Klątwy i uroki od zaraz - 17

Środa, 14 czerwca
***Rafał***

- Cześć, Kochanie - wita mnie uroczym buziakiem Marta.

- Cześć - odpowiadam.

Ma na sobie czarną seksowną sukienkę i jest uśmiechnięta od ucha do ucha. Wygląda kwitnąco. Rude włosy ma rozpuszczone i jest po prostu urocza w promieniach słońca wpadających przez okno. Okno jest uchylone i głośno kraczą za nim wrony. Mam wrażenie, że patrzą na mnie i kpią ze mnie. Śmieją się z tego, co chcę zrobić. Wyszydzają, jakby umiały czytać mi w myślach.

- Patrz jaka jestem piękna - mówi Marta. - Musisz szybko wyzdrowieć, bo się marnuję bez ciebie - żartuje, ale mnie nie jest do śmiechu.

Przełykam ślinę. Muszę wypić piwo, którego sobie nawarzyłem. Marta ma w sobie nadzieję i ocieka optymizmem. Jest mi tak cholernie przykro.

- Wiedziałaś, że jestem sparaliżowany na amen, prawda? - pytam, zdecydowanie ostrzej niż chciałem żeby to zabrzmiało.

Uśmiech zamiera na jej ślicznej lekko opalonej twarzy. Spuszcza na chwilę oczy, ale zaraz wraca do mnie wzrokiem.  

- Kocham cię i mi to nie przeszkadza - mówi.

- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - pytam znów sucho. Za sucho.

Kurwa, to nie jej wina. Dlaczego wyżywam się na niej?  

Marta zaczyna płakać i jest mi jeszcze trudniej.

- Nie umiałam - wyjaśnia cicho. - Bałam się, że się załamiesz - tłumaczy się.

Kurwa, nie mogę jej zepsuć teraz życia. Rafał ty cioto! Zerwij z nią! Szybko, za nim nie będziesz w stanie tego zrobić! - karcę się w myślach.

Mam wrażenie, że wrony za oknem kraczą jeszcze głośniej. Że zleciały się wszystkie, by mnie wykpić i obrzucić błotem.

- To koniec. Nie będzie żadnego ślubu - decyduję, wypowiedzenie tych słów było równie przyjemne jak przeżucie kamieni.

- Co? Nie możesz... - jest zszokowana.

- Nie ożenię się z tobą! - podnoszę głos.

Kurwa, Maleńka błagam nie utrudniaj - proszę ją w myślach.

- Rafał kurwa, otrząśnij się! Wyjdziesz stąd, zaczniemy wszystko od nowa. Przysięgaliśmy na dobre i złe! Poradzimy sobie, Skarbie - wpada w panikę.

Jej słowa tną jak żyletki. Nienawidzę sam siebie. Jestem wkurwiony na siebie i nie umiem pogodzić się ze swoim losem.

- Ty nie wiesz co mówisz, dziewczyno - znów się unoszę. - Koniec z ogniskami, rundkami po barach, imprezami, kinami. Koniec z noszeniem na rękach i przepychankami! Już nigdy nie będę taki sam, łapiesz to kurwa!? Nie mogę pracować, nie zapewnię ci żadnej opieki! Będę jedynie pierdoloną kulą u nogi, którą trzeba ubrać i nakarmić! Rozumiesz to, kurwa!? - wybucham.  

- Nigdy kurwa tak nie mów! - krzyczy i mierzy we mnie palcem. - Nie będziesz dla mnie ciężarem! Razem coś wymyślimy. Nie możesz mi tego zrobić, ty cholerna łajzo!!!

- I chcesz nas utrzymać ze swojej śmiesznej pensji kwiaciarki!? - syczę, nienawidząc się jeszcze bardziej. - Nie bądź śmieszna! To jest koniec naszej pierdolonej bajki. Twój Romeo jest kaleką do końca życia! Zrozum to. Już postanowiłem i zdania nie zmienię. Dla ciebie kurwa umarłem w tym wypadku - mówię zaskakująco twardo i jadowicie.

Wewnętrznie czuję się, jakbym lizał ostrze brzytwy. Brzydzę się sobą. Czuję się ostatnim skurwysynem. Trafiłem w czuły punkt. Marta nie wie co powiedzieć. Patrzy wielkimi oczyma i pociąga nosem. Wygląda tak żałośnie, że ciężko mi na nią patrzeć. Wygląda tak przeze mnie.

- Twoje na zawsze trwało skurwysyńsko krótko, ty pierdolony kłamco! - krzyczy zalana łzami.

Jakaś stara tyczkowata piguła zwabiona naszymi krzykami wchodzi i ją wyprasza. Marta podchodzi do drzwi i rzuca mi ostatnie spojrzenie.

- Nienawidzę cię! - mówi jeszcze. - I nie możesz mi kurwa tego zrobić!

- Idź już - odpowiadam.

Nie umiałbym żyć ze świadomością, że jestem dla niej tylko jebanym pasożytem. Rozjebałem swoje życie i nie miałem prawa obciążać jej konsekwencjami własnej głupoty i braku odpowiedzialności. Czułem gorycz, taką jebitną gorycz jak nigdy wcześniej. Niech mi ktoś kurwa da papierosa!

Wiedziałem, że Martę boli fakt, że nie skończyła liceum, ani nie poszła na studia. Ona sama do tego w życiu się nie przyzna, ale czasami żałowała tego, bo nie lubiła swojej pracy, a nawet nie tyle pracy, co szefowej. Chciała zostać kimś i wiedziałem, że wystarczy dać jej mentalnego kopa w zgrabną dupcię na rozruch, żeby została kim zechce.

Mój tato pomógłby nam, gdybym się zdecydował być z Martą. Pieniądze to nie był tak naprawdę problem. Chodziło o to, że nie mógłbym żyć ze świadomością, że to ona opiekuje się mną, gdy to ja powinienem nią. Miała przed sobą całe życie i nie powinna go zmarnować na opiekę nad kaleką.

Niedługo później wpada Paulina. Pyta co się stało i dlaczego Marta płakała.

- Może coś jej wpadło do oka - maskuję żartem uczucia, ale zamiast śmiesznie wychodzi zimno i złośliwie.

- Pokłóciliście się? - pyta.

- Można tak powiedzieć - warczę.

Paulina celuje we mnie palcem, podobnie jak Marta wcześniej.  

- Zachowujesz się jak wieśniak - oznajmia.
  
Wewnętrznie bawi mnie to określenie, ale nie na tyle żebym się chociaż uśmiechnął.

- Wszyscy wiedzieliście, że jestem kaleką, prawda!? Ale nikt mi tego kurwa nie raczył powiedzieć. Na co czekaliście!? - wyżywam się też na siostrze.

- Na śnieg! Po to, żebyś wziął się w garść, a nie użalał nad sobą jak cipka, cipko! - złości się.

- Po co? - pytam.

- Masz narzeczoną, którą kochasz...

- Nie mam - przerywam jej.

- Zostawiła cię!? - nie dowierza.

- Nie zostawiłaby mnie nawet jakbym miał HIV-a, kiłę i trąd naraz. Ja zerwałem zaręczyny - wyrzucam wkurwiony, chociaż nie zamierzałem tego mówić nikomu.

- Chyba cię Pan Bóg opuścił - nadal nie dowierza.

- Nie będę na niej pasożytował. Zasługuje na więcej niż jebanego kalekę - wyjaśniam.

- Mama mówiła, że mówisz od rzeczy, ale nie że aż tak bardzo - docina mi.

- Skończ - mówię po prostu.

- Dziewczyna codziennie tu do ciebie przychodziła, czekała z nadzieją na poprawę, znosiła wredne spojrzenia naszej matki i jej ciągłe uszczypliwe uwagi! Gnojku, wybaczyła ci, że ją pobiłeś! Do tej pory ma zielono fioletowego guza na pół czoła! A mimo to jest gotowa pomóc ci przez to wszystko przejść, a ty zerwałeś zaręczyny!? - krzyczy na mnie.

- Przestań - cedzę, przepełniony poczuciem winy.

- Ogarnij się! Ty masz chyba mózg gorzej sparaliżowany niż nogi - wyśmiewa mnie.

- To nie jest twoja sprawa. Może się zajmij ratowaniem własnego małżeństwa - wbijam jej szpilę.

Mierzy mnie lodowatym wzrokiem.

- Tam już nie ma czego ratować, bo zrobiłam to, czego Marta dzięki tobie nie zrobi. Wyszłam za tchórza i cipkę - oznajmia sucho i wychodzi.

Mentalnie kopnęła mnie w jaja, ale miała rację. Ja nie zerwałam z Martą tylko po to, żeby miała lepsze życie. Zrobiłem to też ze strachu przed tym, co teraz będzie. Bałem się co będzie, gdy wyjdę ze szpitala. Skurwysyńsko bałem się przyszłości.
___________
Hej Robaczki <3  

Boski Romeo zerwał zaręczyny. Załamał się ze szczętem. Co zrobi Marta, żeby go odzyskać? Czy jej się to w ogóle uda? Jak będzie wyglądało teraz ich życie? Dowiecie się z najbliższych części

Dziękuję za motywujące łapki i komentarze <3

3 komentarze

 
  • Fanka

    Fanka 28 sty 2018

    Cóż dla mnie normalna reakcja jego na to wszystko. Fakt nie powinnien tak postąpić,ale kto wie jak my byśmy się zachowali... Ale wiem że się ogarnie Romeo i będzie dobrze

  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem 28 sty 2018

    To się porobiło..

  • Mysza

    Mysza 28 sty 2018 ip:94254242

    Gratuluję mu. Jeden ruch i stracił wszystko