Klątwy i uroki od zaraz - 15

Poniedziałek, 12 czerwca
***Rafał***

W nocy liczyłem, że lekarz powie mi, co sobie połamałem i uszkodziłem w wypadku. I oczywiście jak długo zamierzają mnie tu kisić. Ale on tylko zadawał mi pytania, a ja byłem cholernie zmęczony gadając z nim, a właściwie mrugając. Ileż można. Zrezygnowany poszedłem specjalnie spać. Przecież facet się nie obrazi.

Gdy się obudziłem, czułem się trochę lepiej. Wyjęli mi tą śmieszną rurkę z mordy. Nawet lekko ruszałem teraz językiem, chociaż był jakiś dziwny. O mówieniu nie było jeszcze mowy, ale przynajmniej się to cholerstwo ruszało. Nawet udało mi się cofnąć jęzor gdy ziewałem. Denerwowało mnie, że nie mogłem przetrzeć oczu, podrapać się po dupie ani mówić. Zwłaszcza mówić. Z nudów zacząłem próbować mówić na głos, ale brzmiało to, mniej więcej jak jęki konającego pawiana. Mimo to próbowałam.

Najbardziej zajebistą rzeczą świata, było to, że do sali weszła tym razem nie piguła, ani posiwiały lekarz, tylko moja Mała Wiedźma. Z wrażenia nawet się uśmiechnąłem. Mentalnie wręcz zacząłem mruczeć, bo Marta wyglądała na radosną. A to z kolei oznaczało, że martwiła się o mnie i moment egzekucji za fioletowe czoło i wypadek z głupoty, został przełożony na inny termin. Ufff - mentalnie westchnąłem.

- Cześć, Kochanie - cmoknęła mnie w czoło i usiadła przy mnie.

O kurwa, ale ona blada. I płakała. Mów mi szybko, co ci powiedział cholerny ginekolog!

Głaskała mnie po dłoni, a ja w miarę możliwości starałem się oddawać samymi palcami pieszczotę.

- Tak się cieszę, że się obudziłeś. Myślałam, że zdechnę ze strachu i zamartwiania się o ciebie, Łajzo bezduszna. Myślałam, że do mnie nie wrócisz - beształa mnie żartobliwie.

Kurwa, Misiu, chciałem zadzwonić, ale nie wiem nawet gdzie jest mój telefon. Co ci powiedział ginekolog?

- Błażej ciągle pije i się obwinia o ten wypadek - powiedziała smutno.

Nie Skarbie, bez wypadku Grubas też ciągle pije. Ten typ tak ma. Nie skacz tak Misiu po tematach, dawaj jakieś szczegóły.

- Wyglądasz koszmarnie, wredoto moja - odsłoniła ząbki w szczerym uśmieszku.

Nic mi nie jest, ale dziękuję, ty też wyglądasz koszmarnie. Pytałaś chłopaków co z moim krosem?

- Mam ci tyle do powiedzenia, że nie wiem od czego zacząć. Nawet nie wiem gdzie mogę cię dotykać, żeby ci nie sprawić bólu - wsunęła sterczący kosmyk włosów za ucho.

Kocham cię i przepraszam. To moja wina. Dotykaj mnie gdzie chcesz i jak tylko chcesz, Maleńka.

- Udało mi się rzucić palenie. Cholera, tak mnie nosiło, że sobie nie wyobrażasz, Kochanie. Teraz jestem dumna z siebie - znów szeroko się wyszczerzyła.

Ja też jestem z ciebie dumny, chociaż dwa dni bez fajki jeszcze nie znaczą, że rzuciłaś palenie. Teraz nie będę myślał o niczym innym jak o papierosach. Zabiję cię, Żabko.

- W tamtym tygodniu przyjechał Sebastian... - znów zmieniła temat.

Jak kurwa w tamtym tygodniu!?

- ...i opiekuje się mną. Dziś przyjechałam później, bo mi pobierali krwie i inne mocze. Potem Seba zmusił mnie do zeżarcia całej miski barszczu i groził mi, że mnie do ciebie nie zawiezie - burknęła. Czekałem aż doda swoje "fuj", ale nie dodała.

Bardzo dobrze. Tak ma być. Po co ci znowu pobierali krew i ile ja tu leżę!? Kochanie, pomijasz najistotniejsze kwestie.

- Sebastian ma dziewczynę, ale przyjechał bez niej. Szkoda, bo chciałbym zobaczyć w realu jaki wynalazek sobie wybrał. Na zdjęciach ma duże dupsko i cycki. Nie uśmiechaj się dupku!

Wewnętrznie to wręcz mnie skręcało ze śmiechu na ten jej mały wybuch złości. Wyglądała jak gęś bojowa.

- Widzę, że już ci lepiej. Na dupę i cycki to reagujesz od razu. Jesteś wykolejonym zboczeńcem i erotomanem! - docinała mi.

Kochanie, widziały gały co brały. Nie rozśmieszaj mnie, bo nie mogę się śmiać.

- A w ogóle to dużo rozmawiałam z twoją siostrą. Lubię ją. Opowiadała mi o tobie - kolejny przeskok na zupełnie inny temat.

Ja też ją lubię, Żabko, ale powiedz mi wreszcie ile ja tu już leżę. I co ci opowiadała Paulina!?

- Powiedziała mi, że dałeś mi pierścionek po babci - pogładziła w zamyśleniu pierścionek zaręczynowy na swoim smukłym paluszku. A później popatrzyła mi oskarżycielsko na twarz. - Tak czułam gnojku, że polecisz po taniości - udała oburzenie.

Mała, przestań kurwa! Nie mogę się śmiać. O chuj, moja klata. Ała! Kurwa, dajcie wody! I powietrza!

Zacząłem się krztusić i kaszleć.

Jezu, dajcie mi się czegoś napić...

- Wszystko w porządku? - zaniepokoiła się.

- Kurwa... - wychrypiałem niewyraźnie. Szybko mrugałem, bo z oczu poleciały mi łzy.  

- Ja ciebie też, ale czekaj, pójdę po lekarza, bo jak się teraz przeze mnie udusisz, to mnie wszyscy zabiją.

- Nie! - wydusiłem w końcu, ale było za późno, bo poszła.

Kurwa, a co mi lekarz na śmianie się pomoże!? Pogrozi mi zastrzykami? Lekarz ledwo przyszedł, od razu ponownie rozpoczął przesłuchanie w stylu co boli, co czuję, a co nie. To było chujowe i niepokojące. Przestraszyłem się, gdy zapytał czy coś czuję, a ja nie czułem i nie widziałem, gdzie mnie dotknął. Cholera, gdyby mi tylko udało się z nim pogadać.

- Jak... dłu... go... byłeem... nie... nie... - dukałem, bo język nie bardzo chciał współpracować, a cała klata mnie bolała.

Wraz z każdą sylabą, moje ślinianki zaczynały pracować i ból nieco łagodniał, a moje skrzeki co raz bardziej upodabniały się do słów. Ciężko jednak było mi wypowiadać długie wyrazy.

- Nieprzytomny? - podpowiedział doktor.

- Tak - wychrypiałem.

- Szesnaście dni, panie Sawicki... - zaczął monolog.

O kurwa... - pomyślałem.

- ...To prawdziwy cud, że pan żyje. Gdyby pana znajomi nie podjęli natychmiastowej reanimacji po wypadku, nie udałoby się pana uratować. Czeka pana teraz długa rehabilitacja. Odczuwa pan ból podczas oddychania i mówienia? - gderał.

- Tak - potwierdziłem.

- To normalne, ale proszę się nie martwić, powinno wkrótce ustąpić. Na razie proszę się postarać za dużo nie mówić. Ma pan złamane cztery żebra, ale na szczęście nie uszkodziły narządów wewnętrznych. Miał pan też wstrząs mózgu. Jeśli źle pan widzi albo ma pan luki w pamięci, to też normalne. Przejdzie najpewniej za parę dni.

- Dobrze... widzę... i... pamiętam... - chrypiałem.

- To świetnie. Może pan poruszać rękami? Proszę spróbować - poprosił.

Przez chwilę panowała cisza, a ja się pociłem, żeby ruszyć tymi cholernymi łapami. Skutek był raczej mierny, ale doktorek wyglądał na zadowolonego.

- Świetnie. Palce obu rąk się poruszają. Myślę że odrętwienie rąk jest tylko przejściowe. Góra parę dni i wszystko wróci do normy - oznajmił.

- Pić... - poprosiłem.

- Zaraz poproszę, to któraś siostra panu przyniesie - odpowiedział.

Weź się pospiesz muflonie, bo mam w mordzie sucho jak na pustyni. I zawołaj Martę.

Do sali weszła moja mama.

O kurwa, jak ona tu czatowała razem z Martą, to Marta jest skatowana psychicznie. Matka potrafiła i lubiła poniżać ludzi nawet prawiąc im komplementy. Mimo to, ucieszyłem się że tu była.

- Dzień dobry, doktorze. Co z nim? - zapytała. Chyba nikt jej nie powiedział, że wróciłem do świata żywych.

- W nocy odzyskał przytomność. Nie ma zaburzeń pamięci, słuchu ani wzroku. Porusza palcami obu rąk. Reszta na razie bez zmian - wyjaśnił oględnie lekarz.

- Mamo... - wychrypiałem.

Rodzicielka podeszła do mojego łóżka i złapała mnie za dłoń.

- Synku, jak ja się cieszę, że odzyskałeś przytomność. Modliłam się za ciebie. Jak się czujesz? - troszczyła się.

- Mamo...

- Tata przyjeżdżał tu do ciebie i Paulinka, Piotruś, Błażej. To cud, że się obudziłeś.

- Mamo... zawołaj... Martę... i... nas... zosta... zostaw... cie... - poprosiłem.

Musiałem jej się wytłumaczyć i ją przeprosić, żeby mieć to jak najszybciej za sobą. Minęło szesnaście pierdolonych dni. Nawet sobie nie wyobrażałem, co czuła Marta, czekając aż się obudzę. W sercu poczułem bolesny uścisk na wspomnienie dnia, gdy wyłowiłem ją nieprzytomną z jeziora. Myślałem, że umrę wtedy z rozpaczy. Ja czekałem na wieści pół godziny, a ona musiała szesnaście dni. Moja biedna Niunia. To też jej jakoś wynagrodzę.

- Zaraz pójdę po Paulinkę, Piotruś ze swoją dziewczyną też niedługo przyjadą. Wszyscy się o ciebie martwiliśmy - szczebiotała zwodniczo miłym tonem. Pewnie w ten sam sposób syreny kusiły marynarzy, żeby ich pożreć.

- Chcę... Martę... - nie ustępowałem.

- Synku, później się z nią zobaczysz. Nic jej nie będzie jak chwilę poczeka. Powinieneś być teraz wśród najbliższych - uścisnęła lekko mi dłoń.

Wkurwiłem się. Nawet teraz nie mogła jej odpuścić. I z tym pierdolonym, wyćwiczonym, dobrotliwym uśmiechem sprowadzała Martę do roli obcej osoby.

- Wyjdź... stąd... - warknąłem gniewnie.

- Synku, uspokój się, proszę. Powinieneś odpoczywać. Zajmę się tobą, nie martw się. Potrzebujesz czegoś? - toczyła swoją grę.

Nie wkurwiaj mnie mamuś, to się uspokoję!

- Wyjdź... Zawołaj... kurwa... Martę... - wycedziłem.

Chciałem się podnieść, ale gdy się szarpnąłem przed oczami zatańczyły mi mroczki, a klata zapłonęła żywym ogniem. Co za kurewski ból!

Znowu zacząłem kaszleć i się dusić. Lekarz wyprosił moją matkę i podał mi tlen. Byłem wykończony tą akcją i spocony jak świnia po maratonie. Jak ja marzyłem teraz o długiej kąpieli z Martą. Obojętne czy na basenie, w wannie czy w jeziorze. Byle z Martą.

W końcu dostałem pić. Piguła maczała patyk w kubku z wodą u wsadzała mi to do ryja. Na ogórkową się dziś nie zgodzili, ale pielęgniarka powiedziała, że to dobrze, że mam apetyt. I obiecała zawołać na chwilę Martę. Dobra, piguła.

***

***Marta***

Chwilę po tym, jak za lekarzem zamknęły się drzwi, zjawiła się Pedofilka w całej swojej jędzowatej okrasie. Przetupała obcasami cały korytarz i zaczepiła pielęgniarkę.

- Dzień dobry, siostro. Jest ktoś u Rafała? - zapytała.

- Pan doktor go bada - odparła obojętnie pielęgniarka i weszła do następnej sali.

Pedofilka wlazła do pokoju Rafała i zamknęła za sobą drzwi. Po chwili lekarz ją kategorycznie wyprosił z sali i prawie wypchnął za drzwi, dosadnie oznajmiając, że nie wolno denerwować pacjenta w tym stanie.

Mama Rafała obrzuciła mnie wrogim spojrzeniem i siadła cztery krzesełka dalej niż ja i Sebastian. Do lekarza dołączyły dwie pielęgniarki. Przyszła Paulina, coś poszeptała z matką i siadła obok mnie.

- Cześć. Mówił coś? - zapytała.

- Rozbawiłam go i powiedział "kurwa". Lekarz twierdzi, że to dobrze - powiedziałam, co wiedziałam.

- Cały on. Mama mówi, że Rafał na razie mówi bez sensu i od rzeczy - obejrzała się na rodzicielkę.

- Nie wiem, ciężko mu mówić - westchnęłam. Martwiłam się o niego.

Do sali Niebieskookiego weszła kolejna pielęgniarka i błyskawicznie wyszła razem z lekarzem. Oddalili się pospiesznie, pewnie życie kogoś innego było zagrożone. Chwilę później wyszły jeszcze dwie pielęgniarki. Jedna sobie poszła, druga obrzuciła nas rozbawionym spojrzeniem.

- Przepraszam, która z pań, to Marta? - zapytała ciepłym głosem.

- Ja - odpowiedziałam i wstałam.

- Pani Marto, zapraszam. Narzeczony twierdzi, że zrobi nam na złość i umrze z nieszczęścia, jak z panią nie porozmawia. Pokażę pani, jak dać mu wody, a jakby była potrzebna pomoc, to proszę dzwonić tym przyciskiem nad łóżkiem. I gratuluję wytrzymałości z takim śmieszkiem - powiedziała miło i pokręciła głową na koniec.

Niebieskooki od razu ucieszył się jak mnie zobaczył. Cholera, nie mogłam się na niego napatrzeć. Miałam ochotę rzucić mu się na szyję i nigdy już go nie puścić. Najważniejsze było jednak, że żył i że nic nas nigdy nie rozdzieli.

- Tęskniłem - wychrypiał.

- Pamiętasz cokolwiek, Misiu? - zapytałam, siadając przy nim.

Nie mogłam się powstrzymać i gładziłam odsłonięte zakamarki jego skóry. wyglądał na zadowolonego. Nawet na chwilę wtulił policzek w moją dłoń.

- Wszystko pamiętam. Jak stąd wyjdę, to ci to wynagrodzę. Daj mi proszę pić, Niunia, bo uschnę - chrypiał niezbyt wyraźnie.

Mówił powoli i trochę nie swoim głosem, ale cholernie się cieszyłam, że w ogóle mówił. Wkrapiałam mu wodę do ust patykiem, takim jak ten do lodów, tylko większym.

- Kochanie, nie liż tak tego patyczka, bo zaraz i mi zaschnie w ustach - puściłam mu oczko.

- Niunia, nie mów takich rzeczy, bo może i jeszcze nie czuję nóg, ale właśnie stanąłem na baczność - wyszczerzył się.

Uśmiechnęłam się szeroko, żeby zamaskować nagły ból. "Jeszcze nie czuję nóg". Nikt mu nie powiedział, że już nigdy ich nie poczuje i nie będzie chodził. Nie umiałam mu tego wyznać patrząc w jego ufne niebieskie oczy. Wolałabym, żeby się nigdy o tym nie musiał dowiedzieć.  

- Zajmę się tobą jak tylko wrócimy do domu - powędrowałam wzrokiem do namiotu na jego kroczu.  

- No, ja tobą też - dodał figlarnie.

- Rafał, muszę ci coś ważnego powiedzieć - zmieniłam temat, żeby nie zapomnieć, co miałam mu zakomunikować. Starałam się zabrzmieć poważnie i chyba mi się udało.

- Co? - zapytał niepewnie.

- Pamiętasz, o co mnie ostatnio prosiłeś? Ja przemyślałam wszystko i zmieniłam zdanie - zaczęłam niepewnie. A jak się nie zgodzi?

Zamknął oczy, a gdy je otworzył spłynęły z nich łzy.

- Ja wiem, że wszystko zjebałem, ale błagam przemyśl to jeszcze i nie zrywaj zaręczyn. Błagam... - wychrypiał.

_________________
Hej Robaczki <3  

Na początek dziękuję za motywację w postaci łapek i komentarzy <3

Jak wam się podoba część?
Jak myślicie, o co Marta chce poprosić Rafałka?

2 komentarze

 
  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem · 23 sty 2018

    Mam nadzieje, że już nie będziesz psocic im w życiu   Rozdział - co tu dużo mówić - Kocham ♥

  • Fanka

    Fanka · 23 sty 2018

    Nie mam pojęcia Kochana,ale dawaj kolejna część bo normalnie umrę z ciekawości i się nie dowiem