Miłosna pułapka cz.57

Anastazja wyszła do baru, a do sali weszła matka chłopaka. Usiadła na krześle, ujmując ostrożnie dłoń syna. Uśmiechnęła się słabo do niego, co odwzajemnił. Był zmęczony, a jedyne o czym marzył to sen. Starał się jednak tego nie okazywać, wiedząc, że kobieta chciała z nim porozmawiać.
Patrzyła przed siebie, nic nie mówiąc. Czekał cierpliwie. Nie chciał jej pospieszać, dał czas do namysłu, pozbierania myśli. Zielińska opowiedziała mu pokrótce, co się działo podczas jego nieobecności. Wsłuchiwał się w życie szpitalne, stukanie butów po korytarzu.
Spojrzał na matkę. Dopiero teraz uświadomił sobie, że minęło kilka tygodni, odkąd widział się z nią ostatni raz. Czuł w kościach, że w domu musiało być piekło, odkąd zniknął. Przyjrzał się jej lewemu profilowi twarzy. Dostrzegł usta zaciśnięte w wąską linię, które wydawały mu się bledsze. W okolicach oczu pojawiły się maleńkie zmarszczki, a skóra wydawała się stracić swój karmelowy odcień. Wiedział, że jest wyczerpana. Nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Od lat Kamiński znęcał się nad nią, ale trwała przy nim, wierząc, że to będzie dobre. Wiedział, że kobieta w którymś momencie złamie się. Jednak Klara pomimo tylu poniżej, jakich doznała ze strony męża, pokazała, że jest na tyle silna, by odejść od niego. Aby zacząć nowe, lepsze życie.
Powiedziała cicho.
- Ba...- zaczęła, ale przerwał jej ostro.
- Jeśli zaczniesz się rozklejać, mamo, to przysięgam, że się do Ciebie nie odezwę.- spojrzała na niego zdziwiona, ale widząc, że puszcza jej oczko, zrelaksowała się odrobinę.
- Chciałam powiedzieć, że bardzo Cię przepraszam za to, że nie zareagowałam wtedy. Nie zatrzymałam Cię...- głos jej się załamał lekko.
Przed jego oczami pojawiła się scenka, jak ojciec kazał wybierać jej między nimi. Uścisnął mocniej jej dłoń, dając do zrozumienia, że nie musi nic więcej mówić. Rozumiał.
- Spokojnie, mamo.
- Wybacz mi, Sebastian.- wyszeptała, patrząc przez zaszklony oczy.
Wypuścił głośno powietrze z płuc. Nie zauważył nawet, kiedy wstrzymał oddech.
- Nie mam czego. Najważniejsze, że od niego odeszłaś, reszta się sama ułoży. A jeśli nie sama, to my jej pomożemy.- uśmiechnął się, puszczając jej oczko.
Położyła głowę na brzegu łóżka, wybuchając płaczem. Wiedział, że schodzi z niej stres nie tylko całego dnia, ale ostatnich kilkunastu lat. Głaskał ją po głowie, wypuszczając głośno powietrze z płuc. Nie zauważyli Anastazji, która opierała się o futrynę. Oparła policzek o butelkę wody, którą trzymała i patrzyła z delikatnym uśmiechem na scenkę, która rozgrywała się przed nią.  

~~~Oczami Anastazji~~~

Kolejnego dnia odwiedziła chłopaka zaraz po szkole. Widać było, że czuje się lepiej, a jego matka promieniała radością, kiedy Zielińskie wchodziły na salę. Sebastian nie mógł uleżeć w miejscu, dlatego już po kilku minutach Nastka szła z nim za rękę po korytarzu szpitalnym.
- Nasze mamy się chyba polubiły, co?- zapytał żartobliwie.
- Chyba na pewno.- zaśmiała się, siadając na krześle, które stało pod oknem, za którym widać było miasto tętniące życiem. Usiadł bokiem, patrząc na nią. Ujął jej dłoń w swoją.
- Coś się dzieję?- zapytał ostrożnie.
Podparła głowę dłonią, przekrzywiając ją na bok.
- Twoja mama zaprosiła nas do domu na święta.- spojrzała na niego, chcąc widzieć reakcję.
- Serio?- zapytał szczerze zdziwiony, ale zaraz potem uśmiechnął się szeroko.- Przecież to świetnie!- prawie krzyknął, przybliżając się do dziewczyny. Zaczęła jeździć opuszkiem palca po udzie.
- Mama nie dała odpowiedzi, bo nie chce sprawiać Twojej kłopotu.
Wstał szybko, jakby poraziła go prądem.
- Ja zaraz jej sprawię kłopot, jeśli nie przyjdziecie.
- Sebastian, naprawdę nie chcemy...
- Ale ja chcę spędzić z Tobą święta. Doskonale wiesz, jakie mamy mieszkanie, nie będzie problemu. Przekonaj swoją mamę, proszę Cię.- patrzył na nią błagająco, siadając z powrotem na krześle.
- Chodzi o to, że to będą pierwsze święta bez taty i mama się z tym dziwnie czuje. Ja w zasadzie też.- mówiąc to, nie odrywała wzroku od krajobrazu miejskiego.
- Święta to czas, gdzie ludzie spędzają go w rodzinnej atmosferze, a nie stercie butelek.- stwierdził spokojnie.
- Ale to wciąż mój ojciec.- przeniosła na niego swój wzrok. Mówiła stanowczo, z namysłem.- W święta nikt nie powinien być sam, nawet alkoholik.
Przytulił ją, głaszcząc po plecach.
- Pójdziemy tam.
- Nie ma mowy.- odsunęła się od niego, całując ją w usta.
- Chodź, przedstawię Ci kogoś, powinna już być.- spojrzała na niego pytająco, a on pociągnął ją lekko za rękę.
Stanęli w drzwiach, a Anastazja objęła chłopaka w pasie. On trzymał swoją dłoń na jej biodrze, a ręka z gipsem swobodnie zwisała w dół. Matka Nastki wraz z nastolatkami wpatrywała się w scenę rodzinnego pojednania. Klara Kamińska stała i tuliła do siebie staruszkę, która dosięgała jej do ramion. Obie płakały, przepraszając się na zmianę. Anastazja zlustrowała wzrokiem biały sweter, który sięgał babince do połowy ud. Przyjrzała jej się dokładnie, próbując skojarzyć skąd kojarzy ten wzór.
- To moja babcia, nieźle były pokłócone z mamą.
- Wiem.- stwierdziła, a on spojrzał na nią pytająco.
Nie zdążyła odpowiedzieć, a staruszka odwróciła się w ich stronę. Nie wyglądała na zdziwioną ich widokiem, a wręcz szczęśliwa.
- Sebastian, Boże, dziecko, co Ci się stało?- podeszła i uścisnęła go delikatnie.
Anastazja uśmiechała się szeroko, kręcąc głową na boki. Przypomniała sobie rozmowy z kobietą na temat Sebastiana. Już wiedziała, dlaczego Pani Stefania była taka pewna swoich słów, kiedy mówiła o uczuciach chłopaka.
Odsunęła się od wnuka, uśmiechając się do Nastki, która objęła ją, mówiąc ze śmiechem.
- Nie wierzę, że chciało się Pani bawić w pośrednika między nami.
- Ktoś musiał wam pomóc.- stwierdziła, odwzajemniając uścisk. Spojrzały na chłopaka, który wpatrywał się w nie w osłupieniu.
- My się już znamy.- pokazała palcem na siebie i babcię Kamińskiego. Zaśmiała się, kiedy kiwnął lekko głową, wciąż nie mogąc wyjść ze zdziwienia.
- Babcia przyjdzie do nas na święta.- Klara obdarzyła matkę uśmiechem pełnym czułości i skruchy po czym zwróciła się do Aureli.- Wy też musicie koniecznie przyjść.
- Nie jestem pewna, czy jest to dobry pomysł.
- To bardzo trafny pomysł.- dorzuciła od siebie staruszka.
- Nie chcemy robić kłopotu.- zerknęła na córkę, szukając wsparcia. Ta pokręciła głową na boki, wzruszając delikatnie ramionami.
- Niech Pani nie żartuje nawet.- wtrącił się Sebastian.- Kalece Pani odmówi?- poruszył brwiami, a wszyscy wybuchnęli śmiechem. Nie była w stanie zrobić nic innego oprócz przytaknięcia.  
- No dobrze, przyjdziemy.
----------------------------------------------
Heej, heej, hello :)
Wiem, wiem, miało być wczoraj...
No cóż, przez trzy dni nie miałam internetu.
Nikt nie wiedział, co się dzieję, czemu nie ma i tak dalej.
Naprawdę nie miałam jak wstawić :(
Tak więc widzicie, że część spokojna,  
bo stwierdziłam, że zostawię końcówkę na kolejną,  
a ta niech będzie lekka, abyście nie mogli się domyśleć, jak się skończy opowiadanie :D
Em, tak więc w przyszłym tygodniu pojawią się dwie część, ostatnie już tego opowiadania.
58. część Miłosnej pułapki będzie w niedzielę o 15:00,  
a EPILOG o 20:00
Wybaczcie, bo wiem, jak to wygląda, ale przysięgam, że to nie była moja wina :(
Pozdrawiam//
Lucy15

1 683 czyt.
100%235
Lucy15

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1461 słów i 7802 znaków, zaktualizowała 17 lip o 15:59 ·

Komentarze (5)

 
  • Hermes1

    Hermes1 18 lipca

    Czekam ana kolejną z niecierpliwoscią. Szkoda ze chcesz zakończyć tak świetna książkę ale mam nadzieje że zrobisz 2 cześć proszę

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 18 lipca

    Wspaniałe!

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 17 lipca

    Czekam na kolejną z niecierpliwością

  • MrsMinionek

    MrsMinionek 17 lipca

    Hej ziomku nic się nie stało. Ważne ze jest kolejną część. Pragnę zauważyć że to jest 57 cześć a w tytule jest 58. Nie wiem czy to błąd czy tak specjalnie zrobiłaś. Co do części wydaje mi się krótka ale jest ok. Czekam na next

  • nasiaaa

    nasiaaa 17 lipca

    Cudowne cudowne cudowne kocham !!!