Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Portret życia #11

Portret życia #11Zbiegłam, co sił w nogach do skrzynki na listy i po uprzednim odrzuceniu tony reklam o super okazjach za pół darmo i wyselekcjonowaniu powiedzmy ważnych rachunków została mi w dłoni biała koperta. Teraz nawet nie musiałam zaglądać do wnętrza to było jasne, że tam jest kilka słów od Usi. Trzasnęłam swoim schowkiem, przekręciłam kluczyk i nie czekając na dojście do mieszkania rozerwałam kartkę formatu A-5.

W środku była widokówka a na niej mała łódeczka, w której, ktoś odpychał się wiosłem zdążając do brzegu. Tuż obok stał statek rejsowy a ujęcie było zrobione w momencie, gdy słońce zanurzało swoje oblicze w tafli wody. Daleko na horyzoncie ta czerwona piłeczka rzucała purpurową poświatę przez całą długość morza, gdy wysoko na niebie widać było pierwszy błysk gwiazdy.

Podpis pod tym zdjęciem był niewątpliwie skierowany do mnie.

„ Możesz podróżować sam, ważne, że masz swój ląd jak inni.”

  
Odwróciłam kartkę i przeczytałam, co Bogusia ma mi do powiedzenia:

- Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś bywałaś w takim
białym domku nad morzem. Tam mieszkała taka stara kobiecina,
którą z grzeczności nazywałaś ciocią, co wprawiało ją w dobry
nastrój. Kiedyś mnie wzruszyłaś mówiąc, że chciałabyś tu zostać
na zawsze. Cóż, tak się niestety nie stało, ale jakbyś przed moją
śmiercią zdążyła, chociaż na chwilę wpaść byłoby mi miło
Boguśka ( niby ciotka)

  

To było takie jej. Nikt nie umiałby lepiej mnie zmotywować do biegu do swego mieszkania.

     Nie zważałam na późną porę hałasowałam jak stado bizonów nie przejmując się niczym i nikim. Zarezerwowałam sobie miejsce, co w połowie września może nie było aż tak konieczne, byłam jednak zawsze drobiazgowa i sumienna, więc nie byłabym sobą gdybym postąpiła inaczej. Pakowałam się blisko dwie godziny, ale to wszystko było niczym w porównaniu z mym nastrojem. Czułam się jakbym zostawiała za sobą ciemny las a wchodziła na piękną plażę.

Do tej pory jedynie unikałam tematu, oszukiwałam siebie, że jestem szczęśliwa, nawet tego podrywacza, psychologa przestałam odwiedzać nie wierząc w jego skuteczne rady. Tak dłużej być nie może, Anita może i żyła ulotnie, ale tym razem trafiła w sedno. I ta wiadomość od Bogusi, czy to zbiegło się bez przyczyny? Nie sądzę.

Zresztą to nie może być zbieg okoliczności, one nie istnieją, to ludzie o słabej konstrukcji psychicznej wymyślają takie farmazony. Twardo stąpający po ziemi biorą za łeb życie i walą mu prosto w pysk, wykorzystując każdą nadarzającą się sytuację.

I ja taka będę.

Spojrzałam na panoramę swej dzielnicy, jednej z większych w Kielcach.
Powoli tuliło się do snu.
Otworzyłam drzwi na balkon i wyszłam poprzyglądać się nieboskłonowi, sprawdzić czy wie, że ktoś taki jak ja, chce na nie spojrzeć z nad morza.
Taka byłam szczęśliwa, że miałam chęć to wykrzyczeć.

Zza rogu wyszedł jakiś gościu w bluzie z kapturze na głowie. Rozmawiał przez telefon

- Dobra, nie ma, co pierdolić bez wiedzy o tym. Może jutro się samo wyjaśni. Nic nie rób już dzisiaj, walnij się w kimono. No, dobra…no, to hej”

- Tak zrobię. – Odpowiedziałam, jakby to ze mną rozmawiał.

Zawiało od wschodu i dopiero zdałam sobie sprawę, że stoję w piżamce, która więcej odsłaniała niż przykrywała.
Weszłam do środka, ustawiłam budzik na szóstą dwadzieścia i płożyłam się z jedną myślą.
Mianowicie taką, że to chyba prawda, że Pan Bóg nigdy nie zamyka jednych drzwi, by nie zostawić inne wejście. Dla mnie zostawił wyłom, bramę i ja wierzę, że przejdę w inne lepsze jutro.

  

- 2 -

16 września

  
   Gdy dojeżdżałam do Kołobrzegu jeszcze nie miałam tego wrażenia bycia na wyjeździe. Nawet robiąc te parę kroków do auta między stoiskami nie sprawiło, że mogłam na luzie rzec: - jestem turystką. Spoglądając na miasto podczas drogi do Dziwnowa, nie czułam tego entuzjazmu, wręcz przeciwnie, wyglądało podobnie takie małe Kielce. Te wszystkie bilbordy, kolorowe bryły z betonu, ruch na drodze, tak podobne osoby, tak samo ubrane. Mimo połowy września czuć było, że jest tu wielu przyjezdnych, którzy rozglądali się, gestykulowali.

     Dopiero, gdy minęliśmy rogatki tej nadmorskiej miejscowości złapałam bakcyla. Te niespełna czterdzieści kilometrów, jakie dzieliło mnie od domu Bogusi sprawiło, że każda wydma, zatoczka, wydawała mi się najczystsza, najbardziej ponętną taflą wody. Nie chcę wpadać w patos, albo i absurd, bo tak chyba każdy może powiedzieć o miejscu, które pokochał za całokształt i z osobna. Mój szwagier Michał nigdy tego nie pochwala i zawsze napiętnuje takie zachowania, zwłaszcza, gdy wpada do nich z Kanady ciocia Grażyna, siostra jego mamy. Raz byłam świadkiem jego dosyć werbalnej wypowiedzi, w której nie obyło się bez gestykulacji.

- „ Graśka, to mnie słabi, według niej, to tylko w Kanadzie są okrągłe drzewa, trawa jest zielona a słońce sprawia, że można się opalić. A tu w Polsce, to tego za chuja nie uświadczysz”.

No cóż, ja też kilka razy w życiu popełniłam taka gafę jak wspomniana ciocia Grasia.




3 lata temu w czerwcu odbywał się festyn z okazji Dni Naszego Miasta.
Byłem tam z Kubą i Patrykiem.
Patryk wypatrzył kobietę, która wpatrywała się w jeden punkt bawiąc się łańcuszkiem zawieszonym na szyi.
Podszedł ale po chwili kobieta wstała od stolika i wyszła z imprezy.
Ponabijaliśmy się z niego a on odpowiedział na to:
   -  " Ona powiedziała, że śniła jej się ta scena i czekała na tylko  
      kiedy podejdę i wie jak to się ostatecznie skończy,
     Rzuciła mi na stolik kartkę i wyszła.
      To świruska, rozumiecie?"
Podniosłem kartkę na której było napisane
   - Nie siedź długo a jak przyjdziesz do zaraz zadzwoń
        883556411 Monika
No tak, rzeczywiście ma życie w techno kolorze.
Gdy wypiliśmy Kuba namówił Patryka by dla śmiechu  
oddzwonił, że grzecznie leży już w łóżeczku.
Odpowiedziała:
   - " Dziękuję, będę mogła spokojne usnąć.
       Przyjdź jutro o 18 do Soprano. Pa, kochanie.

Patryk poszedł sprawdzić czy jest i....
.....cóż mogę napisać.
Dziś są małżeństwem.  
Patryk kilka razy pytał Moniki o tą sytuacje, czy to był
jej taki sposób, no taka ściema.  
Ale ona jak zawsze
zbywa go śmiechem i tym samym zdaniem:
      - " Nigdy się tego kochanie nie dowiesz"

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 1211 słów i 6492 znaków, zaktualizował 28 gru 2020.

Dodaj komentarz