tylko jeden błąd - 14

*kiedyś*

Nagle czas bardzo przyspieszył. Zanim się obejrzałam, była już kolejna sesja, letnia, a zaraz po niej nadeszły upragnione wakacje. Całe moje życie poszło nagle do przodu.
Sesję zdałam bardzo dobrze, choć momentami ciężko było mi się uczyć, ponieważ moje serce wołało Dylana i – nie oszukujmy się – wolałam spędzać czas z nim niż ciągle siedzieć nad książkami i notatkami. Spięłam się jednak w sobie i wszystkie egzaminy zdałam za pierwszym razem. Gdy w końcu wróciłam po ostatnim teście do akademika, czułam ogromną ulgę. Wysłałam smsa do Mike’a, jak mu poszło, bo wyszedł przede mną. Odpisał, że powinno być dobrze i że wraca do domu pobyć trochę z rodziną. Życzyłam mu miłych chwil, choć trochę żałowałam, że nie zdążyliśmy się pożegnać. Napisał jednak, że za dwa tygodnie powinien być z powrotem w mieście, żebyśmy mogli się spotkać. Nie wiedziałam tylko, co powie na to Dylan, więc musiałam wymyślić coś, by w końcu ich ze sobą zapoznać.
Z eleganckiego stroju przebrałam się w krótkie dżinsowe spodenki oraz lejącą się malinową koszulkę i poszłam do Dylana. Jego samego nie było w mieszkaniu – też był jeszcze na egzaminie – ale miałam klucz, co właśnie wykorzystałam, by upiec mu jakieś ciasto, by już na niego czekało, gdy wróci. Zdecydowałam się na szarlotkę i przez następne pół godziny i nie miałam czasu o niczym myśleć, choć przecież mój umysł był już wolny od zmartwień. Skończyłam pierwszy rok studiów, właśnie zaczynały się moje wakacje, miałam wspaniałego chłopaka, któremu na mnie zależało i nic więcej się nie liczyło.
Dopiero do mnie dotarło, że za tydzień miałam urodziny. Nie byłam pewna, czy Dylan o nich wiedział – mówiłam mu, że obchodzę je w lecie, ale nie pamiętałam, czy podawałam mu konkretną datę. On swoje obchodził jesienią. Wzruszyłam jednak ramionami na ten fakt, bo urodziny nigdy nie były dla mnie czymś ważnym.
Ciasto upiekło się dość szybko. Miałam nadzieję, że w miarę mi się udało, bo mistrzynią kuchni nigdy nie byłam. Akurat, gdy wyciągałam blachę z piekarnika, usłyszałam, że drzwi się otwierają.
- Co tak pięknie pachnie? – Dylan po chwili wszedł do kuchni i uśmiechnął się na mój widok. Ja też się uśmiechnęłam, bo po raz pierwszy widziałam go w garniturze i musiałam przyznać, że wyglądał nieziemsko, choć pewnie było mu bardzo gorąco.
- Szarlotka – oznajmiłam, stawiając blachę na kratce. Ściągnęłam rękawice, by pocałować Dylana. – Jak poszedł egzamin?
- Chyba dobrze. Został mi jeszcze ostatni, jutro. Pouczę się trochę, a potem obejrzymy film, w porządku?
- Nie ma sprawy. Bylebyś tylko zdał.
Dylan znów mnie pocałował, powietrze wokół pachniało szarlotką. Nie mogłam się nadziwić, ile mam szczęścia.

✰✰✰

Dość szybko wyjechaliśmy na wakacje. Nie kupowaliśmy żadnych wycieczek, nie korzystaliśmy z biura podróży, po prostu któregoś dnia spontanicznie wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów dalej, nad morze. Zatrzymaliśmy się na parę dni w przytulnym motelu i dobrze wykorzystywaliśmy ten czas. Nie wiadomo skąd, Dylan dowiedział się o moich urodzinach i podarował mi przepiękną parę kolczyków z bursztynem.
Zjadłam góry lodów, gofrów, dużych obiadów, których normalnie bym nie zmieściła, ale w końcu były wakacje. W dzień leżeliśmy plackiem na plaży, opalając się, a wieczorem wychodziliśmy na długi spacer, kiedy było już chłodniej. Okazało się, że zachód słońca na plaży jest jednym z najpiękniejszych widoków. Siedzieliśmy, obserwując go, a kiedy słońce już całkowicie zachodziło, szliśmy wzdłuż plaży, gdzie tylko nas nogi niosły. Letnia woda moczyła nam stopy i choć czasami spędzaliśmy tak pół nocy, to nie czułam się zmęczona. W plaży nocą było coś magicznego, zwłaszcza z odpowiednią osobą u boku.
Momentami chciałam powiedzieć Dylanowi, że go kocham. Im dłużej z nim byłam, tym byłam tego bardziej pewna. Nawet sceneria była do tego idealna – plaża o zachodzie słońca, ostatnie jego promienie na twarzach, szum fal. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej lokalizacji. A jednak coś mnie powstrzymywało. Nie umiałam zdefiniować tego uczucia. Może czekałam, aż on powie to pierwszy? Gdzieś w głębi siebie dalej nie dowierzałam, że byliśmy razem i chyba chciałam, żeby to on pierwszy potwierdził, że mnie kocha, że mu na mnie zależy. Nie chciałam pierwsza wyskakiwać z tymi uczuciami, choć były one dla mnie oczywiste. Dylan musiał to widzieć, nie byłam w stanie tego ukrywać. Miałam wrażenie, że są widoczne w każdym moim spojrzeniu, uśmiechu, dotyku.  
A może dla niego wszystko było jasne? Może nie potrzebował słów?
Resztę wakacji spędziliśmy raczej aktywnie. Gdy wróciliśmy, ja zatrudniłam się jako asystentka w sklepie obuwniczym, a Dylan w kawiarni – w końcu miał jako takie doświadczenie w robieniu kawy. Chciałam jak najwięcej przebywać z Dylanem, ale wypadało też zarobić trochę pieniędzy, dlatego musiałam zaakceptować, że zostały nam jedynie wieczory, ale i to było dobre. W weekendy jeździliśmy na basen. Uwielbiałam pluskać się z Dylanem w basenie i ścigać się z nim na torach. Oczywiście, on zawsze wygrywał, bo był większy i silniejszy, ale zawsze próbowałam go doścignąć, przez co moja kondycja mocno się poprawiła. Namówiłam go też, żeby zaczął ze mną biegać. Długo nie chciał się zgodzić, bo mówił, że nie cierpi biegania, ale w końcu się przemógł i stwierdził, że "może jakoś to przeżyje”.
Pewnego dnia zaproponował, bym się do niego wprowadziła – co było sensowne, bo w końcu i tak większość dnia i wieczorów przesiadywałam u niego, nie było więc sensu, bym mieszkała dalej w ciasnym pokoju z Tamarą. Miałam przed tym lekkie opory; nie wiedziałam, czy to właściwy moment, czy nie będziemy mieli dość swojego towarzystwa, gdy będziemy razem niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę, ale szybko porzuciłam te rozważania i postanowiłam nie odkładać życia na później. Zwłaszcza jego przyjemnych aspektów. Tak żyło się po prostu dużo łatwiej.  
Czas leciał jak szalony. Zbliżał się kolejny początek roku akademickiego. Im było go bliżej, coraz częściej myślałam nad zapoznaniem Mike’a z Dylanem. W końcu stwierdziłam, że pora przestać o tym jedynie myśleć i w końcu to zrealizować. W internecie znalazłam ogłoszenie o imprezie w pobliskim klubie – tytuł sugerował, że powinno być to nasze ostatnie wakacyjne szaleństwo przed rozpoczęciem studiów. Tak jakby w roku akademickim nikt nie chodził na imprezy.
Od razu kupiłam trzy bilety, a potem powiedziałam Dylanowi i Mike’owi – z osobna – że idziemy wszyscy razem i nie przyjmuję odmowy. Ubłagałam Dylana, żeby dał szansę Mike’owi i nie skreślał go na starcie. Trochę protestował i dalej chciał się kłócić, czy aby na pewno Mike jest tylko moim przyjacielem, ale uciszałam go całusami i w końcu uległ.  
- Byłoby łatwiej, gdybyś przyjaźniła się z dziewczyną.
- No pewnie. Łatwiej niby dla kogo? – spytałam z powątpiewaniem. – Bo mogłaby ci się spodobać?
- Skądże. Ja świata nie widzę poza tobą.
Parsknęłam śmiechem na te słowa, bo wydawały mi się oklepanym frazesem, ale i tak dołączyłam je do mojego małego prywatnego zapisu wspomnień, które chciałam pamiętać już do końca życia.

✰✰✰
*teraz*
Teraz, gdy na nowo zamieszkałam z rodzicami, nagle miałam więcej luzu i czasu dla siebie. Starali się pomagać mi z Liamem, jak tylko mogli. Gdy wychodzili do pracy, czasem przysyłali naszą sąsiadkę, która opiekowała się mną, gdy byłam mała. Najpierw protestowałam, twierdziłam, że przecież świetnie sobie radzę z Liamem i nie trzeba nikogo przysyłać, ale potem ustąpiłam. Z moją mamą nie można było wygrać, a ona ciągle komentowała moje podkrążone oczy i bladą skórę. Przekonywała mnie, że tak będzie lepiej, że nie ma nic złego w tym, że ktoś mi czasem pomoże. W końcu odpuściłam.
Postanowiłam też, że skoro sprawy mają się tak, że mam więcej czasu, poszukam jakiejś pracy online. Na początku nie bardzo wiedziałam, czy są w ogóle dla mnie jakieś możliwości – w końcu nawet nie ukończyłam studiów, przerwałam je ze względu na ciążę. W końcu jednak znalazłam ogłoszenie o pracę, która miała polegać na uruchomieniu i nadzorowaniu systemu marketingowego, który z kolei miał pozyskiwać klientów dla współpracujących firm. Nie byłam do końca pewna, czy to moje klimaty, ale doczytałam się, że nie wymagali doświadczenia, a jedynie "odrobiny chęci”. Chętna na pewno byłam – nie chciałam dłużej być takim obciążeniem finansowym dla rodziców, a jeśli mogłam wykorzystać mój wolny czas na dorobienie sobie paru groszy, chciałam to zrobić. Miałam cichą nadzieję, że być może ten mały zakres psychologii, który przyswoiłam przed skończeniem studiów, na coś się przyda przy pozyskiwaniu klientów. Wysłałam więc CV i pozostawało mi tylko mieć nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
Ku mojemu zaskoczeniu, udało się. Parę dni później dostałam odpowiedź i jedyne, co musiałam zrobić, to pojechać na szkolenie. Było w sobotę, więc dogadałam się z Dylanem odnośnie opieki nad Liamem i pojechałam, czując się bardzo dziwnie. Tak jakbym była jaskiniowcem, który od lat nie wychodził ze swojej kryjówki. Rzadko wychodziłam gdzieś bez syna, praktycznie nigdy, więc ta podróż na szkolenie była dla mnie czymś nowym.
I tak się zaczęło. Z początku było mi trudno zrozumieć wszystko, co mi tłumaczono, bo to nie były do końca moje klimaty, ale nie zamierzałam narzekać. Trochę nad tym posiedziałam i w końcu rozumiałam mniej więcej o co chodzi. Po jakimś czasie poczułam ulgę, że mogłam oderwać swoje myśli od patowej sytuacji z Dylanem. Trochę pracowałam, trochę zajmowałam się dzieckiem i któregoś dnia stwierdziłam, że chyba żyje mi się lepiej. Dylana widywałam przelotnie. Nie musiałam znosić go całymi dniami, nie mieliśmy na tyle czasu, by rzucać do siebie chamskie odzywki. Było prawie dobrze. Czasami jednak czułam się samotna. Brakowało mi Dylana, jego dawniejszej wersji. Zbyt często myślałam o naszej przeszłości i ciągle widziałam kontrast między jego poprzednią wersją, a tym, kim był dzisiaj. Dawno już nie widziałam jego uśmiechu. Kiedyś ciągle żartował, uśmiechał się, śmiał z moich niezdarnych ruchów. Teraz jego twarz zastygła jak maska, podobnie zresztą jak moja.
✰✰✰

*kiedyś*

Trochę stresowałam się spotkaniem Dylana i Mike’a, znając ich obiekcje przeciwko sobie, ale nakazałam sobie nie pękać i jakoś to wytrzymać. Umówiliśmy się przed klubem – gdy podeszliśmy pod drzwi, Mike już czekał. Wzięłam głęboki oddech.
- Mike, to jest Dylan. Dylan – Mike – przedstawiłam ich sobie, patrząc z niepokojem na jednego i drugiego. Obrzucili się spojrzeniami spode łba i mocno uścisnęli sobie dłonie, dalej mierząc się wzrokiem typowym dla samców alfa. Czym prędzej poszliśmy do środka. Miałam nadzieję, że alkohol trochę rozluźni atmosferę.
Zostawiłam ich chwilowo samych, pod pretekstem wyjścia do łazienki, gdy oni zamawiali drinki. Odczekałam parę długich minut, a gdy wróciłam, z zadowoleniem stwierdziłam, że Dylan dotrzymywał danej mi obietnicy – widziałam, jak mimo początkowej niechęci mimo wszystko próbował gadać z Mikiem. On też się starał, widać było to po jego twarzy, więc odetchnęłam z ulgą i usiadłam obok nich, słuchając, jak gadają o samochodach. Nie rozumiałam z tego ani słowa, dlatego tylko popijałam drinka i słuchałam.
Później poszliśmy tańczyć – Mike szybko znalazł sobie jakąś koleżankę, więc nie musiałam się martwić, że zostawimy go samego, gdy pójdziemy z Dylanem na parkiet. Dylan okazał się dobrym tancerzem – co nawet mnie nie zdziwiło – ale na szczęście nadążałam za nim i to całkiem nieźle. Byłam lekko zziajana, ale szczęśliwa. Krew buzowała mi po całym ciele, serce biło mocno. Choć imprezy w klubie raczej były mi obce, cieszyłam się, że postanowiłam tu przyjść. Po jakimś czasie Dylan zapomniał o swoich obiekcjach i wyglądało na to, że polubili się z Mikiem, bo gadali jak starzy znajomi. Widocznie rozmowa o samochodach wystarczyła, by przestali widzieć w sobie wrogów. Podejrzewałam, że nagle uleglejsza postawa Dylana miała związek z tym, że podczas tańca Mike’a z tą dziewczyną, jego ręka dość często schodziła na jej pośladki. Wobec mnie nigdy się tak nie zachowywał, więc Dylan chyba w końcu uwierzył, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Byłoby świetnie do końca, gdyby nagle nie zmienił się barman, u którego zamawialiśmy drinki. Dylan zesztywniał, gdy tylko go zobaczył. Nic z tego nie rozumiałam. Patrzyłam na tego mężczyznę, ale nie rozpoznawałam go. Normalny facet. Nie zauważył nas, ale musiał podnieść głowę – tak jak wszyscy inni – gdy Dylan gwałtownie wyszedł z klubu, trzaskając drzwiami. Od razu pobiegłam za nim. Stał z boku drzwi wejściowych, oddychał ciężko, dłonie miał zaciśnięte w pięści i wyglądał, jakby chciał kogoś zabić.
- Co się stało? – spytałam z przerażeniem, podchodząc do niego. – Dlaczego wyszedłeś? Dlaczego jesteś taki zły?
- Ten skurwysyn… - usłyszałam w odpowiedzi. Dylan przymknął oczy, jakby próbował się uspokoić.
Dalej nic nie rozumiałam. W pierwszej chwili pomyślałam nawet, że mówił o Mike’u, ale Mike był zajęty tańczeniem. My poszliśmy po drinki, a Dylan nagle się wściekł, gdy zobaczył baristę.  
- Kto? – spytałam głucho. Drzwi otworzyły się, uwalniając dźwięki dudniącej muzyki, po czym znowu zamknęły. Dobiegły mnie śmiechy i piski jakichś dziewczyn. – Ten facet od drinków? Kto to jest?
- To facet, który rozwalił małżeństwo moich rodziców. – Dylan nagle gwałtownie się wyprostował, odwrócił i grzmotnął pięścią w ścianę budynku, aż skuliłam się w sobie. Stęknął cicho, potrząsając bolącą pięścią. Miałam nadzieję, że jej nie złamał. Serce mi przyspieszyło, ponieważ nie widziałam jeszcze Dylana w takim stanie. Za jego słowami kryła się dłuższa i zapewne bolesna historia.  
- Chcesz już iść? – spytałam cicho.  
Dylan zwiesił głowę i przez chwilę wyglądał jak mały chłopczyk.
- Tak.
Wysłałam smsa do Mike’a z wyjaśnieniem, gdzie poszliśmy, po czym wróciliśmy do mieszkania. Dylan milczał przez całą drogę. Dalej był wściekły. Dopiero, gdy położyliśmy się do łóżka, a ja odwróciłam się do niego, głaszcząc go delikatnie po twarzy, zaczął mówić:
- Ten facet… - Niemal wypluł to słowo, jakby mówił o robaku. – Pamiętam go, choć byłem mały, gdy moi rodzice się rozwiedli. Był przyjacielem mojego taty. Mówiłem do niego "wujku”. Często u nas przesiadywał. Aż pewnego razu, gdy wróciłem do domu ze szkoły, on leżał na mojej mamie. Posuwał ją, nawet nie dbając o to, żeby zamknąć drzwi na klucz. – Jego twarzy wykrzywił okropny grymas. – Nie wiedziałem wtedy, co widziałem. Myślałem, że mama się źle poczuła, a on próbował jej pomóc. Gdy wrócił tata, wszystko mu opowiedziałem. I wtedy się zaczęło. Krzyki. Kłócili się całą noc. – Przetarł dłonią oczy, a mi serce pękało, gdy widziałam, jak na nowo to przeżywał. Nie przestawałam go głaskać. – A później mama po prostu spakowała się i wyprowadziła. Tata mówił, że się zakochała w wujku i teraz będzie mieszkała z nim. Długo nie mogłem tego zrozumieć. Niby jak moja mama mogła zakochać się w wujku, skoro była z tatą? Później dotarło do mnie, że owszem, zakochała się w tym dupku. Byłem w stanie jej to wybaczyć, nawet zdradę taty. Miłość nie wybiera, a to była w końcu moja matka. Ale Robert ją zostawił wkrótce po tym, jak się od nas wyprowadziła. Nie kochał jej. To bez sensu… - Roześmiał się nagle, ale jego śmiech był pełen goryczy. – Byłem w stanie jakoś to przeboleć, bo myślałem, że mama jest szczęśliwa. Tata też znalazł sobie nową dziewczynę. Jakoś to zniosłem, bo wmawiałem sobie, że są szczęśliwi. Ale nie. Mama szybko została sama. Dasz wiarę? Robert po prostu potrzebował na chwilę kogoś, kogo by mógł jebać, gdy tylko miał ochotę… - Znowu grzmotnął pięścią, tym razem w ramę łóżka. Serce podskoczyło mi do gardła ze strachu. – A potem ją zostawił. Z tego co wiem, zrobił tak jeszcze z wieloma kobietami. Przez tego skurwysyna rozwaliła się moja rodzina. Rozwalił się cały mój świat. Byłem tylko dzieckiem.
Nie mógł powstrzymać łez. Nie płakał, nie szlochał jak dziecko, ale te dwie czy trzy łzy, które potoczyły się po jego twarzy, bolały mnie bardziej niż gdyby się rozpłakał. Przytuliłam go, a on oparł głowę na mojej klatce piersiowej. Trzymałam go mocno, próbując sobie wyobrazić, co czuł – kiedyś i teraz. Jaki to musiał być dla niego ból, obserwować rozpad swojej rodziny, a później znowu spotkać tego człowieka.
- Przepraszam. Już tam nie pójdziemy – szepnęłam do niego. – Już nie pójdziemy do tego klubu, nie będziesz go widywał. Przepraszam.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że mnie nie słyszał, bo spał. Dalej go przytulałam, tak jakbym miała tym spowodować, że cały jego ból zniknie.

1 404 czyt.
100%177
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3265 słów i 17821 znaków, zaktualizowała 12 gru 2018.

7 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 15 gru 2018

    Candy i przekleństwa? Więc może jeszcze będą z Ciebie ludzie Piknie

  • Xyz%%%

    Xyz%%% · 15 gru 2018 · 212633024

    Kiedy następna?

  • blondeme99

    blondeme99 · 14 gru 2018

    To opowiadanie jest intrygujące   błagam, nie kończ go   nie mogę się doczekać tego, żeby dowiedzieć się czemu miedzy nią a Dylanem zaszła taka zmiana, przecież kiedyś byli tak bardzo szczęśliwi. Czy jeden błąd mógł ich aż tak bardzo zmienić?  

  • Lula

    Lula · 12 gru 2018

    😍

  • niutria

    niutria · 12 gru 2018 · 201432680

    Uwielbiam uwielbiam!!! Czekam  ma więcej z niecierpliwością!  

  • AlexAthame

    AlexAthame · 12 gru 2018

    Magiczny opis czasu zakochania i szara, zachmurzona i przesiaknieta deszczem teraźniejszość. I nagle ten barman Nadal czuje ze uczucie się w nich tli i tylko czeka na odpowiednie warunki by na nowo wybuchnąć.  

  • Lolissss

    Lolissss · 12 gru 2018 · 211660575

    Aż tak szybko części kolejnej się nie spodziewałam a tu niespodzianka! Trochę smutny ten rozdział pod koniec.. :( cieszy mnie ze camilla chociaż znalazła tymczasowa prace i jakoś sobie radzi, i tak mam nadzieje ze jednak jakimś cudem się zejdą z dylanem