tylko jeden błąd - 01

Kiedy Liam się najadł, niemal od razu zasnął. Z ulgą odłożyłam go do łóżeczka, a potem poszłam do łazienki. Ściągnęłam z siebie wieczorową sukienkę i cisnęłam ją w kąt. Po chwili westchnęłam i schyliłam się, by ją podnieść. To w końcu nie była jej wina, że ten wieczór nie przebiegł zgodnie z moim planem. Wciągnęłam na siebie koszulkę i domowe dżinsy. Potem zmyłam z siebie makijaż, a włosy związałam w kitkę. I już. Znowu wyglądałam jak matka Liama, kobieta, której Dylan tak nienawidził. Na parę chwil przeistoczyłam się w kogoś, kto chciał zacząć od nowa. Nie było mi to jednak dane. Na mojej twarzy widziałam zmęczenie i ślad po nieszczęsnej łzie, która wyschła mi na policzku. Ochlapałam sobie twarz zimną wodą, po czym przyglądałam się swojemu odbiciu. Wzięłam w palce kosmyk moich włosów. Urosły. Parę miesięcy temu ścięłam je aż do ramion i przefarbowałam. Kiedyś miałam brązowe włosy, niczym nie wyróżniające się z tłumu, do tego brązowe, nijakie oczy. Później zapragnęłam wyglądać inaczej. Przefarbowałam włosy na rudo, choć nie lubiłam tego słowa. Rudy – kojarzyło mi się to z wrednymi, małymi dziewczynkami z piegami na nosie. Moje włosy mogły potocznie uchodzić za rude, ale dla mnie miały barwę ognia. Były tak ogniste, że niemal czerwone. Może podświadomie chciałam być jak ogień – potężny żywioł, który nikogo się nie boi. Nikogo nie słucha. Gaśnie jedynie pod wodą lub z powodu braku tlenu.
Szybko się okazało, że to Dylan był moją wodą. Był tym, który ograniczył mi tlen. Pod jego naporem szybko zgasłam, tak jakby nigdy mnie nie było, choć przecież kiedyś to dzięki niemu odżyłam. Ale teraz znów byłam tą Camillą, która niczym się nie wyróżniała. Której nikt nigdy nie zauważał, której nikt nigdy nie kochał.
W przypływie złości chlusnęłam zimną wodą w lustro. Rozmazało to moje odbicie. Wyszłam szybko z łazienki, choć dobrze wiedziałam, że później znajdę na lustrze smugi, które będę musiała wyczyścić.
Dylan wciąż oglądał telewizję. Nie zapowiadało się na to, żeby miał ochotę ze mną porozmawiać. Poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę i kolację. Burczało mi w brzuchu. Sprawdziłam, co mam w lodówce. Okazało się, że niewiele, ale powinno starczyć na zrobienie jakiejś lekkiej sałatki. Odruchowo chciałam zapytać Dylana, czy też zje, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. Nie miałam żadnego obowiązku tego robić.
Zabrałam się za krojenie czerwonej cebuli, kiedy Dylan wszedł do kuchni. Ostentacyjnie wstawił pusty kubek do zlewu, nawet na mnie nie patrząc, po czym wyszedł. Przez chwilę powstrzymywałam łzy. Nie wiedziałam, czemu. Byłam już przyzwyczajona do takich sytuacji. Dziś jednak uderzało mnie to wyjątkowo mocno.
Co myśmy ze sobą zrobili?

✰✰✰

*kilka lat wcześniej*
- Schudłaś. – Mama pokręciła z dezaprobatą głową. – Dlaczego? Odchudzasz się? Przecież i tak jesteś szczupła. Co się dzieje?
- Nic, mamo – odpowiedziałam, siląc się na uśmiech. – Schudłam? Nawet nie zauważyłam. Nie wiem, czemu. Może dlatego, że więcej ostatnio biegam.
Prawdę mówiąc, dobrze wiedziałam, że bieganie nie miało z tym nic wspólnego. Stres zawsze działał na mnie destrukcyjnie, a ostatnio sporo go doświadczałam.
Pierwszy tydzień na studiach okazał się nie taki, jak przypuszczałam. Drugi był jeszcze gorszy. Zawsze słuchałam opowieści starszych ode mnie kolegów i członków rodziny, zachwalających, jakie studia są super, obfite w imprezy, spotkania z milionem znajomych. „Wcale nie będziesz się uczyła, tylko imprezowała”, mówili. Przytakiwałam im, obiecując, że zdam relację, gdy tylko sama pójdę na studia. Miałam nadzieję, że zapomnieli o tej małej obietnicy, ponieważ gorzko by się rozczarowali, słysząc moją wypowiedź na ten temat.
Wszyscy ludzie z roku znaleźli jakąś swoją osobę, z którą siedzą na wykładach, rozmawiają na przerwach. Porobiły się grupki. Każdy kogoś miał. Oprócz mnie.
Często miałam wrażenie, że byłam niewidzialna dla ludzi wokół mnie. Nikt nie bywał mną na tyle zainteresowany, by zapoczątkować dłuższą znajomość. Większość ludzi po podaniu swojego imienia oraz po zadaniu kurtuazyjnego pytania „co tam?”, zaczynała mnie po całości olewać. Widocznie nie było we mnie nic na tyle interesującego, by uznać mnie za potencjalną dobrą znajomą.
Co nie znaczy, że nie próbowałam sama jakoś zawalczyć o to, by nie siedzieć jak ostatnia sierota, sam na sam z książką w jakimś kącie. Naprawdę próbowałam się z kimś zaprzyjaźnić, ale każdy mnie zbywał, czułam, że tylko się pogrążam, próbując kontynuować rozmowę. Miałam wrażenie, że niektóre dziewczyny mnie obgadywały. Tylko dlaczego? Bo nie byłam taka jak one? Nie potrafiłam na luzie flirtować z chłopakami. Nie miałam samych najmodniejszych ciuchów. Nie paradowałam po uczelni, tak jakbym była najmądrzejsza. Było mi dobrze z samą sobą, ale przez te wszystkie wyniosłe suki czułam się jak ostatni śmieć. Ich ostentacyjne spojrzenia sprawiały, że miałam ochotę chować głowę w piasek.
Nic więc dziwnego, że schudłam. Kto by się nie stresował, będąc bez żadnych znajomych? Nawet moja koleżanka z pokoju w akademiku, Tamara, ograniczała się jedynie do krótkich słów powitania, a później zakładała na uszy słuchawki, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że nie życzy sobie żadnych rozmów.  
Tak więc pierwszy miesiąc studiów nauczył mnie jednego: samotność jest do bani.

✰✰✰

*teraz*
Było już późno, ale nie mogłam spać. Kręciłam się na kanapie w salonie. Była nawet wygodna, jednak nie umywała się do prawdziwego łóżka, a w takowym nie spałam od dawna. Jedyne łóżko, jakie mieliśmy w mieszkaniu, zajmował Dylan. Ja zdecydowałam się na kanapę, nie chcąc pod żadnym pozorem leżeć z nim w jednym łóżku. Co prawda, proponował mi, że to on zajmie kanapę, jednak nie wiedzieć czemu, uparłam się, żebym była to ja. Dlaczego? Czemu to ja miałam się gnieździć na niewygodnej kanapie, a nie on? Czemu, jak tylko wygoiła mi się rana po cesarskim cięciu, zaczęłam sypiać na kanapie, choć wcale tego nie chciałam?
Część mnie cicho szeptała, że być może podświadomie wciąż czułam coś do Dylana i zwyczajnie chciałam, by wygodnie mu się spało.
Deptałam ten głos, ilekroć dochodził do głosu. Byłoby to upokarzające, kochać człowieka, który teraz nie zaszczycał mnie nawet spojrzeniem.  
Usłyszałam, jak Dylan wychodzi z sypialni i idzie do łazienki. Odwróciłam głowę, nie chcąc na niego patrzeć. Usłyszałam, jak pstryknął światło, zamknął za sobą drzwi, a po chwili wyszedł.  
- Dobranoc – powiedziałam chłodnym tonem, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Odpowiedziała mi cisza.
Jak zwykle.

1 481 czyt.
100%144
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 1269 słów i 7018 znaków.

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 13 lis 2018

    To zacząłem czytać od początku. I postaram się dalej.Na razie wiem tylko troche. Ale bede czekał. Wyglada ze dowiem się o nim, o niej i o całej reszcie, która ma znaczenie.

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 12 lis 2018

    Wiedziałem, że nie zawiodę się na kolejnej części. Lekko choć nieco krótko

  • Oliwka

    Oliwka · 9 lis 2018 · 387293583

    Pisz dalej! 👍👌

  • agnes1709

    agnes1709 · 9 lis 2018

    Mało