Karty gry 10

Po chwili posadził mnie na zlewie, stając pomiędzy moimi nogami. Jedną ręką przytrzymywał mnie za plecy a drugą delikatnie gładził mój policzek.  
-Tęskniłem.-Powiedział i się odsunął.
-Żyjemy w cywilizowanym świecie, trzeba było napisać, zadzwonić albo mnie nie unikać gdy już byłam obok.
-Wiem, musiałem parę spraw załatwić.  
-Yhm.- Odparłam. Ciekawe jakie to były sprawy, musiał ich mieć sporo skoro był tak zalatany.  
-Dużo Ci zostało jeszcze do posprzątania?- Spytał.
-Tak. Dlatego mi nie przeszkadzaj.- Odparłam i zeszłam z umywalki.  
-Chcesz, żebym Ci przeszkadzał.- Powiedział i przyciągnął mnie do siebie.  
-Chyba w Twoich snach.
-Oj nawet nie wiesz jak bardzo przeszkadzam Ci tam.  
-Głupek.- Odpowiedziałam i chciałam się wyrwać.
-Zawsze może być Twój.- Szepnął mi do ucha i wyszedł.
Co to miało znaczyć? Jaki mój? Czy on to powiedział? Czy moja podświadomość mi pląta figle.
Dokończyłam sprzątanie i schowałam wszystkie środki do szafki.  
Gdy zeszłam do salonu, nikogo nie było. Zerknęłam do łazienki, może Madzia jeszcze sprząta. Ale jej już nie było. Czyli muszą być w pokoju Matheo.
Poszłam do kuchni zrobić sobie herbaty. Gdy już była gotowa wyszłam na taras. Było chłodno ale przyjemnie. Usłyszałam Jamesa na podjeździe. Wstałam i poszłam w jego stronę.  
-Jesteś sama w domu?- Powiedział seksownym głosem.- Daj mi chwilkę i jestem u Ciebie. Do zobaczenia. Bądź taka jak wczoraj.
Co za typ. Miał ważne sprawy. Jasne. Zanim mnie zauważył, mam taką nadzieję, że nie zauważył, wróciłam do środka.
Zabrałam swoje kluczyki i poszłam do auta.  
-Już jedziesz?- Spytał James gdy go mijałam. Nic nie odpowiedziałam i wsiadłam do auta. Napisałam szybko wiadomość Madzi, że pojechałam do domu. Gdy już wyjechałam na ulicę zabłąkana łza spadła mi po policzku. Dlaczego on taki jest? Zamiast do domu pojechałam na jakąś polanę. Zatrzymałam samochód i wyszłam z niego. Pobiegłam przed siebie i wydarłam się na cały głos. Ulga przyszła po chwili. Zawsze  gdy mnie coś strasznie męczyło, właśnie tak się tego pozbywałam. Gdy poczułam,że jest już strasznie zimno wróciłam do auta. Wzięłam telefon by sprawdzić czy Madzia pisała. Jednak wyświetliło mi się, że mam nieodebrane połączenia od Matheo i jedno od Jamesa. Oddzwoniłam do pierwszego.
-Gdzie jesteś?- Spytał.- James powiedział, że wyszłaś wkurzona.
-Jestem w domu.- Odparłam.  
-Wiesz, że wiem gdzie jesteś.  
-No tak GPS w aucie prawda?
-Tak. A teraz o co chodzi.
-O nic.  
-To dlaczego jesteś w lesie?
-W jakim lesie?- Spytał James. A co go to obchodzi.
-James jedzie już do Ciebie.- Powiedział.
-Nie chce go. Jest zwykłym zakłamanym chujem.- Odparłam.
-Tak wiem. Ale nie ruszaj się nigdzie. Za chwilę powinien być.-Powiedział i się rozłączył.
Gdzieś to mam, że ma tu być. Odpaliłam auto i pojechałam do domu.  
Jakie było moje zdziwienie gdy Obok mojego domu stało auto Jamesa. Zaparkowałam i wyszłam z auta.  
-Wsiadaj, jedziesz ze mną.- Powiedział chłodno.
-Nigdzie nie jadę.- Odparłam i wyciągnęłam kluczę do domu.
-Mówię ostatni raz. Wsiadaj!
-A ja mówię ostatni raz, że nie. I nie podnoś na mnie głosu. Tak to możesz mówić do swojej dziwki. Pewnie już na Ciebie czeka.  
-Będę podnosić głos na kogo chcę. Wsiadaj i nie zachowuj się jak rozpieszczona księżniczka.
Podeszłam i dałam mu z liścia.
-Nie będziesz się tak do mnie odzywał. Wypierdalaj stąd.- Chciałam wejść do domu. Gdy on mnie podniósł i wsadził do auta.
-Mogłabyś raz się posłuchać i nie robić nikomu problemów.  
-Chcę jechać do Matheo.- Krzyknęłam.
-Ale nie możesz.  
-Dlaczego?
-Chcesz wiedzieć dlaczego. Jest tam teraz pełno psów. I zakładam, że przeszukują dom i zbierają odciski palców.- Że co?
-Chcę do niego jechać.- Krzyknęłam jeszcze raz.- Gdzie jest Madzia.  
-Madzia jest z Matheo w jego mieszkaniu.  
-Jakim kurwa mieszkaniu  dlaczego psy są u niego?
-Ktoś chce wrobić Olo, że niby handluje. Policja dostała dzisiaj cynk, że wszyscy co są w domu handlują. Tak Ty i Madzia też. Nie znają was z imienia ani nazwiska. Dlatego nie będą was szukać.  
-A Matheo?
-Matheo dostał telefon, że będzie miał przeszukanie. Dlatego chciał byście posprzątały. Zanim policja przyjechała wszyscy wyjechali z domku. Został tylko Olo, który ich wpuścił.  
-Nic mu nie grozi?Prawda? - Spytałam i nastąpiła chwila ciszy.- Olo nie handluje?- Gdy znowu nastała cisza uderzyłam go w bark.-Odpowiesz mi?
-Nie Olo nie handluje.
-Ale?-Spytałam wiedząc, że jest w tym drugie dno.
-Ale nikt z nas nie zarabia legalnie mała.- Powiedział a mi zrobiło się słabo. Jak nielegalnie. Jak nie dragi i całe to świństwo to co? Broń? Żywy towar? Nie, do tego nie byli by zdolni.
-Co jest?- Spytał zatrzymując samochód.
-Nic wszystko dobrze. Czy Matheo coś grozi?
-Zawsze jest jakiś procent niebezpieczeństwa. Ale ma znajomości i to nam pomaga we wszystkim.  
-Chcę wiedzieć czym się zajmuję.
-Nie mogę Ci powiedzieć, uwierz to dla Twojego dobra.
-Nie chcę tu być. Chcę do domu.- Wpadłam w szał. Jak kurwa nie może mi powiedzieć, tu chodzi o mojego najbliższego kuzyna.- Wypuść mnie.
-Przestań się rzucać. Jedziemy do mnie. Jeszcze chwila.  
-Nie jadę do Ciebie. Nie zadaję się z chujami.
-Tak wiem.  A ja mam dosyć rozkapryszonej księżniczki.- Powiedział i po raz kolejny dostał z liścia w policzek.- Dosyć tego.- Zatrzymał samochód i wyciągnął coś ze schowka. To jakaś strzykawka.
-Co Ty robisz?-Odparłam patrząc na niego.
-Nikt nie będzie mnie bić, a już na pewno nie Ty. Siedź grzecznie to nie zaboli.
-James co Ty robisz.- Krzyczałam i po chwili poczułam ukłucie w rękę. Nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno i zachciało mi się strasznie spać.


C*D*N*

1 945 czyt.
100%81
Lalli

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1098 słów i 5883 znaków.

1 komentarz

 
  • Lala

    Lala · 28 sierpnia · 193629796

    Co za chuj! Pisz kolejna szybko