Mściciel - Utwardzona stal cz 5

Bob złapał go za kołnierz jeansowej kurtki i poprowadził w kierunku drzwi. Jego kuple stali blisko nas. Bob i Steve uszli tylko kilka kroków. Nagle Steve wyrwał się i podskoczył do nas. Zamachnął się by znowu mnie uderzyć. Jednak nie był tak pijany, jak sądziłem. Tym razem szedł z całym impetem. Wiedziałem z jednej strony, że Emm nie chce bym cokolwiek robił, a z drugiej ma pewność, że chcę. Zrobiliśmy unik. Facet znowu stracił równowagę. Poleciał na ladę, potknął się o stołek i wywalił na ziemię. Jego kumple nadal grzecznie stali. A on tym razem wkurzył się na maxa, ponieważ teraz nie mógł kłamać, że ktoś go popchnął. Było z niego kawał chłopa. Może więcej niż dwieście funtów. Ale widać zrozumiał, że to nie wystarczy. Chwycił barowy stołek i chciał znowu mnie uderzyć. Tym razem Emm uznała, że musi coś zrobić, albo znudziły się jej same uniki.  
    Wiedziałem, że jest szybka. Ale mimo to mnie zaskoczyła. Gość dostał kopa z pół obrotu w samą szczękę. Poleciał jak rażony piorunem w kierunku stolików. Upadł z pewnością bez przytomności na jeden i połamał go. Ze stołu został pewnie cały blat, natomiast nogi się odłamały. Stołek wyleciał mu z ręki i poleciał na bar. Posypało się szkło. To było chyba nawet więcej niż trzy stówki strat.    

Kompani okazali się mało rozsądni. Rzucili się w naszą stronę. Dwóch do mnie, a jeden do mojej Emm. Ale ona naprawdę nie dała mi nic zrobić. Zamiast bronić się przed napastnikiem, skoczyła i złapała go dwoma rękami za raniona i wystrzeliła dwoma nogami w tych co zbliżyli się do mnie. Jeden dostał kopniaka piętą w nos, drugi w tors. Emm miała niezłe kopytka. Obaj odlecieli do tyłu. Ten z rozwalonym nosem padł z pewnością bez przytomności, drugi leżał pokasłując i próbował wstać. Ale Bob go obezwładnił. Tamten którego złapała za ramiona i wykorzystała jego ciało jako punkt odbicia, stracił równowagę i poleciał na podłogę. Zerwał się za pół sekundy, ale zanim zdołał coś zrobić, oberwał otwartą dłonią w szczękę i nos. Znana technika z Kraw Maga. Ponieważ jego ciało było rozpędzonę w kierunku mojej dziewczyny, to tylko spotęgowało wynik. To jest bardzo efektywne uderzenie, nawet jeżeli ktoś stoi. W tym wypadku, obawiałem się o kości szczęki delikwenta. Walka się zakończyła. Gapie powoli udawali się do wyjścia, bo wiedzieli co zaraz nastąpi.
— Cholera, teraz mi się dostanie — zaklął Bob — powinienem był cię posłuchać, dziewczyno. Masz kopyto, nie ma co — pokiwał głową z niedowierzaniem.
    Po kilku minutach przyjechała policja. Trzech gości było nieprzytomnych jeszcze dobre pięć minut. Ostatni, którego trzymał Bob, tylko się szamotał.  
Weszło chyba sześciu policjantów. Jeden z nich, czarnoskóry wielkolud podszedł do nas. Reszta zajmowała się pobitymi.
— Dokumenty, proszę.  
— Panie, oficerze...
— Nic nie mów, kochanie — ucięła Emm.
    Facet tylko zerknął na nią z grobową miną. Podaliśmy dokumenty.
— Nie macie dziewiętnastu lat. Jak tu weszliście?
— Tak jak pan, oficerze. Tu nie ma zakazu. Jest, odnośnie alkoholu. A my chcieliśmy wypić sok.
     Wielki murzyn czytał nasze prawa jazdy.
— Clark Falcon. Czy twoi rodzice mają sklep na dwunastej ave?
— Tak, panie oficerze.
    Spojrzał na Emm.
— Emma Duglas-Smith.  
Popatrzył jej w oczy.
— Córka Tedora Duglasa-Smitha? Twój tata był majorem w 33 batalionie, Czarne konie?
— Dokładnie.
— Cholera, służyłem pod nim. Wy chyba nie zaczęliście tej bójki, co?
— Oczywiście, że nie. Pan Bob może potwierdzić. Facet, ten co ma złamany nos był bardzo nie miły.
— Który to? Bo dwóch ma złamane nosy, a jeden mocno wybitą szczękę? Ty go załatwiłeś, chłopcze — zwrócił się do mnie.
— Nie zdołałem.  
— To ja, panie oficerze Withaker. Clark chciał, ale go powstrzymałam. Chcieliśmy się tylko napić soku. Było tak gorąco — uśmiechnęła się rozkładając ręce i robiąc słodką minę.  
— Dobra, jedźcie do domu. Pozdrów ojca. Wspaniały chłop. Uratował mi życie. Wszystko załatwię, ale nie przychodźcie tutaj więcej. Pan major ma zbyt ładną córkę. Clark, opiekuj się nią, ale czy naprawdę musisz? Nie wszyscy faceci są gentelmenami, szczególnie pijani.  
    Emma pożegnała się z Bobem.  
— Niezła jesteś, a wygladasz tak niewinnie — rzekł na odchodne właściciel.  
    
Wyszliśmy.
— Planowałaś to? — zapytałem tylko.
    Jak zawsze tylko się uśmiechnęła.
— Kalkulowałam. Jestem dość ładna, bardzo miła i specjalna. Były duże szanse, że jakiś facet się przyczepi. Widzisz jak jesteśmy zgrani! Pierwszy unik to potwierdził. Wiedziałam, że będziesz chciał mnie osłonić. Nie mogłam dać ci walczyć. Sprawdziłam, że na najbliższym posterunku pracuje i dzisiaj dowodzi, sierżant Withaker. I oczywiście wiedziałam, że ojciec go uratował. Była duża szansa, że gdybyś to ty ich pobił i tak by się nam udało, a tak miałam pewność. Poza tym ty mógłbyś ich zabić i potem byś żałował. Bo oni nie są, ci źli. To zwykli narwani idioci. A my zabijać mamy tylko tych złych.
     Poczułem się dziwnie. Ona nadal mówiła to samo. Wiedziałem, że jest poważna. Ale aż do tego stopnia?
— Emm. Jak rozpoznasz tych złych. I nawet jeżeli tego dokonamy, to my będziemy winni. To jest państwo i nikt nie będzie tolerował samosądów.
Zdawało się, że zupełnie pominęła moją uwagę.
— Jest tylko jeden problem. Czy ty będziesz mógł kogoś zabić i jak to przyjmiesz? Ja nie jestem narwana ani porywcza. I nie zamierzam dać się złapać.  
    Patrzyłem na nią z lekkim strachem.
— Mówisz tak o zabijaniu jak o tym soku co go w końcu nie wypiliśmy. Ty byś potrafiła kogoś zabić i nie mieć wyrzutów sumienia?
    Weszliśmy do samochodu. Zapaliłem, ale nie ruszyliśmy.  
— Clark. Wytłumaczę ci, ale wiem, że nie zrozumiesz. Chodzi o to czy mi uwierzysz. Są ludzie, którzy popełniają pomyłki. Sytuacja sprawia, że robią coś złego. Kradną, kłamią, czasem kogoś zabiją. Jest jednak grupa ludzi, których duch jest chory. Oni nie są w stanie być inni. System nie rozumie tego, nauka również. Oni ich wsadzają, leczą. A kiedy tacy wychodzą na wolność, robią to samo albo gorzej. Gwałciciele dzieci, są tacy. Oni nie powinni żyć.  
I w końcu jest bardzo wąska grupa ludzi, którzy rodzą się tylko po to, by przywrócić balans. Oni są posłani by eliminować zło. Ja jestem taka. Pamiętasz Wielkiego Johna? Podał ci rekę i przeprosił. Ale ze mną nie rozmawiał już nigdy.
— Może miał do ciebie żal?
— Nie. On wiedział, że ja wiem. On jest zły. Przyjedziemy do domu i poszukam go w systemie. Przekonasz się, że jest zatrzymany za molestowanie. I to nie dziewczynek. Chłopców. Jeżeli nie mam racji, możesz mi nie wierzyć w nic z tego co powiedziałam do tej pory. Ale jeżeli mam rację, czy mi uwierzysz?
Spojrzałem na nią.
— Tak, Emm. Uwierzę ci. Ale i tak nie rozumiem.
— Nie musisz. Wystarczy, że mi uwierzysz. Wiem coś, ale nie mogę na razie ci powiedzieć. Dopiero jak to się stanie.  
— To dziwne co mówisz.  
— Wiem. Muszę powiedzieć tacie. Inaczej byłoby nie fair.
— Powiem też swoim rodzicom.
— Tak, Clark. Będziemy musieli wyjechać do LA. Pójdziemy na studia.
— Dlaczego do LA?
— Bo tam jest dużo złych ludzi.  
— Wszędzie jest dużo złych ludzi, ale dobrych jest więcej.  
— Co z tego? Ci dobrzy nic nie robią, by zło się zmniejszyło. Narzekają, wyrażą niezadowolenie, czasem złożą protest. Zło można zniszczyć miłością albo gorszym złem. Można też eliminować. Ja chcę to robić. Jeżeli ty nie chcesz, nie będę cię zmuszać. Będę cię nadal kochać tak samo.  
Spojrzałem na Emmę.  
— Ja chcę to robić z tobą.
Ona popatrzyła na mnie z miłością.
— To nie wystarczy, kochanie. To musi być w tobie. Inaczej źle to na ciebie wpłynie.
    Czułem, że ma rację. A tak na prawdę nie wiedziałem jak będę się czuł. Nikogo do tej pory nie pobiłem, chociaż wiedziałem, że mógłbym. Chodziło o to, że nie wiedziałem jakbym się potem czuł. Można mówić, ale zrobić to i zabić?! Sądząc po tym co mówiła Emm, ona czułaby się dobrze. Zupełnie tego nie mogłem pojąć.
— To prawda, Emm. Nie wiem jakbym się potem czuł. Chyba naprawdę muszę to wiedzieć wcześniej, czy mógłbym.  
Na razie nie mamy dokładnego planu. Chcemy wyjechać i pojedziemy. Złożymy podania na studia do Los Angeles. Równolegle zaczniemy szukać pierwszego zboka, który jest na wolności, a powinien by być zamknięty.
— Nieżywy, Clark. To jest zasadnicza różnica.  
Poczułem się dziwnie. Czyżby moja dziewczyna o wyglądzie anioła była kimś innym?
— Czujesz potrzebę zabijania? — zapytałem delikatnie.
Ale odpowiedziała mi zupełnie naturalnie. I w taki sposób, że się doprawdy zdziwiłem.
— Każdy rodzi się w jakimś celu. Nie wszyscy wiedzą o tym jaką mają misję. Ja wiem o swojej. Ja to wiedziałam od zawsze. Nie mogę powiedzieć więcej, bo jeszcze nie czas. Zawsze możesz pytać, jeżeli będę mogła odpowiedzieć, to to zrobię. Chodzi tylko o to czy jesteś ze mną. Jesteś?
— Jestem — odrzekłem bez zastanowienia.  
     Zgodziłem się z nią, nie z tego powodu, że mnie wcześniej uratowała. I nawet nie z tego względu, że ją kochałem.  
— To dobrze. Na razie jesteś delikatny i wrażliwy. Chciałabym, żebyś zawsze taki był. Ale żeby to robić ze mną, musisz być twardy. Jak stal. Jak utwardzona stal.  
— Będę taki.  
Spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi oczami.  
— Nie możesz ku temu się zmienić, wytrenować. Musisz się do tego urodzić. Jak ja.
   Poczułem coś. W pierwszej chwili mnie to przeraziło. A potem strach zniknął.
— Więc najpierw umrę i potem urodzę się drugi raz.  
     Wiedziałem, że się nie przestraszy. Powiedziałem to, chociaż nie wiedziałem jak zareaguje na moje słowa.  
Po chwili wtuliła się we mnie i pierwszy raz zobaczyłem łzy w jej oczach.
— Wierz mi, że tego nie chcę. I wolę, żeby to się nie stało. Nie mogę cię zostawić, bo cię kocham. Nie mogę ci zbronić. Nie mogę również cię prosić, żebyś taki się stał. Oboje nic nie możemy zrobić. Czekajmy co przyniesie czas.
     Nic nie odpowiedziałem. To co powiedziałem było niedorzeczne, ale czułem, że tak się stanie, mimo że nic nie zrobię w tym kierunku. I wówczas pomyślałem coś innego. Rozwaliła czterech wielkich facetów, a sama nawet nie miała zadrapania. Dziwne.
— Clark, jedźmy do domu. Jestem trochę głodna — jej głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Spojrzałem na zegarek w samochodzie. Dochodziła siódma.  
— Pojedziemy do mnie?
— Do mnie. Mamy coś z wczoraj. Dorobię sałatkę. Mama się ucieszy.
— Sądzisz, że ten policjant zadzwoni do twojego taty?
— Nie. On wie, że ja sama powiem tacie. Nie chcę nadużywać tej znajomości. Dlatego musimy wyjechać. Do tego czasu musimy przeczekać z jakąkolwiek akcją. Skoncentrujmy się na informacjach i treningu.
    Trochę się zdziwiłem kiedy to usłyszałem. Od dziesięciu lat nic innego nie robiliśmy.  

Prowadziłem mojego trucka bardzo spokojnie. Może chciałem mieć czas na inne przemyślenia?  
    Emma fascynowała mnie. Czułem się z nią, nie jak z drugą osobą, raczej jak z częścią mnie. A dokładniej moim dopełnieniem. Miałem zbyt małe doświadczenie jeżeli chodzi o związki, żeby wiedzieć, że to co miałem, albo mieliśmy, stanowiło ewenement. Nigdy nie rozmawiałem z nią jak się ze mną czuje, albo czy jej czegoś brakuje. Moje zmysły dawały sygnały, że jest całkowicie zaspokojona. Tak naprawdę nigdy się nie zastanawiałem, dlaczego mnie kocha. I pragnie z pewnością.  
Umieliśmy to trzymać z daleka. Ale cały czas to mieliśmy. Nasze młode ciała naładowane hormonami czekały tylko jak bomby z zapalnikami na to, żeby eksplodować. Ale kiedy się kochaliśmy, to raczej przypominało łagodny zefirek niż sztorm. Może podświadomie delektowalśmy się sobą, przez co rozkosz trwała dłużej i nie można było łatwo odróżnić tego co mieliśmy przed początkiem, od tego co było po zakończeniu. Jak się dowiedziałem, z pomocy teoretycznej, zwykle zaczynało się to szybkim zdejmowaniem ubrań, mocnym i szybkim stukotem serc, wśród głębokich i szybkich oddechów. Mieliśmy tak raz. Wówczas oboje, jakby zmówieni, by zasmakować tego tak, jak inni. Ale stało się to tylko raz. Bo obydwoje wiedzieliśmy, że nasz sposób podobał się nam bardziej.  
    Dzisiaj doszedł nowy element. Zupełnie różny. Kim była ta śliczna dziewczyna? Nie zdołałem zobaczyć wszystkiego, ale kiedy bójka się zakończyła, miałem czas na analizę. Krótko mówiąc, przy minimum wysiłku osiągnęła maksymalny efekt. Ja oczywiście rozegrałbym to inaczej. Miałbym może kilka zadrapań, ale przeciwnicy pozostaliby z gorszym uszkodzeniem ciała. Kiedy to odczułem, poczułem prąd. Czy faktycznie mógłbym tak? A gdyby tak się stało, czy miałbym później wyrzuty sumienia? Emma zdawała się ich nie mieć. Dla niej chyba nic się nie stało. Czy ona to wszystko zaplanowała? Fakt, była atrakcyjna, ale nigdy nie zachowywała się tak by wzbudzać zainteresowanie. Jej ubranie zawsze zasłaniało krągłości. Robiła wszystko co mogła, by wyglądać normalnie. Przecież to nie była jej wina, że jest piękna i zgrabna.  
Tylko dla mnie odsłaniała wszystko. Ale nawet wówczas, nie była natarczywa, kokietująca czy prowokacyjna.  
A jej plany na przyszłość? Wyglądało to na fantazje. Ale Emma nigdy nie robiła niczego inaczej niż zaplanowała. Więc?

Zatrzymałem samochód przed jej domem.  
— Umyję tylko ręce i zaraz się biorę za obiad — powiedział, kiedy już znaleźliśmy się w środku.
— Nie chcesz wziąźć prysznica? Nie czujesz się spocona?
Spojrzała na mnie.
— Spocona? Dlaczego?
Teraz ja popatrzyłem na nią dłużej.
— Ja jestem. Wiesz, mam hormony. Wiedziałem, że dasz radę, ale w końcu to były emocje. I ta policja. Chcesz powiedzieć, że dla ciebie to było nic? Zero?
    Uśmiechnęła się ślicznie. Och jak ja to lubiłem!
— No wiesz, Clark? Jak możesz tak mówić! Byłeś obok mnie. Jak mogłabym nic nie czuć!
    Nie wiedziałem na pewno czy mówi poważnie.
— Chodziło mi o całe zajście. Bójkę, a potem policję.
— Och tak, żuczku? Nawet wtedy starałam się pamiętać, że jesteś obok.  
Podeszła do mnie blisko. Bardzo blisko.
— Mieliśmy robić obiad. Poza tym, twoja mama zaraz przyjdzie.
     Nie odsunęła się nawet o centymetr.
— Ja nie wchodzę do ich sypialni — szeptała słodko i delikatnie napierała na mnie swoim ciałem.
Wiedziałem dokładnie,że jej pokój jest za moimi plecami.
— Teraz chcesz?
     Uśmiech nadal panował na jej buzi.
— Ja zawsze chcę.  
— Ale...
— Zawsze możesz odmówić. Wiesz, że nie będę urażona, zła, zawiedziona.
— Nie wiem czy mógłbym, wiedząc że mama wejdzie. Naprawdę.
    Odstąpiła kilka cali.
— Dobrze, rozumiem. Idę robić obiad, a ty się umyj.  
      
Poczułem się idiotycznie. Moja kochanka, technicznie żona, dała mi jasno do zrozumienia, że mnie pragnie, a ja wywinąłem się trudnościami technicznymi.  
Skierowałem kroki do łazienki. Czułem jej wzrok na plecach. Teraz albo nigdy. Odwróciłem się
— Powiesz mamie, że zostanę na noc.  
    Podparła się pod boki.
— Nie zapytam, tylko powiem, tak? I mam dodać, że to twoja decyzja, prawda? I oczywiście śpisz w moim pokoju. To, że w moim łóżku, nie muszę dodawać. Tak nie wypada.
— Dokładnie.
    Otworzyłem drzwi i znalazłem się w łaziece. Zacząłem zdejmować ubranie.  
Pierwszy raz w życiu chciałem, żeby weszła. Ale czułem, że to się nie stanie. Wszedłem do kabiny i pozwoliłem by strumienie wody zmyły resztkę pragnienia.  
    Nie myłem się długo. Lubiłem zapach zielonego jabłka. Wydawało mi się, że później jestem bardziej swieży niż gdybym był zupełnie czysty.  
Chciałem wytrzeć ciało białym ręcznikiem. Zanim to zrobiłem, przytrzymałem miękką bawełnę tuż przy ustach i nosie. Wciągnąłem nozdrzami powietrze. To był ręcznik Emmy. Moje zmysły wychwytywały pojedyńcze molekuły jej zapachu. Nie mydła czy szamponu, tylko jej. Prawie nigdy nie używała parfum. A ja uwielbiałem jej zapach. W końcu kiedy się nasyciłem, sięgnąłem po spodnie. Całkiem zapomniałem, że jestem mokry  
    Stała blisko ściany. Wystraszyłem się, przyznaję. Ale opanowałem to szybko. Ale jak się tu znalazła? I od kiedy była w łazience. A największe pytanie brzmiało jak weszła, że tego nie zauważyłem?
— Jak dawno jesteś? — zapytałem w końcu.
Jak tylko usłyszałam szum wody. Sądziłem, że mnie zobaczysz.
— Chciałem żebyś przyszła i nawet czekałem chwilkę, a potem zaczęłem się myć.
— Widocznie twoja świadomośc zbyt mocno uwierzyła, że jednak nie przyjdę i dlatego mnie nie dostrzegłaś. Ale wiesz co było piękne? Jak wąchałeś ręcznik. Jeżeli to lubisz, zawsze możesz sięgnąć do oryginału. Chyba, że to byłaby dla ciebie, zbyt mocna dawka.
    







309 czyt.
100%2
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne i obyczajowe, użył 3129 słów i 17267 znaków, zaktualizował 9 sty o 7:03

Dodaj komentarz