tylko jeden błąd - 23

Uwaga: ten rozdział jest chyba nową definicją skrajnych emocji.



*teraz*

Dylan zaparkował samochód na ulicy, blisko wejścia do bloku. Pomógł mi wyjść, wziął na ramię moją torbę, ja wzięłam na ręce Liama. W milczeniu szliśmy po schodach do mieszkania, a serce biło mi dość szybko. Znowu tu wracałam. Wyprowadziłam się, by uwolnić się od Dylana i naszej toksycznej relacji, a tu proszę - wszystko przebiegło tak, że znowu tu byłam. Miałam nadzieję, że tym razem będzie wyglądało to inaczej. Dylan i ja byliśmy już na dużo lepszej drodze. Kto wie, może tym razem mieliśmy się dogadać?
Czekałam, aż Dylan otworzy drzwi. Liam gaworzył mi cicho na ramieniu i trochę mnie uślinił. Zajrzałam mu w buzię - widać było kawałek jego ząbka. A więc jeszcze dużo pracy przed nami. Westchnęłam cicho.
Dylan coś kombinował z kluczami, po czym nacisnął na klamkę. Drzwi ustąpiły.
- Dziwne - powiedział cicho. - Dałbym sobie głowę uciąć, że je zamykałem...
Wystraszyłam się, w żołądku poczułam dziwne ssanie. Moje myśli od razu pofrunęły w stronę Coopera. Czy to możliwe, żeby to on tu był? Zrugałam się w duchu. Nie, to było niemożliwe, ale znowu powracały do mnie te wszystkie straszne myśli. Nienawidziłam tego, nienawidziłam takiej siebie.
Weszliśmy do środka, a wtedy szybko okazało się, że to nie był Cooper, ale faktycznie ktoś był w mieszkaniu.
- Dylan, kochanie... - Usłyszałam dochodzący z wewnątrz śpiewny głos. Z zażenowaniem spojrzałam na rozsypane na podłodze płatki róż. Moje brwi podjechały aż do samej linii włosów, kiedy przeniosłam wzrok na kanapę, na której leżała jakaś dziewczyna. Przez chwilę myślałam, że może pomyliła mieszkania, ale szybko zrozumiałam, że to musiała być Elena. I to w całej swojej okazałości. Leżała na kanapie w seksownej pozie i z zamkniętymi oczami wdzięczyła się do sufitu. Dopiero później wstała i podeszła do nas dramatycznym krokiem. Była owinięta delikatnym szlafrokiem, który po chwili opadł na ziemię, ukazując ją całą nagą, jak ją pan Bóg stworzył.
- O Boże - mruknął Dylan zmieszanym głosem, gdy ją zobaczył.
- O Boże! - pisnęła dziewczyna, gdy zobaczyła stojącą za Dylanem mnie.
- O Boże... - westchnęłam, czym prędzej zasłaniając Liamowi oczy, by nie musiał na to patrzeć.
Elena natychmiast podniosła z podłogi szlafrok i szczelnie się nim owinęła. Spodziewałam się, że będę czuła zazdrość albo chociaż złość, ale poczułam jedynie, że zbiera mi się na śmiech.
- To ja was zostawię - wymamrotałam, powstrzymując chichot. Nie miałam pojęcia, co się ze mną działo. Spojrzałam na Dylana, który wyglądał, jakby go piorun trzasnął.
Wyminęłam ostrożnie Elenę i zaniosłam Liama do sypialni, gdzie położyłam go na łóżku, a on natychmiast zaczął się wyginać do pozycji foki. Wygrzebałam z torby gryzaka i mu dałam, żeby się czymś zajął, a sama zdjęłam z siebie kurtkę i buty. Będę musiała wynieść je potem do przedpokoju, ale póki co nie chciałam się tam zapuszczać. Nadstawiłam ucha, żeby posłuchać rozmowy z korytarza.
- Co to ma być? - To Dylan.
- To ja się raczej powinnam pytać, co to ma być! Myślałam, że wrócisz do domu sam.
- Mówiłem ci, że mam dziecko.  
- Ale nie mówiłeś, że dzisiaj z nim tu wrócisz.
- A co, miałem je zostawić w rowie? To chyba logiczne, że wracam z dzieckiem do domu.
- I z matką dziecka.
- Tak, z matką dziecka.  
- Ale... poczułam dziś pełnię uczuć, które chciałam na ciebie przelać.  
O mało nie parsknęłam śmiechem, słysząc to. Pełnię uczuć, którą chciała przelać? Skąd Dylan ją wytrzasnął?
Wzięłam Liama z powrotem na ręce i przeszłam do saloniku. Elena od razu umilkła. Tak naprawdę to była całkiem ładna - miała długie brązowe włosy, proste jak druty i szczupłą buzię - ale jej zachowanie przekraczało wszelkie normy.
- Proponowałabym ci się ubrać, jeśli chcesz tu zostać - powiedziałam uprzejmie, próbując zachować poważny wyraz twarzy. - Tu są dzieci, które nie powinny jeszcze oglądać wszelkich szczegółów kobiecej anatomii, chociaż to przez nie wyszły na świat.
Dylan spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony. Tak naprawdę to ja sama też byłam sobą zaskoczona. Dopiero co wyszłam ze szpitala po próbie gwałtu. Pewnie wszyscy spodziewali się, że będę załamana - a ja po prostu próbowałam być silniejsza. W obliczu takiej sytuacji, Elena i jej negliż nie były powodem do zmartwień.
- Tak właściwie, nie przypominam sobie, żebym dawał ci klucz - Dylan zwrócił się z powrotem do Eleny. - Jak tu weszłaś?
Dziewczyna się zarumieniła.
- Dorobiłam sobie klucz. Miałam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko.
- Ależ nie - wtrąciłam, zanim Dylan zdążył odpowiedzieć. - Zapraszamy do naszego wesołego grona. - Poprawiłam Liama na ramieniu, który z zaciekawieniem obserwował nową osobę w domu. - Tylko będziesz musiała dorzucać się do zakupów, bo powoli robi się tu tłum.  
- Ja nie... - zaczęła Elena, wytrzeszczając na mnie oczy.
- Ależ nie krępuj się. - Machnęłam ręką. Nagle coś mi zaśmierdziało. Pociągnęłam nosem. - Och, chyba mamy tu brudną sytuację. Będziesz tak miła? - Wcisnęłam zaskoczonej Elenie Liama na ręce. - Ufam, że wiesz, jak zmienić dziecku pieluchę?
- Nie jestem głupia - żachnęła się nagle, choć dalej miała wytrzeszczone oczy, przez co istotnie wyglądała na głupią. Kurczowo trzymała Liama, jakby był torbą z ciuchami.
- Naprawdę? - spytałam uprzejmie, robiąc zdziwioną minę. - Ojej. Mój błąd. Pieluchy są w sypialni, w koszyczku - dodałam, po czym poszłam do kuchni. Za chwilę wszedł tam też Dylan ze zmarszczonymi brwiami.
- Mogę wiedzieć, co ty wyprawiasz?
- Ja? - spytałam niewinnie, wyciągając z szuflady puszkę z herbatą. - Nic nie wyprawiam. Chyba mogę czasem mieć przerwę od zmieniania dziecku pieluchy. To takie wyczerpujące zajęcie.
- Nie o to mi chodzi. Czemu jesteś taka... radosna?  
- A co? - spytałam, uśmiechając się szeroko. - Myślałeś, że będę zazdrosna?
- Nie - zaprzeczył szybko Dylan. - Ale zwykle nie jesteś taka.  
- Ludzie się zmieniają.
- I czemu dałaś Liama Elenie? To...
- Twoja dziewczyna. - Wpadłam mu w słowo. - No właśnie, więc niech się na coś przyda. Nie powiesz mi chyba, że jej jedyną umiejętnością jest robienie striptizu?
- Słuchaj... - Dylan wyglądał, jakby zaczynał tracić cierpliwość. - Wiem, że nie spodziewałaś się zobaczyć jej rozłożonej w salonie, ale ja też nie. Po prostu pozwól mi to z nią wyjaśnić i zaraz sobie pójdzie.
- Ależ ja wcale nie chcę, żeby ona sobie szła - oświadczyłam, czując w środku narastający chichot. Poważnie, nie miałam pojęcia, czemu miałam taki humor. Może był to skutek środków, które podali mi w szpitalu. W ogóle nie czułam zazdrości o Dylana. Może to i dobrze. - Jest bardzo... - umilkłam na chwilę, zastanawiając się nad doborem słów. - Będę miła i nazwę ją ekscentryczną.
Dylan już nabierał powietrza, żeby coś powiedzieć, ale nagle usłyszeliśmy głośny pisk. Od razu rzuciłam torebkę z herbatą i popędziłam do stoliczka do przewijania. Dylan pognał za mną. Już się bałam, że stało się coś złego, ale to, co zobaczyłam, uznałam za błogosławieństwo.
- O Boże! - Elena darła się, jak gdyby co najmniej obdzierano ją ze skóry. Musiałam się mocno powstrzymać, by nie wybuchnąć śmiechem na widok strumyczka moczu, który lał się właśnie eleganckim łukiem na jej dekolt. - Zróbcie coś!
- Och, gdybym tylko mogła... - westchnęłam dramatycznie, z udawanym ubolewaniem patrząc na jej obsikaną klatkę piersiową. - Ty poczułaś pełnię uczuć, a on najwyraźniej poczuł pełnię moczu. Co za los.
Dylan w końcu wkroczył do akcji. Stanowczo ujął wciąż lamentującą Elenę pod łokieć i zaprowadził ją do łazienki, mówiąc jej cicho, żeby się umyła i ubrała, to zaraz odprowadzi ją do domu. Ja, śmiejąc się, założyłam Liamowi pieluchę, po czym go ubrałam, wzięłam na ręce i pocałowałam w czoło.  
- Moje kochane dziecko - powiedziałam z czułością, patrząc na jego uśmiech. - Dziękuję ci za to.
Tak niewiele brakowało, żebym go straciła.

✰✰✰

*kiedyś*

Na te kilka dni zupełnie zapomniałam o mojej komórce, ale gdy tylko lekarz wyszedł, postanowiłam przeczytać jak najwięcej informacji o takim przypadku jak mój. Wygrzebałam więc komórkę, która była w mojej torebce. Była wyłączona. Bateria musiała się rozładować, a ja oczywiście nie miałam przy sobie żadnego kabla. Głośno westchnęłam. Wargi mi drżały, ale ostatkiem sił powstrzymałam łzy. Musiałam wierzyć, że będzie dobrze.
Ubłagałam pielęgniarkę o pożyczenie mi jakiejś ładowarki, choćby na godzinę. Zgodziła się i wróciła po chwili, niosąc cieniutki kabelek. Powiedziała, że pożyczyła go od starszej pani z sali obok, która powiedziała, że mogę go wziąć na tyle, ile potrzebuję. Od razu podłączyłam telefon do ładowania. Włączył się po chwili. Od razu zalała mnie fala smsów - od Mike'a, moich rodziców, a także od Hilary. Zupełnie o niej zapomniałam.
HILARY: Gdzie ty jesteś? Aż tak zabalowałaś?
HILARY: Nie wróciłaś do pokoju. Wszystko ok?
HILARY: Co z tobą? Gdzie się podziewasz?
Byłam właściwie lekko wzruszona, że aż tak się mną przejęła, ale nie miałam siły na rozmowę z nią. Odpisałam tylko, że wszystko ze mną w porządku i że wyjaśnię jej wszystko, gdy będę gotowa. I tak musiałam jeszcze pójść do akademika, by zrezygnować z pokoju - w obecnej sytuacji chyba musiałam przerwać studia... oczywiście zakładając, że moje dziecko przeżyje.  
Ta myśl znów spowodowała, że zachciało mi się płakać, ale wzięłam głęboki oddech i zaczęłam wertować internet, by się upewnić, że jest nadzieja.

✰✰✰

Przespałam może z godzinę, ale potem znów się obudziłam. Dręczyły mnie koszmary i niepokój. Do kupy problemów doszła bowiem jeszcze jedna kwestia - jak i kiedy powiedzieć Dylanowi o ciąży.
Nie chciałam mu mówić, póki nie było pewności, że w ogóle zostaniemy rodzicami. Mogło się zdarzyć wszystko, a ja nie chciałam mówić mu, że być może będzie miał dziecko, a potem wszystko odwołać. Wolałam poczekać, upewnić się, żeby nie narażać go na niepotrzebne emocje i ból. Nie chciałam też mówić tego na głos, póki nie miałam pewności, że faktycznie było o czym.
Postanowiłam więc poczekać, aż będzie coś wiadomo.
Ale... co potem? Jeśli okaże się, że dziecko żyje, ja zostanę mamą, a Dylan tatą. Jak mam mu to powiedzieć? Czy w ogóle mu mówić? Przecież mnie zostawił. Nie chciał mnie. Zostałby ze mną ze względu na dziecko? Pewnie tak. A ja nie chciałam litości.
Ale chciałam, by dziecko miało ojca. Nie mogłabym żyć ze świadomością, że nie powiedziałam Dylanowi o tak ważnej sprawie. Musiał wiedzieć. To było jego dziecko, jego DNA, jego część.  
Różnorodne myśli bombardowały mnie z każdej strony, ale póki co obiecałam sobie jedno: poczekam. Gdy wszystko będzie już pewne, powiem mu. Nie wiedziałam, jak to zrobię ani kiedy, ale wiedziałam, że emocje muszą opaść, żeby wszystko przebiegło spokojnie i dobrze.
Dużo się modliłam. Nigdy nie byłam zagorzałą katoliczką, ale wierzyłam w Boga. Nigdy Go o nic nie prosiłam, ale teraz nie byłam w stanie siedzieć i nic nie robić, a modlitwa w jakiś magiczny sposób odrobinę pomagała.
W internecie wyczytałam, że pęcherzyk ciążowy widać na USG od czwartego lub piątego tygodnia. Musiałam wytrzymać dwa, trzy tygodnie. Tylko tyle.
Zdawało się, jakby to była cała wieczność.

✰✰✰

W końcu dostałam od lekarza zielone światło na wyjście ze szpitala. Nie byłam poważnie pobita, rany mogły się goić same w domu. Musiałam tylko za parę dni wrócić na zdjęcie szwów oraz zacząć regularnie chodzić na spotkania z psychologiem. Początkowo tego nie chciałam, ale teraz wydawało mi się, że będę naprawdę tego potrzebować.
Siedziałam w sali i czekałam na wypis. Poprosiłam Mike'a, żeby pomógł mi dojechać do domu. Miałam już dość szpitala, tego okropnego zapachu i ciężkiej atmosfery. Chciałam położyć się we własnym łóżku i w spokoju zastanowić się nad swoim życiem.
Czekałam, nerwowo bębniąc stopą o podłogę. Znieruchomiała, kiedy do drzwi ktoś zapukał i po chwili do środka wszedł Dylan z pochmurną miną.
- Cześć - powiedział głosem bez wyrazu.
- Cześć - odparłam, lekko ciekawa, czemu przyszedł. Nie wyglądał najlepiej.
- Wypisują cię?
- Tak - potwierdziłam.
- To dobrze.  
Podszedł do mnie i usiadł na sąsiednim łóżku, zachowując pewną odległość. Nie wiedzieć czemu, zrobiło mi się nagle zimno.
- Chciałem ci coś powiedzieć.
- Więc mów.
Chwilę pocierał rękami o siebie, po czym wydusił z siebie:
- Wiem, że już się rozstaliśmy, ale chciałem to zrobić oficjalnie. To, co wydarzyło się w ostatnich dniach... - Odwrócił wzrok. - To już było za dużo. Ty, Robert, ten pieprzony Jack... - Wziął głęboki oddech, a ja miałam wrażenie, że przestaję oddychać. - Za bardzo zraniliśmy się nawzajem. To niezdrowe. Musimy z tym skończyć, żeby już żadnemu z nas nie stała się krzywda. - Spojrzał na mnie hardo, a ja czułam, jakby ziemia mi się usuwała spod nóg. - Nie zasługuję na ciebie. To przeze mnie spotkał cię taki los. Poza tym, chyba już stało się jasne, że nie pasujemy do siebie.
Każde jego słowo raniło mnie coraz bardziej z każdą chwilą, ale uparcie starałam się nie pokazywać mu, jak bardzo.
- Rozumiem - zdołałam tylko wykrztusić.
- To nie twoja wina - ciągnął Dylan. - To wina nas obojga. Padliśmy ofiarą fatalnego niedopasowania. A może to była wina tego, kiedy to się stało... może trafiliśmy w zły moment... - Wzruszył ramionami. - Nie wiem. Ale wiem, że ty nie potrafisz mi wybaczyć, a ja nie potrafię wybaczyć tobie. Nie męczmy się dłużej. Nie rańmy siebie nawzajem. Naprawdę mnie rozumiesz? - Spojrzał na mnie, a ja ledwo powstrzymałam się od ucieczki wzrokiem w bok.
- Tak - szepnęłam, choć serce obijało mi się boleśnie o żebra. Myślałam o naszym dziecku, które mogło nie mieć ojca ani normalnej, szczęśliwej rodziny. Lekko załamał mi się głos. - Rozumiem. Wszystko. To po prostu koniec.
Dylan milczał, a ja spuściłam wzrok na swoje ręce. Widać jeszcze było na nich otarcia od sznura. Pomyślałam o literze J, wyrytej mi nożem na skórze. Już na zawsze miałam pamiętać ten dzień i jego następstwa. Straciłam Dylana. Kilka razy, teraz już bezpowrotnie. Może mogłam stracić dziecko. Dlaczego, do cholery, to wszystko się działo? Czym sobie na to zasłużyłam?
- Wyjdź, proszę - odezwałam się cicho, nie podnosząc nawet wzroku. Nie chciałam na niego patrzeć, widzieć jego pleców, gdy będzie odchodził - po raz kolejny. Nie uratował mnie. Nie uratowaliśmy siebie.
- Dobrze - odpowiedział równie cicho. - Bądź szczęśliwa.
To było ostatnie, co usłyszałam, zanim trzasnęły drzwi, a ja zaszlochałam cicho.

1 032 czyt.
100%145
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2926 słów i 15407 znaków, zaktualizowała 13 maj o 19:47.

5 komentarzy

 
  • Speker

    Speker · 9 stycznia

    Nooo jest sztos xd skąd ta Elena, co za małpa zachowanie Liama coś extra, wie jak pomóc mamusi. Ja rozumiem, że faceci później dorastają i są cofnięci emocjonalnie(sam jestem facetem   ) no ale na litość Boską Dylan to tragedia. Ciekawe ile myślał nad tak długą wypowiedzią. Zostawić dziewczynę po takim czymś? Mógł się wstrzymać z wywodami albo chociaż zaproponować przyjaźń i wsparcie, które teraz potrzebuje jak nigdy.
    Rewelacja rozdział, dziękuję  

  • niutria

    niutria · 8 stycznia · 201432688

    Boże nie mogę się doczekać następnej części to tak bardzo wciąga. Szczerze jestem troszkę rozczarowana myślałam  że się do siebie zbliża z Dylanem ze jakiś impuls sprawi że wrócą do siebie ale mimo to opowiadanie jest zachwycajace !    czekam na więcej przesyłam duuuuzo weny

  • Lolissss

    Lolissss · 8 stycznia · 211660575

    O wszystko układa się w całość. Widzę ze liam będzie taki hard jak mamusia i faktycznie skrajność emocji w tym rozdziale jest ale mnie się to bardzo podoba. Teraz jestem ciekawa jak cami powie o dziecku No bo co potem będzie to czytamy od początku, wiec tez jestem ciekawa jak dalej potoczy się cała sytuacja z nimi i co z ta o matko boska elena. Do następnego i jak czytałam niżej- cierpliwości i wytrwałości ze wszystkim ❤️

  • agnes1709

    agnes1709 · 8 stycznia

    Młody zna się na ludziach

  • AlexAthame

    AlexAthame · 8 stycznia

    No cóż. Zbiera się w całość ale trudno jej (kiedys)Teraz? Wszystko idzie ku dobremu, ale jeszcze to jest daleko.Dlugo się czekało, ale rozuniem.