tylko jeden błąd - 04

*teraz*

Rano, o szóstej trzydzieści, standardowo zadzwonił budzik Dylana. Nie wiedziałam, czy celowo ustawiał go tak głośno, żeby nie zaspać, czy może żeby przy okazji obudzić też mnie. Udało mu się – zwłaszcza że po nocnej pobudce nie wróciłam do saloniku. Gdy odłożyłam Liama do łóżeczka, na chwilę przycupnęłam na podłodze w korytarzu, opierając się o ścianę. Musiałam tak zasnąć. Gdy otworzyłam oczy, plecy nieznośnie bolały mnie od twardej ściany. Świdrujący dźwięk budziku Dylana wwiercał się w mój mózg.
Nie zdążyłam się jeszcze podnieść z podłogi, kiedy Dylan wyszedł z sypialni. Spojrzał na mnie mętnym wzrokiem i zmarszczył brwi.
- Co ty tu robisz? Spałaś tu? Oszalałaś już do reszty?
Było stanowczo zbyt rano na kłótnie, ale widocznie jemu to nie przeszkadzało. Podźwignęłam się niezgrabnie na nogi.  
- Odczep się – rzuciłam tylko, przecierając oczy. – Zamiast się do mnie dopieprzać, lepiej wymyśl inny sposób budzenia się do pracy. Ten twój budzik jest tak głośny, że w końcu obudzi Liama.
- Liam nadal śpi – oznajmił Dylan, mijając mnie.  
- Ale ja nie – wysyczałam, wpatrując się w jego odchodzące plecy. Chyba mnie usłyszał, ale miał to gdzieś.  
Poszłam do łazienki obmyć sobie twarz zimną wodą. Później umyłam zęby, przebrałam się z piżamy w luźne dżinsy i bluzkę i poszłam zrobić sobie kawę. Dylan właśnie kończył jeść śniadanie – z niezadowoleniem zobaczyłam, że wziął sobie resztkę sałatki, którą zrobiłam wczoraj i którą schowałam do lodówki.
- Nie umiesz sam zrobić sobie śniadania? – spytałam chłodno, zanim zdążyłam się ugryźć w język. Normalnie nie robiłabym z takiej bzdury problemu, ale Dylan był naprawdę bezczelny. Obrażał mnie na każdym kroku, ale wyraźnie nie przeszkadzało mu to w podbieraniu mi jedzenia.  
Spojrzał na mnie przymrużonymi oczami.
- To jakiś problem?
- Ależ nie – parsknęłam. – W końcu nie masz dwóch rąk ani podstawowej wiedzy na temat przygotowania jakiegokolwiek posiłku. Byłoby to dla ciebie całkiem niemożliwe, zrobić sobie coś samemu.
- Pozwalam ci u mnie mieszkać, prawda? – Podniósł się i wrzucił do zlewu pusty talerz. Skrzywiłam się, gdy usłyszałam przykry dźwięk uderzenia naczynia o krawędź kranu. – Więc to chyba nie zbrodnia, że czasem zjem coś, co przygotowałaś?
- Wcale nie muszę tu mieszkać – warknęłam, choć czułam, że policzki pokrywają mi się czerwienią. – Sam to zaproponowałeś, więc teraz mi tego nie wypominaj.
- Takie są po prostu fakty. Nie musisz się mnie czepiać o najmniejszą rzecz.
- Byłoby miło, gdybyś sam stosował tę zasadę, hipokryto – wymamrotałam gniewnie, odwracając się od niego i wsypując do kubka trzy duże łyżeczki kawy. Stanowczo potrzebowałam kofeiny.
- O co ci znowu chodzi? – usłyszałam jego znużony głos.  
- O nic – burknęłam. Marzyłam, żeby wyszedł już do pracy, żebym nie musiała go oglądać przez większość dnia i znosić jego uwag. – Idź już. Proszę.
Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz użyłam tego słowa w stosunku do niego, teraz jednak naprawdę pragnęłam, żeby wyszedł z mieszkania. Zamiast tego on dalej za mną stał, czułam jego obecność.  
Normalnie w takich chwilach podchodził do mnie, obejmował mnie od tyłu i całował w szyję. Tęskniłam za tym. Za czasami, kiedy wszystko jeszcze było proste.  
W końcu usłyszałam, jak się odwraca i wychodzi. Kiedy przeszłam ze zrobioną kawą do salonu, był już ubrany w garnitur. Przez chwilę obserwowałam zarys jego mięśni w białej koszuli, później odwróciłam wzrok. Pożegnało mnie trzaśnięcie drzwi. Modliłam się tylko, żeby nie obudził tym Liama.
Oczywiście, już po chwili rozległ się płacz. Spojrzałam zrezygnowana na moją ciepłą kawę. Musiała poczekać.  

✰✰✰

Liam niestety nie dał się ponownie uśpić, więc musieliśmy rozpocząć dzień dość wcześnie. Nakarmiłam go, przewinęłam, przebrałam. Później położyłam go delikatnie na macie, nad którą zawieszone były różne zwierzątka. Lubiłam patrzeć, jaki jest nimi zafascynowany, jakby to była najcudowniejsza rzecz na świecie. Usiadłam obok niego i przyglądałam mu się z uśmiechem, jak łapał maskotki i próbował je włożyć do ust. Jeszcze nie wiedział, jakie życie bywało trudne. Oby nigdy nie musiał się o tym zbytnio przekonywać.
Gdy wróciłam do mojej kawy, była już zimna. Popijając ją, przy okazji sprawdziłam komórkę. Kiedyś nie rozstawałam się z nią nawet na krok – teraz, będąc mamą, rzadko kiedy po nią sięgałam. Służyła mi raczej tylko do komunikowania się niż do rozrywek. Ale cóż, chyba taka właśnie była kolej rzeczy. Ze zdziwieniem zauważyłam, że mam smsa i to nie od Dylana. Poza nim i moimi rodzicami rzadko kto się do mnie odzywał. Teraz jednak poczułam powiew przeszłości.
MIKE: Hej, Camilla. Co u ciebie słychać?
Wiadomości towarzyszyła uśmiechnięta buźka. Natychmiast odpisałam, że wszystko dobrze, jednak mocno mijało się to z prawdą. Nie chciałam jednak wylewać swoich żali przez smsa. Albo w ogóle.
MIKE: Miałabyś ochotę się spotkać? Jestem akurat w mieście i mam wolną chwilę.
Na samą myśl o spotkaniu z moim dawnym przyjacielem, usta rozciągnęły mi się w uśmiechu. Prawdę mówiąc, miałabym na to ogromną ochotę, jednak nie chciałam wychodzić z domu. Dzień wydawał się mroźny, a ja nie chciałam, żeby Liam złapał jakieś przeziębienie.
CAMILLA: Może wpadniesz do mnie? Siedzę w domu z małym. Dylana nie ma.  
Dobrze się składało. Mike pomógłby mi się oderwać od mojej szarej rzeczywistości, a nieobecność Dylana tylko działała nam na korzyść. Kiedyś się lubili, ale teraz darzyli się wzajemną niechęcią. Ciężko było stwierdzić, kogo Dylan teraz bardziej nienawidził: mnie czy Mike’a.
MIKE: Wpadnę. Napisz mi adres. Będę za godzinę.

✰✰✰

Na szczęście udało mi się doprowadzić do względnego porządku, zanim Mike się pojawił. Próbowałam zrobić coś pożywnego do jedzenia, ale lodówka świeciła pustkami, więc z rezygnacją zajrzałam do zamrażarki, gdzie znalazłam zamrożone frytki i jakieś mięso. Dzięki Bogu, jeszcze było zdatne do jedzenia. Rozmroziłam, obtoczyłam w panierce i wsunęłam do piekarnika. Może nie było to danie światowej sławy, ale przynajmniej nie przywitam dawnego przyjaciela z pustymi rękoma. Wysłałam smsa do Dylana z prośbą o zrobienie zakupów, a później do Mike’a – uczuliłam go, żeby nie dzwonił do drzwi, tylko zapukał. Wcześniej takie drobnostki nie zaprzątałyby mi głowy, ale teraz robiłam wszystko, by zminimalizować każdy dźwięk, który mógł obudzić śpiące dziecko.
Liam leżał wygodnie w łóżeczku – na szczęście zasnął, więc miałam chwilę na ogarnięcie mieszkania. Kiedy Mike zapukał do drzwi, nie ukrywałam radości. Szybko pobiegłam otworzyć. Stał za drzwiami, taki jak go zapamiętałam, wysoki, z łagodnym uśmiechem na twarzy. Nagle poczułam się znowu jak dwudziestolatka.
- Kopę lat – powiedziałam, uśmiechając się, czując, jak wzruszenie ściska mi gardło.
Mike porwał mnie w ramiona, powodując, że zapiszczałam jak mała dziewczynka. Przytulał mnie przez chwilę, a ja dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo za nim tęskniłam.

✰✰✰

Kurczak i frytki już się upiekły, a ja dorobiłam jeszcze na szybko jakąś surówkę. Na blacie obowiązkowo stała elektroniczna niania. Dzięki temu mogłam pogadać z Mikiem. Nie widzieliśmy się od około dwóch lat. Przez ciążę nie skończyłam studiów – musiałam z nich zrezygnować, więc nasze drogi się rozeszły. Mike je skończył i później wyjechał do pracy do innego miasta.  
- …tak naprawdę moja obecna praca ma się nijak do naszego kierunku studiów – śmiał się, jedząc frytki. – Więc jeśli planowałaś je dokończyć, to nie wiem, czy ma to sens. Serio.
Studiowaliśmy psychologię w zarządzaniu. Mike poszedł wręcz w przeciwną stronę – zatrudnił się w wydawnictwie. Zaczynał od najniższego stanowiska, teraz był już edytorem.
- Sama wiesz, że zawsze lubiłem czytać. To praca marzenie. Nie muszę się męczyć i chodzić do pracy zniechęcony, w dodatku jeszcze zarabiam.
Słuchałam go nie bez zazdrości. Ja przerwałam studia, przez jakiś czas pracowałam online, ale teraz nie miałam do tego głowy. Tak naprawdę źródłem mojego utrzymania byli moi rodzice, rodzice Dylana, no i poniekąd sam Dylan. Nienawidziłam tego, ale wiedziałam, że nie ma sensu podejmowanie się nowej pracy, kiedy Liam jest jeszcze taki mały. Czasem jednak już odbijało mi od wiecznego siedzenia w domu, widywania tylko Dylana. Może między innymi dlatego poszłam wtedy na tą randkę z Davidem – by po prostu zobaczyć ludzi.
Właśnie, David! Kompletnie o nim zapomniałam. Niby mieliśmy się jeszcze umówić, ale sama nie wiedziałam, czy w mojej obecnej sytuacji było to możliwe. Jak niby miałabym się z kimś związać, mając na głowie małe dziecko i wiecznie niezadowolonego Dylana?
- No, a teraz pokaż mi swoje śliczne dziecko! – Mike klasnął w dłonie. – Ma teraz ze trzy miesiące? Trzy i pół?
- Cztery – poprawiłam go. – No widzisz, cztery miesiące, a ty jeszcze go nie widziałeś. Chodź. Tylko bądź cicho.
Zaprowadziłam go do sypialni, gdzie Liam dalej spał. Przewrócił się z pleców na bok. Ssał kciuka. Mały bąbelek śliny wydostał się z jego ust. Gdyby zrobił tak dorosły człowiek, z pewnością zostałby uznany za wariata, ale w przypadku dzieci było to niezmiennie urocze.
- Śliczny – szepnął do mnie Mike. – Postarałaś się.
Parsknęłam urywanym śmiechem.
- Chodź, pogadamy w salonie – szepnęłam i wyszłam z sypialni, zamykając drzwi. Mike podążył za mną. Zrobiłam mu kawy, a sobie herbaty i usiedliśmy na kanapie.
- No, a teraz mów – zażądał Mike, patrząc mi prosto w oczy.
- Co mam mówić?
- Jak sytuacja z Dylanem? Bo, bez urazy, w ogóle nie wierzę w tą ściemę, którą napisałaś w smsie.  
- Dlaczego nie? Może się dogadaliśmy – zasugerowałam, choć wiedziałam, że i tak mi nie uwierzy.
- Dogadaliście się?
Milczałam.
- No, dobra, masz mnie – westchnęłam w końcu. – Jest beznadziejnie. Nic się nie poprawiło.
- Naprawdę nic? – Mike wydawał się zdziwiony. – Przecież minęło już tyle czasu… myślałem, że do tej pory wszystko sobie wyjaśnicie i będzie jak dawniej.
- Chciałabym – uśmiechnęłam się gorzko. – Nienawidzi mnie. Czepia się, cokolwiek zrobię. Czasem mam ochotę przywalić mu w tą jego gębę.
- Nie myślałaś o tym, żeby się wyprowadzić? Tak się przecież nie da żyć.
Owszem, wiele razy o tym myślałam. To znacznie ułatwiłoby mi życie. Nie musiałabym codziennie zmagać się z pretensjami Dylana. Chciałabym też w końcu zyskać trochę niezależności. Nic jednak nie mówiłam, bo wiedziałam, że Dylan się nie zgodzi. Godził się znosić mnie, bo chciał być blisko syna. Nigdy nie był zwolennikiem umawiania się na konkretne dni na opiekę nad dzieckiem. Jego rodzice rozwiedli się, gdy był mały i kiedyś mi powiedział, że nienawidził spędzania jednego tygodnia z mamą, weekendu z tatą i tak dalej. Wolał, kiedy wszyscy byli razem, zawsze.  
Miałam ochotę mu powiedzieć, że jego rodzice na pewno nie kłócili się tak jak my. Po prostu potrafili jakoś ze sobą współżyć. My byliśmy tego dokładnym przeciwieństwem. Nie chciałam tego dla Liama, dlatego im był starszy, takie myśli nawiedzały mnie coraz częściej. Wiedziałam jedno: nie mogło dłużej być tak, jak teraz. Wyniszczało to i mnie i jego, a wkrótce zapewne przejdzie też na nasze dziecko. Do tego nie zamierzałam dopuścić.
- Tak się kochaliście… - powiedział powoli Mike, patrząc na mnie uważnie. Moje gardło automatycznie się ścisnęło, hamując łzy. – Oboje zrobiliście tylko jedną głupią rzecz.
Wzięłam głęboki oddech, myśląc o naszym synku, o naszej przeszłości, o tym całym bolesnym bajzlu, którego nie umieliśmy posprzątać. Myślałam, jakim cudem moje życie stało się właśnie takie.
- I to wystarczyło – stwierdziłam smutno.

1 438 czyt.
100%163
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2235 słów i 12393 znaków

Komentarze (3)

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 17 lis 2018

    Jak oni to znasza. To jest masochizm.Podejrzewam, że w głębi ich serc tli się zmęczone uczucie. Zamkneli je w grubej skrzyni i wstawili w najciemniejszy kąt piwnicy. Pewnie nie prędko się dowiem dlaczego.

  • Lula

    Lula 17 lis 2018 ip:188146232

    😍😁

  • agnes1709

    agnes1709 17 lis 2018

    Bravissimo!!!   Frapuje mnie tylko jedno - dlaczego tytuł jest z małej litery?