Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #15

EVIE

Nie wiedziałam co się dzieje, spanikowałam i nie mogłam nic zrobić. Stałam i patrzyłam co robi - przechylił głowę i zbliżył się niebezpiecznie. Rozchyliłam lekko usta, sama nie wiem czemu ale miałam ochotę go pocałować. Uśmiechnął się i minął moje usta całując mnie w policzek.  
Gdy się wyprostował i odsunął ode mnie, uderzyłam go z liścia w twarz i wyszłam z gabinetu.  
- Panno Evie?
- Tak? - odwróciłam się zauważając Taylora z małą na rączkach. Na jej twarzy od razu zawitał uśmiech gdy zobaczyła Carla za mną. Nawet nie wiem kiedy wyszedł z gabinetu. Wyciągnęła rączki w jego stronę a on od razu zabrał ją Taylorowi. Dziwne uczucie jak własna córka woli faceta, który nawet nie jest jej ojcem niż kobietę, która ją urodziła i jest jej matką.
- Kazano mi przekazać Pani ten list. - uśmiechnął się przyjaźnie, podał mi papier i odszedł. Na kopercie znajdowało się tylko moje prawdziwe imię „Zeynep”. Zmarszczyłam brwi i udałam się do kuchni za Taylorem. Usiadłam przy wyspie kuchennej gdy kucharz wkładał naczynia do zmywarki.
- Jak wyglądał mężczyzna, który dał ci ten list?
- Dał mi go nasz lokaj.
- Ian? - potwierdzając pokiwał głową. - Powiedział skąd to ma?
- Znalazł w skrzynce. Nie otworzysz? - podszedł do mnie stawiają obok wcześniej przygotowaną kawę w ekspresie. Rozerwałam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę. Znajdowała się na niej jutrzejsza data, godzina i miejsce spotkania oraz dopisek „Mam nadzieję, że się spotkamy. M.” - Twój brat?
- Mam nadzieję… Pojedziesz tam jutro ze mną?
- To kilka godzin przed twoim ślubem Evie…
- Pojedziesz czy nie? - stał chwile analizując czy to dobry pomysł.
- Byłbym głupcem jakbym sam ciebie tam puścił. - uśmiechnął się i przytulił mnie. - Wszystko dla przyjaciółki.
- Evie idź na ostatnie przymiarki a ty Taylor zajmij się obiadem, od przytulania Evie jestem ja. - do kuchni wszedł Carl. Poklepałam po plecach Taylora a on odsunął się ode mnie.
- Kto ci dał takie prawo Carl?
- Jesteś moją narzeczoną, sam sobie wymyślam zasady. - podszedł do mnie i pocałował w czubek głowy. - Odprowadzę cię do szwaczek. - złapał mnie za rękę i w tym momencie zaczęłam szukać wzrokiem listu, zorientowałam się, że nigdzie go nie ma. Popatrzyłam na Taylora, który tylko mrugnął do mnie okiem i uśmiechnął się lekko. Odpowiedziałam mu tym samym i wstałam od wyspy idąc za Carlem.
     Po skończonych przymiarkach Ian wziął moją suknie do pralni a ja wyszłam na dwór. Usiadłam na tarasie i oglądałam prace w ogródku. Tu właśnie ma odbyć się przyjęcie i sam ślub.  
Rozglądając się, zawiesiłam na chwile swój wzrok. Serce mi stanęło a cała krew spłynęła z mojej twarzy. Nie wiedziałam czy mi się wydaje czy naprawdę go widzę. Stał niedaleko i przyglądał się mi. Dostrzegłam kilka ran na jego twarzy i zabrudzony od krwi, prochu i ziemi garnitur. Na twarzy był obojętny, chociaż wiem, że w jego oczach gotuje się złość. W pewnym momencie uśmiechnął się wrogo i zaczął iść w moim kierunku. Zauważyłam w jego dłoni czarny pistolet - spanikowałam i zaczęłam krzyczeć. Na taras wbiegł Carl szukając mnie wzrokiem. Gdy tylko mnie znalazł podszedł i starał uspokoić.  
- On chce mnie zabić! - mimowolnie przytuliłam się do niego, czym pewnie go zdezorientowałam, jednak odwzajemnił uścisk a ja poczułam się w jakiś sposób bezpiecznie.  
- Ale spokojnie. Co się stało? Kto chce cię zabić?
- Mark! Był tu… - popatrzyłam w miejsce gdzie go widziałam ostatnio ale nie było go tam. Carl rozejrzał się po ogrodzie i przytulił mnie mocniej do siebie.
-Mark nie żyje Evie. Coś musiało ci się przewidzieć…  
- On naprawdę tam był… Widziałam go Carl. - podniosłam głowę i popatrzyłam na niego załzawionymi oczami. On jedynie głośno wypuścił powietrze i wyciągnął telefon wybierając czyjś numer.
- Luca, trzeba sprawdzić kamery w posiadłości…

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 755 słów i 4048 znaków. Tagi: #miłość #ślub #pocałunek #zagadka

Dodaj komentarz