Jedno słowo - rozdział dziewiąty

Nie bardzo wiedziałam, czy powinnam odpisywać. Czułam zupełnie inaczej niż on. Przez tę jedną noc nie narodziła się pomiędzy nami nadzwyczajna więź i nie zakochaliśmy się w sobie na zabój. Nasz związek, o ile mogłam go tak nazywać, nadal stał w miejscu. Rozmowy o zwierzętach i ulubionym sporcie do niczego nas nie przybliżyły. Na szczęście, teraz gdy znów się spotkamy, będę wiedziała, że kawę pije tylko z mlekiem sojowym i brązowym cukrem.
Z westchnieniem pokręciłam głową, schowałam telefon do torebki i wymownie spojrzałam na zegarek; czekanie na przyjaciółki zaczynało mnie powoli męczyć. Gdyby mnie uprzedziły, że wcale tu nie dotrą, nie traciłabym czasu. Ostentacyjnie odłożyłam filiżankę na spodek i gestem przywołałam patrzącą w moim kierunku kelnerkę. Nigdy nie umiałam ukrywać złości, a trzymanie nerwów na wodzy brzmiało, jak idiotyczny żart.
-Rachunek — warknęłam — to wszystko, dziękuję.
Dziewczyna bez słowa skinęła głową i pośpiesznie odeszła, a ja miałam chwilę czasu, by napisać do rudzielca.
” Wiedziałam, że mogę na was liczyć. Następnym razem, gdy będę chciała z kimś porozmawiać, stanę przed lustrem”.
Nie liczyłam na szybką odpowiedź, dlatego ponownie schowałam telefon i naszykowałam pieniądze, by zapłacić za dwie kawy i sernik. Byłam w trakcie zamykania portfela, gdy do moich uszu, doleciał dźwięk dzwonka informującego o przybyciu nowego klienta; pełna złudnych nadziei, że moja wiadomość zdziałała cuda — podniosłam głowę i niemal od razu jęknęłam cicho. Tylko jego mi tutaj brakowało. Czy odkąd zaczął pracować na uczelni, to będę wpadała na niego dosłownie wszędzie? Za jakiś czas zacznie wyskakiwać z lodówki jak królik z kapelusza. Wściekłość za oblany egzamin, w dalszym ciągu nie odeszła w zapomnienie.
-Usiądź kochanie — dzięki ciszy, jaka panowała w tym miejscu, mogłam usłyszeć każde słowo — ja zamówię dla nas kawę i kawałek ciasta.
Czy on powiedział „nas”? Przyjrzałam się uważniej i dopiero w tym momencie, dostrzegłam młodziutką dziewczynę, stojącą u jego boku. Wyglądała na nie więcej, niż dziewiętnaście lat i nagle to wszystko wydało mi się tak cholernie znajome i bliskie. Przecież, ja też byłam w jej wieku... Przymknęłam oczy i potrząsnęłam głową. W gardle poczułam rosnącą gulę nieokreślonych uczuć. Chciałam zabrać rzeczy i wyjść, ale nie mogłam. To był ten idealny moment na to, by dać mu nauczkę, niewykorzystanie takiej okazji, byłoby absolutnym grzechem. Poczekałam, aż odejdzie do zajętego przez swoją nową zdobycz stolika i podeszłam do ekspedientki, stojącej przy ekspresie.
-Wiem, że to głupie — szepnęłam konspiracyjnie — ale czy mogłabym zanieść im tacę z zamówieniem?
Kobieta posłała mi zdziwione spojrzenie i przecząco pokręciła głową.
-Wyrzucą mnie za to z pracy — mruknęła — przepraszam, ale nie mogę.
Wyciągnęłam rękę i położyłam ją na drobnej kobiecej dłoni. Co z solidarnością jajników?
-Ten facet kiedyś złamał mi serce — skinęłam głową w kierunku Mateusza — a teraz z inną dziewczyną, robi dokładnie to samo. Kobiety powinny trzymać się razem i wzajemnie wspierać.
Granie na cudzych emocjach to cios poniżej pasa i teoretycznie pewnego dnia, będę się za to smażyła w piekle. Nieznajoma, lekko wychyliła się poza kontuar i mrużąc oczy, spojrzała w kierunku zakochanej pary.
-Mnie też ktoś kiedyś zranił — powiedziała niepewnie, kładąc na tacy pełne filiżanki i dwa kawałki ciasta — jeśli ktoś się będzie pytał, o niczym nie wiedziałam.
Skinęłam głową i poprosiłam o ukrojenie kawałka szarlotki.
-Państwa espresso — byli tak zapatrzeni w siebie, że nawet mnie nie zauważyli, dopiero gdy głośno chrząknęłam, podnieśli głowy — a tutaj jest tiramisu i szarlotka z pozdrowieniami od żony.
Jednym sprawnym ruchem, rozkwasiłam całkiem przyzwoity kawałek ciasta na twarzy mężczyzny.
-Zastanów się dziewczyno — spojrzałam na nieznajomą — czy chcesz wiązać się z kimś, kto ma już pewne zobowiązania? Mnie też kiedyś omamił słodkimi słówkami, a później wyszło na jaw, że ma już rodzinę.
Z miną zwyciężczyni. Odeszłam od nich, po drodze oddając tacę.

Leżałam w wannie wypełnionej gorącą wodą i delektowałam się smakiem czerwonego wina. Miałam co świętować, bowiem udało mi się uratować dziewczynę z łap tego bydlaka. Najpierw oszukiwał żonę, później mnie a teraz znalazł sobie nową ofiarę — danie mu nauczki było wręcz moim obowiązkiem i nie mogłam przepuścić takiej okazji i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie natrętny głos w mojej głowie mówiący, że zemsta może okazać się spektakularna. Mateusz bywał nieprzewidywalny i porywczy. Kiedy ktoś zaszedł mu za skórę, do samego końca nie potrafił odpuścić. Zupełnie tak, jak ja.
Właśnie miałam dolać sobie wina do kieliszka, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Początkowo chciałam udawać, że mnie nie ma i spokojnie przeczekać, aż intruz odejdzie spod mojego mieszkania, ale wtedy usłyszałam drącą się Ankę. Tego nie mogłam zlekceważyć, w przeciwnym razie rudzielec był gotów zadzwonić do ślusarza i bredząc coś, o zaciętej przyjaciółce w mieszkaniu poprosi go o pomoc. Czym prędzej wyszłam z wanny, owinęłam się szczelnie białym, puchatym ręcznikiem i poszłam otworzyć.
-Czego chcesz? - warknęłam — nie uważasz, że był czas na spotkanie ze mną?
Wciąż byłam wściekła za to, że mnie wystawiły i nie potrafiłam przejść nad tym do porządku dziennego. Gdyby chociaż jedna z nich wpadła na cudowny pomysł, zadzwonienia i uprzedzenia o tym fakcie, pewnie byłoby inaczej.
-Kocham cię — cmoknęła mnie przelotnie w policzek i bez zaproszenia weszła do środka — jesteś sama?
Westchnęłam i przycisnęłam biały materiał do piersi.
-Nie — warknęłam — w szafie jest króliczek wielkanocny, a pod łóżkiem w sypialni ukryłam Świętego Mikołaja. Chcesz sprawdzić?
Irytowały mnie głupie pytania, przecież gdybym z kimś była, już by o tym wiedziała. Jej wścibski nos, zajrzy wszędzie.
-Idę zrobić sobie kawę.
Nie czekając na moją odpowiedź, po prostu przeszła do kuchni i uruchomiła ekspres. Następnie wyciągnęła z szafki wiszącej nad zlewem dwie filiżanki i postawiła w blacie kuchennym.
-Czuj się jak u siebie — mruknęłam — może zrobisz nam jeszcze kolacje?
W odpowiedzi posłała mi uśmiech, który działał prawie na każdego i przecząco pokręciła głową. Bywały dni, kiedy zwalczałam w sobie pokusę uduszenia jej gołymi rękoma.
-Nie jestem głodna — powiedziała, rozlewając mleko do filiżanek — ale jeśli ty jesteś, to zamów sobie pizze.
Jeszcze moment a wyjdę z siebie i stanę obok. W bezczelności biła wszelkie rekordy i nie miała sobie równych.
-Dziękuję ci za pozwolenie — złożyłam dłonie, jak do modlitwy i ukłoniła się lekko w jej stronę — jestem pewna, że pewnego dnia Pan Bóg wynagrodzi twoją wspaniałomyślność i dobroduszność.
Machnęła lekceważąco dłonią i zaśmiała się.
-Bez przesady — mruknęła — nikt nie powinien chodzić głodny.
-To był sarkazm idiotko — przestąpiłam z nogi na nogę — najpierw masz mnie gdzieś, a teraz jak gdyby nigdy nic robisz sobie kawę i nawet nie pytasz, czy ci wolno.
Spojrzała na mnie z ukosa.
-Od czego ma się w końcu przyjaciół?
Korzystając z okazji, że nadal miałam na sobie tylko ręcznik, wyszłam z kuchni i poszłam się przebrać. W innym razie mogłaby skończyć za oknem, a ja miałabym okazję zwiedzić więzienie od środka.

950 czyt.
100%102
Minia215

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1407 słów i 7786 znaków

Komentarze (2)

 
  • Lula

    Lula 22 gru 2018

    Dobre 😁 anka jak zwykle niezawiodla 😂😂 ciekawe jaki bedzie odwet mateusza? 😂😘

  • enklawa25

    enklawa25 22 gru 2018