tylko jeden błąd - 32



*kiedyś*

Nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam. On naprawdę odszedł. Znowu. To tak cholernie bolało. Ile jeszcze razy miał ode mnie odchodzić? To wydawało się aż nierealne.
Przez chwilę jeszcze stałam i patrzyłam z nadzieją na odjeżdżający samochód. Liczyłam, że zawróci, że odetchnie i jednak ze mną porozmawia. Samochód jednak nie zawrócił, a ja musiałam schować się w ciepłym domu. Dopiero tam moje odrętwienie puściło. Zaczęłam płakać. Głośno i wylewnie. Zadzwoniłam od razu do Mike'a.
- Mike... - zaszlochałam do słuchawki, ledwie odebrał.
- Co się stało? - Mike wyraźnie był przerażony.
- On... znowu... odszedł... dowiedział się... od... Hilary... - Nie byłam w stanie się wysłowić, od płaczu dostałam czkawki, wstrząsały mną spazmy. Brakowało mi tchu. Próbowałam głęboko oddychać, ale to tylko spowodowało, że zaczęłam się hiperwentylować. Nie byłam w stanie wydusić słowa. Miałam wrażenie, że za chwilę serce mi stanie.
- Camilla! - krzyczał Mike, choć ledwo go słyszałam. - Co się tam dzieje? Co się stało? Co Dylan znowu zrobił?
- Nie mogę... oddychać... - wykrztusiłam.
- Znajdź szybko jakąś torebkę i oddychaj do środka. I to już!
Rozkaz zabrzmiał groźnie, ale wiedziałam, że był podyktowany troską. Posłusznie odstawiłam komórkę i pobiegłam do kuchni. Dłuższą chwilę szukałam jakiejś torebki. Od razu zastosowałam się do rady Mike'a. Pomogło. Nie wiedziałam na jakiej zasadzie, ale pomogło. Oddech mi się unormował, wkrótce po łzach zostały tylko smugi, a tętno powoli opadało. Doczołgałam się z powrotem do komórki.
- Już mi lepiej... - odetchnęłam, czując, jak bardzo wysuszone i ściśnięte mam gardło.
- Powiedz mi, co się stało. Powoli i spokojnie.
Więc powiedziałam. Nie mieściło mi się w głowie to, że Dylan znowu odszedł. Rozumiałam, że musiał to być dla niego szok, ale jako dorosły człowiek powinien panować nad emocjami. Przyjechał do mnie tylko po to, żeby zarzucić mnie oskarżeniami i zrzucić na mnie całą winę, po czym zaraz się zawinął. Bóg jeden wiedział, co teraz będzie.  
Na drżących nogach podniosłam się do pozycji stojącej i poszłam zrobić sobie herbatę, cały czas rozmawiając z Mikiem. Chciał przyjechać, ale powiedziałam mu, że muszę się położyć. Rozpacz powoli ustępowała miejsca złości. Nieokiełznanej wściekłości, która rozsadzała mnie od środka.
Miałam wielką ochotę zadzwonić do Hilary i powiedzieć jej, żeby poszła do diabła, że to do mnie należała decyzja, czy powiedzieć Dylanowi o ciąży i kiedy to zrobić. Nie znałam szczegółów ich rozmowy, ale Hilary wiedziała, że Dylan mnie zostawił. Mogła podejrzewać, że mu nie powiedziałam, więc łaskawie postanowiła mnie wyręczyć. Suka. Już łapałam za komórkę, ale wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że nie dam jej tej satysfakcji. Nie powiem jej, że właśnie zrujnowała mi doszczętnie relację z Dylanem.
Drań. Uciekł. Stchórzył. Po raz kolejny uważał, że wolno mu ignorować mnie, moje błagania i wszystkie ważne sprawy. Ciekawe, co ja miałabym zrobić, gdybym miała takie podejście jak on? Uciec przed dzieckiem. Zabić je. Aż zadrżałam na samą myśl. Ja też mogłam tak uciekać przed problemami, a jednak tego nie robiłam. Dlaczego, do cholery, on nie potrafił wziąć odpowiedzialności za to, co zrobił? To dziecko nie wzięło się znikąd. Nie wzięło się tylko ze mnie. To było jego dziecko, jego część, a on tak po prostu odszedł. Nawet nie zaczekał na jakieś wyjaśnienia, na rozmowę.
Byłam tak zdenerwowana, że nie udało mi się od razu zasnąć. Sen zmorzył mnie dopiero po około godzinie kręcenia się po łóżku. Zasnęłam, ale moje sny nie należały do najprzyjemniejszych, więc szybko się obudziłam, czując sztywność w mięśniach. Rodziców jeszcze nie było, za to ja poczułam głód, więc poszłam do kuchni zrobić sobie jakiś obiad. Nie mogłam znieść tej ciszy, więc włączyłam radio. Starałam się odsuwać od siebie myśli o Dylanie, ale złość, która we mnie siedziała, w ogóle nie chciała odejść.
Zrobiłam sobie rybę na parze, do tego dogotowałam odrobinę ziemniaków i zrobiłam szybką sałatkę. Porcja wyszła dość duża, ale w końcu musiałam jeść za dwoje. Poszłam z jedzeniem przed telewizor. Nie miałam co ze sobą zrobić, ale na którymś kanale znalazłam ciekawy serial, który choć na chwilę pozwolił mi się oderwać od problemów. Nawet nie zauważyłam, kiedy zleciały dwie godziny. Po obiedzie miałam ochotę na coś słodkiego, ale nie chciałam jeść gotowców, w którym znajdowało się pełno dodatkowych substancji, dlatego z westchnieniem sięgnęłam po jabłko. Było chociaż naturalne, ale w mojej głowie nie było to jabłko, a szarlotka. Duża, słodka, sycąca szarlotka.
To przypomniało mi ten dzień, kiedy Dylan miał urodziny, a ja starałam się jak głupia, by jego tort wyszedł idealny. Poczułam skurcz. Od tego momentu wszystko zaczęło się psuć.
Straciłam ochotę na jabłko.
Poszłam umyć zęby, a później wzięłam pierwszą lepszą książkę, jednak nie mogłam się na niej skupić. Próbowałam wyrównać sobie oddech, już nawet włączyłam film z jogą, ale moje myśli biegły swoim torem.  
Chyba znowu zasnęłam.
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Zaspana, przez chwilę nie rozumiałam, co się działo. Zdążył już zapaść wieczór. Musiała minąć dłuższa chwila, żebym się obudziła i podeszła do drzwi. Było mi już wszystko jedno, kto za nimi stał. Nawet nie wyjrzałam przez wizjer. Po prostu otworzyłam drzwi.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się zobaczyć za nimi Dylana.
- Wróciłeś - powiedziałam. Mój głos nie wyrażał żadnych emocji. Po prostu stwierdziłam fakt.
- Tak. Po prostu... musiałem ochłonąć.
Pominęłam to milczeniem. Skinęłam jedynie głową i po prostu stałam. Nie wiedziałam, czego on ode mnie oczekiwał. Miałam zimne spojrzenie, a on jakby skruszone. Ciągle odgarniał włosy do tyłu i wyglądał, jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić.
- Ja po prostu... nie wiem - westchnął ciężko. - Nie wiem, co zrobić.
- Ja też nie wiem, ale nie uciekłam przed tym, tak jak ty - stwierdziłam sucho, wbijając w niego ostre spojrzenie. Plusem było to, że wrócił, ale czułam, że coś we mnie pękło. Dylan przekroczył właśnie ostatnią granicę.
- Możemy porozmawiać? - spytał, siląc się na neutralny ton.
Poszłam przemyć sobie twarz zimną wodą, po czym ubrałam się ciepło i wyszliśmy na zewnątrz. Musiałam się przewietrzyć, miałam dość kiszenia się w domu. Poszliśmy w boczną uliczkę, która była dobrze oświetlona, a jednak mimo wszystko w środku dygotałam z przerażenia. Niby byłam z Dylanem, ale czy dawało mi to jakąś gwarancję? Może za chwilę znowu miał mnie zostawić. Już niczego nie byłam pewna.
Zanim Dylan zdążył coś powiedzieć, odezwałam się:
- Chciałam ci powiedzieć. Wielokrotnie próbowałam. Nie było cię w domu. - Przypomniałam sobie pokiereszowaną twarz Roberta. - Byłeś w więzieniu?
Dylan wyglądał na zaskoczonego.  
- Skąd wiesz?
- Spotkałam Roberta. - Wzruszyłam ramionami. Reakcja Dylana była taka, jak przewidziałam. Od razu zacisnął dłoń w pięść.
- Spotkałaś go? Gdzie? Zrobił ci coś?
- W sklepie. Nic mi nie zrobił. - Postanowiłam pominąć milczeniem to, co wtedy od niego usłyszałam. Nie chciałam więcej myśleć o tym człowieku ani dalej znosić wściekłości Dylana. - Za to widziałam, co ty zrobiłeś jemu.
Dylan wpatrzył się w niebo. Przez chwilę nic nie mówił.
- Tak, siedziałem w areszcie. Parę dni. Komisarz to kumpel mojego taty. Nie zostało wniesione żadne oskarżenie, więc mnie wypuścili. - Wzruszył ramionami. - Nie żałuję. Już od dawna mu się to należało.
- Jeździłam do ciebie. Nie było cię w mieszkaniu. Nie odbierałeś telefonów.
- To przez to, że zgubiłem komórkę... wypadła mi gdzieś, gdy tłukłem tego śmiecia. - Wykrzywił usta. - Musiałem kupić nową. Z nowym numerem.
To wiele wyjaśniało.
- Więc sam wiesz, że nie było z tobą kontaktu - powiedziałam ze złością. - Nie było cię w domu, nie miałeś komórki. Niby jak miałam ci powiedzieć o dziecku? Wysłać ci gołębia z wiadomością?
- Mogłaś zrobić to wcześniej. - Dylan wyglądał na nieco skruszonego, ale nadal się bronił. - Czternaście tygodni. Szmat czasu. - Spuścił wzrok na mój brzuch, choć pod kurtką i tak nie było go widać. - A ty nie znalazłaś nawet chwili, by mi powiedzieć. Od kiedy o tym wiesz?
- Od kiedy mnie zostawiłeś - rzuciłam ostro. - Miałam ci powiedzieć wtedy? Ryzykować, że zostaniesz ze mną z litości? Poza tym, nie masz pojęcia, ile się działo! - krzyknęłam. Schodziły ze mnie wszystkie emocje, cały stres minionych tygodni, cała złość, ból i nerwy. - To dziecko mogło umrzeć! Wszystko stało się przed... - Przerwałam na chwilę. Było ciężko wypowiedzieć mi to słowo. - Przed gwałtem - wysyczałam. - Nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Piłam alkohol. Zostałam zgwałcona. Pobita. Pocięta. Dziecko mogło umrzeć. Czekałam na pierwsze USG, żeby w ogóle sprawdzić, czy żyje. Czy jest ci o czym mówić.
Widziałam, że Dylan chciał coś powiedzieć, widziałam ból na jego twarzy, ale byłam tak rozpędzona, że mówiłam dalej:
- Później jeździłam do ciebie. Próbowałam ci powiedzieć. Chciałam pokazać ci zdjęcie z USG... a kiedy w końcu byłeś w mieszkaniu, usłyszałam głos dziewczyny.
Dylan spuścił wzrok ze wstydem.
- To... nieważne - mruknął. - Nikt ważny. Nie ma o czym mówić.
- Ach, tak? Nie ma? - spytałam, rozwścieczona. Owionął mnie nagły powiew zimnego wiatru. Zadrżałam. Na wspomnienie tamtej chwili w oczach pojawiły mi się łzy. - To wiedz, że w tamtej chwili mogłam poronić. Zobaczyłam krew.  
Dylan otworzył szeroko oczy.
- Dlaczego wtedy nie weszłaś? Przecież bym ci pomógł.
- Nie wiem tego.
- Co? - Dylan wyraźnie się obruszył. Szczęki miał mocno zaciśnięte. - Za kogo ty mnie masz? Za jakiegoś potwora? Uważasz, że bym ci nie pomógł?
- Przypomnij sobie dzisiejszy poranek - powiedziałam chłodno, ignorując ból w sercu. - Dowiedziałeś się o ciąży i nawet nie zaczekałeś na jakieś wyjaśnienia. Odszedłeś. Po raz kolejny.
- Przepraszam.
To nieoczekiwane słowo na chwilę mnie przystopowało. Widać było, że Dylanowi jest głupio, że tak zareagował. Jego twarz była powleczona poczuciem winy. Dobrze. Chociaż tyle. Przynajmniej miał sumienie.
Ale tego i tak było dla mnie za dużo. Nie mogłam polegać na kimś, kto odchodził, kiedy chciał i wracał, kiedy chciał. Kto odchodził, w ogóle nie słuchając moich próśb, kto myślał tylko o sobie. Dopiero zaczynałam widzieć, w kim się zakochałam. Na pewno Dylan pod tą twardą skorupą był wrażliwym i kochającym człowiekiem, ale jego cholerna duma i cholerne niepanowanie nad emocjami niszczyły wszystko.  
- Naprawdę myślisz, że bym ci nie pomógł? - usłyszałam jego ciche pytanie. Spojrzałam na niego uważnie. Spuścił głowę, wyglądał jak małe dziecko. Aż zrobiło mi się go żal, choć dalej byłam wściekła. - Za takiego mnie masz?
Odetchnęłam głęboko.
- Wiem, że byś mi pomógł... - zaczęłam, uważnie dobierając słowa. - Nie jesteś potworem. Wiem, że byś mi pomógł. Nie wiem tylko, czy byś ze mną został po tym wszystkim, a ja nie chciałam, żebyś się dowiadywał w ten sposób.
- Po prostu... byłem wściekły. Że to Hilary musiała mi powiedzieć, a nie ty.
- Ja też wiele razy byłam wściekła, Dylan, więc to rozumiem. Ale dlaczego, do cholery, ty zawsze uciekasz? - Zadałam w końcu pytanie, które bolało mnie najbardziej. - Już raz uciekłeś. Nie chciałeś ze mną porozmawiać. W efekcie czego... - Urwałam, bo nie byłam w stanie powiedzieć tego na głos, ale Dylan i tak zrozumiał, o co mi chodzi. W efekcie czego zostałam zgwałcona. - Myślałam, że już się nie zdarzy taka sytuacja, ale ty znowu odszedłeś. W takiej ważnej chwili. Znowu mnie zostawiłeś. - Zaczęłam płakać. Nie mogłam się powstrzymać. Stał przede mną, tak blisko, mogłam go przytulić, dotknąć. O niczym innym nie marzyłam, ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. Nie po tym wszystkim. Nie po Jacku, nie po zachowaniu Dylana. Cholera. W co ja się wpakowałam? W kim ja się zakochałam?
- Ale wróciłem - powiedział Dylan cicho, przybliżając się do mnie. Automatycznie odskoczyłam w tył, wpadając na rosnący za mną żywopłot. Dylan umilkł i odsunął się. - Wróciłem. To się nie liczy?
- Liczy - wychlipałam, ocierając łzy. - Ale powiedz mi, Dylan, jak ja mam ci zaufać? Ciągle mnie zostawiasz. Ciągle odchodzisz. Jaką mam pewność, że gdy pojawi się kolejna przeszkoda, znowu tego nie zrobisz? - Otarłam łzy i zastanowiłam się, czy zadać mu jeszcze jedno pytanie. Byłam pewna, że jego odpowiedź tylko zada mi większy ból, ale nie mogłam się powstrzymać. - Jak mam ci zaufać, skoro nigdy nawet nie powiedziałeś mi, że mnie kochasz? Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy? Zakochałam się w tobie, oddałam ci wszystko, a ty... - Pokręciłam głową i wbiłam wzrok w chodnik, bojąc się na niego spojrzeć. - Nigdy nie obchodziłam cię na tyle, żebyś choć raz o mnie zawalczył.
Cisza. Nie odpowiedział. Słyszałam tylko bicie swojego serca.
- To jest po prostu... - odezwał się nagle Dylan. - Cholernie skomplikowane. Za dużo się stało. Ty, Robert... ten pieprzony śmieć... nie wiem, jak mielibyśmy po tym wszystkim funkcjonować... nie ufamy sobie...
- Czyli mnie zostawiasz? - przerwałam mu, podnosząc głowę. Serce zaczęło mi bić jak szalone. A więc jednak - spełniał się mój najgorszy scenariusz. - Zostawiasz mnie samą z dzieckiem?
- Oczywiście, że nie! - warknął Dylan, podnosząc rękę do góry i zaciskając ją na swoich włosach. - Boże, czy ty kiedyś dasz mi dokończyć zdanie? - Zerknął na moją zapłakaną twarz i nagle jakby się uspokoił. - Przepraszam. Oczywiście, że cię nie zostawię. To nasze dziecko. Będziemy musieli jakoś się dogadać...
- Nie - przerwałam mu znowu, a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem. - To znaczy, tak... - poprawiłam się. - Dogadamy się. Ale na moich zasadach - dodałam stanowczo. Już nie płakałam. Łzy wyschły, a mój głos stał się na powrót surowy i zimny. Teraz ja tu dyktowałam warunki. Warunki, które miały zapewnić wygodę i dobro nie mnie, ale naszemu dziecku. - Jeśli chcesz ze mną zostać, bardzo się cieszę. Dziecko będzie miało tatę. Jakoś damy radę, dogadamy się, będziemy jakoś funkcjonować. Ale nie jako para - zaznaczyłam. Każde moje słowo raniło mi serce, bardzo nie chciałam tego mówić, nawet sobie nas wyobrażać, ale cały czas myślałam o tej małej istotce w moim brzuchu. To ona była teraz najważniejsza. - Będziemy rodzicami w separacji. Wychowamy dziecko tak, by było szczęśliwe, nawet dorastając w rodzinie, w której rodzice się nie kochają.
Ciężko było mi określić wyraz twarzy Dylana. Coś pomiędzy złością a bezbrzeżnym smutkiem. Sama też się tak czułam.
- A więc to tak? - zapytał cicho. - Będziemy jak koledzy?
- Będziemy najlepszymi rodzicami, jakimi tylko możemy być. Ale nie będziemy razem - wyszeptałam, z trudem oddychając. - Masz rację. Za dużo się wydarzyło. Nie ufasz mi, a ja nie ufam tobie. Wierzę, że będziesz dobrym tatą, ale między nami jest wszystko skończone. Jesteś nieobliczalny. Nigdy nie wiem, co siedzi w twojej głowie, nie wiem, co do mnie czujesz. - Przybrałam na twarz wyraz determinacji. - Skończyłam z błędami, Dylan, a ty byłeś moim błędem. Nie zamierzam go znowu popełnić. Nie teraz.  
Ból, który rozlał się na jego twarzy, był dla mnie niemal nie do zniesienia. Czułam, że łzy znowu napływają mi do oczu. Sama już nie wiedziałam, czy postąpiłam dobrze. Byłam pod wpływem emocji. A może jednak istniała inna droga?
Wtedy jednak Dylan przybrał maskę złości. Cały ból zniknął.
- Jak sobie życzysz - warknął cicho. Na jego twarzy znowu pojawiła się prawie że nienawiść. - Skoro byłem błędem... mam nadzieję, że będziesz szczęśliwsza z tą decyzją.
Nic na to nie odpowiedziałam. Dylan odprowadził mnie do domu, rzucił w moją stronę suche "dobranoc". Obserwowałam, jak odchodził. Po chwili jednak zatrzymał się, odwrócił i z powrotem do mnie podszedł.  
- Daj mi komórkę - powiedział krótko. - Wpiszę ci mój nowy numer. Jakby coś się działo, dzwoń do mnie. Chcę też wiedzieć o wszystkich wizytach u lekarza, każdym złym nastroju, o wszystkim. W porządku?
- W porządku - szepnęłam. Oddał mi komórkę i znowu zaczął odchodzić w ciemność. Zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam. Logika podpowiadała mi, że tak, ale serce rwało się za Dylanem jak głupie. Zależało mu. Musiało mu zależeć. Tylko czemu tak strasznie się przed tym bronił?
Pogłaskałam się po brzuchu.
- Tatuś już wie - powiedziałam cicho. - Nic się nie martw. Sprowadzimy cię bezpiecznie na świat. Ze wszystkim sobie jakoś poradzimy. Naprawdę.  

1 966 czyt.
100%268
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3296 słów i 17427 znaków.

8 komentarzy

 
  • Lolek

    Lolek · 27 stycznia · 193422568

    Kiedy następny? 😉

  • Theme

    Theme · 24 stycznia · 381258673

    Będzie dziś ?

  • AlexAthame

    AlexAthame · 23 stycznia

    Tylko jedno pytanie.Jak możesz to napisz. Czy ostatnie kiedyś skończysz na pierwszym teraz?

  • agnes1709

    agnes1709 · 23 stycznia

    Czy szanowna autorka może mi powiedzieć, gdzie się kupuje taki karnet na brak weny? Bo chętnie bym posiadła

  • Lula

    Lula · 22 stycznia

    Za ich tokiem myślenia nie można nadążyć.  . .😒😁😂

  • AlexAthame

    AlexAthame · 22 stycznia

    No cóż. Emocje.Ile razy powie się coś czego potem się żałuje. Tylko ludzie czasem myślą, że bez emocji to nie są do końca oni. Jakkolwiek to co powiedziała Camilla było prawdą i tym razem Dylan powinien wziąść na siebie odpowiedzialność swoich czynów. A tak tylko oddalił coś co i tak musi się stać. Bo najlepsi rodzice nie mogą nimi być jeśli nie są razem i to w miłości. Każde dziecko to wie, nawet jeżeli jest jeszcze w brzuszku.  

  • Speker

    Speker · 22 stycznia

    Nareszcie wszystko się wyjaśniło. Ten odcinek jest bardzo precyzyjny i na wskroś przesiąkniety emocjami, które przez ten cały czas towarzyszyły Camili. W końcu ten dzieciak wziął odpowiedzialność za swoje czyny. Rozdział dluuugi ale i tak za krótki bo bez "teraz"  
    Dziękuję.

  • Lolissss

    Lolissss · 22 stycznia · 211660575

    No i wszystko jasne. Hmm.. szczerze, na jej miejscu nie nazwałabym Dylana błędem, ale sytuacja której nie da się wyjaśnić i mimo wszystko jeśli dalej by mu zależało to kto wie, może by się dało nauczyć od początku być i funkcjonować jako para... ale dość gdybania! Teraz czekam na kolejna i dluuuuuuugą i równie cudowna cześć o sytuacji teraz, czy może jakieś kolejne działania zostały podjęte... w końcu te hormony babskie, libido etc 😂😂 oby szybko do następnej! Dużo weny zycze i mam nadzieje ze cudowna autorka będzie trzymała za wierna czytelniczkę kciuki jutro na rozmowie o prace bo to moje początki dopiero 😂