Miłosna pułapka cz.53

Patrzyła na wszystkich swoich przyjaciół. Ich miny wyrażały przerażenie, szok i niedowierzanie. Czuła, że jej policzki przybrały szkarłatny odcień. Przełknęła głośno ślinę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Wasz przyjaciel leży w szpitalu, nikt nie chce powiedzieć co mu jest, a wy martwicie się, czy jestem w ciąży? Ciekawa hierarchia ważności, nie ma co.- powiedziała pół żartem pół serio.
- Ona ma rację.- powiedział Przybysz, trzymając Nicolę za rękę. Była cała pobladła na twarzy, patrząc na Sebastiana. Reszta wyglądała tak samo.- Czyli nie wiesz co z nim jest?
- Nie, nie mam zielonego pojęcia, bo nie jestem kimś z rodziny więc nie mogą udzielać takich informacji. Cudem mi powiedzieli, gdzie leży.- westchnęła, patrząc na chłopaka. Wyczuła na sobie pytające spojrzenia.-To długa historia. Trzeba zadzwonić do jego rodziców.
- Wiesz, że on by tego nie chciał.- rzucił ostrożnie Kamil, wysuwając się krok do przodu. Posłał jej słaby uśmiech, ale nie miała nawet ochoty go odwzajemnić.
- Wiem, ale tak należy zrobić. Gdybyś był ojcem, nawet pokłóconym z dzieckiem, chciałbyś wiedzieć co się z nim dzieje.
- Znamy Pana Kamińskiego.- rzucił gorzko Kamil, a Marek mu przytaknął.
- Ale jeśli nie chcecie dzwonić do Kamińskiego, to do jego żony. Jej zależy na Sebastianie tylko boi się męża.- zauważyła, pocierając dłonią o czoło.- Ja zadzwonię, nie będzie miał wtedy pretensji do was tylko do mnie.- wstała, ale od razu usiadła na stołku. Potrząsnęła delikatnie głową, aby pozbyć się mroczków przed oczami.
- Co się dzieję?- zaraz obok niej znalazł się Cichoń. Trzymał dłonie na jej ramionach, przyglądając się Anastazji.
- Nic, nie wiem zresztą.- wzruszyła ramionami.  
- Ja zadzwonię.- stwierdziła Nicola, wychodząc z Małgosią, której dziewczyna w pierwszej chwili nie zauważyła. Anastazja nie chciała protestować, wiedząc że nic by to nie dało.
- Jadłaś coś jak wyszliśmy z domu?- zadał pytanie Kamil. Stanął obok Chrystiana. Zaprzeczyła ruchem głowy.
- Przyniesiesz jej coś?- zapytał Cichonia, kierując na niego swój wzrok. Przytaknął.
- Za szybko wstałam, tyle. Nie róbcie z tego jakieś tragedii.- warknęła, uświadamiając sobie, że chłopaki się znają. Spojrzeli na siebie niepewnie.
- Pójdę zadzwonić do taty, może coś mu się uda wyciągnąć od lekarza prowadzącego.- rzucił Marek, wychodząc z sali z komórką w ręku.
Anastazja spojrzała na spokojną twarz Sebastiana. Już wiedziała jak musiał się czuć, kiedy to ona została pobita. Nikomu nie życzyła takiego uczucia. Nawet Damianowi.
Po kilku minutach do sali weszła pielęgniarka, przeganiając wszystkich. Nie było to po myśli Zielińskiej, ale nie chciała wywoływać kolejnej kłótni na oddziale. Marek nie dowiedział się niczego od swojego ojca, który jak się okazało, także był lekarzem. Małgosia, Nicola i Przybysz siedzieli na krzesłach pod salą Sebastiana, a Kamil z Chrystianem opierali się plecami o ścianę, mając skrzyżowane ręce na piersiach. Wszyscy byli spięci i chcieli się dowiedzieć jak najszybciej co się dzieje z ich przyjacielem. Jednak rodziców Sebastiana nie było widać ani słychać. Nastka chodziła tam i z powrotem, nie mogąc usiedzieć na miejscu. Każdy lekarz, który przechodził przez korytarz, albo pielęgniarka, będąca w pokoju jej chłopaka, zostali zatrzymani przez Nastkę, która próbowała dowiedzieć się czegokolwiek. Próby te zawsze spalały na panewce, ale nie poddawała się. Jakakolwiek informacji o stanie zdrowia Sebastiana byłaby dla niej zbawienna, ale nie słyszała nic ciekawego oprócz regułki, którą wyrecytowała jej babka w recepcji.
- Uspokój się, zaraz będą.- powiedziała Nicola zmęczonym głosem. Oparła głowę na ramieniu Marka.  
- Takie czekanie i nic nierobienie mnie dobija. Boże, ileż można jechać? Przecież już nie ma godzin szczytu.- powiedziała mocno zirytowana, wyrzucając ręce w górę.- Gdzie jest Róża, tak w ogóle.- dopiero teraz zauważyła jej brak.
- Gdzieś z rodzicami pojechała i dopiero po Sylwestrze wrócą.- sprostowała Małgosia.  
W jednym momencie usłyszeli stukot szpilek. Ktoś biegł. I to szybko. Jak jeden brat, wszyscy odwrócili się w stronę odgłosu, dostrzegając matkę Sebastiana. Im bardziej się zbliżała do nastolatków, tym łatwiej na jej twarzy można było wyczytać rozpacz i strach o życie dziecka. Dopadła Anastazji, która widząc kobietę, objęła ją.
- Co się dzieję z moim Sebastiankiem? Co mu się stało, Anastazja?- zapłakała.
- Leży na sali, ale nie wiemy, co mu jest. Personel nie chce nam powiedzieć, bo nie jesteśmy rodziną.- powiedziała wszystkie informacje, jakie udało jej się zdobyć w ciągu półtorej godziny.- kobieta odsunęła się od dziewczyny.
Podeszła do szyby, zakrywając dłonią usta. Wpatrywała się przez szybę na Sebastiana, a po jej twarzy nie przestawały płynąć łzy. Nie wyobrażała sobie co musi czuć matka w takim momencie.
Nastka zauważyła, że zbliża się i sam Kamiński. Widać było, że nigdzie mu się nie spieszyło.
- Witaj, Anastazjo.- powiedział grobowo, kiedy dotarł do towarzystwa.
- Witam.- rzuciła tylko, mierząc go lodowatym spojrzeniem. Atmosfera nagle uległa zmianie, co wyczuli wszyscy.
- Nie mazgaj się, kobieto, to tylko pieprzony gówniarz.
- Jak tak możesz mówić o własnym synu?- zapytała głucho żona, odwracając się do niego twarzą.
Nastka wycofała się z pola widzenia, wiedząc, że może być ciekawie. Wiedziała, co potrafi zrobić matka z troski o własne dziecko.
- Pewnie sam się o to prosił. Zaczepił jakiś dresów i dostał wpierdol.
- Ty pieprzony egoisto.- powiedziała kobieta, nie wierząc w słowa własnego męża.- Twój syn leży w szpitalu, cały poharatany, nieprzytomny, a Ty jeszcze mówisz, że mu się należało?
- To nie jest mój syn, odkąd się wyprowadził z domu.- stwierdził twardo bez uczuć w głosie. Matka Sebastiana rzuciła okiem na przyjaciół syna po czym powiedziała.
- To nie jest rozmowa na teraz, chodźmy do lekarza lepiej.
Ruszyli w stronę pokoju lekarzy, zostawiając oszołomioną młodzież. Spojrzeli po sobie, a po głowie chodziła im jedna myśl. Nigdy nie widzieli, aby kobieta sprzeciwiła się mężowi, a jeśli już, to nie w takim stopniu jak dziś. Wiedzieli, że to źle wróży.
Siedziała pod salą, czekając na rodziców Sebastiana. Przyjaciele poszli do bufetu zjeść coś, ale ona nie mogła myśleć o jedzeniu w takiej chwili, nie mówiąc o spożywaniu go. Małżeństwa nie było ich widać, a dziewczyna po raz kolejny dzisiejszego dnia zaczęła się niecierpliwić. Wypuszczała głośno powietrze z płuc, zamykając oczy. Usłyszała jak drzwi zamykają się z hukiem. Spojrzała w tamtym kierunku. Ojciec Sebastiana szedł zdenerwowany w stronę nastolatki, która wyprostowała ramiona.
Pchnął ją, a ona zrobiła kilka kroków do tyłu, czując ból w okolicach klatki piersiowej.
- Ty mała suko, to przez Ciebie!- krzyknął.
- Przeze mnie?- zapytała spokojnie, ale serce jej zamarło w jednej chwili. Podejrzewała gdzie był przed wypadkiem, ale starała się o tym nie myśleć.
- Przez Ciebie!- widziała jak jego żona zmierza w ich kierunku. Otumaniony gniewem, nie słyszał stukotu szpilek. Pacjenci wyszli ze swoich sal, chcąc się dowiedzieć, co się dzieje.- Znaleźli go pod Twoją klatką, z Twoją torbą, dlatego skontaktowali się z Tobą, a nie nami. Wiedziałem, że jesteś złą partią dla naszego syna. Wiedziałem to, odkąd Cie pierwszy raz widziałem, ale Ty nie chciałaś mu dać spokój, pierdolona pijawko!
- Uspokój się.- powiedziała głośniej jego żona, nie chcąc robić atrakcji da ludzi.
- Co mam się uspokoić?!- pokazał na Zielińską dłonią. Dziewczyna zaczęła czerwienieć z gniewu na twarzy.- Zbuntowała mojego syna przeciwko mnie, a teraz przez to leży w szpitalu. Uczepiła się go jak rzep psiej dupy, a ten idiota wykorzystał to, kiedy ona tak naprawdę leciała na kasę! Albo kupował jej ciuchy za seks za moje pieniądze!
Tego było za dużo. Anastazja powstrzymywała się tyle razy, ale czara goryczy się przelała. Zaczęła krzyczeć równie głośno co mężczyzna, wszystko to, co ciążyło jej na serduchu.
- Sobie Pan chyba, kurwa, żartuje! Jak śmiesz wyzywać mnie od dziwek skoro nawet mnie nie znasz, nie zadałeś sobie trudu poznania mnie. Najlepiej ocenić książkę po okładce, ale wiesz, co Ci powiem? Nie rusza mnie to, myśl sobie o mnie co chcesz. Ale to śmieszne, że nazywasz się ojcem skoro nie spędziłeś z synem nawet pięciu minut w ciągu dnia, nie byłeś przy nim, kiedy Cię potrzebował. Udawałeś ojca, kiedy patrzyli na Ciebie Twoi znajomi. Układałeś życie swojemu dziecku, bo masz jakieś chore, niespełnione ambicje. Ty jesteś ojcem, Ty? Już wolę mojego ojca, który jest alkoholikiem, bo to da się wyleczyć, ale takiej znieczulicy, nienawiści do ludzi, jaką w sobie masz, już nie.
- Ty suko...- zaczął, ale Anastazja mu przerwała ponownie.
- Nawet mnie tak nie nazywaj, bo to nie ja chciałam przekupić dziewczynę swojego dziecka, żeby odeszła, bo mi się nie podoba.
- Jeszcze słowo...
- To co? Znowu naślesz kogoś, żeby mnie pobił? A może tym razem zabił?- zapytała, przekrzywiając głowę na bok. Widziała jak z jego twarzy odpływa krew. Żona mężczyzny patrzyła na niego zdruzgotana.
- O czym ona mówi?- spytała go szeptem.
- Ona kłamie.- syknął, nie odrywając od niej pełnego nienawiści wzroku.
- Ja kłamię? Nie pochwaliłeś się żonie, że nasłałeś na mnie bandytów, żeby mnie pobili, kiedy odmówiłam łapówki? Żenujący z Ciebie człowiek, naprawdę.
- Ty...
- Dość tego.- powiedziała matka Sebastiana, a Nastka z Kamińskim spojrzeli na nią zszokowani. Popatrzyła na męża pustym wzrokiem, kiedy mówiła głucho, jakby odkrywała prawdę sama przed sobą.- Tyle lat z Tobą spędziłam. Z taką bestią jak Ty. Nie widziałam tego, nie chciałam widzieć. Wmawiałam sobie, że się zmienisz, że jesteś szorstki dla Sebastiana dla jego dobra, żeby miał lepszy start w życiu. Ale nie, Ty po prostu jesteś potworem.
- Co Ty bredzisz, na mózg Ci się rzuciło?
- Mnie?- nie zmieniła wyrazu twarzy.- Tyle lat nas poniewierałeś, nie doceniałeś. Traktowałeś jak służących, jak rzeczy, niepotrzebne rzeczy, których nie mogłeś się pozbyć, bo źle by to wyglądało. Teraz to widzę, tak. Przez cały czas naszego małżeństwa zabijałeś wszystko, moje pomysły, marzenia, radość i chęć do życia. Nie chcę tak dalej. Nie chcę z Tobą być. Chcę rozwodu.
Powiedziała, a Anastazja otworzyła szeroko oczy i usta. Mężczyzna także wydawał się oszołomiony decyzją żony, ale widać po jej twarzy było, że to ostateczny werdykt.
- Chyba żartujesz.
- Nie wyglądam, jakbym żartowała. Chcę rozwodu. Nie będę z człowiekiem, który chciał zapłacić dziewczynie za zostawienie syna, który czuje się szczęśliwy przy Anastazji. Ani z takim, który zlecił pobicie jej, bo odmówiła.
- Jesteś pojebana.- był zdruzgotany słowami małżonki.- Jak wrócisz do domu to pogadamy.
- Nie.- zaprzeczyła stanowczo.- Dom należy do mnie, to mnie rodzice kupili go przed ślubem więc jak wrócę do niego, to Ciebie ma tam nie było, a jeśli nie, to spalę wszystkie Twoje rzeczy, zrozumiałeś?
Patrzył to na żonę, to na Nastkę.
- Zniszczę Cię.- zwrócił się do nastolatki.
- Tylko spróbuj.- powiedziała hardo kobieta, stając przed dziewczyną.- Wystarczająco już jej zatrułeś życie. Idź stąd, bo nikt nie chce Cię widzieć.
Ostatni raz zlustrował je wzrokiem po czym klnąc pod nosem, ruszył w kierunku wind.
- Przepraszam Cię za niego.- powiedziała cicho, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy.  
------------------------------------------
Heej, heej, hello :)
No więc przepraszam za to, że nie było tego wczoraj :)
Wiem, że część z Was myśli, że olewam sprawę i tak dalej...
Macie do tego prawo, bo części nie są systematycznie, z opóźnieniem i w ogóle.
Rozumiem Was, bo faktycznie tak to wygląda,
ale nie jest to robione umyślnie czy na odwal się :)
Miałam dużo wyjazdów, z czego większość nie była planowana,
więc nie miałam kiedy napisać.
Też tłumaczenie, koniec roku i czasu nie xD
Brzmi zabawnie, ale to prawda.  
Jestem w drugiej gimnazjum, jestem przewodniczącą
i musimy zorganizować pożegnanie trzecim klasom.
Ja musiałam kupować główną część podarunku  
i do tego jeszcze poprawiałam oceny :)
Możecie mieć mi za złe to rozregulowanie, nie dziwię się Wam :)
Ale po prostu soboty nie pasują więc przeniesiemy części na niedziele
skoro i tak już są dodawane w te dni xd
No więc to by było tyle z wyjaśnienia...
Zapraszam na snapa:

pisareczkaa13

Tam można zadać jakieś pytania czy po prostu posnapować,
można pisać prywatnie, nie bać się, nie gryzę ;)
No więc jak oceny? Pasek bydzie czy nie?
Plany na wakacje jakieś są?
No więc do zobaczenia w przyszłą niedzielę ;)
Pozdrawiam//
Lucy15

Lucy15

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2447 słów i 13215 znaków.

7 komentarzy

 
  • Aequorus

    Fajnie, Fajnie. ;)

  • Lucy15

    @Aequorus Dziękuję, dziękuję :D

  • Hermes1

    Wow w końcu mama Seby orzejzala na oczy ceka na kolejną mam nadzieje ze jak wszystko ucieknie ( szkoła i te sprawy ) to zrobisz jakiś maraton bo ta historia jest świetna

  • Lucy15

    @Hermes1 No nie wiem, zależy z tym maratonem od czasu, bo chciałabym mieć aktywne te wakacje, spędzone z przyjaciółmi, rodziną i tak dalej, bo to przedostatnie takie ;) Ale może, może, nie mówię nie :D

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna cześć czekam na kolejną z niecierpliwością :* :)

  • Lucy15

    @cukiereczek1 Dziękuję :D

  • mikus

    Ale tak, część tak jak myślałaś - bardzo dobra :D Nawet nie znalazłem literówek ;o no, byle do niedzieli ;3

  • Lucy15

    @mikus No Pan Mikołaj chyba wie, że potrafię być kąśliwa xD No widzisz, jak chcę to też potrafię bez literówek napisać :D <Wcale to nie był czysty zbieg okoliczność xD>

  • mikus

    @Lucy15 Oj Lucy15, Lucy15 :)

  • mikus

    Ty nie gryziesz?! Ty chyba nie wiesz co mówisz!

  • nasiaaa

    Super

  • Lucy15

    @nasiaaa Dzięęęękuję :D

  • MrsMinionek

    Jest i długo oczekiwana bomba atomowa! Tak trzymać. Już dziś pisałam że cudo ale powiem to jeszcze raz. Jest CUDOWNIE. W każdym razie dla mnie.  
    Czekam do niedzieli  :)

  • Lucy15

    @MrsMinionek Och, dziękuję bardzo za miłe słowa, proszę Pani :D