Jedno słowo - rozdział piąty

Zaraz po wyjściu Anki z mojego mieszkania i zamknięciu za nią drzwi, oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Jej mina była warta tego przedstawienia, które wykonał przed nią Artur.
-To było świetne — mruknęłam — ale masz świadomość tego, że teraz będę miała ciepło?
Uśmiech nie schodził z jego twarzy, pomimo podniesionych do góry, obu brwi.
-Co to znaczy „ciepło”? - potarł lewą dłonią szczękę — wybacz, ale jestem odrobinę zacofany.
Lekceważąco machnęłam dłonią i przeszłam do kuchni. Chciałam dokończyć to, co zaczęłam.
-Milion pytań — westchnęłam, rozlewając wino do kieliszków — i takie tam babskie sprawy.
-Rozumiem — odparł, biorąc mnie nieoczekiwanie za rękę — przepraszam, ale po prostu nie lubię osób, które są takie jak ta…
-Ania — chrząknęłam — jesteśmy dla siebie jak siostry.
-Siostra mówisz? - niedowierzanie w jego głosie, kazało mi spojrzeć mu w twarz — to powiem ci, że lepiej trafić nie mogłaś.
Od razu domyśliłam się, o co mu chodziło, ale nie zamierzałam ciągnąć tego tematu. Znałyśmy się, jak dwa łyse konie i byłam skłonna obciąć sobie za nią obie ręce.
-A ty masz przyjaciół? - zmiana tematu, była najlepszą opcją — ja nie wyobrażam sobie, gdybym nagle została sama.
Dopiero kiedy puścił moją dłoń, zauważyłam, że cały czas ją trzymał.
-Nie wierzę w przyjaźń — mruknął, wpatrując się we mnie — ale mam za to, całą masę znajomych.
Kolejna informacja została odnotowana w moim umyśle. Zawsze chciałam poznać kogoś, kto był typowym outsiderem.
-A miłość? - wino zrobiło swoje — wierzysz w nią?
Po cholerę zadałam to pytanie? To nie była moja sprawa i nie powinno mnie to obchodzić. Nie chciałam go spłoszyć.
-Byłem w kilku związkach, jeśli o to ci chodzi — jego odpowiedź, nie wiedząc, dlaczego wytrąciła mnie z równowagi — ale nie zamierzam spędzić reszty życia z kimś, kogo nie jestem pewien na sto procent. A ty?
W mojej głowie od razu zapaliła się czerwona lampka i musiałam przygryźć sobie mocno język, by nie zapytać; kiedy będzie pewny na sto procent i co takiego musi się wydarzyć.
-Miałam chłopaka — uciekłam wzrokiem — jednego.
-Tylko jednego?
-To takie dziwne? - poczułam się urażona — czy wyglądam na dziewczynę, która mężczyzn zmienia, jak rękawiczki? Nikt cię nie nauczył, że nie należy oceniać książki po okładce?
Stanowczym gestem przyciągnął mnie do siebie i posadził na swoich kolanach. Fala gorąca od razu zalała mnie od środka.
-W takim razie będę drugim — wymruczał, niespiesznie pochylając głowę w moim kierunku.
Przymknęłam powieki w oczekiwaniu na pocałunek. Co prawda pocałował mnie przy rudzielcu, ale zrobił to tylko, dlatego że inaczej by nie wyszła.

Dochodziła trzecia nad ranem, kiedy opuszczał moje mieszkanie. Zdecydowanym tonem głosu, odmówił zostania na dalszą część nocy u mnie, przebąkując coś niewyraźnie o zasadach. Właściwie powinnam się cieszyć, że nie chodziło mu tylko o jedno, ale z drugiej strony chciałam tego. Moje ciało zaczynało tęsknić do dotyku męskich dłoni i silnych ramion.
-Jesteś pewny? - zapytałam z nadzieją w głosie — nie ma sensu, żebyś teraz wracał do domu.
Musnął moje usta swoimi i z czułością, założył niesforny kosmyk włosów za ucho.
-Tak — westchnął — wiem, że ty u mnie zostałaś, ale to były inne okoliczności. Poza tym spacer dobrze mi zrobi. Zadzwonię do ciebie jutro.
Nie wiedząc, co mogłabym jeszcze powiedzieć, po prostu skinęłam głową. Jeżeli mogłabym nasz dzisiejszy wieczór określić mianem randki, to niewątpliwie była jedną z lepszych, na jakich kiedykolwiek byłam. Artur okazał się nie tylko świetnym rozmówcą, ale również doskonałym słuchaczem; nie wysuwał zbyt daleko idących wniosków, nie przerywał i nawet jeśli mówiłam głupoty, nie dawał mi tego odczuć. Po głowie chodziło mi jeszcze jedno pytanie, ale chyba bałam się odpowiedzi, dlatego wolałam go nie zadawać.
-Zapiszę sobie twój numer — powiedziałam, opierając się czołem o framugę drzwi — mój chłopaku.
-Dobrze — uśmiechnął się — moja dziewczyno.
Kiedy właściwie z dwójki przypadkowo poznanych osób, staliśmy się parą? Miałam mieszane uczucia co do tej decyzji i kompletnie nie wiedziałam, czy dobrze robię ani dokąd mnie to w przyszłości zaprowadzi. Na dobrą sprawę przecież nie znałam go i nie wiedziałam o nim praktycznie nic, prócz tego, że pracował na ochronie w klubie, lubił czerwone wino, mieszkał w mieszkaniu odziedziczonym po babci i jeździł całkiem dobrym samochodem kupionym za pieniądze ze spadku.

W niedzielę koło południa mój telefon rozdzwonił się i dosłownie zostałam zasypana połączeniami. Na wyświetlaczu na zmianę pojawiały się imiona moich przyjaciółek, a ja starałam się powstrzymać rosnące uczucie rozczarowania. Usiłowałam sobie jakoś wytłumaczyć jego milczenie i z trudem zwalczałam pokusę wybrania jego numeru. Gdy po raz setny, mój telefon dał o sobie znać, prychnęłam z irytacją i odebrałam.
-Czego? - warknęłam, wściekła — jeżeli do tej pory nie odbierałam, to znaczy, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać.
Po drugiej stronie odpowiedziała mi cisza. Odstawiłam telefon od ucha i spojrzałam na wyświetlacz. Mama. Super, teraz będę się tłumaczyć i kajać przed kawałkiem plastiku.
-Przepraszam — mruknęłam — myślałam, że to Ania albo któraś z dziewczyn. Dzisiaj mam wyjątkowo gorącą linię.
-To może następnym razem — nagana przebijała w tonie jej głosu — zanim zaczniesz krzyczeć, upewnisz się, kto dzwoni? Nie tak cię wychowałam.
No jasne; przewróciłam oczami. Nie byłaby sobą, gdyby o tym nie wspomniała. Czy tylko ja miałam wrażenie, że z moją matką jest coś nie tak? Każda inna, w pierwszej kolejności zapytałaby się o przyczynę złego humoru.
-Powiedziałam, przepraszam — mruknęłam — nie potrzebuję gadek umoralniających.
-Co się z tobą dziecko dzieje? - kolejny krok, skutecznego wzbudzenia poczucia winy — odkąd się wyprowadziłaś, nie można nawet normalnie z tobą porozmawiać. Nie poznaję własnej córki.
Powinnam się rozłączyć, ale dlaczego tego jeszcze nie zrobiłam? Przymknęłam oczy i zacisnęłam wolną dłoń w pięść. Od teraz, każde moje słowo zostanie wykorzystane przeciwko mnie.
-Nic — warknęłam — mam dużo nauki i jestem zmęczona. Chyba mam do tego prawo?
-A od kiedy nauka męczy? Jest przyjemnością i powinnaś się cieszyć, że wspólnie z ojcem stworzyliśmy ci ku temu warunki. Nie bądź niewdzięczna.
Równocześnie, rozmawiając z nią, mogłabym rzucać grochem o ścianę. Efekt byłby dokładnie taki sam. Wciągnęłam głośno powietrze i powoli zaczęłam wypuszczać je z płuc.
-A jak tam mój brat? - to był jedyny sposób, żeby dała mi spokój — doszedł już do siebie, czy nadal leczy kaca?
Mocniej przycisnęłam słuchawkę do ucha, która zaczęła wyślizgiwać się ze spoconej dłoni.
-Ta okropna dziewucha złamała serce mojemu synowi. Jak ma się czuć?
Poczułam rosnącą gulę w gardle. Gdy ja rozstałam się z Mateuszem, moja matka powiedziała, że mogłam brać to, co chciał mi dać i siedzieć cicho.
-No tak, zapomniałam, że w domu trzymasz świętą krowę — mruknęłam z przekąsem.
- Uważaj na słowa moja panno — ona i ten jej doskonały słuch — to jest twój brat, powinnaś mieć więcej zrozumienia w sobie. Co z ciebie będzie w przyszłości za prawnik, jeśli nie ma w tobie za grosz empatii?
Pod powiekami, poczułam piekące łzy. Chyba nikt, poza moją mamą, nie potrafił tak precyzyjnie uderzać w miejsce, gdzie boli najbardziej. W tym momencie szczerze jej nienawidziłam.

1 178 czyt.
100%215
Minia215

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1413 słów i 7881 znaków

Komentarze (5)

 
  • agnes1709

    agnes1709 6 lutego

    Co za wkur... baba, ja bym jej powiedziała

  • Minia215

    Minia215 18 lis 2018

    Cieszę się że się podoba

  • AnonimS

    AnonimS 18 lis 2018

    Nieraz ciężko się z rodziną  dogadać....pozdrawiam

  • kruszynkaa

    kruszynkaa 18 lis 2018 ip:896460

    Supeer hihi 😁