tylko jeden błąd - 11

*teraz*

Słowo „proszę”, wychodzące z ust Dylana, podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. Oklapłam. Nagle nie czułam już nic, może poza ogromnym smutkiem i sentymentem. Od dawna nie zwrócił się do mnie w taki sposób, a teraz, nawet słysząc go przez telefon, czułam, że naprawdę się o mnie martwił. Miał powody, ale nie sądziłam, że jeszcze o nich myślał.
- Dobrze – odpowiedziałam po chwili. – Już wracam.
Rozłączyłam się i zaczęłam iść w kierunku, z którego przyszłam. Po paru minutach byłam już na górze. Poczułam ulgę, kiedy ogarnęło mnie ciepło mieszkania. Na nowo poczułam zmęczenie i senność, ale przynajmniej miałam wrażenie, że mój żołądek stał się nieco lżejszy.  
Dylan czekał na mnie w saloniku. Siedział na kanapie, patrząc w milczeniu, jak odwieszam płaszcz i zdejmuję z nóg kozaki. Chciałam pójść do kuchni i napić się wody, ale zatrzymał mnie:
- Nie powinnaś wychodzić.
- Wiem – powtórzyłam, czując, że jego troska zaraz zamieni się w wykład. Tak jakbym była pięcioletnim dzieckiem. – Po prostu potrzebowałam spaceru, powietrza. Oddechu od tego wszystkiego.
- Przynajmniej noś ze sobą znowu gaz pieprzowy – nalegał dalej, idąc za mną do kuchni.  
- Tak zrobię – powiedziałam, byle tylko przestał już gadać.  
Zamilkł. Chyba domyślił się, że nie chciałam o tym rozmawiać. Głowę zaprzątały mi przykre wspomnienia. Usiłowałam je od siebie odgonić. Nie chciałam znów się tak czuć.
- Możesz spać dziś w łóżku – powiedział niespodziewanie. Piłam w milczeniu wodę, odwrócona do niego plecami. – Ja prześpię się na kanapie.
Po tych słowach wyszedł, zanim zdążyłam powiedzieć choćby „dziękuję”.
Radości, tak dużo radości…

✰✰✰

*kiedyś*

Czternasty luty oficjalnie stał się naszą datą – datą naszego początku, co uświadomiłam sobie dopiero godzinę później, widząc, że gdy się pocałowaliśmy, było już po północy.  
- To jak, zostajesz na noc? – spytał mnie Dylan, gdy wróciliśmy do środka.
- Ale tak bez szczoteczki i piżamy? – uśmiechnęłam się lekko ironicznie.
- Jakoś to przeżyję – stwierdził, po czym pochylił się i znowu mnie pocałował – delikatnie, lekko, bardziej był to buziak niż pocałunek. Ja jednak łaknęłam każdego jego dotyku.
- Ale nie chcę zasypiać już na tej kanapie – dodałam, zdejmując z siebie kurtkę. – Później zawsze boli mnie kręgosłup.
Dylan odwrócił się do mnie, a jego twarz zastygła w wyrazie udawanego przerażenia.
- Czy próbujesz mnie właśnie zaciągnąć do łóżka? – jęknął, udając małą przerażoną dziewczynkę. – Ale… ja jeszcze nie jestem gotowy… to dla mnie zbyt wiele.
- Głupek – zaśmiałam się, trącając go w ramię. – Nie było w tym żadnego podtekstu. Chcę się po prostu wyspać.
- No dobrze – ustąpił. – W takim razie dziś śpimy w łóżku.
Zwykłe zdanie, zwykła, prosta, codzienna czynność, a tak mnie ucieszyła. Dylan pożyczył mi jakąś swoją koszulkę i wynalazł dla mnie szczoteczkę do zębów. Po umyciu się, wsunęłam się pod puchową kołdrę. Dylan zrobił to samo, zdejmując z siebie koszulkę. Oczywiście, od razu na niego zerknęłam, przez co moje policzki zaraz zrobiły się gorące. Miał delikatnie zarysowane mięśnie brzucha, ramiona też były niczego sobie, skórę miał gładką, lekko opaloną. Zastanowiłam się, czy w ogóle będę w stanie przy nim zasnąć. On ze mną na pewno nie będzie miał takich problemów. Moje myśli automatycznie podążyły do Hilary. Zastanowiłam się nagle, czy leżał z nią w tym łóżku. Wyobraziłam ich sobie, nagich, idealnie do siebie pasujących. Ona piękna, on przystojny. Przez chwilę poczułam zazdrość tak silną, że prawie nie zarejestrowałam momentu, kiedy Dylan dotknął mojego ramienia.
- Wszystko w porządku?
- Tak – odparłam automatycznie, usiłując odgonić od siebie ponure myśli. – Dobranoc. – Uśmiechnęłam się do niego czule i pogładziłam go po włosach.
- Dobranoc. – Pocałował mnie lekko w skroń, zgasił światło, po czym przytulił mnie od tyłu. Zasnęliśmy w pozycji „na łyżeczkę”. Było mi ciepło i bezpiecznie, ale moje myśli i tak krążyły wokół Hilary i innych idealnych dziewczyn, którym zapewne nie dorastałam do pięt.

✰✰✰

Ferie szybko się skończyły i trzeba było wracać na uczelnię, ale nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo. Miałam teraz Dylana, a gdy on nie miał czasu, mogłam przecież siedzieć z Mikiem, który w końcu zaczął się cieszyć moim szczęściem. Miałam wrażenie, że moje życie dopiero teraz nabrało sensu. Widać to było po mnie aż zanadto – uświadomiłam to sobie, gdy wróciłam do domu na któryś weekend i zobaczyłam badawcze spojrzenie mojej mamy.
- Masz chłopaka. – Stwierdzenie padło ni z tego ni z owego w środku obiadu. Aż zakrztusiłam się surówką.
- Co, proszę? – spytałam, udając głupią. Spojrzałam na mamę, która przyglądała mi się z lekkim uśmiechem.
- Albo dziewczynę – wtrącił tata, chcąc zapewne być śmiesznym.
- Tato, daj spokój… - żachnęłam się, aż wzdrygając się na myśl o tym, że mój rodzony ojciec ma mnie za lesbijkę.
- Widać to po tobie. Jesteś cała rozpromieniona, aż ci się oczy świecą. Szkoda tylko, że nic nam nie powiedziałaś.
- Bo to świeża sprawa – bąknęłam, ale skoro już wszystko się wydało, opowiedziałam rodzicom co nieco. Właściwie nigdy im się zbytnio nie zwierzałam, więc czułam się trochę głupio, ale usta same mi się rozciągały w uśmiechu, kiedy mówiłam o Dylanie. Pominęłam oczywiście nasze początkowe perypetie, moje oskarżanie go o bycie wrednym dupkiem i parę innych rzeczy. Liczył się w końcu efekt końcowy, a był on taki, że miałam w końcu chłopaka, przy którym czułam, że jestem dokładnie w tym miejscu, w którym powinnam być.  
Mój plan na semestr letni był nieco luźniejszy, co pozwalało mi na częstsze spotkania z Dylanem. On dalej pracował w poniedziałki w punkcie kawy, co skwapliwie wykorzystywałam i wpadałam go odwiedzać tak często, jak tylko mogłam. Śmiał się, że jestem jego najwierniejszą klientką, choć przecież kawę kupowałam tylko okazjonalnie. Najważniejsze dla mnie było po prostu do niego przyjść, zobaczyć jego uśmiech, pocałować oraz szczycić się pełnymi zazdrości spojrzeniami dziewczyn, które dalej nie mogły pojąć, że ktoś taki jak Dylan wybrał akurat mnie.
Nie byłam głupia. Wiedziałam, że co najmniej połowa społeczeństwa uważa, że nie pasowałam do Dylana. Ja sama widziałam go z wysoką pięknością, która miała zawsze idealną fryzurę, zrobione paznokcie, nie miała za to grama tłuszczu i była po prostu w każdym calu olśniewająca. Po wyobrażeniu sobie kogoś takiego było mi dość trudno zadowolić się sobą – byłam po prostu nijaka. Normalny wzrost, normalna budowa ciała, dość drobna, czego czasem żałowałam, kiedy widziałam dziewczyny z pięknymi pośladkami, które wyglądały oszałamiająco w dobrze dopasowanych dżinsach. Wciąż nie mogłam przestać się dziwić, że naprawdę spodobałam się Dylanowi. Podświadomie chyba czekałam, aż któregoś dnia roześmieje mi się w twarz i oznajmi, że to był jedynie eksperyment społeczny, że fajnie było mnie tak nabrać. Nic takiego się jednak nie działo.  
Raz zwierzyłam się z tego Mike’owi, a on popatrzył na mnie, jakbym zwariowała.
- Może powinnaś pójść do psychologa? – zasugerował.
- Uważasz, że jestem walnięta? – oburzyłam się.
- Trochę tak, bo gadasz jak potłuczona. Jesteś fajną dziewczyną. I wiesz, jaką jeszcze?
- No jaką?
- Normalną – powiedział Mike, mocno akcentując słowo. – Sama chyba wiesz najlepiej, że często takie ideały, które kreujesz w swojej głowie, to tak naprawdę zakochane w sobie pustaki, które nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Myślisz, że facetom jedno w głowie, ale kto by chciał spędzać czas z taką lasencją, która nie ma swojego zdania, za to potrafi gadać godzinami o paznokciach? Nawet święty by nie wytrzymał.
Jak zwykle miał rację, więc odpuściłam temat, ale te uporczywe myśli ciągle do mnie wracały. Usiłowałam je jednak uciszać i na ogół mi się to udawało – szczególnie, kiedy Dylan całował mnie w usta na oczach grupy dziewczyn właśnie z takiej kategorii, o jakiej często myślałam, a w mojej głowie pojawiała się wtedy iście satysfakcjonująca myśl: to ja. Wybrał właśnie mnie. Wszystkie te paniusie mogły mnie cmoknąć w tyłek.
W środę po wykładzie siedziałam w bibliotece i czekałam, aż Dylan po mnie przyjdzie. Mieliśmy iść na kolację do jakiejś restauracji, na którą bardzo się cieszyłam. Byłam głodna jak wilk, ale trochę bolała mnie głowa, dlatego poszłam do biblioteki, bo tam chociaż było cicho. Siedziałam na pufie i czekałam. Dylan miał skończyć zajęcia za jakieś pięć minut. Przeciągnęłam się jak kot, odsłaniając kawałek brzucha i stwierdziłam, że przejdę się jeszcze do toalety. Złapałam w rękę kurtkę, torbę i niezgrabnie stanęłam na nogi. Wyminęłam dwie półki z książkami, by w ostatniej chwili odskoczyć przed chłopakiem, który nagle jakby wyrósł z ziemi.  
- Przepraszam! – wymamrotałam. Odrobinę za głośno. Parę osób spojrzało się na mnie zgorszonym wzrokiem, jakbym co najmniej ośmieliła się przekląć w kościele. Spojrzałam na chłopaka, który stał przede mną. Z zaskoczeniem odkryłam, że to chyba był ten sam, który wpadł na mnie, kiedy ostatni raz biegałam. Jego twarz pamiętałam jak przez mgłę, po dłuższej analizie stwierdziłam jednak, że to na pewno on – jego nieco dziecięce rysy kontrastowały się z wysoką sylwetką.  
- Tym razem to ty wpadłaś na mnie – stwierdził. Nieco zaskoczył mnie fakt, że mnie pamiętał. Minęło już wiele tygodni od tamtego momentu, kiedy widzieliśmy się przelotnie przez jakąś minutę. Może widział mnie już na uczelni? Świat, jak się okazywało, był jednak bardzo mały.
- Tak… - mruknęłam, nie bardzo wiedząc, co mam na to odpowiedzieć. Próbowałam go wyminąć, ale stał przede mną jak głaz. Spojrzałam na niego niecierpliwym wzrokiem.
- Co studiujesz? – spytał nagle. Miał nieco piskliwy głos. Patrzył na mnie tak uważnie, jakby chciał mnie prześwietlić. Nieco się zawstydziłam i nieco poprawiłam swoją bluzkę, tak, aby nie odkrywała piersi.  
- Psychologię w zarządzaniu – odpowiedziałam kulturalnie, nie bardzo wiedząc, do czego mu potrzebna ta informacja.
- Fajnie. Ja psychologię poznawczą – oznajmił, choć nie pytałam. Cóż, to wyjaśniało, dlaczego tak uważnie się na mnie patrzył – psychologia mocno zasiadała w człowieku. Czułam się jednak mocno skrępowana. Ta rozmowa była bardzo dziwna.  
- Mhm… - mruknęłam znowu, zastanawiając się, jak delikatnie zasugerować chłopakowi, żeby mnie przepuścił. – Wiesz co…
- Może chciałabyś umówić się na kawę? – przerwał mi. Moje brwi podjechały wysoko do góry. Miałam ochotę się zaśmiać, ale nie chciałam go urazić. Był trochę dziwny, ale może po prostu taki miał urok. Kto wie.
- Nawet nie znam twojego imienia – powiedziałam, żeby zyskać na czasie. Zresztą, w ogóle cię nie znam, nie mam pojęcia, kim jesteś, ani skąd się tu wziąłeś, dodałam w myślach.
- Jack – przedstawił się, wyciągając w moją stronę chudą dłoń. – To co z tą kawą?
Zaczynałam tracić cierpliwość. Miałam już mu powiedzieć, że nie piję kawy – kończyły mi się wymówki – kiedy moja komórka zawibrowała. Zerknęłam na ekran i zobaczyłam wiadomość od Dylana. Czekał na mnie przy wyjściu. Zalała mnie fala ulgi.
- Wiesz, muszę już lecieć, ktoś na mnie czeka – oznajmiłam, prostując się. – Miło było poznać – rzuciłam na odchodne i czmychnęłam w bok, zanim zdążył odpowiedzieć. Czułam na plecach jego spojrzenie. Co za dziwny koleś. Nieważne, na jak pyszną kawę by mnie zaprosił, chyba nigdy nie poczułabym się komfortowo w jego obecności.

✰✰✰

*teraz*
Rano, gdy się obudziłam, stwierdziłam, że jednak noc spędzona w wygodnym łóżku nie może się równać z kanapą, która jest przeznaczona do okazjonalnego spania. Kręgosłup miałam cudownie rozluźniony. Miękki materac otulał mnie, a ja chciałam tu zostać całą wieczność. Dała jednak o sobie znać potrzeba fizjologiczna, więc musiałam wstać i podreptać do łazienki. Minęłam Dylana, chrapiącego cicho na kanapie. Mimowolnie uśmiechnęłam się na ten widok. Wielki, wysoki facet, wyglądający jak małe dziecko. Wróciłam do łóżka i przespałam się jeszcze pół godziny, aż obudził mnie Liam. Byłam już jednak całkiem rozbudzona. Szybko nakarmiłam synka, po czym poszłam z nim do kuchni. Usadziłam go w foteliku, skąd z zaciekawieniem obserwował mnie, jak robiłam kawę. Prowizorycznie wyjęłam drugi kubek i zrobiłam kawę także dla Dylana, chcąc podtrzymać w miarę dobrą atmosferę.  
Dylan w międzyczasie się obudził i zjawił się w kuchni, z włosami rozczochranymi i wykręconymi we wszystkie strony świata.
- Cześć – przywitał się, wciąż zaspany, przeczesując włosy palcami. Przez chwilę poczułam się, jakby to była rutyna – jakby każdy poranek wyglądał tak, jak dzisiejszy.  
- Cześć – odparłam, wlewając mu mleko do kubka. Do teraz pamiętałam, jaką pił kawę – musiała być mocna, ale z odrobiną mleka i łyżeczką cukru. Delikatnie przesunęłam kubek w jego stronę. – Proszę. Kawa.
- Wow – skomentował, przecierając oczy. – Dzięki.
- Popilnujesz Liama? Muszę iść do łazienki.
W łazience ubrałam się w domowe ubrania, zakładając też ulubioną czarną bluzę z kapturem, ponieważ było mi dziwnie chłodno. Może to ze stresu – miałam w planach przeprowadzić z Dylanem poważną rozmowę. Miałam wrażenie, że wczorajszy wieczór nas wyciszył i póki co nie zapowiadały się żadne kłótnie. Chciałam to wykorzystać, póki jeszcze trwała ta dziwna atmosfera.  
Umyłam zęby, choć nie jadłam jeszcze śniadania, ale uznałam, że przeżyję chwilowo bez niego. Przemyłam twarz zimną wodą, po czym lekko podmalowałam rzęsy tuszem, choć na co dzień tego nie robiłam. Sama nie wiedziałam, co mnie naszło, ale nie chciało mi się przeprowadzać na samej sobie psychoanalizy, wobec tego uczesałam włosy, które związałam potem w kitkę i wyszłam z łazienki, wracając do kuchni. Dylan zdążył już wypić kawę i tym razem to on wyszedł. Zabrałam Liama do salonu, obserwując przez małe okienko w drzwiach łazienki niewyraźną sylwetkę Dylana, kiedy zdejmował piżamę i przebierał się w codzienne ubrania. Potem usłyszałam szum wody, bzyczenie szczoteczki elektrycznej i już po chwili Dylan wyłonił się z łazienki, ubrany i uczesany. Nie miałam pojęcia, jakie miał plany – nie nawykliśmy do spędzania ze sobą całych dni – więc czym prędzej spytałam:
- Możemy porozmawiać?
Spojrzał na mnie zdziwiony. Uniósł podejrzliwie brew, ale odpowiedział:
- Jasne.
Podszedł do mnie i usiadł obok na kanapie. Wzięłam głęboki oddech, wiedząc, że to, co mam mu do powiedzenia, nie zostanie przyjęte ze spokojem.
- Dylan, muszę się wyprowadzić.
- Nie! – rzucił od razu, tak ostro, że momentalnie się wzdrygnęłam, ale wiedziałam, że muszę kontynuować ten temat.
- Proszę, Dylan, wysłuchaj mnie. To, co my robimy… to jest niezdrowe, wręcz toksyczne. – Starałam się mówić wolno, by dotarła do niego powaga sytuacji i każde moje słowo, choć najchętniej wymamrotałabym wszystko jak najprędzej, byleby mieć to za sobą. – Musieliśmy sobie pomagać po wyjściu ze szpitala, ale teraz już nie ma takiej potrzeby, a nie możemy tak dłużej żyć. – Zrobiłam przerwę na oddech, przekonana, że Dylan mi przerwie, ale słuchał mnie z pochmurną miną. – Musimy zachować się jak dorośli. Nie jesteśmy już odpowiedzialni tylko za siebie. Mamy synka i to o jego dobru musimy myśleć. – Odruchowo dotknęłam stópki Liama, który siedział na moich kolanach i bawił się grzechotką. Nie miał pojęcia, że być może zaraz zostanie podjęta jedna z ważniejszych decyzji. – Wiem, że chcesz, byśmy mieszkali razem, bo nie znosiłeś być przerzucany od matki do ojca, kiedy się rozwiedli. – Dylan uciekł spojrzeniem w bok, jakby nie chciał o tym słuchać, ale ja ciągnęłam dalej: - Ale to, co my robimy, jest jeszcze gorsze. Nie możemy ze sobą wytrzymać, ciągle się kłócimy, odzywamy się do siebie okropnie. Czy naprawdę taki przykład chcemy dawać własnemu dziecku? – Łzy nagle pojawiły się w moich oczach, ale uparcie ciągnęłam dalej. – A co będzie, gdy Liam podrośnie i zacznie to zauważać? Zacznie słuchać naszych rozmów? Nabierze przekonania, że właśnie tak rodzice powinni się do siebie odnosić? Nie możemy dłużej tego robić, Dylan. On będzie szczęśliwszy, kiedy i my będziemy szczęśliwi. A nie jesteśmy – dodałam. Dylan podniósł na mnie udręczony wzrok. – Wykańczamy się nawzajem. Dajemy mu zły przykład, a przecież… to my mamy mu pokazać, jak funkcjonuje świat. – Teraz już płakałam i nawet nie próbowałam tego ukrywać. Zaniepokojony Liam przestał bawić się grzechotką. Opanowałam się, by i on zaraz nie zaczął płakać. – Wyobrażasz sobie taką sytuację, że twoje dziecko słucha krzyków i wrzasków, zamknięte w swoim pokoju? – dodałam, a ból, jaki wywołała ta wyimaginowana scena, ścisnął mi serce. – Wyobrażasz sobie, że będzie do ciebie przychodził i pytał, dlaczego rodzice ciągle się kłócą?
Po tym pytaniu zamilkłam, dając Dylanowi czas, by to przetrawił, choć podskórnie czułam, że wygrałam. Przemówiłam mu w końcu do rozsądku, lekko atakując przy okazji jego sumienie. Wiedziałam, że je przecież miał, a ono krzyczało głośniej niż jego własne bolesne wspomnienia. Zastanowiłam się jednak, jak to teraz będzie – nie widzieć Dylana każdego dnia, nie rozmawiać z nim, choćby w gniewie. Przez chwilę miałam cichą nadzieję, że Dylan nie zgodzi się na moją wyprowadzkę, a zamiast tego powie, że jakoś się dogadamy. Że nie musimy tego robić, a po prostu usiądziemy i poważnie porozmawiamy i że wszystko będzie dobrze.
Nie powiedział tego. Zamiast tego wziął Liama z moich kolan i przytulił małego do siebie. Potem powiedział cicho:
- Dobrze. Zróbmy tak. Wyprowadź się.
Poczułam ulgę, że w końcu dopięłam swego, a jednocześnie te słowa były jak policzek prosto w twarz. Wymamrotałam tylko:
- Dziękuję.  
Potem szybko wstałam i odeszłam, żeby nie widział moich łez. Poszłam po walizkę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wyprowadzałam się. Powinnam się cieszyć, że nie będę już musiała słuchać gniewnych uwag Dylana oraz jego szorstkich odpowiedzi, ale zamiast tego cały czas łzy zamazywały mi obraz.

1 124 czyt.
100%166
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3434 słów i 19234 znaków.

6 komentarzy

 
  • niutria

    niutria · 8 gru 2018 · 201432680

    Zauważyłam to opowiadanie dzisiaj.  Czyta się je tak sympatycznie naprawdę  czekam niecierpliwie na drugą część bo strasznie się w krecilam w to opowiadnie . Jak  możesz to nie pozwól mi długo czekać.  Przesyłam buziaki i dużo weny !   

  • agnes1709

    agnes1709 · 7 gru 2018

    Ja wiem, że to jeszcze nie koniec

  • AlexAthame

    AlexAthame · 7 gru 2018

    No cóż....miał nadzieje, ze może zaczną się godzić. Nie wiem o co poszło, ale chyba wszystko można załagodzić jak się chce.

  • ja

    ja · 6 gru 2018 · 193423595

    udręczona miłość - taka myśl mi się nasunęła. Ktoś kto nie kocha nie pozwolił by mieszkać u siebie, i ktoś kto nie kocha nie płacze kiedy odchodzi. Bardzo jestem ciekawa ich historii.

  • Lolissss

    Lolissss · 6 gru 2018 · 211660575

    Jeeeej... z jednej strony jest mi przykro z tego ze się wyprowadza a z drugiej się cieszę, bo w końcu może będą żyć normalnie; swoją droga po ostatniej części właśnie sobie tak wyobraziłam ich rozstanie, aż sama jestem w szoku do czego poprowadziła mnie ta wyobraźnia! Ale życzę weny i jak najszybciej do przeczytania!

  • blondeme99

    blondeme99 · 6 gru 2018

    Wciąż mam nadzieję, że jednak on ją zatrzyma