tylko jeden błąd - 25

*kiedyś*

Wiedząc już na pewno, że jestem w ciąży, pojechałam na uczelnię zrezygnować ze studiów albo przynajmniej zawiesić je na jakiś czas. Mogłam co prawda jeszcze studiować, dopóki nie urodzę, ale kompletnie straciłam do tego zapał. Trochę było mi szkoda tego wszystkiego, ale teraz zaczynał się kompletnie nowy etap mojego życia i musiałam dokonać pewnych zmian.  
Później poszłam do akademika, do pokoju mojego i Hilary. Wciąż tkwiły tu moje rzeczy, a sama Hilary zapewne chciała już znaleźć kogoś nowego na moje miejsce. Trochę się bałam, że nie będzie jej w pokoju, ale drzwi ustąpiły, gdy je pchnęłam, a ona sama, gdy tylko zobaczyła, że wchodzę do środka, od razu poderwała się z miejsca.
- Cześć. Jestem. Przyszłam po... - Nie dokończyłam, bo rzuciła się, by mnie przytulić.
- Camilla! - wykrzyknęła. Byłam szczerze zaskoczona jej entuzjazmem. Odsunęła się ode mnie po chwili i zaczęła trajkotać: - Gdzieś ty się podziewała tyle czasu? Tyle tygodni! Zero znaku życia! Już myślałam, że cię zamordowali!
- Mało brakowało - mruknęłam, zastanawiając się, czy chcę wprowadzać ją we wszystkie szczegóły tamtego wieczora. Nie chciało wymyślać mi się wiarygodnej historii, a jeśli powiem jej prawdę, na pewno nie będzie się dopytywać o szczegóły. Zdecydowałam się na drugą wersję. Kiedyś w końcu musiałam zacząć o tym mówić.
- Wszystko ci powiem... - westchnęłam, wymijając ją i wyciągając spod mojego łóżka walizkę. Wolałam nie patrzeć na Hilary, mówiąc jej to. - Tamtego wieczora... zostałam zgwałcona. Leżałam przez jakiś czas w szpitalu. Później nie odzywałam się, ponieważ dowiedziałam się, że jestem w ciąży i czekałam na potwierdzenie, że dziecko żyje.
Po moich słowach zapadła głucha cisza. Poczułam się, jakbym to nie ja wypowiedziała te słowa, tylko ktoś inny. Czekałam i czekałam. W końcu Hilary wykrztusiła:
- O mój Boże... Camilla... to straszne...
- No cóż... - mruknęłam, ocierając ukradkiem łzy. - Życie nie zawsze jest kolorowe, czyż nie?
- Jesteś w ciąży?
- Tak.
- Z... gwałcicielem?
Odwróciłam się, by spojrzeć na jej twarz. Malował się na niej autentyczne przerażenie, ale też przemożna ciekawość. Wyraźnie chciała wiedzieć, kto mnie zgwałcił, ale miała na tyle taktu, żeby nie zadawać tego pytania.
- Nie - odparłam, starając się zachować kamienną twarz. - To dziecko mojego byłego chłopaka.
- Tego, który cię zostawił? - Hilary otworzyła szeroko oczy.  
- Tego samego.
- Och, nie! Będziesz wychowywać dziecko samotnie?
- Zobaczymy... - Ponownie się odwróciłam i zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Hilary coś do mnie mówiła, ale jej nie słuchałam. Z jednej z książek, które wrzucałam do walizki, wysunęło się nagle zdjęcie. Upadło na podłogę, zanim zdążyłam je chwycić. Zmartwiałam. Było to zdjęcie moje i Dylana z wakacji - któregoś dnia wywołałam je, by używać jako zakładki do książek. Zawsze wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Aż do dziś. Patrzyłam, jak Hilary w zwolnionym tempie podnosi zdjęcie z podłogi. Przerażenie na jej twarzy ustępowało zdumieniu.
- Ale... przecież to jest Dylan - powiedziała niemal oskarżycielskim tonem. Spojrzała na mnie wzrokiem pełnym zdziwienia, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Szybko wyrwałam jej zdjęcie.
- Tak. To Dylan. Nie chciałam ci mówić.
- To znaczy, że wiedziałaś, że się spotykaliśmy?! - pisnęła Hilary. Nagle nie przypominała już tej miłej dziewczyny, którą z niemałym zaskoczeniem polubiłam. Jej blond włosy nagle się jakby nastroszyły. Cholera. Nie przewidziałam takiego obrotu spraw. - Wiedziałaś i mi nie powiedziałaś?
- Wiedziałam. I co z tego? - Wzruszyłam ramionami, udając zblazowanie. - Polubiłyśmy się. Nie chciałam tego psuć.
- Chcesz mi powiedzieć, że on zostawił mnie dla ciebie?  
Spojrzałam na nią ostro. Jej pytanie sugerowało, że wręcz nie mogła uwierzyć, że ktoś taki jak Dylan był z kimś takim jak ja. Od razu poczułam się gorsza. Jakby dała mi w twarz.
- Zostawił cię, zanim mnie poznał. Nie możesz mieć do mnie pretensji - powiedziałam lodowatym tonem.  
- Ale zostawił cię - podsumowała Hilary. Nie uśmiechała się.
- Tak naprawdę to ja go zostawiłam - mruknęłam, choć w tym momencie nie miało to żadnego znaczenia. Zaczęłam wrzucać swoje rzeczy do walizki w jeszcze szybszym tempie, byle szybciej stąd zniknąć. - Nieważne. Rezygnuję z akademika i studiów. Możesz znaleźć sobie kogoś nowego na moje miejsce.
- Z miłą chęcią. - Usłyszałam. Pakowałam się najszybciej jak mogłam, czując na sobie morderczy wzrok dziewczyny. Chyba mocno przeżywała fakt, że Dylan ją zostawił, a dowiadując się, że był ze mną, nagle straciła do mnie całą sympatię. Po chwili wyciągnęłam w jej stronę buty owinięte w folię.
- Masz. Twoje botki. Były przez jakiś czas w szpitalu, więc jak chcesz, to je zdezynfekuj.
- Nie omieszkam.
To były ostatnie słowa Hilary, zanim wyszłam z pokoju. Rzuciłam jej oschłe "cześć" na pożegnanie, ale widocznie była zbyt urażona, by mi odpowiedzieć. Było mi trochę przykro. Naprawdę chciała mnie nagle znienawidzić z powodu Dylana? Chyba miał rację co do niej.  

✰✰✰

Dotarłam do domu, gdzie od razu wzięłam się za jedzenie zupy warzywnej, którą ugotowała mama. Byłam wściekle głodna, a to chyba dobrze wróżyło.
- Jedz, jedz. - Mama przyglądała mi się z uśmiechem. Jej też ulżyło, odkąd dostałam potwierdzenie, że dziecko żyło. Wiedziałam, że nie tak to sobie wyobrażała, ale i tak się cieszyła, że zostanie babcią. - Niech mój wnuk rośnie duży i zdrowy.
- Albo wnuczka - dodałam, odgryzając kawałek ciemnego chleba.
- Albo wnuczka. Choć wolałabym wnuka - dodała żartobliwie. Po chwili spoważniała. - Kiedy powiesz Dylanowi?
Tym pytaniem skutecznie odgoniła mój apetyt. Ręka z łyżką zupy zastygła mi w połowie drogi do ust.
- Uważaj, bo wylejesz.
- Nie wiem, kiedy mu powiem - mruknęłam, opuszczając rękę. - Naprawdę muszę już teraz? Minął dopiero miesiąc.
- On chciałby to wiedzieć.
- Nie wątpię - odpowiedziałam sarkastycznie. - A wiesz, co ja bym chciała? Chciałabym nie zostać zgwałcona. Chciałabym, żeby choć raz to Dylan wziął na siebie winę, a nie ja. Chciałabym też, żeby był obok mnie i żeby mnie kochał, ale fakty są takie, że mnie nie kocha, a ja nie jestem jeszcze gotowa! - Odetchnęłam głośno. Mama patrzyła na mnie z przerażeniem, widocznie zaskoczona moim wybuchem. - I chciałabym też, żeby choć raz ktoś spytał mnie o zdanie!
Wyszłam szybko z kuchni. Po chwili złość mi minęła. Sama byłam zaskoczona wybuchem. Czemu tak zareagowałam? Sama nie wiedziałam. Nie byłam jeszcze gotowa, a pospieszanie mnie w niczym nie pomagało. Nie potrafiłam sobie jeszcze nawet wyobrazić siebie, mówiącej Dylanowi o wszystkim. Wiedziałam, że przecież on gdzieś tam był, ale czułam się tak, jakby go nie było, jakbym była w tym wszystkim sama.

✰✰✰

- Nie! Nie! Zostaw mnie!
Gwałtownie się obudziłam, wrzeszcząc wniebogłosy. Do mojego pokoju po chwili wpadli rodzice, przerażeni do granic możliwości. Ja też byłam przerażona, bo jeszcze sekundę temu obok mnie był Jack. Groził mi nożem, wiązał ręce sznurem, popychał na ziemię. Przyłożyłam rękę do galopującego serca i chwilę siedziałam nieruchomo, prawie nie oddychając. Kiedy to się miało skończyć? Jak miałam donosić ciążę i urodzić zdrowe dziecko, skoro nie mogłam nawet spać, bo budziły mnie te przeklęte wspomnienia? Jak, do cholery, miałam się od nich uwolnić?
- Co noc... - mówiłam drżącym głosem, a Kathy słuchała mnie uważnie, jednocześnie pisząc coś w swoim notatniku. - Widzę go co noc. Znowu jest przy mnie. Znowu ma nade mną władzę.
- Camilla... - zaczęła Kathy, ale nie dałam jej dojść do głosu.
- Nie! Nie rozumiesz tego. Nie wiesz, jak to jest. Jestem spętana strachem. Co noc znowu mam związane ręce. Nie mogę się ruszyć, jest mi zimno, czuję jak przecina mi skórę. Słyszę jego obrzydliwy oddech. To się nie skończy! - zawyłam, chowając twarz w dłoniach. Miałam wrażenie, że dostaję obłędu. - Zawsze już będę jego własnością.
- On chciał, żebyś tak myślała, ale to nieprawda. - Usłyszałam spokojny głos Kathy. - Nikt nie ma wpływu na twoje życie poza tobą.
- To nieprawda! - Gruchnęłam pięścią o bok fotela. - Dylan miał ogromny wpływ na moje życie. Uzależnił mnie od siebie, rozkochał, potem odszedł. A Jack... wyrył mi pierwszą literę swojego imienia na skórze. Ilekroć się rozbieram, idę myć czy spać, widzę tę ohydną bliznę. Widzę jego literę. I zawsze wtedy czuję się bezsilna. Tak jakby on w każdej chwili miał przyjść i znów mnie złapać. Więc nie mów mi, że on nie ma nade mną władzy!
Kathy westchnęła cicho.
- Camilla... to wszystko jest naturalnym odruchem twojego organizmu. Cierpisz na zespół stresu pourazowego, ale on minie. Wszystko mija.
- Bagatelizujesz to?
- Nie. Absolutnie nie. Ale najwyższy czas, żebyś przestała czuć się niewidzialna czy mniej wartościowa.
Aż rozdziawiłam buzię ze zdziwienia.
- Nigdy ci nie mówiłam, że tak się czuję - powiedziałam po chwili.
- Sama się domyśliłam. Gołym okiem to po tobie widać, a nie powinnaś się tak czuć. - Kathy pogroziła mi długopisem. - Jesteś wartościowym człowiekiem i nie powinnaś sobie umniejszać.
Spojrzałam na nią wzrokiem pełnym rozpaczy.
- Niby jak mam to zrobić? Z koszmarami co noc? Z dzieckiem bez ojca?
- Ono ma ojca, Camilla. Musisz mu tylko powiedzieć.
- Nie jestem gotowa - oświadczyłam.
- Wiem. Pamiętaj tylko, że musisz być. W pewnym momencie nie będziesz mogła już czekać.
- Wiem to. Po prostu... to wszytko jest za świeże. Dlaczego nikt tego nie rozumie?
- Ja to rozumiem. Przypominam ci tylko, że Dylan ma prawo wiedzieć.
- I dowie się - westchnęłam ciężko. Pogłaskałam się po wciąż jeszcze płaskim brzuchu. - Tylko jeszcze nie teraz. Muszę najpierw ogarnąć własne życie.
Kathy pokiwała głową.
- Pomogę ci w tym. I obiecuję ci, że wyjdziesz z tego silniejsza.

✰✰✰

Wieczorem dostałam smsa od Mike'a. Poczułam falę winy, bo na jakiś czas o nim nie zapomniałam. On wyraźnie chciał dać mi trochę czasu, bo też się nie odzywał, ale, jak to Mike, oczywiście nadal o mnie dbał.
MIKE: Chciałabyś się ze mną spotkać?
Chwilę się zawahałam.
CAMILLA: Gdzie?
Nie bardzo wiedziałam, jakie spotkanie miał na myśli. Był już wieczór. Na samą myśl o wyjściu na zewnątrz w ciemności powodowała u mnie gęsią skórkę. Zawahałam się też, czy na pewno chciałam widzieć Mike'a. Mimo wszystko był mężczyzną, od których teraz stroniłam. Wyjątek zrobiłam dla mojego lekarza - strach o dziecko przyćmił wszystko, choć i tak czasem zastanawiałam się nad zmianą lekarza na lekarkę. Nienawidziłam się za te wszystkie myśli. Zarówno lekarz jak i Mike chcieli po prostu mi pomóc, a ja kuliłam się w sobie tylko przez względu na ich płeć. Z każdą taką sytuacją nienawiść do Jacka tylko wzrastała. Tak bardzo chciałam znowu żyć normalnie, ale chyba było jeszcze na to za wcześnie.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk komórki.
MIKE: Gdziekolwiek. Mogę przyjechać do ciebie, jeśli nie chcesz wychodzić. Mogę też nie przyjeżdżać, jeśli nie jesteś gotowa.
Palec zawisł mi nad ekranem. W głowie miałam pustkę. Owszem, w domu na pewno czułabym się bezpieczniejsza niż gdzieś na zewnątrz. Ale jak chciałam traktować Mike'a? Był moim przyjacielem. Nigdy mnie nie zawiódł. Miałam go stracić tylko dlatego, że był mężczyzną?
Strach mnie dławił, ale nie dałam mu się. Chciałam udowodnić Jackowi i samej sobie, że to ja miałam władzę nad swoim życiem i uczuciami, a nie nikt inny.  
CAMILLA: Przyjedź.  
Wysłałam mu adres domu moich rodziców, po czym wstałam z fotela i poszłam się przebrać. Ostatnio chodziłam w samych rozciągniętych legginsach i właściwie nie przejmowałam się swoim wyglądem. Patrząc w lustro, uznałam, że przyda mi się również kąpiel. Sądząc po stanie moich włosów, nie myłam ich od jakichś trzech dni. Jakoś straciło to dla mnie znaczenie. Siedziałam zamknięta w pokoju, widywałam tylko rodziców oraz Kathy. Dla kogo miałam się szykować? Jadłam rozsądnie i w odpowiednich godzinach ze względu na dziecko, ale mój wygląd był osobną sprawą. Większość czasu i tak spędzałam gapiąc się w ścianę.  
Mike mieszkał dość daleko od domu moich rodziców, więc liczyłam, że się zejdzie, zanim tu dotrze i zdążę się ogarnąć. Wzięłam szybki prysznic, ale nie zaprzątałam sobie głowy dokładnym suszeniem włosów. Jedynie je podsuszyłam, później stwierdziłam, że wyschną same. Nie chciało mi się też malować. Starczyło mi sił na tyle, żeby założyć jakieś normalne dżinsy i bluzkę. Ze stresu zrobiło mi się zimno, więc założyłam też puchowe skarpetki.
Poszłam do kuchni wygrzebać z szuflady jakieś ciastka. Mama i tata siedzieli przy stole i rozmawiali, ale niespodziewanie umilkli, gdy tylko weszłam do środka.
Jak ja tego nienawidziłam.
- Kolega do mnie wpadnie - powiedziałam beznamiętnie, szukając w szufladzie jakiejś paczki słodkości.
Byłam odwrócona plecami do rodziców, ale niemal widziałam, jak wymieniają spojrzenia.
- To na pewno dobry pomysł? - spytał ostrożnie tata.
Wzruszyłam ramionami, dalej odwrócona. Nie chciałam im mówić, że sama miałam co do tego wątpliwości.
- To mój przyjaciel. Nigdy by mnie nie skrzywdził.
- Tak, ale... - zaczęła mama.
- Wszystko w porządku! - przerwałam im, z hukiem zamykając szufladę. Od razu zrobiło mi się głupio, że wydarłam się na rodziców, którzy przecież się o mnie martwili. - W porządku - dodałam, spokojniej. Potem poszłam do pokoju. Postawiłam na stoliku ciastka i sok, po czym zabrałam się za układanie pościeli na łóżku, by w miarę wyglądała. W myślach wertowałam moją ostatnią rozmowę z Mikiem. Ze zgrozą uświadomiłam sobie, że on jeszcze o niczym nie wiedział - o mojej ciąży, o tym, jak przez wiele czasu umierałam ze strachu, o tym, że Dylan mnie zostawił. Musiałam mu wszystko opowiedzieć. Trochę się bałam jego reakcji. Od początku nie lubił Dylana, a teraz w dodatku obwiniał go za to, co mi się stało. Pewnie nie potrzebował wiele, by ponownie mu przywalić.
Po ogarnięciu pokoju ponownie zagapiłam się w ścianę. Ruszyłam się dopiero, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.  
Choć tęskniłam za Mikiem i chciałam go przytulić na powitanie, nie byłam w stanie. Już wyciągałam ku niemu ręce, ale nagle coś mnie powstrzymało. Najbardziej jednak zraniło mnie jego spojrzenie, kiedy to zobaczył. Być może miał nadzieję, że trochę mi się poprawiło, a to była moja odpowiedź.
- Chodź - powiedziałam w końcu, próbując wybrnąć z niewdzięcznej sytuacji. - Mam ci trochę do opowiedzenia.
Przeszliśmy do mojego pokoju. Rodzice dalej siedzieli schowani w kuchni. Widocznie uznali, że nie mają się po co wtrącać.
Mike chwilę rozglądał się po moim pokoju, ale nie było w nim nic niezwykłego. Jego wzrok zatrzymał się dopiero na ramce, w której było zdjęcie moje i Dylana.
- Masz ładny pokój - powiedział. Odwrócił się w moją stronę i oparł lekko o szafę. Ja siedziałam na fotelu, nie wiedząc, co zrobić z rękami; wykręcałam je w każdą stronę, unikałam wzroku Mike'a. Dlaczego? Dlaczego było tak cholernie niezręcznie? To przecież był Mike, zaraz po Dylanie najbliższa mi osoba. A może jeszcze bliższa niż Dylan? W końcu nasza historia była burzliwa, chwilami tak okropna, że doszło, do czego dojść musiało - do ostatecznego rozstania. A Mike przecież nigdy mnie nie zawiódł ani nie skrzywdził.
- Jak się czujesz? - spytał cicho. Spojrzałam na niego. Włosy mu urosły. Wcześniej były krótsze, teraz musiał odgarniać je do tyłu. Wydawał mi się jakby wyższy, choć wiedziałam przecież, że nie urósł przez trzy tygodnie. Może nie widziałam go od tak dawna, że już zapomniałam, jak wyglądał. - Strasznie zeszczuplałaś...
- No cóż - rzuciłam, dalej wykręcając sobie palce. - Różnie to bywa. Czasami jestem głodna jak wilk, a kiedy indziej w ogóle nie mam na nic ochoty. Tak czy inaczej, jest parę rzeczy, o których nie wiesz - dodałam, podnosząc na niego wzrok. - Tylko proszę, nie denerwuj się.
- Spróbuję - mruknął Mike, ale od razu wyczuł, że to, co powiem, ma związek z Dylanem i jego mięśnie automatycznie się napięły.
Zdecydowałam się zawrzeć wszystko w jednym, krótkim zdaniu:
- Dylan mnie zostawił, bo powiedział, że tylko się nawzajem ranimy, a ja dowiedziałam się, że jestem z nim w ciąży.
Widziałam, jak Mike ledwo powstrzymał grymas wściekłości. Odepchnął się od ściany i poszedł do łóżka, by na nim usiąść. Ja jednak myślałam, że chciał ruszyć w moją stronę. Przestraszyłam się i odjechałam fotelem do tyłu. Uderzył z hukiem o biurko. Mike udał, że nic nie zauważył, choć widziałam, że było mu przykro.
- Powiedziałaś mu?
- Jeszcze nie.  
- A zamierzasz?
- Tak - odparłam pewnie. - Tylko po prostu jeszcze nie jestem gotowa.
- Nie wiem, czy on zasługuje na bycie ojcem - mruknął Mike, odgarniając włosy do tyłu. - Znowu cię zostawił? Poważnie? Co ten koleś ma w głowie?
- W jednym miał rację - zauważyłam. - Sami się tak nawzajem urządziliśmy. Może nie pasujemy do siebie. On też tak powiedział.
- Jeśli wiedział, że do siebie nie pasujecie, mógł nie robić ci dziecka - warknął Mike. Nieco oklapłam. Jego słowa mnie zraniły, ale wiedziałam, że miał rację. Dylan chętnie uprawiał seks, nie tylko ze mną, ale i z innymi dziewczynami, z którymi nawet się nie wiązał. Może w ogóle nie chciał dzieci. Nie wzięłam tego pod uwagę. Ta myśl tylko dołożyła mi kolejnego ciężaru - a co, jeśli mu powiem o ciąży, a on odpowie, że nie chce tego dziecka?
- Wszystko z nim w porządku? - spytał Mike po chwili, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Z dzieckiem?
- Tak.
- W porządku - potwierdziłam. - Choć miałam najczarniejsze myśli... bałam się, że coś mu się stanie przez alkohol i... no wiesz. Przez to wszystko. Ale żyje. Będę cały czas chodziła na badania.
- Będzie dobrze. - Mike wyglądał, jakby chciał pogłaskać mnie po ręce, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. - Słuchaj, ja też chciałem o czymś z tobą porozmawiać.
- O czym?
- Myślałaś już o skierowaniu tej sprawy na drogę sądową?
Jego słowa mnie zaskoczyły, może dlatego, że miałam zupełnie inne sprawy na głowie.
- Nie, nie myślałam - przyznałam. - Sprawa z ciążą wszystko przyćmiła. Uważasz... że powinnam?  
- Powinnaś. Wręcz musisz. Aresztowali Jacka, ale jeśli nic mu nie udowodnisz, to go wypuszczą i już nigdy nie będziesz się czuć bezpiecznie.  
Chwilę milczałam, przetrawiając jego słowa. Mike miał rację. Nie mogłam pozwolić na to, by Jackowi się upiekło, żeby wyszedł na wolność i być może ponownie zrobił to samo - mnie lub innej dziewczynie.  
- Nie wiem, czy sobie poradzę - mruknęłam, spuszczając wzrok. - Ostatnio jestem do dupy. Nie potrafię już normalnie funkcjonować, normalnie się zachowywać. Nie jestem sobą. Nie wiem, czy dam radę z tym wszystkim.
- Nie jesteś sama - oznajmił Mike tak stanowczo, że aż spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Chwilę się zawahał, po czym wyciągnął rękę i dotknął mojej dłoni. Spodziewałam się, że wrzasnę, odskoczę do tyłu, cokolwiek - ale nagle zastygłam. Nie byłam w stanie się ruszyć. Później popatrzyłam na jego rękę, która była znajoma, ciepła. Na jego twarzy widziałam jedynie troskę. Wiedziałam, że ta ręka, ten człowiek nie skrzywdzi mnie. Dlatego nie odepchnęłam go. Pozwoliłam się dotknąć. - Masz swoich rodziców. Masz mnie. Razem wpakujemy drania do więzienia. Tak, aby już nie wyszedł.  
Zalała mnie fala wdzięczności i choć przyrzekłam sobie już nie uronić łzy, zaczęłam płakać jak dziecko.

✰✰✰

*teraz*

Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam. Byłam tak zmęczona, że chyba stało się to od razu, kiedy moja głowa dotknęła poduszki. A może od dawna nie spałam w wygodnym łóżku, takim, jakie miał Dylan.  
Obudziłam się w środku nocy, bo strasznie chciało mi się pić. Obudził mnie też podświadomy lęk, wywołany wydarzeniami poprzedniego dnia. Z cichym jękiem podniosłam się do pozycji siedzącej, po czym zobaczyłam, że obok mnie leżała jakaś sylwetka.  
Serce mi przyspieszyło, choć dobrze wiedziałam, że przecież to tylko Dylan. Patrzyłam przez chwilę na jego szerokie barki i zadałam sobie pytanie, co czuję. Czy spodziewałam się, że będzie spał na kanapie czy może podświadomie chciałam, żeby przyszedł i położył się razem ze mną? Pokręciłam głową i wstałam ostrożnie. Przeszłam do kuchni i nalałam sobie szklankę wody. Wracając, zajrzałam do Liama, ale spał jak suseł. Pogłaskałam go po policzku i wróciłam do łóżka. Postawiłam szklankę na stoliku i spróbowałam znowu zasnąć - co wcale nie było takie proste, gdy czułam bijące od ciała Dylana ciepło. Mimowolnie przysunęłam się bliżej niego, tak, że nasze kręgi delikatnie się stykały. Miałam ochotę na więcej, ale chyba zbytnio kusiłabym los.
Zasnęłam z uczuciem lekkiego niedosytu, ale i tak byliśmy na dobrej drodze.

983 czyt.
100%144
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 4090 słów i 21838 znaków.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 11 stycznia

    Ależ się rozpisałaś

  • Speker

    Speker · 10 stycznia

    Rozdział rewelacyjny. Rozpedziłas się widzę, że moje czary zadziałały i wena powróciła. Cieszę się, że Mike nie został odsunięty, to prawdziwy przyjaciel choć domyślam się jej stanu emocjonalnego jeśli chodzi choćby o dotyk ręki. Teraz wydaję się iść w dobrym kierunku. Czytając tylko jeden fragment można wywnioskować, że tworzą normalną rodzinę.
    Powodzenia na sesji. 5+ murowana. Ja czekam na powrót pracy od promotora i na przód, a do marca coraz mniej czasu xd
    Powodzenia !

  • niutria

    niutria · 10 stycznia · 201432688

    Ale świetnie podkręcasz amtosfere jesteś świetna po prostu ! Czekam na ciag dalszy!  

  • Lolissss

    Lolissss · 10 stycznia · 198285694

    Oho oho... czuje ze mogą się pojawić dodatkowe problemy przez te sprawę sądowa ale jak widać uda się Jacka wsadzić do kicia. I bardzo mi się podoba ze powoli, malutkimi kroczkami poprawiaja swoją relacje z dylanem. A wiec życzę weny oby cie nie opuszczała skoro tak szybko pojawiają się tak dobre części  
    Pozdrawiam ❤️