Pęknięty diament - Rozdział 10

Prue

Stałyśmy w holu sklepu. Cat wyglądała na podekscytowaną i wyjątkowo nie rzucała w moją stronę nieprzychylnych spojrzeń. Wybór sukienki okazał się ważniejszy niż wściekanie się na mnie. Tymczasowo mogłam odetchnąć z ulgą. Gdzieś z tyłu głowy miałam myśl, że jeszcze dwa lata wcześniej prawie byłam na jej miejscu. Moje szczęście trwało krótko. Może nie przepadałam zbytnio za Cat, ale życzyłam jej, aby mogła stanąć przed ołtarzem w sukni, którą pomogę jej wybrać.
– Wytrzymasz tyle bieli?
Posłałam jej półuśmiech.
– Myślę, że dam radę.  
– Dzień dobry!  
Wyszła do nas dość młoda dziewczyna. Uśmiechnęła się szeroko i podała mi rękę.  
– Pani Bonett, bardzo miło nam znowu panią gościć!
Zerknęłam na plakietkę.  
– Mi również, Emmo. – Uśmiechnęłam się profesjonalnie i wskazałam dłonią na Cat. – Dzisiaj towarzyszy mi panna Caterina Hamilton.  
Konsultantka uścisnęła delikatnie dłoń Cat.  
– Dzień dobry, panno Hamilton. Nazywam się Emma i służę pomocą.  
– Dzień dobry. – Cat uśmiechnęła się i odwzajemniła uścisk. – Byłam u was ostatnio. Macie tu piękne sukienki.  
– Bardzo miło to usłyszeć. W takim razie zapraszam do środka. Zaraz, wspólnie z panią Bonett, poszukamy najpiękniejszej sukienki dla pani.  
Emma starała się być miła. Na pewno brzmiała lepiej niż przy pierwszej klientce. Nie mogłam jej zbyt wiele zarzucić, ale musiała jeszcze popracować nad zdolnością do łatwego nawiązywania kontaktu.  
Cat poszła za Emmą. Bardzo powoli ruszyłam za nimi, niepewnie rozglądając się na boki. Miałam nadzieję, że w salonie nie będzie tłumów. Nie lubiłam kłócić się z innymi konsultantkami o modele sukienek.  
– Proszę się rozgościć – powiedziała Emma, wskazując na obszerną beżową kanapę. – Zaraz przyniesiemy pani pierwszy model do przymierzenia.  
– Cat, chcesz się czegoś napić?
Emma zrobiła się czerwona na twarzy.  
– No tak, bardzo przepraszam.  
– Jeśli to nie problem, poproszę wodę niegazowaną.
– Pani Bonett?
– Poproszę białą kawę bez cukru.  
– Dobrze, zaraz przyniosę.  
Zostałyśmy z Cat same. Nie chciałam, żeby towarzyszyła nam nieprzyjemna cisza.  
– Cat, wspominałaś, że byłaś tu już wcześniej. Wpadła ci w oko konkretna sukienka?
– Mierzyłam parę ładnych, ale nie byłam do końca przekonana, czy były w moim stylu. Później, gdy już musiałam iść, zobaczyłam na manekinie dużo okazalszą i chyba bardziej w moim guście, ale nie miałam czasu jej już przymierzać, bo spieszyłam się na zajęcia.
– Jak wróci Emma, to poproszę ją o pokazanie tych sukienek, które obecnie mają manekiny. Zmieniają wystrój witryny co dwa tygodnie, bo takie jest zarządzenie designerki. – Uśmiechnęłam się delikatnie. – Twoja sukienka z pewnością jeszcze tam jest.  
– Oby. – Cat uśmiechnęła się niemrawo i odwróciła wzrok.
Powstrzymałam się od głośnego westchnięcia. Cat wcale nie minęła złość, tylko próbowała ją ukrywać. Na szczęście wróciła Emma z tacą. Upiłam porządny łyk kawy i poczułam się lepiej.  
– Emmo, mogłabyś zaprezentować pannie Hamilton sukienki, które obecnie znajdują się na manekinach?  
– Oczywiście. Jaki pani nosi rozmiar?  
– Trzydzieści sześć.  
Na twarzy Emmy pojawił się lekki grymas. Rozmiar Cat był dość uniwersalny, przez co bardzo ciężko było dostać sukienkę w takim rozmiarze. Niepotrzebnie pokazała to mimiką twarzy, to było bardzo mało profesjonalne. Obiecałam sobie, że porozmawiam z nią o tym później.  
– Proszę dać mi chwilkę. Przyniosę pierwszą sukienkę.  
Pokiwałam głową i upiłam kolejny łyk kawy. Potrzebowałam mocnego rozbudzenia. Nie chciałam, żeby poszukiwania przedłużały się w nieskończoność. Ledwo odstawiłam filiżankę, pojawiła się Emma. Musiałam zamaskować szok, bo sukienka była okropna. Gładka, prosta, wiązana na szyi. Kojarzyła mi się z plażą i mało eleganckim stylem.  
– Czy to ta, panno Hamilton?
Cat skrzywiła się potwornie, krytycznie patrząc na sukienkę.
– Bez urazy, ale… przecież jakby ten materiał obciąć do połowy, to byłaby idealna sukienka na plażę.
Przygryzłam wewnętrzną część policzka, aby się nie roześmiać. Miała rację. Uśmiech zniknął z twarzy Emmy. Wyszła, nim zdążyłam ją poprosić o kolejną.  
– Plażówka – mruknęłyśmy równocześnie z Cat.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie w tym samym momencie, w którym wróciła Emma z drugą propozycją. Sukienka była przepiękna, ale miała bardzo głęboki dekolt, który nie każdemu się podobał. Bacznie obserwowałam twarz Cat.  
– A ta, panno Hamilton?
Cat przyoblekła na twarz lekko wymuszony uśmiech, jakby bardzo się powstrzymywała, by nie powiedzieć czegoś brzydkiego.
– Z całym szacunkiem, ja nie szukam sukienki do burdelu.
Zacisnęłam mocno usta, bo chciałam znów się roześmiać. Twarz Emmy zrobiła się trupioblada.  
– Bardzo przepraszam, nie chciałam pani urazić…
– Ależ nie czuję się urażona – rzuciła Cat już swobodniejszym tonem i uśmiechnęła się pokrzepiająco. – Mogę to właściwie uznać za komplement dla mojego biustu, który docenia propozycję, ale...
– Sukienka jest ładna, ale dekolt zbyt wyzywający – odezwałam się. – Ale to nie twoja wina. Proszę, przynieś kolejną.  
Emma posłusznie się wycofała i wróciła z trzecią sukienką. Otworzyłam szeroko oczy i cicho westchnęłam. Była przepiękna. Delikatna, z wzorzystym tiulem i ładnym wiązaniem na plecach. Dłuższy tył z pewnością będzie zamiatał podłogę, ale będzie to dość zjawiskowe. Zerknęłam szybko na Cat, która oniemiała wpatrywała się w sukienkę. Czekałam cierpliwie na jej ocenę.  
– O rany – wyjąkała, aż wstając z miejsca. – Muszę to przymierzyć.
Emma się rozpromieniła i od razu wskazała dłonią przymierzalnię.  
– Zapraszam, panno Hamilton. Pomogę ją włożyć.  
Cat poszła za nią, nawet nie oglądając się za siebie. No tak. Nie byłam zbyt ważna. Miałam rolę i musiałam się jej trzymać. Dopiłam kawę. Po niecałych pięciu minutach wróciła Cat. Filiżanka prawie wyleciała mi z rąk. Wyglądała obłędnie. Minęła mnie bez słowa, weszła na podest i podeszła do ogromnych luster. Długo patrzyła na swoje odbicie.  
– Cat, mogłabyś się obrócić? – zapytałam miło.  
Posłusznie odwróciła się w moją stronę, powoli obracając się na boki.
– Jest idealna – powiedziała po chwili, sunąc dłonią po miękkim materiale sukni. – Nie wierzę, że mówię to tak szybko, ale to ta.  
– Jesteś pewna?
– Absolutnie – potwierdziła, odwracając się z powrotem w stronę lustra. – To tak jak z Mattem – dodała, ale już jakby do siebie. – Od początku wiedziałam, że to ten. Tak samo jest z tą suknią. Właśnie ją chcę mieć na sobie, gdy powiem mu “tak”.
Spuściłam głowę, bo w kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Szybko doprowadziłam się do porządku. Byłam w pracy i miałam zlecenie do wykonania. Nie mogłam tracić czasu na rozpamiętywanie związku, który już dawno przestał istnieć.  
– Pięknie wyglądasz – powiedziałam szczerze. – I również uważam, że to jest właśnie ta sukienka.  
– Dziękuję. – W lustrze zobaczyłam, jak Cat posyła mi nieśmiały uśmiech.
– Emmo!
Obróciłyśmy się jednocześnie w stronę elegancko ubranej kobiety, która obrzucała nieprzychylnym spojrzeniem naszą konsultantkę. To była Denise – kierowniczka sklepu.  
– Co się stało z sukienką dla panny Stone?
Emma zaczerwieniła się po same koniuszki uszu.  
– Jaką sukienkę przymierza ta pani za tobą?
– Model Venus w rozmiarze trzydzieści sześć – wydukała konsultantka.  
Denise prawie się zapowietrzyła. Miałam bardzo złe przeczucia. Cat przyglądała się temu z dziwnym wyrazem twarzy.  
– Rano zarezerwowała ją panna Stone. – Obróciła się w stronę Cat. – Bardzo mi przykro, proszę pani, ale niestety, ta sukienka nie jest już na sprzedaż.  
Cat gwałtownie poczerwieniała i przytrzymała przód sukni, by zejść z podestu.  
– Słucham? – syknęła, zbliżając się do Emmy. – Gdyby nie była na sprzedaż, pani pracownica by mi jej nie przyniosła.  
Szybko do nich podeszłam.  
– Spokojnie, Cat. – Spojrzałam na Denise, która dopiero mnie zauważyła. – Nie macie drugiej takiej sukienki?  
– Witaj, Prue. – Uśmiechnęła się krzywo. – Niestety. To ostatnia. Na witrynie jest jeszcze w rozmiarze trzydzieści osiem.  
– Nie, to nawet nie wchodzi w grę. Ślub jest za pół roku.  
Denise wskazała dłonią cały salon.
– Prue, doskonale wiesz, że mamy tu pełno sukienek.  
Zmierzyłam ją złowrogim spojrzeniem, bo nie powinna w ogóle rozpoczynać tej rozmowy przy klientce.  
– Skoro dostałam akurat tę sukienkę, a nie inną, powinnyście się teraz zmierzyć z konsekwencjami swojej niekompetencji. Przymierzyłam ją, chcę włożyć na ślub, a wy teraz mówicie mi coś takiego? Nie ma mowy, że wyjdę stąd bez niej. – Cat skrzyżowała gniewnie ramiona na klatce piersiowej.
Wcale nie dziwiłam się Cat, bo sama chyba wyszłabym z siebie, gdyby przydarzyła mi się podobna akcja.  
– Emmo, bardzo proszę, zajmij się panną Hamilton. Denise, pozwól na słówko. – Złapałam delikatnie Denise za łokieć i zaprowadziłam do holu. – Co ty wyprawiasz?
– Ale o co ci chodzi, Prue? Sukienka nie jest na sprzedaż, bo była zarezerwowana. Doskonale wiesz, jak to działa.
– Wiem, ale nie robi się takich akcji przy klientce. Podobno jesteście prestiżowym salonem, który wykonuje profesjonalne usługi. A w tej sytuacji nieprofesjonalizm bije po oczach.  
– To nie moja wina, że któraś z konsultantek nie przypięła odpowiedniej metki.  
– To nie wina mojej klientki, że dostała taką sukienkę – syknęłam. – I nie wyjdziemy stąd bez niej. Zawaliliście i to wy powinniście ponieść konsekwencje.  
Denise zwęziła oczy w szparki.  
– Prue, nie sądzisz, że wyolbrzymiasz? Salon pęka w szwach, mamy tyle sukienek, a twoja klientka to rozkapryszone dziecko, że musi dostać to, co chce?
– Masz szczęście, że cię nie słyszy, bo szybko pożałowałabyś swoich słów. Cat ma ślub za pół roku, stąd pośpiech.  
– Nie oddam ci tej sukienki.  
Zgrzytnęłam zębami ze złości. Nagle do głowy przyszło mi najprostsze z rozwiązań, ale i najbardziej ryzykowne.  
– W takim razie dzwonię do Jamesa.  
– To tylko jego salon. On się nawet nie zna…
– No właśnie, to jego salon. Załatwisz mi tę sukienkę czy nie?
Denise westchnęła ciężko.  
– Dobra, zadzwonię do tej tamtej klientki. Poczekaj chwilę.  
Poszła do siebie, pewnie złorzecząc na mnie w myślach. Nie obchodziło mnie to. Bardziej przejęta byłam Cat. Znalazła idealną sukienkę i nie mogłam być osobą, która powie jej, że nie może jej włożyć na swój ślub. Proponowanie innych nawet nie wchodziło w grę. Pamiętałam, jak wybierałam własną. Była nieporównywalna do innych. I właśnie dlatego wyrzuciłam ją na śmietnik, a nie oddałam do salonu.  
– Masz szczęście.  
Odwróciłam się w stronę Denise.  
– Udało się? – zapytałam z nadzieją.  
– Tak. Panna Stone ma ślub dopiero za rok, więc będziemy w stanie uszyć dla niej drugą taką sukienkę, a może nawet przerobić tę w większym rozmiarze. Dorzuciłam rabat, więc obyło się bez awantury.  
– Dziękuję, jesteś nieoceniona!  
Wywróciła oczami.  
– A przed chwilą skoczyłabyś mi do gardła.  
– Znasz ten zawód, tu nigdy nie jest łatwo.  
Denise uśmiechnęła się krzywo.  
– Znam aż za dobrze. Idź do swojej klientki i ją uspokój. Możesz nawet przeprosić w moim imieniu.  
– Dziękuję jeszcze raz.  
Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do Cat. Stała przed lustrami, ale nie podziwiała swojego odbicia. Jej twarz była napięta od oczekiwania.
– Cat?  
Odwróciła się gwałtownie w moją stronę z nadzieją w oczach.
– Jest twoja.  
– Żartujesz? – wykrzyknęła, a jej twarz rozświetlił uśmiech. – Ale… jak?
– Mówię jak najbardziej poważnie. Sukienka jest twoja. Wywalczyłam ją specjalnie dla ciebie.  
Rysy Cat na chwilę się zmieniły, ale nie potrafiłam zgadnąć, co w tej chwili myślała.
– Poczekaj – powiedziała, schodząc z podestu. – Pójdę to zdjąć.
Pokiwałam głową. Wróciła po paru minutach, już w swoich ubraniach. Zbliżyła się do mnie i delikatnie dotknęła mojego ramienia.
– Dziękuję ci – powiedziała z uśmiechem, który wyglądał na szczery. – Zaczęłyśmy bardzo źle, ale fakt, że zdobyłaś dla mnie tę sukienkę… to dużo dla mnie znaczy.
– Czyli już nie jestem na twojej czarnej liście? – zażartowałam.  
– Jeśli tylko dopilnujesz, by ta sukienka faktycznie została zarezerwowana i nie podana kolejnej klientce do mierzenia, być może nawet będę w stanie odpuścić trochę bieli. – Cat też zażartowała.  
W duchu odetchnęłam z ulgą. Pierwsze lody przełamane. Teraz musiało być już tylko lepiej.  






Matthew

Gdy wróciłem do domu, Cat krzątała się w kuchni, nucąc pod nosem piosenkę, która leciała w głośnikach. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej od tyłu, by ją przytulić.
– Hej, kochanie – zamruczałem jej do ucha, obejmując ramionami. – Co robisz?
– Pastę z awokado – odparła, nieco przyciskając się plecami do mojej klatki piersiowej.
– Co? – skrzywiłem się. – W jakim celu?
– W takim celu, że jest to pyszne i zdrowe. – Odwróciła się z uśmiechem, całując mnie w policzek. – I jest już miękkie. Jak teraz tego nie zrobię, jutro już nie będzie się do niczego nadawało.
– Może i zdrowe, ale czy takie pyszne, to nie jestem pewien. Powiedz, że nie będę musiał tego jeść.
– No wiesz co? – Obruszyła się, włączając blender. – Nawet nie poczujesz, że to awokado. Położysz na kanapce górę pomidorów i wyobrazisz sobie, że to pizza.
– Nie lubię awokado – jęknąłem. – I po co mam sobie wyobrażać pizzę, skoro mogę ją zamówić? Miałem ochotę na steka, ale pizza też może być.
– A jakbym się wysmarowała pastą z awokado tam na dole? – Uśmiechnęła się chytrze. – Też byś tego nie tknął?
– Chcesz mi siebie obrzydzić? Dobrze ci idzie.  
Wywróciła tylko oczami.
– A jedz te swoje steki, smażone na hektolitrach starego tłuszczu. I przegryź hamburgerem. Jak pewnego pięknego dnia dostaniesz zawału serca, powiem ci wtedy: “a nie mówiłam?”.
Zaśmiałem się, przyciskając nos do skóry na jej szyi.  
– Przecież ty byś mi nie usmażyła steka na starym tłuszczu.  
– Racja, bo przecież chciałeś go zamawiać. Ja robię tylko zdrowe rzeczy. – Odwróciła się i nagle mnie pocałowała, wpychając mi język do ust.  
Kiedy moje dłonie powędrowały na jej pośladki, wykorzystała fakt, że miałem otwarte usta i szybko wepchnęła mi do środka łyżeczkę, na którą była nałożona ta zielona maź. Zaskoczony przełknąłem od razu, po czym się skrzywiłem.  
– Blee. To było nie fair!
– Przecież myślałeś o stekach. Nie smakowało podobnie?
– Bardzo śmieszne. Teraz zamówię sobie pizzę, steka, a do tego dwa hamburgery z frytkami i będę to wszystko jadł na twoich oczach.
– A jedz – skrzywiła się lekko. – Ja będę jeść awokado, dzięki któremu będę miała piękną cerę na ślub. Tobie od tego wszystkiego wyjdą pryszcze i zmarszczki. – Odłożyła łyżeczkę na blat. – A skoro mowa o ślubie… mam już sukienkę. – Uśmiechnęła się szeroko.
– Tak szybko? Myślałem, że to zajmuje wieki.  
– Zwykle pewnie tak i gdy widziałam początkowe propozycje sukienek, byłam nastawiona bardzo pesymistycznie. Ale potem… – Westchnęła z rozmarzeniem. – Przymierzyłam najpiękniejszą sukienkę świata. Mam nadzieję, że gdy mnie w niej zobaczysz, będziesz płakał, inaczej to wszystko nie ma sensu.
– Czyli jak się nie popłaczę, to uciekniesz mi sprzed ołtarza? – zaśmiałem się.
– Niewykluczone, kochanie.
– Nie pozwolę ci. Poza tym, nie oszukujmy się. Choćbyś wyglądała w niej jak bogini, to i tak będę chciał ją jak najszybciej z ciebie zdjąć.
– Byle delikatnie, żebyś jej nie porwał, bo jest piękna. – Cat ponownie odwróciła się w stronę blatu i zaczęła smarować chleb. – Ale było parę problemów. Okazało się, że ta sukienka była wcześniej zarezerwowana przez inną dziewczynę.
– I walczyłaś z nią o tę kieckę?
– Na śmierć i życie. A tak na serio, to o dziwo, Prue mnie wyręczyła. Załatwiła mi ją, nawet nie wiem, jak.
– Czyli dobrze, że daliśmy jej szansę.  
– Bez niej pewnie poszłabym do ołtarza w dresie, więc… chyba masz rację.
– Aż tak? – W tym momencie zaburczało mi w brzuchu. – To chyba znak, że muszę zamawiać moje jedzenie.  
– A widzisz, awokado zawiera zdrowe tłuszcze, które zwiększają uczucie sytości…
– Niech sobie zawiera co chce, ale dopóki nie smakuje jak mięso, to mi go nie pokazuj na oczy. – Odsunąłem się od niej, żeby nie wpakowała mi kolejnej porcji tej zielonej papki i wyjąłem telefon, by zamówić coś normalnego.
Czterdzieści minut później odebrałem swoje zamówienie od dostawcy i dołączyłem do Cat, która siedziała w salonie z laptopem na kolanach. Przesiedzieliśmy cały wieczór, robiąc listę gości, a kiedy w końcu się z tym uporaliśmy, Cat pokazała mi kilka wzorów zaproszeń. Jak dla mnie wszystkie wyglądały podobnie i było mi wszystko jedno, które wybierzemy. Jeśli tylko ona była szczęśliwa, to ja też.

304 czyt.
100%1
tresescritores

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3103 słów i 17739 znaków.

Dodaj komentarz