Jedno słowo - rozdział piętnasty

Przez całą drogę byłam zasypywana pytaniami o niebiańsko przystojnego sąsiada i tego małego aniołka. Miałam serdecznie tego dość. Nie znałam ich, nic o nich na dobrą sprawę nie wiedziałam. Szczerze? W ogóle nie powinni mnie interesować. Mieszkaliśmy w tym samym bloku. Tylko tyle. Największym zachwytem wyróżniała się Anka, która od dawna nie ukrywała, że szuka odpowiedniego kandydata na ojca dla swoich przyszłych dzieci. Wyglądała, jakby go właśnie znalazła, a co za tym szło? Teraz będzie namawiała mnie, żebym prowokowała sytuację, podczas której znów mogłaby na niego popatrzeć. Najrozsądniejsza spośród tych trzech wariatek była Paula; jeden facet od ponad pięciu lat i miała zamiar w tym trwać, aż do śmierci. Oczywiście pytana o datę ślubu, zbywała nas machnięciem ręki i krótkimi odpowiedziami typu „jeszcze nie teraz” albo „wszystko w swoim czasie”.
-Miał piękne oczy — Lena westchnęła — takie…
Parsknęłam śmiechem. A skąd ona mogła to wiedzieć, skoro nawet za bardzo na niego nie patrzyła? Bardziej jej uwagę przyciągała ta rozwydrzona i rozpieszczona smarkula niż jej ojciec. Swoją drogą całkiem przystojny i niczego sobie.
-Powiedz nam, chociaż, jak ma na imię — Anka, jak zwykle nie dopuszczała do siebie, że mogę czegoś o kimś nie wiedzieć — proszę cię. Jesteś jego sąsiadką.
-No właśnie, sąsiadką — powtórzyłam za nią — nikt nie ma obowiązku mi się przedstawiać, to bardzo nieprzystępny typ. Jedyne czego się dowiedziałam, to tego, że matka tej małej nie żyje i musi wychowywać ją sam. Odpuść go sobie. Uwierz mi, nie masz najmniejszych szans. Najważniejsza dla niego jest córka.
Wydęła dolną wargę, w oczach zalśniły jej łzy. Westchnęłam. Ileż razy na Litość Boską będziemy przerabiały to samo? Dlaczego zawsze chciała mieć to, czego aktualnie nie mogła? Zamiast zająć się jednym z adoratorów, którzy po namiętnej nocy podawali jej śniadanie do łóżka i serwowali kąpiel w płatkach róż, wolała dosłownie uganiać się za kimś, kto był poza zasięgiem.
- Jestem skłonna wybaczyć ci Artura, że zagarnęłaś go dla siebie, ale tego ci nie odpuszczę. Jeden dla ciebie to za mało?
Czy ja dobrze słyszałam? Zagarnęłam Artura dla siebie? A niby oczekiwała, że zapytam się jej o pozwolenie? Chyba nie mówiła tego poważnie. Mała histeryczka.
-Uspokój się — warknęłam — miałyśmy się dobrze bawić. A w sprawie Bezimiennego, coś wymyślimy.
Tak, okłamałam go i pewnego dnia będę smażyła się za to w piekle. Nie zamierzałam w tej sprawie ruszać nawet jednym palcem. Jeżeli chciała go zdobyć, musiała sama się za to zabrać. Ja miałam dość nieprzyjemnych rozmów z tym człowiekiem. A jego córka? Była wyzwaniem, jakich mało. Rozpieszczona, rozwydrzona i tylko Bóg wiedział, co jeszcze. Niechętnie zaakceptuje nową kobietę w życiu ojca, zwłaszcza że na każdym kroku mówiła o matce, jak o cudzie. Trzymałam kciuki za mojego Rudzielca.
-Kocham cię — wychlipała.
-Ja ciebie też.
Słodka, gdy słyszała, co chciała; nieprzyjemna do granic możliwości, gdy coś nie szło po jej myśli.

Stojąc przy wejściu do klubu, rozglądałam się dookoła czy przypadkiem nie stanę za chwilą twarzą w twarz z moim chłopakiem. Niestety na bramce stał ktoś inny. Gdy w końcu nadeszła nasza kolej, zagadnęłam wesoło do jednego z nich.
-Widzieliście Artura?
Mężczyźni spojrzeli po sobie, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia.
-Zależy, o którego słonko pytasz.
Zmieszałam się odrobinę. Rzeczywiście nie wzięłam pod uwagę, że w klubie może pracować kilku facetów o tym samym imieniu. Spojrzałam na Ankę, która wysyłała mi nieme sygnały, żebym nie rezygnowała.
-O tego, który pracuje z wami.
Mężczyźni wzruszyli ramionami. Jeden z nich posłał mi dziwny uśmiech.
-Nie za młoda jesteś dla niego? Cóż nie moja sprawa, ale dzisiaj jest w innym klubie.
Skinęłam głową, wymruczałam „dzięki” i podałam bilet wstępu.
Standardowo swoje kroki tuż po wejściu, od razu skierowałyśmy do baru, żeby zamówić coś do picia. Kolejka zaskakująco nie była zbyt długa, dlatego już po chwili siedziałyśmy naprzeciwko półek z butelkami pełnymi różnego rodzaju alkoholem. Mój wybór, jak zwykle padł na jednego z tych śmiesznych drinków z palemką. Znany już właściwie barman przecząco pokręcił głową.
-Sorry mała, ale tobie nie sprzedam dzisiaj alkoholu. Mam zakaz.
Wszystkie cztery spojrzałyśmy po sobie zdziwione. Jak to zakaz? Kto niby go dał i z jakiej racji? Byłam pełnoletnia i zupełnie trzeźwa. Jeszcze.
-Bardzo śmieszne — Paula pierwsza zabrała głos — przecież ją znasz.
Chłopak wzruszył ramionami i posłał jej przepraszający uśmiech.
-Nie mogę, przykro mi — mruknął — jeśli chce, dam jej sok.
-My będziemy piły drinki, a ona sok?- Paula wyraźnie się wkurzyła — Wolne żarty, daj jej drinka.
-Ale tego bez alkoholu?
Czy jemu już kompletnie odbiło? Przychodziłyśmy tutaj od kilku miesięcy i jeszcze nigdy nie było żadnych problemów. Niewiele myśląc, wyciągnęłam z torebki, dowód osobisty i położyłam na ladzie.
-Widzisz to? - warknęłam, chowając ponownie dokument — a teraz dawaj.
-Naprawdę nie mogę — spuścił wzrok — mogę stracić przez ciebie pracę. Szef wyraźnie zabronił.
Szef? Świetnie. Wstałam ze swojego miejsca.
-Gdzie go znajdę?
Chłopak skinął głową na jednego z ochroniarzy, którzy aktualnie kręcili się niedaleko baru. Po chwili stał przy mnie postawny i cholernie wysoki. Dziewczyny były oszołomione.
-Jakiś problem?
-To ta od zakazu — powiedział głośniej, chcąc przekrzyczeć muzykę — zaprowadź ją na górę.
Już chciałam odejść, gdy Anka chwyciła mnie za rękę. W jej oczach widziałam strach. Bała się o mnie, tylko nie wiedziałam dlaczego. Przecież zawsze dawałam sobie radę i umiałam o siebie zadbać.
-Jesteś pewna? - zapytała prawie szeptem — jeśli chcesz, pójdę z tobą.
Przecząco pokręciłam głową.
-Tak, siedź i pij swojego drinka — spojrzałam tęsknie na szklankę, która przed nią stanęła — ja zaraz wrócę.

Szłam za dryblasem, rozglądając się z ciekawością. W tej części dyskoteki nigdy jeszcze nie byłam. W zasadzie chyba nikt, kto przychodził tylko potańczyć, tutaj nie był. To była ta część klubu, gdzie wstęp mieli tylko nieliczni.
-Szefie już jest — dryblas zapukał z niezwykłą delikatnością, do szklanych drzwi — jakby co, czekam.
Popchnięta lekko od tyłu, weszłam do środka i myślałam, że upadnę. Za wielkim szklanym biurkiem siedział Artur. Mój Artur. Co on tutaj robił? Dlaczego mówili o nim szef? Przecież pytałam dzisiaj o niego i powiedzieli, że jest gdzie indziej. A co jeśli... Zasłoniłam usta ręką.
-Witaj kochanie — wymruczał z uśmiechem — zaskoczona?
Zaskoczona, to mało powiedziane. Zrobił ze mnie idiotkę. Niech go szlag! Stałam nieruchomo w jednym miejscu. To nie mogła być prawda, nie mógł być właścicielem. Przecież... Kurwa mać!
-Jak mogłeś? - wysyczałam — mówiłeś, że jesteś ochroniarzem. Okłamałeś mnie!
Przecząco pokręcił głową i wstał ze swojego miejsca. Uśmiech nie schodził z jego twarzy.
-To ty powiedziałaś. Ja po prostu nie wyprowadzałem cię z błędu.
Niewiele myśląc, wyciągnęłam rękę przed siebie i uderzyłam go w twarz. To ostatni raz, gdy ktoś robi ze mnie idiotkę. Naprawdę się cieszyłam, że mam faceta pracującego na ochronie a tu? Ostatnio zbyt często odczuwałam rozczarowanie.
-Rozumiem, że jesteś zła — chwycił moje dłonie — ale nie powinnaś. Ja cię nie okłamałem ani tym bardziej nie ośmieszyłem.
-A zakaz? Wiesz, jak ludzie siedzący przy barze i sam barman na mnie patrzyli? Dlaczego nie mogę się zwyczajnie napić?
Zamiast udzielić mi normalnej odpowiedzi, wpił się w moje usta.
-Możesz wszystko — wymruczał pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim — ale z głową i umiarem. Chodź, ci coś pokażę.
Nie czekając na moją odpowiedź, chwycił za rękę i zaprowadził do innego pomieszczenia, w którym było pełno monitorów. Na każdym był inny obraz. Inna część tego wspaniałego miejsca. Szybko odtworzył nagranie z nocy, poprzedzającej dzień, w którym obudziłam się w jego łóżku. Dopiero gdy na ekranie zobaczyłam siebie, zrozumiałam, co chciał mi w ten sposób przekazać. Pijana tańczyłam na stole z Paulą, obie się śmiałyśmy i o zgrozo obmacywałyśmy. Lena całowała się z jakimś chłopakiem, a Anka poszła w stronę toalet, trzymając kogoś za rękę. Zniesmaczona odwróciłam wzrok. Niczego nie pamiętałam.
-Obiecuję, teraz tak nie będzie — szepnęłam — będę się pilnowała.
-Oczywiście — przytaknął — bo będę cały czas przy tobie. Siedzenie cały czas w biurze, nie wpływa na mnie korzystnie.
Przewróciłam oczami. Super. Wyszłam z ochroniarzem, a wracam z Arturem. Jedyny plus to taki, że w końcu będę mogła wlać w siebie, coś mocniejszego no i przedstawię swojego faceta Pauli i Lenie.

Schodziłam po schodach w asyście Artura. Jego dłoń niebezpiecznie z talii zsunęła się na moje pośladki. Dryblas, który rzeczywiście czekał po drugiej stronie, nie wyglądał na zaskoczonego, widząc mnie objętą przez swojego szefa.
-Oni wszyscy wiedzieli, prawda? - mruknęłam — i czekali tylko, aż zjawię się przy barze?
Mój chłopak skinął głową.
-Niestety tak.
-A skąd wiedzieli, jak wyglądam?
Chwycił płatek mojego ucha ustami.
-Pokazałem im nagranie.
Przez moment żałowałam, że nie mogłam zapaść się pod ziemię. Z drugiej strony, czego nie pamiętam, tego się nie wstydzę.

801 czyt.
100%133
Minia215

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1766 słów i 9819 znaków

Komentarze (3)

 
  • Minia215

    Minia215 13 stycznia

    Właśnie zaraz będzie!

  • niutria

    niutria 13 stycznia ip:8320242

    Strasznie mi się podoba ! Czekam na więcej

  • PLMatrix

    PLMatrix 12 stycznia

    Ale się porobiło,Artur właścicielem klubu,sam bym nie wpadł na taki pomysł,Minis masz u mnie wielkiego Plusa za regularność opowiadania i dużego plusa