Idealnie Nieidealni cz.20

Czwartek:
Siedziałam w wygodnym fotelu sąsiadki i piłyśmy herbatę. Lubiłam odwiedzać Panią Krysię, chociaż tak na oko była z tysiąc lat starsza ode mnie i ze cztery razy tyle bardziej pokręcona.
- Miłość Ci służy, moje dziecko – uśmiechnęła się do mnie.
- Aż tak to widać? - zapytałam nieco zakłopotana.
- Przecież widzę, że nie możesz na miejscu usiedzieć i znęcasz się nad moja cukiernicą jakby Ci co najmniej coś zrobiła, żeby tylko zająć czymś ręce. Sprawdź ten telefon, a jak on nic nie napisał, to Ty mu napisz pierwsza.
- Nie chcę mu się tak często narzucać, on jeszcze pracuje – odparłam.
- Cholera, Marta! Przecież on za Tobą szaleje. Napisz mu co myślisz, albo co czujesz. Dam sobie głowę uciąć, że się ucieszy.
- Nie wiem co mu napisać, bo jakoś wszystko wydaje się takie banalne… - przyznałam szczerze.
- Wierz mi, że doskonale wiesz co chcesz mu napisać, tylko boisz się, że za dużo dasz od siebie, a on tego nie doceni.
- Czasami mam wrażenie, że pani mnie zna lepiej, niż ja sama siebie znam – wyznałam.
- A co Ty myślisz, że ja się już takim starym grzybem urodziłam? - zaśmiała się. - Też byłam kiedyś młoda i zakochana.
- A była pani kiedyś tak bardzo bardzo zakochana?
- Ha! Martuniu… Ja rozum i zdrowy rozsądek w buty sobie wsadziłam dla miłości.
- Opowie pani? - poprosiłam.
- A czemu by nie? To piękna historia jest przecież. Poczekaj chwileczkę, pokażę Ci coś – odparła staruszka i wyszła z salonu. Po chwili wróciła i podała mi starą, pożółkłą kopertę.
- Co to jest? - zaciekawiłam się.
- List, kochanie – powiedziała jakby ujawniała tajemnicę wagi państwowej i od razu zaczęła kontynuować opowieść. - Pamiętam jakby to wczoraj. Piękna wtedy była wiosna i ciepła. Razem z matką wróciłyśmy z pola i list był o dziwo nie do matuli, a do mnie. Zgrabne, duże litery mówiły, że nadawcą jest Nikodem Lombara, choć mi osobiście nic to nazwisko wówczas jeszcze nie mówiło. W środku znajdziesz zdjęcie i list, przeczytaj proszę.
Wyjęłam zawartość koperty. Z czarno-białej fotografii patrzył na mnie dwudziestoparoletni chłopak w jasnej koszuli. Miał ciemne włosy, ostre rysy twarzy i szerokie barki. Uśmiechał się beztrosko. Brzydki nie był, choć jak na mój gust, to jego uroda dupy nie urywała. Nie skomentowałam tego jednak, żeby nie urazić pani Krysi. Otwarłam ostrożnie złożoną na cztery części kartkę, która była już troszkę poprzecierana na zgięciach i w paru miejscach poplamiona. Widocznie pani Krysia często musiała zaglądać do listu.
- „Witam pięknie śliczną panienkę! Pewnie jesteś zaskoczona, bo się nie znamy ani trochę i nigdy się nie widzieliśmy. W zeszłym miesiącu moja kuzynka Anna Przepiórka, przysłała mi fotografię, na której wśród jej koleżanek znalazłaś się również Ty. Jesteś bardzo piękną kobietą i nie mogę przestać o Tobie myśleć. Bardzo mi się spodobałaś i chciałbym Cię bliżej poznać. Nazywam się Nikodem Lombara. Mam dwadzieścia osiem lat, a z wykształcenia jestem krawcem. Obecnie pracuję w fabryce koło Wrocławia, ale nie długo zamierzam wrócić do rodzinnych stron, a wtedy będzie dzielić nas już tylko trzydzieści parę kilometrów. Bardzo Cię proszę o odpowiedź, na którą będę czekał niecierpliwie. Pozdrawiam serdecznie, Nikodem.” - przeczytałam.
- A no właśnie to był ten list, który otrzymałam. Ja miałam wtedy dziewiętnaście wiosen i małe grono adoratorów, a zwłaszcza takiego jednego Krzyśka, co się bardzo rodzicom moim podobał, bo i robotny i robił potulnie wszystko co chciałam i ja i rodzice. Taki pantofel, jak to się teraz mówi. Matula list wyśmiała, bo Nikodema znała i mówiła, że „niezłe ziółko” z niego, poza tym był dziewięć lat starszy ode mnie, a Krzyś to taki fajny, młody i obrotny młodzieniec – pani Krystyna przewróciła oczami. - No, ale ja byłam ciekawska, więc w poniedziałek zerwałam się ze szkoły i na pocztę z odpowiedzią pognałam czym prędzej. Oj manto było tęgie, jak się rodzice później dowiedzieli, że kilka lekcji opuściłam, ale takie już czasy to były – zaśmiała się.
- Co było później? - ponagliłam.
- Pisaliśmy tak do siebie przez jakieś trzy miesiące. Mateczka z siostrą się śmiały, że głupia i naiwna jestem i marnuję sobie życie. A Nikodem na pewno tam ma kobiet na pęczki, a ja lepszego niż Krzyś, to nie znajdę. No i że minęły ponad trzy miesiące, to i ja zwątpiłam w to wszystko. Żal mi było okropnie i przykro, bo tak pięknie pisał o sobie, o uczuciach i o wszystkim, że czułam jakby mnie kochał, chociaż wprost o tym ani raz nie wspomniał. No, ale słowa słowami, a na cholerę mi był potrzebny facet, który tylko mówił i nic nie robił, żeby się ze mną zobaczyć? No i w końcu napisałam mu list pożegnalny. On mi później z dziesięć razy odpowiedział z zapewnieniem, że mu bardzo zależy i że mam na niego poczekać, bo on sobie nie daruje jak mnie straci, że moja obojętność bardzo go boli i bardzo go tym zniechęcam do siebie. Wierz mi, moje dziecko, że czułam się naiwna jak mała dziewczynka, ale ciągnęło mnie do niego okropnie, więc mu odpisałam. Co jedna wiadomość, to robiłam mu jakieś wyrzuty i powtarzałam, że puko co, nie mam nikogo, ale już na niego nie czekam. I w końcu pisać przestał – westchnęła ze smutnym uśmiechem.
- Ale tak całkiem!? - zdziwiłam się.
- No tak całkiem. I wtedy do mnie dotarło, że ja się zakochuję w jego słowach i dlatego tak mnie to wszystko złościło. Tęskniłam za nim tak, że płakałam w poduszkę po nocach i byłam zła na cały świat. Dopiero wtedy do mnie dotarło, jak on się czuł z tym, że mi tak od serca wszystko pisał, a ja się tylko wściekałam i karałam go milczeniem. W końcu wsadziłam sobie w buty swoją babską dumę i napisałam osiem listów z przeprosinami, ale wszystkie bez odpowiedzi zostały.
- Czemu tak!?
- Poczekaj, to dużo dłuższa historia jest. Nie pamiętam już ile czasu upłynęło, ale w którąś niedzielę przyjechały ciotki i mi mówią, że pożar był i tam gdzie Nikodem mieszkał, to cały budynek z dymem poszedł, a sam Nikoś poparzony w szpitalu leżał i dopiero nie dawno doszedł do siebie. No i że bardzo prosił, żeby mi listy od niego przekazały, bo adresu nie pamiętał, a wszystko mu z dymem poszło. O jak ja się wtedy ucieszyłam, że po prostu o mnie nie zapomniał! - roześmiała się znowu.
- Jak w filmie romantycznym – podsumowałam.
- A no, właśnie tak było. Nie wytrzymałam i w końcu mu napisałam, że chyba się w nim zakochuję i on mi odpisał, że on chyba we mnie też, ale jeszcze nie jest pewien i chce mnie najpierw poznać. Dwa miesiące później wrócił do domu i zaraz na drugi dzień był u mnie z kwiatami i koszykiem słodyczy, a o słodycze wtedy nie było tak łatwo jak dzisiaj. Poszliśmy na spacer i rozmawialiśmy o wszystkim, aż do wieczora. Po kilku takich spotkaniach, przyjechało kino objazdowe i on od razu mnie tam zabrał. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak mnie do domu odprowadzał i pierwszy raz wtedy niepewnie pocałował. Aż zmiękły mi kolana i trochę się tego wstydziłam, bo do tej pory myślałam, że to tylko takie powiedzenie z tymi kolanami z waty. Nikodem się przestraszył, bo prawie upadłam – zaśmiała się. - Randkowaliśmy tak trochę czasu, aż w końcu mi powiedział, że wyjeżdża i nie wie kiedy wróci. Wściekłam się i zaczęłam płakać, że jest świnia i oszust – zaśmiała się po raz kolejny.
- I pojechał?
- Najpierw go spoliczkowałam, później uciekłam z płaczem. On za mną pobiegł, złapal mnie, przytulił mocno i oznajmił, że mnie zabiera ze sobą, jeśli tylko się zgodzę.
- I pojechała pani?
- Matula zabroniła, ojciec mnie zlał wtedy pasem na kwaśne jabłko, że przecież nie dam sobie rady sama i że głupia jak gęś jestem. I wtedy też Nikoś przyjechał i mnie taką całą we łzach zobaczył. Chciał się bić z moim ojcem, ale żeśmy ich z siostrą i matką uspokoiły. W końcu ojciec powiedział, żebym jechała w cholerę, ale żebym później nie wracała z płaczem, a matula lamentowała niemiłosiernie, żebym została.
- No, ale pojechała pani czy nie?
- A pewnie, że pojechałam. Bałam się, ale pojechałam z nim do Warszawy. Nie było łatwo, ale jakoś mieszkaliśmy tam ze cztery lata, a później wzięliśmy ślub i jeździliśmy po świecie. Piękne czasy to kochana były...
- Długo pani z nim była? - wyrwałam ją po chwili z zadumy.
-  Dwadzieścia dziewięć lat po ślubie byliśmy u jego wujka w Toruniu. Przechodził wtedy mój Nikoś przez ulicę i pech chciał, że potrącił go samochód. Trzy dni w szpitalu leżał za nim umarł. Tyle mojego, że Bóg dał się nam chociaż pożegnać, nim zabrał go do siebie – wyznała łamiącym się głosem.  
- Tak mi przykro – powiedziałam szczerze i przytuliłam Panią Krysię.
- Ojej, ale się rozkleiłam – powiedziała ze śmiechem i wytarła wierzchem dłoni łzy. - Także moje dziecko, czasami trzeba drugiemu człowiekowi dać szansę tak po prostu i z dziecięcą ufnością. Jakbym ja wtedy za rozumem poszła, to straciłabym to co w życiu miałam najpiękniejsze.
- Tylko że to inne czasy były…
- Ale idiotów i wtedy było na pęczki – staruszka zaczynała odzyskiwać rezon.
- Przekonała mnie pani, sterroryzuję Rafała wiadomościami.
- A pewnie, że tak Martuniu. Musisz dużo dawać od siebie, żeby nie czuł się obojętny Tobie i zawsze mu mówić, co Ci na sercu leży. Mężczyźni są ślepi i się sami nie domyślą, nawet jeśli chcą jak najlepiej.
Chwilę później pożegnałam się z sąsiadką i wróciłam do swojego mieszkania. Od razu rzuciłam się na łóżko i zaczęłam pisać wiadomość Rafałowi:
„Bardzo za Tobą tęsknię Kochanie i ciągle o Tobie myślę. Całą sobą czuję, że mnie kochasz i ja Ciebie też tak bardzo kocham. Jestem z Tobą szczęśliwa i cieszę się, że w końcu poznałam chłopaka, z którego mogę być dumna, że jest taki cudowny. Nie zamieniła bym Cię na nikogo innego i wiem, że nikt już by nie mógł mi Cię zastąpić. Nie mogę się doczekać, aż znowu Cię zobaczę tylko mój Skarbie”
Nacisnęłam „wyślij”, żeby się nie rozmyślić i nie zwątpić znowu, że to zbyt banalne. Chwilę później pojawiła się odpowiedź na mojego tasiemca:
„Gdybym teraz był obok Ciebie, to scałowałbym każdy skrawek Twojego ciała i przytuliłbym z całej siły, aż byś miała dość, Skarbie. Możesz mi tak pisać cały czas Mała Wiedźmo, to bardzo bardzo miłe i dzięki temu wiem, że o mnie myślisz. Kocham Cię i zadzwonię do Ciebie po pracy”
Pani Krysiu, jest pani geniuszem! - pomyślałam i zabrałam się za pisanie jeszcze jednego tasiemca, dla najfajniejszego chłopaka na świecie. Tylko jeden dzień dzielił mnie od spotkania z Niebieskookim, a czas się tak bardzo wlekł...

-------------------
Tak jakoś sobie przypomniałam o pani Krysi :D Następna część z perspektywy Romea będzie :D Pozdrawiam was moi Kochani i dziękuję za liczne polubienia i komentarze :*

3 207 czyt.
17577100% 28
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2181 słów i 11328 znaków. ·

Komentarze (7)

 
  • nati678

    nati678 10 maj 2016 ip:18592157

    No to kiedy kolejna?

  • mariplosa

    mariplosa 3 maj 2016

    Ojj i dotarłam do ostatniej części teraz przyjdzie mi niecierpliwie czekać na kolejną Bardzo fajna ta część juz dawno wiedziałam ze Pani Krysia jest debeściara pozdrawiam wiosennie

  • Kamilajestemztad

    Kamilajestemztad 2 maj 2016 ip:89230174

    Hej! Miło mi tu znowu gościć. Już kiedyś czytałam twoje opowiadanie ale jakoś z różnych powodów przestałam czytać. Teraz gdy minął chyba z rok wracam! I cieszę się że nadal piszesz tak jak pisałaś. Zajebista część

  • Wiktor

    Wiktor 23 kwi 2016 ip:82160125

    Witaj!!!. miałem odpisać, ale jakoś mi uciekło. Wiosna!!!!!. Chciałbym zaznaczyć, że też jestem przy Twoich opowiadaniach. Dzięki za część. Pozdrawiam Wiktor

  • elizaa

    elizaa 18 kwi 2016 ip:832437

    Mega *-* kiedy mogę spodziewać się kolejnej części ?

  • Ewcia:D

    Ewcia:D 16 kwi 2016 ip:3113458

    Noo świetne!

  • niezapominajka13

    niezapominajka13 16 kwi 2016

    Cudowne