałam. Więc jedź po syna, bo im dłużej jest z moją mamą, tym trudniej go będzie potem wychować.
Dylan dopił kawę i po chwili wyszedł, a ja podreptałam do sypialni, by się przebrać w jakieś spodenki i koszulkę. Potem poszłam umyć zęby i twarz, następnie przeszłam do kuchni, by umyć naczynia. Blat się trochę zabrudził, więc spędziłam następne dziesięć minut, szorując go. Później stwierdziłam, że wypadałoby jeszcze zmienić pościel. Ostatecznie wstawiłam pranie, przy okazji sprzątając trochę na blacie w łazience i nieco zmęczona, opadłam na kanapę. W środku panował zaduch, więc podniosłam się, by otworzyć szeroko drzwi od balkonu. Jednocześnie przypomniały mi się Walentynki - te pierwsze z Dylanem, kiedy się pocałowaliśmy. Byliśmy tacy niewinni. Bałam się zapytać go, kim dla siebie jesteśmy. W końcu się odważyłam i czułam się, jakbym dosłownie zaryzykowała w tamtym momencie wszystko, choć przecież nawet gdyby mnie wtedy odrzucił, nie byłoby to problemem. Na pewno nie tak poważnym, jak wszystko, co działo się później.
Wyszłam na balkon, oddychając porannym powietrzem. Pogoda była piękna: było ciepło, ale nie upalnie, niebo było błękitne, słońce przyjemnie świeciło. Nawet powietrze było jakieś inne, magiczne. W końcu schodziła ze mnie cała jesienna chandra i zimowa depresja. Nadeszło lato, kiedy to człowiekowi usta same się rwały do śmiechu, gdy widział taką piękną pogodę.  
A piękną pogodę powinno się świętować na plaży, najchętniej na leżaku z drinkiem w ręce, a nie w ciasnym mieszkaniu.
Gdy tylko Dylan wrócił, dźwigając gaworzącego Liama, wypaliłam od razu:
- Powinniśmy pojechać na wakacje.
Dylan nie odpowiedział od razu. Położył torbę na podłodze, podał mi Liama i powiedział:
- Tak sądzisz?
- Tak, właśnie tak sądzę. - Dałam Liamowi głośnego buziaka w policzek i chwilowo zmieniłam temat: - Jadł coś u mamy?
- Podobno tak. I nawet nie wypluł.
- Nic nowego. Najczęściej wypluwa, kiedy to ja go karmię - skwitowałam, po czym wróciłam do nurtującego mnie tematu: - No więc, naprawdę uważam, że powinniśmy gdzieś pojechać, choćby i na krótko. To w końcu nasze pierwsze wakacje z Liamem. Powinien zobaczyć morze, w ogóle powinien zobaczyć coś więcej niż tylko to mieszkanie i okoliczne bloki. Powinniśmy wszyscy podarować sobie trochę swobody. Nie chciałbyś w tym momencie wygrzewać się na plaży? - Ciągnęłam z zapałem, za wszelką cenę usiłując rozbudzić w Dylanie duszę plażowicza. - Popijać drinki? Jeść jedzenie z all inclusive, którego nie musisz ugotować, ani po nim zmywać? - Podpuszczałam go, a jego wyraz twarzy powoli się zmieniał. Uśmiechnął się jakby z rezygnacją.
- Nawet jeśli się nie zgodzę, to i tak nie odpuścisz, prawda?
- A czemu miałbyś się nie zgodzić? No, Dylan, proszę cię, bądź człowiekiem. Po tym wszystkim zasłużyliśmy w końcu na chwilę spokoju.
- Jesteś niesamowicie uparta - wymruczał, podchodząc do mnie i niespodziewanie pochylił się, gryząc mnie w wargę. - Dobrze, niech ci będzie. Namówiłaś mnie tym jedzeniem. Pojedziemy na wakacje. Ale będziesz się kąpać bez kostiumu.
Parsknęłam gwałtownym śmiechem.
- Słucham? - zapytałam z niedowierzaniem.
- No, a czego się spodziewałaś? Nie dość, że tak jest ekonomicznie, to jeszcze zdrowiej. Powietrze będzie ci przewiewało intymne zakątki.  
Dylan wyglądał, jakby właśnie odkrył Amerykę, a ja się trzęsłam ze śmiechu.
- No dobra - wydusiłam w końcu. - Będę bez kostiumu. Niech inni faceci mnie podziwiają. Moje intymne zakątki też.
Pełen zadowolenia uśmieszek Dylana momentalnie znikł z jego twarzy.
- O tym nie pomyślałem - mruknął. - Dobrze. Kupimy ci golf.
- O właśnie! - Ocknęłam się nagle, słysząc kluczowe słowo. I wcale nie był nim golf, tylko zakupy. Nie pamiętałam już, kiedy ostatnio paradowałam w kostiumie kąpielowym, a przecież Liamowi też trzeba było kupić parę rzeczy, skoro mieliśmy się wybrać nad morze. - W porządku. Mi kupimy golf, tobie jakiś skafander, właściwie nie potrzebujemy słońca ani żadnej witaminy D. Niech tylko Liam się opala.
- No to ustalone.

✰✰✰

Znaleźliśmy ofertę z biura podróży, które oferowało półtora tygodniową wycieczkę do Grecji w połowie lipca. O dziwo, nie było nawet tak drogo, jak się spodziewałam. Wpłaciliśmy zaliczkę i właściwie mogliśmy się już pakować. Dylan załatwił sobie urlop, a ja codziennie dopisywałam coś do listy zakupów, na które niezwłocznie musieliśmy się wybrać. Czytałam również dziesiątki artykułów o tym, jak się przygotować do wyjazdu na wakacje mając na głowie dziesięciomiesięczne dziecko. Irytowało mnie, że przy każdej wątpliwości musiałam sprawdzać wszystko w Internecie, ale ostatecznie właśnie po to on był.
Siedziałam w salonie, ślęcząc nad listą zakupów, na które mieliśmy zresztą jechać dziś wieczorem, kiedy Dylan wróci z pracy. Było nieznośnie gorąco, więc przytargałam z piwnicy jakiś przenośny wiatrak, który trochę buczał i z początku Liam się go bał, ale po paru dniach zaprzyjaźnił się z nowym sprzętem. Gryzłam zębami ołówek i przyglądałam się, jak Liam dzielnie próbował maszerować, trzymając się szafki. Wkrótce jednak przypomniało mi się, że to była jego pora na jedzenie, więc odrzuciłam notatnik i zrobiłam parę kroków w stronę kuchni, jednocześnie wołając Liama. Miałam nadzieję, że za mną pójdzie, choć było chyba jeszcze za wcześnie. Jego chodzenie bardziej przypominało stanie w miejscu i kiwanie się w różne strony.
- Liam, chodź do kuchni - powiedziałam głośno i wyraźnie. Mały już dobrze wiedział, o co mi chodzi - pokazywałam na kuchnię, wyraźnie widział, że stoję blisko niej, ale wydawał się kompletnie niezainteresowany tym, co mówię. Powtórzyłam prośbę, ale Liam dalej patrzył się na mnie spojrzeniem, które wyraźnie mówiło "Jezu, matko, o co ci znowu chodzi?".
- No, dobrze, to ja sobie idę. Pa, pa - odezwałam się ponownie i pomachałam mu, znikając w kuchni. Byłam ciekawa, czy w ogóle zauważy moją nieobecność. Obserwowałam go kątem oka. Jakież było moje zdumienie, gdy odmachał mi na 'pa, pa" i w ogóle się nie przejął moim zniknięciem. Co za bezczelne dziecko.
Ostatecznie zaniosłam go do kuchni siłą, co spotkało się z buntem i głośnym płaczem, w efekcie czego podgrzana przeze mnie zupa ostygła już z pięć razy, zanim Liam uspokoił się na tyle, by ją zjeść. Pewnie gdybym ośmieliła się podać mu zupę wcześniej, później ścierałabym ją ze ściany. W końcu poszedł spać, co przyjęłam z ulgą, bo miałam nadzieję, że wieczorem będzie w dobrym nastroju. Wróciłam do uzupełniania listy, później włączyłam coś cicho w telewizji i w końcu usłyszałam, jak otwierają się drzwi. Nagle uciekł mi cały dzień.
- Cześć - powiedział Dylan, podchodząc do mnie i całując mnie w policzek. Wyglądał na zmęczonego, ale się uśmiechał. - Lista gotowa?
- Mam nadzieję, ale pewnie i tak o czymś zapomniałam i zorientuję się dopiero w samolocie.
- Grunt, żebyś nie zapomniała dziecka - zażartował, a ja zgromiłam go spojrzeniem, choć poniekąd miał rację. Przynajmniej wyciągnął jakiś morał z filmu "Kevin sam w domu". Tylko że gdyby Liam został w domu sam, raczej by sobie tak nie poradził. Nieważne. Potrząsnęłam głową, chcąc wyrzucić z niej głupie myśli.
- Niedługo powinien się obudzić, jak chcesz, to odgrzej sobie zupę - powiedziałam, wstając i wyłączając telewizor. - A ja pójdę wziąć prysznic.
Liam się obudził, nieco podkarmiłam go piersią i pół godziny później zapakowaliśmy się w samochód, który był nagrzany do granic możliwości, choć słońce zaczynało zachodzić i robiło się nieco chłodniej. Mimo wszystko mieliśmy lato i założyłam z tej okazji moją nową białą sukienkę ze wzorkiem w wisienki, do tego bladoróżowy sweterek. Nie musiałam pytać Dylana, co sądził o moim nowym nabytku, bo jego spojrzenie powiedziało mi wszystko.
Centrum było zatłoczone, więc chwilę trwało, zanim znaleźliśmy miejsce parkingowe oraz przepchaliśmy się do wybranych sklepów. Dylan miał kąpielówki, więc dla niego nie musieliśmy nic kupować, ale ja koniecznie chciałam nowy kostium kąpielowy, ponieważ moje ciało po ciąży było jednak nieco inne, co dobitnie powiedziało mi moje odbicie w lustrze, kiedy przymierzałam mój stary kostium. Piersi wylewały mi się z niego do tego stopnia, że nie mogłam na to patrzeć. Koniecznie potrzebowałam czegoś nowego. Oddałam Liama w ręce Dylana i zaczęłam szperać po sklepie.
W końcu udałam się do przymierzalni z dwoma wybranymi kompletami.
- Hola, hola - zatrzymał mnie Dylan, który ze zmarszczonymi brwiami patrzył na to, co trzymałam w rękach. - Może nie chcę ubierać cię w golf, ale mogłabyś chociaż wziąć kostium jednoczęściowy.
- A niby dlaczego? - Udałam głupią.  
- Bo... - Zacisnął usta, wyraźnie nie chciał tego powiedzieć, ale chyba wizja mnie w skąpym kostiumie była na tyle niekomfortowa, że burknął w końcu: - Bo nie chcę, żeby jacyś obcy faceci gapili się na twój brzuch. W dodatku to coś... - Wskazał na górną część kostiumu. - Ledwo zasłania biust. Na litość boską, kto to w ogóle produkuje?
Dusiłam się ze śmiechu, słuchając go, ale znał mnie na tyle dobrze, że wiedział, że go nie posłucham. W przymierzalni założyłam na siebie wiśniowy komplet, który pasował idealnie. Uważnie spojrzałam na mój brzuch i ucieszyłam się, że wygląda tak normalnie - był płaski i bez większych rozstępów. Właściwie nie było po mnie widać, że byłam w ciąży. Nie żeby to miało jakieś znaczenie. Nie zamierzałam wyrywać facetów na płaski brzuch, ale to było oczywiste, że wolałam coś takiego zamiast oponki tłuszczu.
Przebierałam się w sukienkę, kiedy usłyszałam przytłumiony głos Dylana zza kotary:
- Chyba musimy się przewinąć. Ja zresztą też muszę do toalety. Zaraz wrócimy, poczekaj przed sklepem.
- Ok - zdążyłam powiedzieć i już go nie było. Wyszłam po chwili z przymierzalni i skierowałam się w stronę kas, przy okazji odwieszając drugi komplet, którego nie chciałam. Poczekałam chwilę w kolejce i w końcu stanęłam przy ladzie, podając wiśniowy komplet sprzedawcy.
- Dobry wybór - ocenił, skanując cenę. - Ponoć to najmodniejszy kolor w tym sezonie.
- Nie interesują mnie trendy - odpowiedziałam szczerze. - Po prostu lubię ten kolor i lubiłabym go nawet, gdyby został odrzucony przez pół świata.
- No i dobrze. Słuszne podejście. - Sprzedawca pokiwał głową i zaczął pakować komplet do firmowej torebki. Nagle jednak zawiesił wzrok na czymś za mną. - Nie chcę cię martwić, ale za tobą stoi jakaś paniusia, która intensywnie się w ciebie wpatruje - powiedział nagle, a ja mimowolnie poczułam ulgę, że nie mówił o żadnym mężczyźnie. Obróciłam się i musiałam się mocno powstrzymać, by nie wywrócić oczami. Jakieś pięć metrów ode mnie stała Hilary na niebotycznie wysokich szpilkach i rzeczywiście, gapiła się na mnie jak sroka w gnat.
- Znamy się - westchnęłam, odwracając się z powrotem do sprzedawcy.
- Tak myślałem. To by wyjaśniało jej skwaszoną minę. - Podał mi torebkę. - Trzydzieści euro.
Zapłaciłam, wzięłam torebkę, po czym odwróciłam się, wiedząc, że Hilary na pewno nie przepuści okazji, by mi jakoś dokuczyć. Okazało się, że stała tuż za mną. Momentalnie sprawiła, że poczułam się jak dziecko - może dlatego, że nie miałam na sobie piętnastocentymetrowych szpilek.
- Coś takiego - wycedziła, patrząc na mnie z góry - dosłownie. - Kopę lat. - Odrzuciła do tyłu zdumiewająco jasne włosy.
- Istotnie - odpowiedziałam pogodnie, starając się nie pokazać jej mojej irytacji. - Co tam u ciebie?
- No cóż, nie wpadłam, tak jak ty - odparła, wyraźnie cedząc słowa. Szczerze mówiąc, trochę dziwiła mnie jej niechęć. Wiedziałam, że była na mnie zła z powodu Dylana, ale to było tak dawno temu. Myślałam, że trochę jej to przejdzie, ale wyraźnie nie zmieniała swoich uczuć tak szybko.
- Może nie miałaś z kim - zasugerowałam, porzucając uprzejmie gadki. Skoro ona nie potrafiła zachowywać się jak cywilizowany człowiek, to nie zamierzałam być miła.  
Hilary zmrużyła oczy, aż wyglądały jak szparki u węża.
- Po prostu umiem się zabezpieczać.
- Szkoda, że twoi rodzice nie umieli - wypaliłam i nagle zastanowiłam się, po co ja w ogóle z nią dyskutowałam. Szkoda było mojej energii i czasu. - Wybacz, ale muszę iść do mojego dziecka i chłopaka - zaakcentowałam.
- Chłopaka? - Jej oczy błysnęły. - To znowu jesteście razem?
- Jesteśmy - odparłam, patrząc jej prosto w oczy. No dobrze, właściwie nie wiedziałam, co dokładnie było między mną i Dylanem, ale chyba skoro doszliśmy już do tego etapu, w którym byliśmy przed zerwaniem oraz ciążą, to mogłam nieśmiało założyć, że wszystko wróciło do normy?  
Zauważyłam Dylana, który kierował się z powrotem w stronę sklepu. Widziałam, jak zobaczył, że z kimś rozmawiam, a za chwilę na jego twarz wstąpiła ponura determinacja. No tak, Hilary łatwo było rozpoznać wszędzie - te szpilki i blond czupryna, z której można by zrobić kilka peruk.
- Cześć, Hilary - mruknął Dylan, podchodząc do nas i patrząc na nią niechętnie. Ona natomiast przeniosła na niego spojrzenie cielaka i zaczęła mrugać oczami. Musiałam powstrzymać prychnięcie.
- Och! Jaki śliczny dzidziuś - zaszczebiotała, po czym wyciągnęła palec z długim tipsem i zaczęła głaskać Liama po policzku. Obawiałam się, że zaraz mu go rozetnie tym długim pazurem. Zanim zdążyłam zareagować, ona nagle wyrwała Liama z objęć Dylana i posadziła go sobie na biodrze. Do diabła, jeszcze tego brakowało, żeby moje dziecko wdychało jej perfumy i wpychało sobie do buzi te jej kudły. - Kto jest ślicznym dzidziusiem, no kto? - Szczebiotała do niego, aż zrobiło mi się niedobrze. - Wygląda całkiem jak ty - zwróciła się do Dylana, rozciągając twarz w fałszywym uśmiechu. Miałam ochotę ją zabić.
- Ciężki jesteś, maluchu - zaćwierkała znowu i zaczęła lekko podrzucać Liama, by stabilniej go trzymać. On jednak skrzywił się nieznacznie, po czym nagle jakby się zakrztusił i z jego usteczek wylała się fala białego płynu, co wywołało u mnie natychmiastowy uśmiech pełen satysfakcji. Zwłaszcza, kiedy Hilary zaczęła się wydzierać.
- O Boże! Ohyda! - zawołała nagle, patrząc, jak Liamowi odbija się na jej różową bluzkę. - Fuj! Co to ma być?! - wrzasnęła, wpychając mi Liama jak worek kartofli. Patrzyła się na swoją bluzkę i wyglądała, jakby miała zaraz dostać zapaści. - Świetnie było was spotkać! - warknęła w końcu, gwałtownie się odwróciła i głośno tupiąc, wybiegła ze sklepu. W osłupieniu spojrzałam na Dylana, który nagle wybuchnął głośnym śmiechem, tak głośnym, że prawie poleciały mu łzy. Ja też zaczęłam się śmiać, po czym otarłam chusteczką buzię Liama i mocno go pocałowałam. Moje kochane dziecko! Zawsze wiedział, jak mnie obronić. Elenę potraktował dołem, Hilary górą. Dokładnie tak, jak na to zasługiwała.
Nasze śmiechy przerwał nieśmiały głos sprzedawcy:
- Ee... może moglibyście robić tu częściej takie przedstawienia? Nieźle się uśmiałem. Dopłacę.
Dokończyliśmy zakupy i w końcu, obładowani torbami, wróciliśmy do samochodu. Było już późno, Liam nieco przysypiał. Prawdę mówiąc, ja też.  
- Nie zdenerwowało cię to spotkanie z Hilary? - spytał Dylan niepewnie, kiedy wyjechaliśmy na oświetloną ulicę.
- Zdenerwowało - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Na szczęście Liam odpowiednio się z nią rozprawił.
- I nie martwisz się nią?
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Nikim się nie martwię. Jedziemy na wakacje.



CIEKAWOSTKA Z ŻYCIA WZIĘTA
Kto był / ma znajomych na filologii, ten wie, że większość zajęć nazywa się PNJ(W) - w moim przypadku - czyli praktyczna nauka języka. Tylko że najczęściej ma to mało wspólnego z praktyką. Ja jednak w końcu doczekałam się praktycznych zajęć, miały miejsce dokładnie wczoraj. Nauczyłam się, jak powiedzieć po włosku coś, co odpowiada naszemu "nie zesraj się" czy "konar zapłonął". Poznałam też wiele określeń na kobiece cycki, a także, jak wulgarnie powiedzieć, że komuś wali z buzi.
#kochammojestudia

1 880 czyt.
100%178
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 4019 słów i 21309 znaków, zaktualizowała 28 lut o 17:36.

8 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 4 marca

    Uwielbiam fochy bohaterki, pięknie pozamiatała pustaka. Młody też niczego sobie 😂😂😂

  • AlexAthame

    AlexAthame · 1 marca

    Dobre było z mamusia i z pazurem Hilary ,całkiem całkiem. Ostra ta Camila.  

  • Lula

    Lula · 28 lutego

    No i Hilary dostała za swoje 😂😂

  • Ela

    Ela · 28 lutego · 284352576

    Super super super

  • szaramyszka

    szaramyszka · 28 lutego · 284358654

    Kochana część jak zawsze the best😊 A wena musi przyjsc 😉

  • niutria

    niutria · 28 lutego · 201432688

    Świetna część!  Czekam na więcej utalentowana autorko   

  • Lolissss

    Lolissss · 28 lutego · 287366670

    Cieszy mnie to ze u nich sie znaczyła układać, ale czy aby nie zapomnieli o rozmowie? Żeby później awantur w Grecji nie było jak zwykle świetna cześć i do następnej!

  • Speker

    Speker · 28 lutego

    Jak zwykle świetna część. Skowronki, motylki w brzuchu i te sprawy, ale wciąż wisi w powietrzu rozmowa. Dylan strasznie się zmienił. Wydaję mi się, że nauczył się, nie. Uczy się okazywać emocje i uczucia. Wspólne wakacje to idealny moment do zacieśnienia więzi między nimi.  
    Ta scena z Hilary po prostu rewelka, uśmiałem się niemalże do łez.  
    Jak zwykle najwyższa półka!
    Dziękuję.