Nadzieja umiera ostatnia - Rozdział 17 - Capone

LAYLA

– Frank, dobrze cię widzieć stary przyjacielu. – Nikołaj przeszedł przez próg domu i z otwartymi ramionami ruszył jak taran na Frankiego.
Jak na szefa mafii przystało, miał na sobie śnieżno-biały garnitur, brązowy płaszcz zarzucony jedynie na ramiona, cygaro w ustach i ciemne okulary w odcieniu burgundu. Gdyby miał jeszcze kapelusz wyglądałby prawie jak Al Capone.  
Prawie.  
– Nikołaj, dobrze cię widzieć – Frank uściskał swojego przyjaciela i pocałował w rękę jego żonę.
Stałam z boku, czując jak mnie mdli na widok tych sztucznych uprzejmości. Nikołaj wyściskał mnie jak swoją własną córkę, chociaż jej nie złapałby przypadkiem za tyłek. Pani Capone, czyli Tamara, strzeliła mi dwa powietrzne całusy i rozpływała się nad moją sukienką. Puszczałam to mimo uszu zmuszając się do grania swojej roli. Uśmiechałam się pięknie i chwaliłam jej kolczyki… a w myślach rzygałam tęczą.  
Pół minuty później dołączył do nas Julij. Też miał na sobie garnitur, ale nie próbował wyglądać jak Ojciec Chrzestny. Coś się w nim zmieniło przez te dwa lata. Zmężniał, a z jego twarzy znikła kpiarska mina. Chociaż z nim nigdy nie było nic wiadomo. Równie dobrze mógł tak jak ja grać grzecznego i miłego przy panu Capone. Uścisnął dłoń mojemu ojcu, pocałował matkę w rękę i podszedł do mnie.
– Layla – przywitał się z nikłym uśmiechem. – Wyładniałaś.
Julij. Zbrzydłeś. – Cześć Julij. Jak podróż?
Prychnął rozbawiony i podał mi łokieć, chcąc wziąć mnie pod rękę. W holu nagle zrobiło się tłoczno, gdy zjawiła się świta Nikołaja. Ludzie Franka, z Adamem włącznie, świetnie bawili się już w salonie. Stali jak słupy soli w strategicznych miejscach.  
Pierwsza godzina takich imprez była na rozmowy o interesach, więc Frank zabrał Nikołaja do swojego gabinetu, a Jess zaprowadziła Tamarę i ludzi Pana Capone do salonu.  
Chcąc nie chcąc, musiałam przyjąć oferowaną przez Julijego rękę. Złapaliśmy po lampce szampana, gdy mijaliśmy kelnerkę i wyszliśmy na zewnątrz, bo Julij tak jak Dante nie stronił od papierosów.
– Należą ci się przeprosiny cukiereczku – powiedział wpatrując się we mnie nachalnie.
Ściągnęłam brwi i przechyliłam głowę w bok, studiując jego twarz w poszukiwaniu kpiny. Nie znałam go ani długo, ani dobrze, ale jedyne wrażenie, jakie na mnie wywarł było ściśle negatywne. Do tej pory byłam święcie przekonana, że słowo ‘przepraszam’ to dla niego obce pojęcie.
– Za co dokładniej?
– Za to jak pajacowałem w Dubaju. Nie jestem taki na co dzień.
Odepchnęłam się od ściany i podeszłam bliżej, opierając się o barierkę tarasu. Nie brzmiał jakby stroił sobie ze mnie żarty. Zresztą, odkąd przekroczył próg minęły całe cztery minuty i jeszcze ani razu nie czułam potrzeby rozbicia jakiegoś ciężkiego przedmiotu na jego głowie.  
– Dubaj źle na ciebie wpływa? – zapytałam wyzbywając się z głosu głęboko skrywanych pretensji o te koszmarne dwa tygodnie, jakie musiałam z nim spędzić.
– Ty źle na mnie wpływałaś.
Znów zmarszczyłam brwi i zaraz uniosłam je w górę.
Julij wzruszył ramionami walcząc z własnymi ustami, żeby nie wykrzywiły się w uśmiechu. – Końskie zaloty cukiereczku.  
Gdybym nie zdążyła akurat przełknąć szampana, pewnie bym go nim opluła. – Żartujesz sobie ze mnie? To miały być zaloty?
– Końskie – podkreślił jeszcze raz.
– Chyba słońskie.  
Roześmiał się głośno i pokręcił głową. – Nie ma takiego słowa Layla.
Wytknęłam mu tylko język. – Wiesz o co mi chodzi. Naprawdę próbowałeś mnie poderwać? Wrzucając do basenu, kłócąc się ze mną o każdą drobnostkę i dogadując na każdym kroku?
– Podobało mi się, że nie dawałaś sobie w kaszę dmuchać.  
W to byłam w stanie uwierzyć. Dante też to we mnie uwielbiał. Kto by pomyślał, że facetom podobają się wygadane dziewczyny. Zawsze byłam przekonana, że tylko zahukane księżniczki w wiecznych opałach są rozchwytywane, a tu proszę. Nie tylko geje się mną interesowali.
– Dalej nie daję.  
Szturchnął mnie łokciem, a jego uśmiech powoli zgasł i zastąpiła go powaga. – Jeśli plotki, które do mnie doszły są prawdziwe, to teraz już nie musisz bronić się przed takimi kretynami jak ja sama. Twój facet się nimi szybko zajmie.
Wyprostowałam się i skrzyżowałam ręce na piersiach. – Pan Capone prosił, żebyś wypytał mnie o Dantego? Mam nadzieję, że nie przyjechaliście tu po to, żeby ganić Franka za moje wybory. On nie ma tu nic do gadania.
– Pan Capone? – zapytał, a uśmiech wrócił na jego twarz. – Może i racja. Nikołaj ma coś z Capone.
Tak jak ja, Julij nie mówił o swoim ojcu ‘tato’. Zawsze używał jego imienia. Tak sobie życzyli, więc tak się przyjęło. Ja używałam ‘tato’ tylko kiedy chciałam Frankowi dogryźć.
– I nie martw się, Nikołaj nie przyjechał tu rozmawiać o twoim nowym facecie. Choć nie mogę powiedzieć, że go to nie zainteresowało, ale to nie ma znaczenia. Ważne jest to, że ja nie będę próbował zmienić twojego zdania. – Dopił swojego szampana i zabrał z mojej ręki pustą lampkę.  
Uniósł palec do góry, żebym zaczekała i wszedł do środka, rozglądając się za kelnerką. Wrócił po chwili z pełnymi lampkami i talerzykiem koreczków z łososia. Podał mi szampana, a sam zapchał buzię koreczkami.
– Nie chcę być niegrzeczna…
– Chcesz – wtrącił szybko.
Przewróciłam oczami i tak jak wcześniej on mnie, szturchnęłam go łokciem. – Ale co ty masz w sumie w tej kwestii do gadania? Nikołaj nie ma nic do gadania, Frank próbuje mnie do Dantego zniechęcić, ale jego argumenty do mnie nie przemawiają, a ty? Dopóki pan Capone zajmuje się interesami, ty chyba niewiele masz do powiedzenia, prawda?
– Prawda. – Oparł się z powrotem o barierki i wyciągnął paczkę Marlboro. – Straszne gówno – powiedział wskazując na papierosa. – Kiedyś mnie to zabije. Tak jak teraz zabija Nikołaja… Pan Capone ma raka, Layla.  
Odruchowo zrobiłam krok w jego stronę i położyłam rękę na jego ramieniu. – Nie miałam pojęcia.
– Zostało mu kilka miesięcy i właśnie dlatego tu dzisiaj jesteśmy. Interesy w Nowym Jorku niedługo będą na mojej głowie, a Nikołaj przyjechał poinformować o tym Franka.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Moja relacja z Julijim była krótka i w dziewięćdziesięciu procentach nieprzyjemna. Dopiero dzisiaj dostałam wgląd w jego prawdziwą osobowość i choć wydawał się sympatyczny, nie potrafiłam go pocieszyć. Nie byłam nawet pewna, czy potrzebował pocieszenia.  
Wyrwał mnie z zamyślenia, kiedy wyprostował się i stanął ledwie pół kroku ode mnie. Położył dłoń na moim policzku i zniżył głos prawie do szeptu. – Nie przejmuj się tak cukiereczku. Na każdego przyjdzie pora.
Pogłaskał mnie kciukiem i zanim miałam szansę domyślić się, co chciał zrobić, wciągnął mnie w swoje ramiona i mocno przytulił.  
Nie protestowałam. Może tego potrzebował. W świecie mafii rodzice nie byli wzorowi, nie byli czuli, ale nadal byli rodzicami. Mogłam się tylko domyślać jak ciężko musiało być Julijemu, nawet jeśli jego relacje z Nikołajem były równie oschłe, co moje z Frankiem. Gdyby okazało się teraz, że Frankowi zostało kilka miesięcy życia, byłabym zdruzgotana.
Zarzuciłam Julijemu ręce na kark z nadzieją, że tym drobnym gestem jakoś mu ulżę. – Przykro mi. Naprawdę mi przykro.
Nie kłamałam.  
Nikołaj i Frank mieli świetny kontakt i choć łączyły ich głównie interesy, w ich relacji prócz sztucznego szacunku było też miejsce na ten prawdziwy. Od lat widywałam pana Capone na podobnych do dzisiejszego przyjęciach. Julijego poznałam dopiero w Dubaju, bo Nikołaj trzymał go od mafii z daleka. Według spiskowych teorii Jess chodziło o jego porywczy charakter, a według Franka, o to, że był za młody i za głupi na poznawanie tajników pracy ojca.
Prócz tego, że czasem jego ręce lądowały trochę niżej na moich plecach niż bym sobie tego życzyła, pan Capone był miły. Nigdy nie zrobił mi żadnej krzywdy, ale nie widziałam tego, aż do teraz. Dla zasady nie lubiłam wszystkich wspólników ojca, choć tak naprawdę nie miałam ku temu żadnych powodów.  
Teraz było mi zwyczajnie szkoda umierającego człowieka, który miał niedługo zostawić po sobie jedynie nagrobek.
Julij odetchnął głęboko i cofnął się o kilka kroków. Zaciągnął się papierosem i popił szampanem. – Wracając do tematu. Obiecuję, że nie będę próbował zmusić Franka, żeby próbował namieszać ci w związku z Dantym. Ich zatargi przysparzają interesom tylko problemów. O wiele łatwiej i lukratywniej byłoby, gdyby zakopali topór wojenny i może dzięki tobie w końcu się to uda.
– Prędzej zamarznie piekło.  
– Pewnie masz rację. Ani jeden ani drugi nie jest ugodowy, ale nigdy nie mów nigdy. Jest mnóstwo przykładów w historii gdzie kobiety ratowały sytuację. – Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę domu. – Chodź, czas robić dobre wrażenie. Wyciągnij swój sztuczny uśmiech z kieszeni.
Uśmiechnęłam się szczerze, a zaraz później obdarowałam go moim sygnaturowym sztucznym, ale jakże przekonującym uśmiechem. – To będzie długi wieczór.
– Dobrze, że nie jesteś sama. Zanudziłabyś się beze mnie.
Wytłumaczenie więzi, jaka wytworzyła się między nami w te pół godziny, było niemożliwe. Nić porozumienia rozwinęła się nagle i czułam głęboko w sercu, że zostanie z nami na lata. Julij, gdy nie był dupkiem z Dubaju, miał w sobie radość, której nie można było nie zauważyć. Biła od niego prawdziwość i choć nie powinnam być tak nieostrożna, z miejsca mu ufałam.
Nikołaj zgarnął syna do gabinetu chwilę później i zostałam sama z armią słupów soli i dwiema podekscytowanymi różową zastawą kobietami. Wypiłam jeszcze jedną lampkę szampana zanim z zaciśniętymi zębami zaczęłam chwalić paznokcie pani Capone.
Punktualnie o dziewiętnastej drzwi naszego domu otworzyły się ponownie i przybyła reszta zaproszonych na przyjęcie gości. Nie brakowało wystrojonych dam i ważnych panów. Był szef banku, był naczelnik policji z naszej dzielnicy i był ulubiony hitman Franka. Mieszanka wybuchowa, a mimo to wszyscy świetnie się ze sobą dogadywali. Brakowało tylko Allie. Zasmarkana leżała w łóżku lecząc grypę. Może to i lepiej. W pomieszczeniu było wystarczająco dużo wypacykowanych i piszczących kobiet.
Krążyłam od jednej ważniej osobistości do drugiej i robiłam co mogłam, żeby Frank nie mógł się później do mnie o nic przyczepić. Co chwilę wymykałam się z Julijim do ogrodu na papierosa i lampkę szampana i pierwszy raz od niepamiętnych czasów świetnie się bawiłam na przyjęciu organizowanym przez Franka.
– Masz do mnie dzwonić, jeśli będziesz czegoś kiedyś potrzebowała. Cokolwiek to będzie – powiedział mi Julij na ucho, kiedy żegnaliśmy się przed domem. – Obiecaj.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. – Obiecuję. I to działa w dwie strony.
Uniósł mój podbródek żeby móc spojrzeć mi prosto w oczy. – Do zobaczenia cukiereczku. – Przytulił mnie jeszcze i chwilę później zamknął za sobą drzwi białej limuzyny.
Wieczór, który z góry spisałam na straty okazał się nie tylko przyjemny, ale i owocny.  
Zyskałam przyjaciela.

1 113 czyt.
100%378
Ness2812

opublikowała opowiadanie , aktualizowała 16 sie, 8:58 w kategorii miłosne, użyła 2073 słów i 11610 znaków. ·

Komentarze (8)

 
  • agnes1709

    agnes1709 16 sierpnia

  • gowentgo

    gowentgo 20 lipca ip:176113207

    Czy tylko ja nie moge doczekac sie jutra jak Dante zareaguje na Julijego ? Kooocham to opowiadanie

  • Fanka

    Fanka 17 lipca

    PRZECUDOWNE!!! Gratulacje i wszystkiego dobrego dla synka,oby rosl zdrowy Pozdrawiam!

  • gowentgo

    gowentgo 17 lipca ip:176113207

    Cudo

  • nastolaka

    nastolaka 16 lipca

    CUDOWNE kiedy next ??

  • Wiktor

    Wiktor 16 lipca ip:82160125

    Witaj . Świetne. Dzięki za cześć. Pozdrawiam Wiktor

  • Hanna

    Hanna 16 lipca

  • Mila

    Mila 16 lipca ip:9123124

    Dziękuję ze w tym natłoku obowiązków dodałas kolejna część Pozdrawiam