tylko jeden błąd - 29

*teraz*

Gdy Dylan wrócił z Liamem, już zasypiałam. Wcześniej sprzątnęłam pudełko po pizzy i wywaliłam do kosza czarną jak smog lasagne. Później przebrałam się w piżamę i położyłam się, wyjątkowo na kanapie. Dziś w nocy nie chciałam spać obok Dylana. Oczywiście, nie zamierzałam porzucać wygodnego łóżka, ale tej nocy chciałam spać sama. Byłam zdjęta wstydem i zażenowaniem po tym, co się stało.
Przybliżył się do mnie. Chyba też chciał mnie pocałować. Dlaczego się odsunął? Coś zrobiłam nie tak? Rozmyślił się? Miałam paskudny oddech?
Ledwo usłyszałam, jak drzwi się otworzyły, a potem zamknęły. Później usłyszałam, jak Dylan po cichu zanosi Liama do sypialni, po czym wraca do przedpokoju, zdejmuje buty i kurtkę, idzie do łazienki, wychodzi. W tym momencie zauważył mnie skuloną na kanapie. Podszedł do mnie i nachylił się.
- Camilla - szepnął.
Udałam, że śpię. Mocno zacisnęłam powieki.
- Camilla. - Poczułam lekkie szarpnięcie.
Nie miałam wyjścia, musiałam się "obudzić".
- Co? - Nie chciałam warknąć, ale mniej więcej tak zabrzmiałam.
- Czemu śpisz na kanapie?
- Bo chcę.
- Chodź do łóżka. Będą cię bolały plecy.
Miałam ochotę mu wytknąć, jak ironicznie brzmiało zdanie "chodź do łóżka", kiedy on nie był w stanie nawet mnie pocałować.
- Tutaj mi wygodnie - skłamałam, byle tylko już poszedł. Policzki płonęły mi wstydem. Chciałam zainicjować pocałunek, pokazałam, że mi zależało, a on się odsunął bez słowa. Czy coś źle zrozumiałam? Może jednak faktycznie widziałam tylko to, co chciałam, a jemu na mnie nie zależało w ten sposób.
- Jak chcesz. - Usłyszałam, jak odchodzi.
Dalej rozmyślałam nad dziwną sytuacją z pocałunkiem, a raczej jego brakiem. Czy to możliwe, żeby Dylan po prostu stchórzył? Może też tego chciał, tylko nie tak jak ja i po prostu się przestraszył, uznał, że nie jest gotowy. Albo dokładnie w tym momencie przypomniał mu się Robert i dlatego się zerwał jak oparzony. Cokolwiek to było, czułam się zażenowana. Niczym napalona nastolatka, która rzuciła się na faceta, a ten jej nie chciał.
Fakt faktem, że na kanapie nie spało się najwygodniej, ale przynajmniej miałam czas ochłonąć. Rano czułam się już trochę lepiej. Nadal czułam lekki wstyd, ale nie zamierzałam się teraz chować po kątach. Trudno, wyszło jak wyszło. Więcej razy nie zamierzałam próbować.  
Rano uświadomiłam sobie, że przecież Liam skończył już pół roku. Od razu po śniadaniu zaczęłam aktualizować album, który kupiłam, gdy Liam się urodził. Zapisywałam w nim wszystko, od dnia porodu aż do teraz. Były tam zakładki typu "pierwszy ząbek", "pierwszy krok", "pierwsze słowo". Dziś zaczęłam zapisywać, co Liam robi, mając pół roku: bardzo lubi wyginać się do pozycji foki, sprawnie unosi się na brzuchu, zaczyna samodzielnie siadać. Na chwilę przerwałam pisanie i spojrzałam na Liama, który właśnie z nieprawdopodobnym umiłowaniem ssał swój duży palec u nogi. Parsknęłam krótkim śmiechem.
- Tak ci to smakuje? - zwróciłam się do niego, a on odpowiedział mi uśmiechem. Zapisałam sobie w telefonie przypomnienie o szczepieniu, po czym stwierdziłam, że spróbuję zrobić tarte jabłko i dać mu do jedzenia. Miałam przy tym nadzieję, że to danie nie wyląduje na mojej koszulce.

✰✰✰

Kiedy Dylan wrócił z pracy, gotowałam dla nas zupę, a dla Liama puree z gotowanej marchewki. Próba z tartym jabłkiem nie poszła najlepiej, bo dziecko zdecydowanie odepchnęło moją rękę. Co za los. Dwoisz się i troisz, a dziecko najzwyczajniej w świecie nie chce jeść.
Usiłowałam wyglądać na rozważną i odpowiedzialną panią domu, tak jakby wczoraj nic się nie stało. Mimo to unikałam wzroku Dylana. To zadanie stało się trudniejsze, kiedy nagle stanął centralnie za mną.
- Co tam dobrego gotujesz? - spytał, po czym oparł się rękami o blat, cały czas stojąc za mną, w efekcie czego mocno się do mnie przybliżył oraz pochylił głowę. Byłam w takim szoku, że nie od razu odpowiedziałam.
- Pomidorową. Nic nadzwyczajnego.
- Lubię pomidorową.
- Wiem.
Czułam intensywny zapach jego perfum i musiałam raz za razem sobie powtarzać, żeby wyglądać na niewzruszoną. Ciężko było przewidzieć, co Dylan kombinował. Może też poświęcił pół nocy na przemyślenia i nagle obrał inną taktykę. Przez chwilę czułam się tak, jakbyśmy byli parą - stanął za mną tak swobodnie i blisko, że wydawało się to aż nienaturalne. Nawet nie miałam jak się odsunąć. Udawałam, że mieszam zupę i że jeszcze coś do niej dosypuję. On cały czas stał za mną, niemal mnie osaczał, a w mojej głowie buchały emocje. Miałam ochotę zapytać go, czego za mną sterczy, ale postanowiłam udawać, że ledwo to zauważam.  
Dylan jeszcze bardziej opuścił głowę. Przez chwilę nie miałam pojęcia, co wyprawia, ale wszystko wskazywało na to, że wąchał moje włosy. Z wrażenia zrobiło mi się gorąco. Boże, co on kombinował? Jedynie sekundy dzieliły mnie od tego, by się odwrócić i dokończyć to, co zaczęłam wczoraj, ale nagle postanowiłam sobie, że nie dam mu się tak łatwo. Po wczorajszym incydencie nie zamierzałam być uległa.
Dylan wyraźnie nie spodziewał się mojego stanowczego ruchu, którym zrzuciłam jego rękę z blatu i odeszłam w bok, by wziąć sól. Nie umiałam powstrzymać uśmiechu satysfakcji, gdy zobaczyłam jego minę. Próbował ją zamaskować, ale wyraźnie liczył na to, że to dwuminutowe przedstawienie wystarczy, bym... no właśnie, co? Czego on ode mnie chciał?
- Przebierz się - powiedziałam słodkim tonem. - Zupa będzie niedługo gotowa.
Wydawało mi się, że cicho parsknął, wychodząc z kuchni, a ja jak głupia szczerzyłam się do zupy.

✰✰✰

Po zjedzeniu zupy, obowiązek nakarmienia dziecka przypadł Dylanowi. Wręczyłam mu miskę z puree, a sama poszłam się umyć. Zwykle brałam szybki prysznic, ale tym razem pozwoliłam sobie na odrobinę dłuższą kąpiel w wannie. Lekko popuściłam wodze fantazji. Wyobraziłam sobie Dylana obok mnie, leżącego w wannie, przytulającego mnie do siebie. Póki co zaliczałam to do kategorii marzeń, bo naprawdę nie wiedziałam, czego mam się spodziewać po rzeczywistości. Dylan był zmienny jak kalejdoskop. Po wczorajszym wieczorze nie spodziewałam się żadnych ruchów z jego strony, a tu proszę - nawet nie myślałam, że zrobi coś takiego. Jeszcze niedawno unikał mnie jak ognia.
Wyszłam z łazienki owinięta krótkim ręcznikiem i ruszyłam do sypialni, gdzie zostawiłam piżamę. Po drodze natknęłam się na Dylana, wychodzącego z kuchni. Jego wzrok spoczął na ręczniku, który miałam na sobie, a ja odruchowo chciałam się zasłonić. Przez sekundę zobaczyłam wspomnienie Jacka. Znów poczułam się obnażona tak jak wtedy.
Ale spojrzenie Dylana było inne. Minęło bardzo dużo czasu, odkąd widział mnie nagą. Od tamtej pory raczej nie pokazywałam swojego ciała. Chodziłam w dresach, koszulkach, bluzach, nawet piżamę miałam długą. Zwykle też przebierałam się w nią w łazience. Pech chciał, że dzisiaj zostawiłam ją w sypialni.  
Chociaż, czy na pewno pech? Patrząc, jak wzrok Dylana śledził moje nogi oraz piersi, poczułam dziką satysfakcję.
Odchrząknęłam, by sprowadzić go na ziemię.
- Zjadł?  
Dylan jakby się ocknął.
- Tak. Prawie wszystko.
Wyglądało na to, że Liam wolał przyjmować jedzenie od każdego poza mną, ale i tak się ucieszyłam, że w końcu coś zjadł. Wyminęłam Dylana i poszłam do sypialni, czując na sobie jego wzrok.
Chwilowa radość ustąpiła miejsca nerwom. Owszem, byliśmy na dobrej drodze. Może miało być jeszcze lepiej. Może mieliśmy naprawić nasze relacje. Znów być razem. Nawet o tym nie marzyłam.
Tylko że to wszystko przybliżało nas też do rozmowy, która nigdy się nie odbyła w pełni; rozmowy o naszych błędach, o naszej przeszłości, której cholernie się bałam.  
Bałam się, że to wszystko do niego wróci i że on znowu mnie zostawi.

✰✰✰

*kiedyś*

"Witaj, Camilla. Jak się dzisiaj czujesz? Jesteś już w jedenastym tygodniu ciąży. Dziecko jest wielkości figi. Aktywnie się porusza, choć ty jeszcze nie czujesz tych ruchów."
Jak się czuję? Nie najlepiej, pomyślałam ze złością, biegnąc do toalety. Czułam się jak po dobrej imprezie. Zawisłam nad sedesem i niemal od razu zwymiotowałam. Głowa mi pękała, dodatkowo koniecznie musiałam się wysikać, jednak wymioty były pierwsze. Po wszystkim ledwo podźwignęłam się na nogi.
Jak niby w takim stanie miałam udać się na badania? I jak miałam wytrzymać podczas nich, żeby nie obsikać albo nie obrzygać lekarza?
Chciałam wypić jakąś herbatę, by nieco złagodzić mdłości, ale jak tylko ta myśl pojawiła się w mojej głowie, od razu miałam nowy odruch wymiotny.
Dopiero po godzinie poczułam się trochę lepiej pod kątem fizycznym. Coś jednak było nie tak. Nie bardzo wiedziałam, co. W głowie przewertowałam wszystkie pamiętane daty urodzin, ale nie, nic ważnego dziś chyba nie miało mieć miejsca.
Więc czemu czułam się tak dziwnie? Jakby ktoś zaraz miał wyjść zza drzwi i mnie zaatakować?
Kierowana intuicją, weszłam na Facebooka, co raczej robiłam dosyć rzadko, ale ostatnio tylko ten portal był moją przepustką do realnego świata. Użyłam go ostatnio, by sprawdzić aktywność Dylana. Nie był dostępny od co najmniej tygodnia, więc mogłam się spodziewać, że naprawdę siedzi w więzieniu albo zwyczajnie odechciało mu się odwiedzać regularnie portal społecznościowy. Tak czy inaczej, wciąż nie miałam z nim kontaktu i nie wiedziałam, co z tym zrobić. Póki co nie chciałam ryzykować kolejnej wycieczki do jego mieszkania, chyba że zabrałabym ze sobą przenośną toaletę.
Odszukałam Jacka, wzdrygając się przy tym mocno, gdy znalazłam jego profil. Na zdjęciu profilowym siedział na ławce z założonymi rękoma. Wpatrywałam się w jego twarz i niemo zadawałam mu pytanie: dlaczego mi to zrobiłeś? Jesteś teraz szczęśliwszy, siedząc w więzieniu? Opłacało ci się?
Znowu zalała mnie fala wspomnień. Nóż. Sznur. Jego ręce, siłą rozpychające moje nogi.
Wymknęła mi się samotna łza, którą natychmiast otarłam. Nie. Nie będę płakać. Jack jest w więzieniu, a ja muszę skupić się na dziecku.
Już po chwili odpowiedziałam sobie na pytanie, dlaczego czułam się tak dziwnie. To chyba był jakiś szósty zmysł. Nie miałam pojęcia, jak to wyczułam. Po prostu dzisiaj Jack miał urodziny.
Nie wiedzieć czemu, wywołało to u mnie złość. Miałam ochotę wyrzucić laptopa przez okno. Pięknie. Kolejny dzień, który już na zawsze miał pozostać w mojej pamięci. Ten pieprzony śmieć obchodził urodziny, podczas gdy w moim mniemaniu w ogóle nie powinien się urodzić. Nie obchodziło mnie, że jest czyimś dzieckiem, synem, przyjacielem. Był złym człowiekiem, który rozmyślnie mnie skrzywdził, zadał mi cielesny ból, rozciął mi skórę, pozostawił blizny na ciele i w psychice. Przez niego miałam już nigdy nie żyć normalnie.  
Zatrzasnęłam laptopa, po czym zmusiłam się do połknięcia kilku łyków herbaty i położyłam się spać. Gdy obudziłam się dwie godziny później, mdłości minęły. Byłam w stanie coś zjeść, po czym po raz kolejny podjęłam decyzję o pojechaniu do Dylana. Co innego mi pozostało? Zniknął z portalu społecznościowego, jego komórka nie odpowiadała, choć próbowałam do niego dzwonić. Może jedynym rozwiązaniem było rozstawienie namiotu pod jego mieszkaniem.
Szczerze mówiąc, wchodząc po schodach nie spodziewałam się usłyszeć czegokolwiek. Byłam przygotowana na to, że odpowie mi cisza. Tymczasem, zanim jeszcze zdążyłam zapukać, usłyszałam jakieś głosy dobiegające zza drzwi. Serce podeszło mi do gardła i musiałam się porządnie skupić, by nie zwymiotować tuż przed drzwiami. Po chwili, czując się jak jakiś prześladowca, przycisnęłam ucho do drzwi. Wyraźnie było słychać głos Dylana. Poczułam ulgę. Czyli jednak żył, nikt go nie zamordował ani nie wtrącił do więzienia - a nawet jeśli, to już był z powrotem w domu. Już podnosiłam rękę, by zapukać do drzwi, gdy nagle zatrzymałam ją w połowie drogi. Usłyszałam kobiecy głos. Zbyt piskliwy, żeby mógł należeć do dorosłej kobiety i za dojrzały, żeby należał do dziecka.
Oczy momentalnie napełniły mi się łzami. Był tam z jakąś dziewczyną. Może była to Hilary, a może nowa zdobycz. Był tam z jakąś dziewczyną i nawet o mnie nie pamiętał. Nie odbierał ode mnie telefonów. Zignorował smsa o pilnej rozmowie. Zaczęłam cicho chlipać. Nic nie mogłam na to poradzić, hormony aż we mnie buzowały. W głowie mi się nie mieściło, że Dylan mógł być aż tak obojętny na moje prośby.  
Ale już raz był obojętny na twoje błaganie - usłyszałam głos w głowie. - Kiedy odszedł spod klubu, a ty wpadłaś w ręce Jacka.
Otarłam łzy i mimo wszystko chciałam zapukać do drzwi, by wreszcie raz na zawsze wyjaśnić tę sprawę, kiedy nagle poczułam coś, czego czuć nie powinnam. Ponownie zamarłam. Nie zastanawiałam się nawet nad najbliższą toaletą - od razu dyskretnie odchyliłam moje spodnie i bieliznę, mając nadzieję, że nikt nie patrzył na mnie przez wizjer. Po chwili jednak ta obawa okazała się zupełnie nieważna, gdy zobaczyłam na bieliźnie świeżą krew. Przez chwilę miałam w głowie kompletną pustkę, a potem rozdzwonił się w niej alarm.  
Nieważny był Jack. Nieważny był Dylan i jego cholerna dziewczyna. Ważna była tylko ta pieprzona krew, która mogła oznaczać wszystko, a przede wszystkim to, że właśnie mogłam poronić.

1 295 czyt.
100%144
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2551 słów i 13993 znaków, zaktualizowała 18 sty o 18:21.

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 18 stycznia

    Nadal bardzo emocjonalna historia.Dylan powinien zrobić bardziej zdecydowany krok (teraz)Ale idzie ku dobremu...Mysle ze tak

  • Lolissss

    Lolissss · 18 stycznia · 211660575

    I jak zwykle wciagajaca cześć! I ma ochotę się powiedzieć  
    CZEMU AKURAT W TYM MOMENCIE!  
    Nie będę pisać jak to wspaniały jest rozdział bo to się nudne zrobi fla ciebie jak będę przy każdym tak pisać (ale zawsze to prawda!) także tylko tyle  
    Weny i oby jak naszybciej do kolejnego

  • ja

    ja · 18 stycznia · 239281675

    Oj dziewczyno! z takim napięciem się to czyta, że docierając na koniec opowiadania czuje się irytację, że czemu w takim momencie. SUPER i czekam na ciąg dalszy. pozdrawiam cieplutko

  • agnes1709

    agnes1709 · 18 stycznia

    Cam się szczerzyła, mój kumpel kiedyś gadał do zupy, do grochóweczki Z sercem, z uczuciem... Ona przynajmniej nie odpyskuje, hehe. Jak zawsze świetnie!