Rozdarta - Rozdział 1

Zapach unoszący się w powietrzu przyjemnie koił moje zmysły, po części zdradzając co cztery otaczające mnie ściany widziały kilka minut temu. Zamknęłam oczy raz jeszcze dotykając opuszkami palców napuchniętych warg. Rozmarzona wracałam do chwil spędzonych w ramionach chłopaka, który zauroczył mnie sobą w pół minuty. Jedno jego spojrzenie ponad tłumem głów i zmiękły mi kolana. Dwa lata w tym samym liceum, a ja nigdy wcześniej go nie dostrzegłam.

Adrian nie był chłopakiem, którego można było łatwo pominąć. Muskularna budowa ciała, prawie dwa metry wzrostu i te zabójcze szare oczy, którymi wiercił we mnie dziurę przez cały bal zakańczający liceum.

W przylegającej do sypialni łazience słychać było szum wody dobiegający z prysznica. Sama myśl o tym, że chłopak stoi tam nagi przyprawiała mnie o zawroty głowy, a osłabione ciało wydawało się jeszcze bardziej wiotkie. Gdyby dzisiejszego ranka ktoś mi powiedział, że spędzę noc z mężczyzną, którego aparycja sprawiłaby, że Michał Anioł zapłakałby z radości, nigdy bym w to nie uwierzyła. Zwłaszcza, że oddanie dziewictwa w ręce kompletnie obcego mi chłopaka nie było w moim stylu.

Wystarczyło, że raz ze mną zatańczył, że raz jego dłonie dotknęły mojej skóry i w mojej głowie wybuchł pożar. Jego ciemniejące z pożądania oczy były wszystkim, na co chciałam patrzeć już do końca życia. Sam fakt, że ktoś taki jak on zainteresował się taką szarą myszką jak ja był nierealny.

A jednak.

Dostrzegł mnie schowaną w kącie sali wśród wystrojonych piękności. Mnie – kujonkę w dużych białych oprawkach i sukience za kolano.

O Adrian był z innej bajki. Jego szyty na miarę garnitur w odcieniu kobaltu jak i dwudniowy, ciemny zarost dodawał mu buntowniczego wyrazu. Już sam sposób, w jaki się poruszał przyprawiał mnie o gęsią skórkę, jak pantera na polowaniu.

Satynowa pościel okrywała jedynie małą część mojego ciała. Moje powieki były ciężkie, ale nie chciałam spać. Chciałam patrzeć na Adriana przez całą noc, studiować jego idealne rysy twarzy i te pełne, malinowe usta, które nie tak dawno błądziły po moim ciele z uwielbieniem.

Zegarek stojący na szafce nocnej wskazywał dwadzieścia po północy. Jedynym źródłem światła w sypialni był blask księżyca wdzierający się do pokoju przez otwarte drzwi balkonowe.

Serce zabiło mi mocniej, gdy usłyszałam, że Adrian skończył z prysznicem. Czekałam wstrzymując powietrze na to aż pojawi się w sypialni. Drzwi łazienki otworzyły się powoli, a ja znów poczułam się jakby moje ciało zrobione było z galaretki.

Adrian spojrzał na łóżko i zatrzymał się w półkroku z wyrazem głębokiego zaskoczenia na twarzy. Miał na sobie popielate dresowe spodnie i biały ręcznik przewieszony przez kark. – Co Ty tu jeszcze robisz? – zapytał z nutą irytacji w głosie.

Krew odpłynęła mi z twarzy, a błogi uśmiech znikł bez śladu. Byłam zbyt zdziwiona by móc cokolwiek odpowiedzieć.

– Mam Ci narysować mapę czy sama trafisz do wyjścia? – Ponowił jeszcze bardziej rozdrażniony.

– Trafię – wyjąkałam czując, że łzy podchodzą mi do oczu.

Usiadłam na łóżku i trzęsącymi się dłońmi zaczęłam nakładać na siebie ubrania. Serce mi pękało, ale nie to było najgorsze. Najgorsze było uczucie poniżenia. W jednej chwili, jednym zdaniem zabrał mi całą pewność siebie, której i tak nie miałam za wiele.

Stał oparty o szafę z telefonem w ręku, a ja z całych sił próbowałam hamować cisnące mi się do oczu łzy. Zapięłam zamek w sukience i zabrałam swoją torebkę z szafki nocnej. Wycofałam się z sypialni, pilnując się, żeby na niego nie spojrzeć. Bałam się tego, co mogłabym zobaczyć w jego pięknych szarych oczach. Bałam się pogardy i zniesmaczenia, ale najbardziej bałam się triumfu.

Zbiegłam po schodach i złapałam za swoje buty stojące przy drzwiach. Rozdygotana nie mogłam sobie poradzić z małymi klamerkami na kostkach. Straciłam równowagę i padłam na kolana robiąc z siebie jeszcze większe pośmiewisko.

Czułam wzrok Adriana na swoich plecach. Oczy szczypały mnie od zbierających się w nich łez zamazując obraz. Poddałam się i złapałam buty w rękę. Nie chciałam dawać mu jeszcze większej satysfakcji. Mój podbródek drżał niebezpiecznie, gdy łapałam za klamkę.

Wypadłam na zewnątrz łapiąc powietrze głęboko w płuca. Ciepłe strumyki popłynęły po moich policzkach, gdy tylko zrobiłam pierwszy krok w dół podjazdu. Do akademika miałam daleką drogę, ale nie byłam w stanie zadzwonić po taksówkę.

Szłam na boso ciemnymi uliczkami, dławiąc się własnymi łzami. Nigdy wcześniej nie czułam się tak mało warta. Oddałam się chłopakowi, który wydawał się ideałem, a okazał bydlakiem.

Kilka ulic dalej natknęłam się na całodobowy sklep. Otarłam buzię. Mokre ślady rozmazanej maskary wytarłam w sukienkę i wzięłam głębszy wdech nim weszłam do środka. Starszy Pan za ladą spojrzał na mnie wielkimi oczami.

– Dobry wieczór – powiedziałam słabo. – Poproszę… – Rozejrzałam się po półkach za jego plecami. Nigdy wcześniej nie piłam alkoholu, ale teraz wydało mi się to dobrym pomysłem. Znajomi z liceum nie raz mówili jak łatwo można o wszystkim zapomnieć po kilku kieliszkach. – Poproszę butelkę wódki.

– Jakiej? – Mężczyzna zmarszczył brwi. – Przepraszam, że się wtrącam, ale czy wszystko z Panią w porządku?

Posłałam mu słaby uśmiech. – Tak, dziękuję.

– Więc jaką tą wódkę?

– Nie wiem. Obojętnie – odparłam, a on odwrócił się i ściągnął z półki pół litrową butelkę wiśniówki.

Otworzyłam butelkę, gdy tylko znalazłam się znów na zewnątrz. Upiłam łyk i zakaszlałam, krztusząc się palącym smakiem. Alkohol zdecydowanie nie był dla mnie, ale mimo wszystko wzięłam kolejny łyk i skierowałam się w stronę akademika.

Ruch na ulicach był znikomy, Wilmslow było małym miasteczkiem, a o tej porze z dala od centrum, życie prawie nie istniało. Przez dwadzieścia minut wędrówki minęły mnie jedynie dwa samochody. Butelka wódki była ledwie w jednej trzeciej pusta, ale już kręciło mi się w głowie. Niestety zamiast poczuć się lepiej, było tylko gorzej. Obrazki intymnych chwil spędzonych w ramionach Adriana pojawiały się w mojej głowie, jak kamień miażdżyły myśli. Kolejne łzy spłynęły po moich policzkach. Przyłożyłam butelkę do ust i upiłam spory łyk opróżniając butelkę do połowy. Do akademika było już nie daleko, góra piętnaście minut spacerem. Jednak moje nogi poruszały się coraz wolniej.

Nie zwróciłam uwagi na mijające mnie czarne Camaro dopóki auto nie zahamowało gwałtownie nie więcej niż sto metrów dalej. Kierowca włączył wsteczny i wycofał, zatrzymując się tuż przy mnie. Spojrzałam zaskoczona na zjeżdżającą w dół szybę.

– Wsiadaj. – Niski baryton rozpoznałam szybciej niż twarz. Moje okulary były w torebce, a łzy i alkohol nie pomagały w wyostrzeniu obrazu. Jednak wystarczył jego głos bym wiedziała, że to Adrian.

Cofnęłam się o krok i zmusiłam nogi do większego wysiłku, odchodząc od auta najszybciej jak mogłam. Adrian podjechał kilka metrów za mną.

– Viv, wsiadaj do samochodu. Odwiozę Cię.

– Dzięki. Radzę sobie – wybełkotałam chwiejąc się przy każdym kolejnym kroku.

Jednak alkohol trochę pomagał. Było mi teraz już wszystko jedno czy upokorzę się przed nim jeszcze bardziej. I tak byłam na dnie. Głębszej dziury nie mogłam sobie wykopać. Przechyliłam butelkę i tylko połowicznie trafiłam szyjką do ust. Wódka pociekła po mojej brodzie i sukience.

– Kurka – zaklęłam wycierając twarz wierzchem dłoni.

Wciąż stawiałam chwiejne kroki, uciekając od depczącego mi po piętach samochodu. Adrian jechał powoli za mną. W końcu minęłam jakąś wąską uliczkę i zatrzymałam się gwałtownie. Tam się nie zmieści. Zawróciłam i zniknęłam między budynkami, obijając ramieniem o ścianę.

– Viv, stój!

– Daj mi spokój! – odkrzyknęłam i machnęłam za siebie ręką.

Pech chciał, że akurat tą, w której trzymałam buty. Upadły na ziemię, a ja stanęłam w miejscu oceniając, czy jestem w stanie się schylić, żeby je podnieść, czy nie. Odpuściłam. I tak nie lubiłam szpilek.

Poczułam czyjąś dłoń na swojej i odwróciłam się gwałtownie. Adrian stał przede mną w całej swej okazałości. Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku i podniosłam butelkę do ust.

– Twoje zdrowie – burknęłam.

Wyrwał mi butelkę z ręki i rzucił nią o ścianę. Podskoczyłam na dźwięk roztrzaskującego się szkła. – Jesteś pijana, bosa i zmarznięta. Odwiozę Cię – powiedział zaciskając zęby.

Pokiwałam przecząco głową i odwróciłam się żeby odejść, ale wtedy złapał mnie w pół i przerzucił sobie przez ramię. Zakręciło mi się w głowie i mój żołądek zrobił dwa piruety. Pohamowałam odruch wymiotny i uderzyłam go z całej siły w plecy. Najpierw raz, później drugi i kolejny, ale Adrian nie reagował.

– Puść mnie!

Otworzył drzwi swojego samochodu i posadził mnie na siedzeniu pasażera, zapinając w pas. Zamknął drzwi i gdy zrobił dwa kroki złapałam za klamkę żeby się wydostać. Adrian zawrócił.

– Przestań się rzucać Viv – syknął zamykając na powrót drzwi.

Kliknął elektryczny zamek i klamka już nie drgnęła. Zaczęłam się szamotać, piszczeć i obijać rękami po całym aucie chcąc się stamtąd wydostać. Nie chciałam go nigdy więcej widzieć. Adrian wsiadł za kierownicę, złapał moje ręce i zamknął je w stalowym uścisku.

– Uspokój się! – ryknął z taką siłą, że momentalnie zamilkłam. Patrzyłam na niego wielkimi oczami, wstrzymując powietrze. – Boże, gdybym wiedział, że zrobisz taki cyrk to bym się nie zatrzymał.

– To mnie puść!

– Jesteś pijana Viv. Ktoś Ci może zrobić krzywdę – odparł już spokojniej.

– Nie większą niż Ty.

Alkohol mówił za mnie. Na trzeźwo nigdy bym się mu nie przyznała, że mnie skrzywdził, ale teraz nie myślałam racjonalnie. Nie myślałam o tym, jak będę czuła się rano.

Poddałam się i oparłam czoło o zimną szybę. Mijaliśmy kolejne uliczki a światła ulicznych latarni odbijały się na mojej zapłakanej buzi. Adrian zatrzymał auto kilka minut później i odpiął mój pas. Otworzyłam drzwi i zrobiłam dwa kroki nim potknęłam się o własne nogi i upadłam rozbijając kolano. Krew sączyła się z rozcięcia szybko plamiąc moją sukienkę, ale nie czułam bólu. Adrian złapał mnie w tali i wziął na ręce.

– Sama pójdę! – krzyknęłam znów uderzając go w plecy.

– Właśnie widzę.

Mimo moich protestów zabrał mi torebkę i sprawdził na plakietce przy kluczach numer budynku.

– Który pokój? – zapytał, gdy byliśmy już w środku.

– Szósty.

Otworzył drzwi moim kluczem i położył mnie na łóżko. Wstałam gwałtownie i wyrwałam mu moje rzeczy, po czym używając całej resztki siły, wypchnęłam go za drzwi.

Padłam na łóżko nie trudząc się przebieraniem i zasnęłam zanim zdążyłam policzyć do trzech.

4 062 czyt.
100%145
Ness2812

opublikowała opowiadanie , aktualizowała 8 sty, 22:09 w kategorii miłosne, użyła 2077 słów i 11349 znaków. ·

Komentarze (5)

 
  • agnes1709

    agnes1709 21 sierpnia

    Wszystko świetnie, tylko czemu takie odstępy? To trochę wkurza

  • monis2112

    monis2112 9 stycznia

    Super czekam na kolejną część

  • Emily99

    Emily99 9 stycznia

    Bardzo fajne i ciekawe

  • lila

    lila 9 stycznia ip:93105214

    Świetne, jestem ciekawa dlaczego Adrian pojechał po Viv, pisz dalej

  • ania123

    ania123 9 stycznia ip:21219180

    Super kiedy kolejna ?