Miłosna pułapka cz.39

Wyszła ze składzika a przyjaciółka siknęła głową w stronę stolika, przy którym siedział tata Sebastiana. Siedemnastolatka otworzyła szerzej oczy, nie próbując nawet ukryć zdziwienia. Nie sądziła, że starszy z Kamińskich tak szybko dowie się, gdzie ona pracuje. Ba, nawet nie pomyślała, że będzie chciał się z nią spotkać.
Podeszła do blatu i wyciągnęła zza niego długopis z notatnikiem, pytając cicho.
- Mówił po co przyszedł?
- Nie, ale jest bardzo, ale to bardzo zdenerwowany.- odszeptała, udając, że ściera blat.
Anastazja ruszyła pewnym siebie krokiem w stronę mężczyzny, który lustrował ją wzrokiem od góry do dołu, z wrednym uśmiechem na twarzy. Dziewczyna cieszyła się w duchu, że jej wewnętrzny tchórz nie wziął nad nią góry i nie odwróciła się na pięcie, idąc w przeciwnym kierunku. Kiedy stanęła przed nim, wiedziała, że nie ma już odwrotu. Nie mogła okazać, że wzbudza w niej strach z dominującą domieszka obrzydzenia i chęci uduszenia go, za okropne traktowanie syna. Przybrała kamienny wyraz twarzy.
- Dzień dobry...- zaczęła oschle, ale wszedł jej w pól zdania.
- Widzę, że to Ty przygarnęłaś tę sierotę, kiedy uciekł z domu z podkulonym ogonem.
- Sebastian nie jest sierotą.- wysyczała przez zaciśnięte usta. Była na siebie zła, że dała się tak szybko podpuścić mężczyźnie.
- Spokojnie, bo złość piękności szkodzi.- dziewczyna uśmiechnęła się słodko, mówiąc delikatnie.
- Więc widzę, że musi się Pan stresować duzio.- uśmiech w jednym momencie zniknął z twarzy, a jego miejsce zastąpiła czysta wrogość.
- Nie przyszedłem się z Tobą kłócić tylko porozmawiać, dlatego usiądź.- wskazał ruchem dłoni miejsce na przeciwko siebie. Anastazja szybko zerknęła na przyjaciółkę, która bacznie ją obserwowała zza lady.
- Nie wolno mi spoufalać się z klientami.
- Gwarantuję Ci, że rozmowa nie zajmie więcej czasu niż składanie zamówienia.
Patrzyła na niego niezdecydowana, ale po dłuższej chwili wahania, usiadła wolno, pomimo, że całe jej ciało krzyczało, aby tego nie robiła. Wyprostowała się, nie dając mu poznać, że w całe jej wnętrze trzęsie się z nerwów. Czuła, że wzrok Julii wypala jej dziurę w tyle głowy.
- Doskonale.- rozsiadł się wygodnie na sofie, odrzucając poły płaszcza.- Widzę, że jednak masz trochę oleju w tej ślicznej główce.
- Niech sobie Pan nie pozwala.- mruknęła nieprzyjemnie, ignorując ostatnie dwa słowa, który wypowiedział.
- Od naszego ostatniego spotkania wyostrzył Ci się język.
- Zapewniam, że nie tylko dowcip mi się wyostrzył.- patrzył na nią, a kiedy się odezwał, jego głos był szorstki niczym brzytwa.
- Oboje wiemy, że u Ciebie w domu się nie przelewa. Mama pracuje na dwie zmiany, Ty w weekendy i po szkole przychodzisz tu, a i tak ledwo starcza wam od pierwszego do pierwszego.
Zacisnęła pięści pod stołem, mówiąc ostro.
- Tata znalazł pracę, a tak poza tym nie sądzę, żeby to był pański interes. Przecież i tak uważa nas Pan za nic warte śmieci.- zaśmiał się pod nosem, jakby opowiedziała mu śmieszny żart.
- Sebastian użył tych samych słów, wiedziałem, że to Twoja sprawka. To Ty zrobiłaś mu pranie mózgu.- spojrzał jej prosto w oczy, a po plechach przeszył ją dreszcz. Zapytała nurtujące ją pytanie.
- Po co Pan tutaj właściwie przyszedł?
Uśmiechnął się szeroko, jakby czekał na to zdanie. Nachylił się ku niej, mówiąc ściszonym głosem.
- Moja propozycja jest prosta i tylko idiota nie przyjąłby jej, a Ty chyba nie jesteś głupia, Słodziutka.- skrzyżowała ręce na piersiach, czekając niecierpliwie na to, co powie.- Zapłacę Ci za to, żebyś dała spokój Sebastianowi.- ponownie oparł się na kanapie, zadowolony z siebie.
Otworzyła szeroko oczy i usta, nie wierząc w to, co usłyszała od ojca swojego chłopaka. Nie sądziła, że mężczyzna będzie zdolny do tego, aby oferować jej pieniądze, tylko dlatego, że jego syn mu się postawił.
- To są chyba jakieś żarty.- wykrztusiła z siebie.
- Wyglądam jakbym żartował?- zakpił z niej.- To dobry układ, ja Ci zapłacę dwadzieścia tysięcy w gotówce, a Ty dasz spokój mojemu synowi.
- Pan myśli, że za głupie dwadzieścia tysięcy zrezygnuję z Sebastiana?- zapytała, chcąc się upewnić czy dobrze zrozumiała. Nie mogła uwierzyć w to, że ten człowiek myślał, że pieniądze są w stanie jej zastąpić szatyna.
- Rozumiem, w takim razie proponuję dwadzieścia pięć.- Oczy wyszły jej z orbity, a słowo Kamińskiego powoli do niej docierały.
Wiedziała, że taka suma pieniędzy naprawiłaby sytuację materialną w ich domu i odciążyłaby matkę. Mogliby spłacić długi i zostałoby jeszcze na mały remont, jednak przed oczami wędrowały jej scenki z życia. Scenki, w których była ona z Sebastianem uczących się na sprawdziany, bawiących się w pianie w kuchni kawiarni, na spacerze i wiele innych. Przypomniała sobie radość, którą widziała gdy się z nim spotykała. Czułość i delikatność, którymi obdarowywał ją przy najmniejszym geście. Zaufanie, które widziała poprzedniej nocy, kiedy płakał jej w rękaw. Opiekuńczość i troskę, gdy przychodził gotować jej obiad, kiedy była chora.  
Wypuściła z płuc kilka razy powietrze, mówiąc do niego nieprzyjemnym tonem głosu.
- Wie Pan co? To, co właśnie mi Pan proponuje, jest po prostu żałosne, bo każda chwila spędzona z Sebastianem jest bezcenna, wyjątkowa, unikatowa. Nie oddałabym tego za żadne pieniądze, rozumie Pan? Jest mi szkoda Pana, bo jeśli naprawdę myślałeś, że zgodzę się na coś takiego, to naprawdę jesteś biednym człowiekiem, bo to nie pieniądze dają szczęście w życiu, a ludzie i miłość, którą oni nas obdarowują. Widzę, że kasa tak wyprała mózg, że nie dostrzega Pan tego, dlatego powtórzę: Nie wezmę od Pana żadnych pieniędzy, bo...- zawiesiła na chwilę głos po to, aby powiedzieć to z przekonaniem i uczuciem, do które postanowiła powiedzieć na głos.- Bo kocham go i spędzone z nim chwile nie są na sprzedać i dopiero byłabym głupia, rezygnując z tego dla czegoś, co i tak się rozejdzie.- wstała.- Uważam naszą rozmowę za skończoną.
Kiedy chciała odejść, złapał ją za nadgarstek warcząc.
- Pożałujesz tego, mała szmato.- nachyliła się nad nim, szepcząc do ucha czule.
- Wiesz co? Pierdol się, Pacanie.- wyszarpała napięstek z jego uścisku, odchodząc od stolika. W uszach rozbrzmiewały jej słowa starego Kamińskiego:
" Pożałujesz tego " Czuła, że nie będą to rzucone słowa na wiatr. Tacy ludzie jak on, dążyli do celu po trupach.
Weszła za ladę cała czerwona na twarzy. Rzuciła notes, a Kamiński spokojnie wstał, poprawiając płaszcz. Kiedy mijał ją, zatrzymał się i podsunął kartkę po czym po prostu wyszedł. Otworzyła ją.
" Masz dwa dni do zastanowienia się." Zgniotła ją w dłoniach, wyrzucając do kosza.
- Co on Ci powiedział? Cała się trzęsiesz, Bidulo.- objęła Anastazję, a ta wtuliła się w nią, próbując poukładać myśli. Szybko jednak odsunęła się od przyjaciółki, opowiadając co się stało. Poprosiła Julię, aby ta nie mówiła Sebastianowi o tym, co zaszło, na co przystała niechętnie.
Zmywała stoliki, wciąż zbulwersowana propozycją taty jej chłopaka. Zastanawiała się, czy powiedzieć o tym Sebastianowi czy zostawić to dla siebie. Nie chciała przysparzać mu więcej zmartwień, zwłaszcza jeśli chodziło o jego ojca. Sumienie jednak nakazywało jej powiedzieć o wizycie starszego Kamińskiego. Nie mogła się zdecydować wypuściła głośno powietrze z płuc. Usłyszała za sobą.
- Chyba ktoś miał ciężki dzień, co?- odwróciła się jak poparzona, co rozbawiło jej chłopaka.
- Ty już po treningu?- zapytała na pozór spokojnie i wesoło, ale on zmarszczył brwi, przyglądając jej się uważanie.
- Tak, stało się coś?- przeszła do innego stolika, nie chcąc patrzeć mu prosto w oczy. Gdy nie uzyskał odpowiedzi, stanął przed nią. Zapytał z niepokojem w głosie i grymasem na twarzy.- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
Wahała się chwilę nad odpowiedzią. Widząc troskę w jego oczach i ciemne cienie pod oczami po ciężkiej nocy, odpowiedziała z leniwym uśmiechem.
- Nie, jestem też zmęczona.- przytulił ją do siebie, a ona westchnęła bezgłośnie. "Kiedy ktoś us­ta­mi wypowiada kłam­stwa, często prawdę mówi oczami."* Przeszło jej przez głowę, ale szybko usunęła tę myśl z głowy.
Spacerowali spokojnie po parku. Sebastian zdawał jej relację z treningu, po którym od razu do niej przyszedł, co stwierdziła po torbie przewieszonej przez ramię. Nie słuchała go, zastanawiając się dalej nad tym, czy powiedzieć mu czy zostawić to dla siebie. Chciała byś z nim szczera. Myśli pochłonęły ją tak bardzo, że nawet nie zauważyła, kiedy chłopak przestał zdawać relacje. Zmienił temat, wymyślając na poczekaniu.
- Przyszła Nicola na treningu i powiedziała mi, że jest ze mną w ciąży.- kiwnęła tylko głową.- A później rozebraliśmy się wszyscy do naga i zaczęliśmy odprawiać tańce godowe, śpiewając disco polo.
- Fascynujące.- rzuciła. Zatrzymał się zdeterminowany.
- Co się dzieje, Anastazja.- również stanęła w miejscu, rumieniąc się na policzkach.
- Nic, Misiek.- powiedziała z ciepłym uśmiechem na twarzy. Nie wiedziała, czy trzęsie się z zimna czy nerwów.
- Doprawdy? Nawet nie wiesz o czym mówiłem przez ostatnie pięć minut.
Maska, którą miała, spadła z jej twarzy.
- Przepraszam.- powiedziała ze skruchą.- Zamyśliłam się.
- Widzę, że coś się dzieje. Nie okłamuj mnie, nie lubię tego.- skrzywił się nagle, jakby zjadł coś niesmacznego. Złagodniał.- Wybacz, nie chciałem, żeby to zabrzmiało tak ostro. Po prostu możesz na mnie polegać, niezależnie od sytuacji, Mała.
- Wiem.- pocałowała go delikatnie w usta.- Pamiętasz coś z wczoraj?- przypomniało jej się nagle.
- No raczej wszystko, nie byłem pijany. Przyszedłem do Ciebie, gadaliśmy u Ciebie w pokoju, poszłaś zrobić czekoladę, a ja usnąłem chyba.- uśmiechnęła się smutno, kiwając delikatnie głową. Wiedziała, że było to zbyt piękne, żeby było prawdziwe.- A czemu?
- Tak tylko.- wzruszyła ramionami, kierując się w stronę domu.
-----------------------------------------
* Agatha Christie "Hotel Bertman"

Heej, heej, hello!:D
No to mam nadzieję, że część się podobała
i nie było zbyt nudno czy monotonnie :D
No cóż, powiem tak, mnie tydzień minął tak sobie,  
ale ogólnie bywało gorzej xD
Ale są plany na przyszłe wakacje i jeśli one wypalą,  
będę najszczęśliwszą dziewczyną na całym Bożym świecie! :D
A co u Państwa? Lepiej? Gorzej? Ujdzie?
Opowiadać! :D
Ach, zapomniałabym... :/
Zbliżamy się do końca opowiada,  
nie określę, ile go zostało, bo będąc szczerą,
nie wiem sama :/
Kiedy planuję część, ona zawsze wyjdzie mi inaczej,
zawsze coś innego się w niej dzieje więc finalnie,  
to co chciałam napisać np w 30, zawarte jest w 36 xd
Także to by było na tyle, do przyszłej soboty! ;)
Pozdrawiam//
Lucy15

2 554 czyt.
100%308
Lucy15

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2137 słów i 11307 znaków ·

Komentarze (8)

 
  • Polalek

    Polalek 19 lutego ip:95406

    ❤❤❤❤

  • mikus

    mikus 19 lutego

    dobre, dobre, ale czegoś mi brakowało (myślę, ze wiesz o czym mówię ) Pochwal się co to za wakacyjne szaleństwo planujesz? odnośnie opowiadania - wiem, że pisałaś to późno, ale mimo wszystko, znowu za krótkie pozdrawiam z ciemnego pokoju

  • MrsMinionek

    MrsMinionek 19 lutego

    Jak zawsze arcydzieło. Chyba nie muszę Ci tego mówić Już czekam na sobotę

  • kamila12535

    kamila12535 19 lutego

    Niech on jej powie o tym zakładzie czym szybciej tym lepiej :/ część genialna i nie mogę się do czekać następnej a tydzień zleciał mi nieubłaganie ciężko :(

  • Hermes1

    Hermes1 18 lutego

    Cudowne❤❤❤ A TYLKO SPRÓBUJ ZAKOŃCZYĆ TO OPOWIADANIE A ZNAJDĘ CIĘ I ZMUSZA DO PISANIA DALSZYCH CZĘŚCI!!! ❤❤❤ Nie no to takie żarty kochana. Ale proszę nie kończ piszesz przecudownie

  • nastolaka

    nastolaka 18 lutego

    Cudowne niech Anastazja powie mu o ojcu kocham

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 18 lutego

    Extra!!!

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 18 lutego

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością ale muszę czekać cały tydzień na rozdział ale warto kochana Moim zdaniem Anastazja powinna mu powiedzieć co jego ojciec zaproponował