Pęknięty diament – rozdział 6

Caterina

Przez następne parę dni byliśmy bez reszty pochłonięci poszukiwaniami idealnej sali weselnej. Choć początkowo oboje chcieliśmy brać ślub w kościele, zmieniliśmy zdanie, gdy podczas oglądania sali ktoś wyprowadził nas na zewnątrz, do ogromnego ogrodu.
— Mamy w ofercie także śluby w plenerze. — Właściciel zaczął chodzić po ogromnym obszarze zieleni i wizualizować nam wszystko. — Na środku zawsze kładziemy długi dywan, posypany płatkami róż. Tutaj… — Machnął ręką w stronę żywopłotów i małych oczek wodnych. — Możemy dać łuk weselny, taki z kwiatów, wiedzą państwo. Przy nim może być ołtarz i odprawiona ceremonia. Krzesła po bokach dywanu. Co państwo na to? — Patrzył na nas rozradowany, a gdy nie ujrzał entuzjazmu, dorzucił jeszcze: — Może trudno sobie to wszystko wyobrazić, ale mam zdjęcia. Chcą państwo zobaczyć?
Mattowi było chyba wszystko jedno, ale ja przytaknęłam entuzjastycznie. Po zobaczeniu fotografii piałam z zachwytu. Ślub w kościele nagle wydawał mi się kompletnie bez duszy. Chciałam powiedzieć “tak” w plenerze, wśród tej cudownej zieleni i mnóstwa kwiatów.  
Wciąż zachwycałam się zdjęciami, kiedy Matthew poszedł wstępnie obejrzeć salę weselną. Przyszedł po paru minutach z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
— Chodź, musisz to zobaczyć — powiedział, łapiąc mnie za rękę i zaciągnął do środka. — Spójrz w górę. Myślę, że to jest znak.
Spojrzałam. I zamarłam. Patrzyłam na najbardziej niesamowity żyrandol, jaki w życiu widziałam. Był tak ogromny i majestatyczny, że musiałam poświęcić dłuższą chwilę na rozważanie, jak wyglądał proces jego tworzenia. Był zawieszony tuż nad stołem dla państwa młodych i ich świadków. Cała sala była w biało-fioletowych kolorach, gdzieniegdzie przebijały się też delikatne pasma różu. Parkiet był ozdobiony złotymi kółkami, które pasowały do złotych obić krzeseł. Wciąż rozglądałam się dookoła, bo tego wszystkiego nie dało się objąć jednym spojrzeniem.  
— Już jesteś mokra? Jak mają wolny termin za pół roku, to bierzemy — wymruczał mi wprost do ucha, stojąc tuż za mną i nie zwracając uwagi na właściciela.
— Nic nie wspominaj o żadnej wilgoci, bo zaraz zaciągnę cię do najbliższej łazienki, a zanim stamtąd wyjdziemy, to termin będzie już zajęty — odpowiedziałam cicho, ale tak, by mnie słyszał.
Zachichotał i odsunął się ode mnie, by nie kusić losu.  
— Czy macie wolne terminy za pół roku? — Zwróciłam się do właściciela, który natychmiast otworzył swój kalendarz.
— Dokładnie za pół roku i dwadzieścia sześć dni — oświadczył. — Akurat się zwolniło. Ktoś miał pecha.
— Bierzemy — powiedział Matt.
— Ale… — Choć ta sala skradła moje serce, wciąż rozważałam opcję zobaczenia jeszcze kilku innych. — Jesteś pewien?
— Cat, nie widziałaś tego znaku przy suficie?
— Wiesz, skarbie, że na tym świecie trzeba rozważać jeszcze inne rzeczy poza tymi, które rzekomo mnie podniecają? — spytałam, ściszając głos przy ostatnich słowach.
Matt odchrząknął i uśmiechnął się do właściciela.
— Pan jej nie słucha. Ona sama nie wie, czego chce. Bierzemy.  
Wywróciłam oczami, ale nie mogłam powstrzymać śmiechu.
— Cóż, słyszał pan mojego narzeczonego. Bierzemy.


Matthew

Siedziałem w swoim gabinecie już pół dnia, przeglądając papiery. Jutro z samego rana musiałem jechać na kolejną konferencję z Japończykami. Ostatnie kilka razy mi się udały, bo to oni przylatywali do nas. Niedługo to ja będę musiał lecieć do Japonii i to na dłużej niż kilka dni. Różnica czasu i odległość jeszcze do niedawna nie sprawiały mi problemów, nawet jet lag znosiłem w miarę, ale teraz miałem Cat i na samą myśl, że będę tak daleko i tyle dni bez niej, odechciewało mi się lecieć gdziekolwiek. Mimo że uwielbiałem Japonię i kiedyś myślałem nawet, że tam zamieszkam.  
Usłyszałem, że drzwi się otwierają i po chwili przed oczami miałem już kubek z kawą.
— Dzięki, kochanie — rzuciłem, biorąc kubek i wypiłem jednym haustem gorący jeszcze napój.
Wyciągnąłem dłoń z naczyniem w jej stronę, bo założyłem, że na to czekała, nawet na nią nie patrząc i wróciłem do przeglądania papierów. Dopiero jej donośne chrząknięcie kazało mi podnieść wzrok.  
— Panie tłumaczu, chyba zasłużył pan na małą przerwę — rzuciła uwodzicielsko, lekko podciągając krawędzie sukienki, po czym zadarła nogę do góry i usiadła na mnie okrakiem.
— Cat, muszę to skończyć — westchnąłem. — Przecież wiesz, że muszę się przygotować.  
— Na pewno jesteś świetnie przygotowany, jak zawsze — mruknęła, pochylając się nade mną i całując mnie po szyi.
— Cat, ja mówię serio. Skończę to i do ciebie przyjdę. — Złapałem ją w pasie i próbowałem zrzucić z kolan, ignorując ciasnotę w bokserkach.
— Na pewno nie wolisz teraz? — Rozpięła mi górny guzik koszuli.
— Na pewno — odparłem, choć zaczęło mi się robić gorąco.
— A teraz? — Cat jednym ruchem zdjęła sukienkę przez głowę i rzuciła ją na podłogę.  
Choć myślałem, że będzie naga, moim oczom ukazały się cholernie ponętne czarno-czerwone koronki. Przełknąłem ślinę, tocząc wewnętrzną walkę z samym sobą.
— Jesteś niemożliwa — powiedziałem i przejechałem palcem po brzegu koronki na jej piersi, muskając delikatnie skórę.
— Wiem. Za to mnie kochasz.
— Prawda — uśmiechnąłem się. — Wstań. Pokaż mi, co masz na sobie. Chyba tego nie widziałem. — Odsunąłem się na krześle od biurka, żeby zrobić jej miejsce.
Cat podniosła się z wdziękiem, obracając się tak, że zobaczyłem małe czarne kokardki, uwydatniające jej pośladki. Przysunąłem się i niespodziewanie uszczypnąłem zębami skórę na jednym z nich, a ona aż podskoczyła.
— Chcesz wracać do pracy, panie tłumaczu? — Dobiegło mnie jej ciche pytanie.
— Jakiej pracy? — zapytałem, składając pocałunek na jej biodrze, sunąc opuszkami palców po udach.
— Bardzo dobra odpowiedź. — Odwróciła się w moją stronę tak, że moja twarz znalazła się naprzeciwko jej krocza.
— Czy to wszystko ma jakiś związek z tym, że jutro wyjeżdżam? — zapytałem, podnosząc głowę do góry, by na nią spojrzeć, opierając brodę tuż nad linią koronek.
— Odrobinę — przyznała, głaszcząc mnie delikatnie po włosach. — Ale przecież nie jest tak, że kiedy nie wyjeżdżasz, to chodzę po mieszkaniu w habicie. — Uśmiechnęła się zadziornie. — A poza tym, mam nadzieję, że podczas konferencji nie będziesz się oglądał za innymi, bo będziesz zbyt zajęty rozpamiętywaniem tej chwili.
— Obym tylko nie był zbyt zajęty rozpamiętywaniem podczas tłumaczenia, bo stracę pracę. — Nadal na nią patrzyłem, a moje dłonie w dalszym ciągu błądziły po jej udach.
— To co, mam sobie iść? — Próbowała wyrwać się z moich objęć, ale mocno ją przytrzymałem.
— Wybierasz się gdzieś? — zapytałem, wstając nagle. Jedną ręką strąciłem papiery, żeby chwilę później posadzić Cat na biurku. — Najlepiej rozpalić i porzucić, co? — Przycisnąłem ją do blatu, pochylając się, by musnąć ustami linię jej szczęki, jednocześnie sunąc dłonią po nagim udzie.  
— I oto mój mężczyzna — mruknęła, zabierając się do rozpinania reszty guzików mojej koszuli. — Pokaż mi, co potrafisz.
No i pokazałem. Tylko trochę biurko mi się rozkiwało, bo dołożyłem wszelkich starań, żeby przez te kilka dni Cat również była zajęta rozpamiętywaniem tej chwili.
***
Najwyraźniej moją narzeczoną aż za bardzo pochłonęło to całe rozpamiętywanie, bo codziennie dostawałem od niej zestaw pikantnych zdjęć, przez które miałem poważne problemy z koncentracją. W głowie miałem już swoją słodką zemstę. Gdy wróciłem do domu, Cat siedziała w salonie z laptopem na kolanach. Już od progu przybrałem maskę i niby wściekły rzuciłem walizkę na podłogę.
— Przez ciebie zawaliłem tłumaczenie — warknąłem.
— Co? — Zaskoczona podniosła wzrok i zmarszczyła brwi. — O czym ty mówisz? — Odłożyła laptopa na stolik, wstała z kanapy i zrobiła parę kroków w moją stronę.
— Nie udawaj niewiniątka — syknąłem, wyciągając telefon. — Nie wiesz, o czym mówię? Na przykład o tym. — Zacząłem przesuwać palcem po ekranie, pokazując jej zdjęcia, które mi wysłała. — Albo o tym, i o tym, o tym też.
Cat uniosła brwi i spojrzała na mnie poważnym wzrokiem.
— Może trochę przesadziłam, ale nie rozumiem, gdzie tu moja wina? Chyba nie jesteś wiecznie napalonym nastolatkiem, żeby przez parę zdjęć nie móc skupić się na pracy. — Starała się mówić rzeczowo, ale chyba była lekko przerażona wizją, że przez jej sesję zdjęciową coś nie poszło mi w pracy.
— Masz w ogóle pojęcie, na czym polega tłumaczenie konferencji? Może i nie jestem napalonym nastolatkiem, ale mój mózg zamiast skupić się na pracy, jak na złość wracał do tych zdjęć.
Czułem, że już dłużej nie dam rady udawać, ale wzrok Cat nagle zamienił się w sopel lodu.
— A ja wyraźnie nie jestem na tyle inteligentna, by mieć pojęcie, na czym polega tłumaczenie konferencji — wycedziła, zaciskając dłoń w pięść. — Tak? To właśnie sugerowałeś?
— Co? — zaśmiałem się. — O czym ty mówisz? Tylko cię wkręcałem.  
— Pięknie, Matt, to bardzo dojrzałe, ale może cofnij się myślami do tego, co powiedziałeś — rzuciła, oddychając szybko. — I zastanów się, jaki miało to wydźwięk.
Zacząłem odtwarzać w głowie własne słowa, zastanawiając się co takiego mogłem powiedzieć. I w końcu mnie olśniło.  
— Kochanie, przecież w ogóle nie o to mi chodziło. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. — Czemu kobiety musiały zawsze szukać problemu tam, gdzie go nie ma?  
— Tak, to widać. Nie pomyślałeś. — Spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem. — Może i nie jestem międzynarodową tłumaczką, ale też pracuję. Nie jestem jakąś księżniczką, która nic nie robi. — Wzięła głęboki oddech. — Nieważne — dodała po chwili. — Skoro nie o to ci chodziło, nie róbmy z tego sprawy.
Podszedłem do niej i wziąłem w ramiona.
— Chciałem tylko się pośmiać, a prawie się pokłóciliśmy.
— Już się nie kłócimy. — Posłała mi delikatny uśmiech i po złości na jej twarzy nie został nawet ślad. — Ach, więc miałam się śmiać? Tak, to było bardzo zabawne. Ha, ha. Wcale nie wpędziło mnie w horrendalne poczucie winy.
— Oj, przestań. — Zacząłem ją łaskotać, żeby jednak się trochę pośmiała. — Popatrz, jak ładnie się śmiejesz.  
Przez parę chwil zwijała się ze śmiechu i nie mogła złapać tchu, więc w końcu dałem jej spokój. Wtedy otarła łzy i wzięła głęboki oddech.
— Chodź. Zrobię ci kawy. Jesteś głodny? — Pociągnęła mnie w stronę kuchni.
— O, tak. Kawy. Ale zjem później. Co robiłaś, jak mnie nie było? Oprócz tęsknienia za mną?
— Tęsknienie wypełniło mi prawie cały czas — przyznała ze śmiechem, podchodząc do ekspresu, podczas gdy ja usiadłem przy blacie. — Oprócz tego byłam parę razy na kawie z twoją siostrą. Ale jest jeszcze jedna rzecz, nad którą się zastanawiam. Chciałam cię zapytać, co o tym sądzisz.
— O czym?
— Zawsze chciałam znaleźć sobie jeszcze jakieś zajęcie poza lekcjami tańca. Kiedyś myślałam nad kursem makijażu, ale nigdy nie było nic w pobliżu, w dodatku nie było mnie na to stać. — Podstawiła filiżankę pod ekspres i z powrotem odwróciła się w moją stronę. — Ale nadal obserwowałam różne oferty kursów. Dzisiaj zobaczyłam, że są zapisy na kurs całkiem blisko nas. W dodatku do końca tygodnia trwa promocja. Chciałabym się zapisać. Co o tym myślisz?
— Jeśli chcesz, to czemu nie? Co ja mam do tego?
— Koegzystuję z tobą. — Parsknęła śmiechem. — Niedługo będziemy małżeństwem. Powinniśmy omawiać takie sprawy. Zwłaszcza, że to jest pakiet kilku kursów. Pewnie potrwa kilka ładnych tygodni.
— Chyba masz rację. A nie będzie ci ten kurs kolidował z przygotowaniami?
— Nie jestem pewna — przyznała. — Głównie dlatego właśnie chciałam spytać cię o zdanie. — Sięgnęła po filiżankę z kawą i podała mi. — Ale na pewno się postaram jakoś wszystko pogodzić.
— No dobrze, skoro tak mówisz. — Upiłem łyk gorącej kawy.  
Nie widziałem właściwie większego sensu w takim kursie, przecież umiała wykonać makijaż i to bardzo ładny. Ale skoro chciała się rozwijać, to jak mogłem stać jej na drodze?

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2291 słów i 12899 znaków.

1 komentarz

 
  • izabela

    No i pięknie też uważam, że trzeba ustalać plany razem i mieć zaufanie do partnera by wysyłać mu fotki.