Idealnie Nieidealni cz.13

Piątek:  
  Był późny lipcowy wieczór. Krople deszczu z hukiem uderzały o samochód. Rafał siedział w fotelu obok kierowcy. Po jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech. Wracał z pracy. Gapił się bezwiednie w przednią szybę samochodu, którą z irytującym dźwiękiem oczyszczały z wody wycieraczki. Przed nim migały inne pojazdy, które wyprzedzali, lub które wyprzedzały ich auto. Nie widział ich. Nie dostrzegał mijanych drzew, znaków, domów, sklepów, reklam, pól, chodników, ludzi, zwierząt, krajobrazów, ani niczego innego. Nie słyszał śmiechu, ani żartów kolegów, którzy razem z nim wracali z Radomia. Był nieobecny duchem. Próbował sobie przypomnieć twarz dziewczyny, którą miał ujrzeć za dwie do trzech godzin. Nie potrafił. Znał każdy jej szczegół, a jednak nie mógł przywołać w myślach jej obrazu. Każdy fragment z osobna pamiętał doskonale, jednak one nie chciały się połączyć w całość. Minęło zaledwie pięć dni, odkąd ostatni raz spoglądał w jej ciepłe tęczówki. Za kilka godzin znów będzie mógł się w nie wpatrywać. Najchętniej od razu zaciągnąłby tą Małą Wiedźmę bez ceregieli do łóżka i spędził z nią tam na miłosnych igraszkach, przytulaniu i rozmowie cały wieczór, noc, a nawet ranek i najlepiej w ogóle nie wypuszczałby tej pyskatej dziewczyny z objęć. Kusiło go to bardzo, ale bał się że ona może to źle odebrać i go odtrącić. Nie miał konkretnych planów na dzisiejszy wieczór, postawił więc na spontaniczność, wyjdzie w praniu co będą dziś robić.
- Romeo, kurwa, żyjesz? - wyrwał go z myśli głos kolegi.
- Nie, kurwa, umarłem. Co chcesz? - odpowiedział Niebieskooki oglądając się za siebie. Spojrzał w wesołą twarz starszego kolegi, Tomka. Nie musiał pytać, żeby wiedzieć o co tamtemu chodzi.  - Daj mi spokój, mówiłem że dziś nie piję.
- Już Ci zabroniła? Kurwa, stary, zostaw to w pizdu, bo na łeb Ci wlezie i jeszcze nasra - doradzał Tomeczek.
- Nie zabroniła mi niczego, po prostu nie mam ochoty.
- Weź mi tu nie pierdol i napij się z nami.
- Sorry, ale ni chuja. Tomeczek, do złego się nie namawia. Nie i koniec kropka. O! - uciął rozmowę Rafał. Mimo  iż był zirytowany namową kolegi, uśmiech nie znikał mu z twarzy.
- Nie to nie, Łosiu. Więcej dla nas. Ale jedną banię mógłbyś jebnąć  - burknął pod nosem niby obrażony Tomasz i polał sobie i dwóm kolegom siedzącym z jego lewej strony.
***
   Głośny grzmot po raz kolejny zagłuszył cichy szum miasta, przedzierając się przez muzykę w słuchawkach. W kałużach odbijały się ciemnoszare chmury, które pokryły całe niebo. Powietrze było czyste, chłodne i przyjemnie wilgotne. Miła odmiana po wielu dniach żaru lejącego się z nieba. Wiatr już dawno się uspokoił, chociaż zostawił po sobie całe mnóstwo liści, gałązek i porwanych śmieci. Trampki dziewczyny idącej samotnie po chodniku cicho plaskały, ale jakimś dziwnym trafem jeszcze nie przemokły. Deszcz nie sięgał jej oczu, które były schowane pod obszernym kapturem, z którego wystawały i mokły długie kosmyki brązowych włosów. Ludzie dawno pochowali się po kątach, zupełnie jakby krople lecące z nieba były krwiożerczymi bestiami. A Marta, jak to ona, nie przejmowała się takim pospolitym ustrojstwem jak deszcz. Szła niespiesznie oglądając wystawy mijanych sklepów, ale nic nie przykuwało jej uwagi.
  Weszła do biblioteki i skierowała się prosto do działu dla dorosłych. Za biurkami siedziały starsze kobiety, które zajmowały się wypożyczaniem książek. Uprzejmie powiedziała im "dzień dobry" i zabrała się za przeglądanie zawartości regałów. Po dwudziestu minutach opuściła budynek w towarzystwie trzech powieści. Woluminy na wszelki wypadek wrzuciła do reklamówki i dopiero do plecaka, żeby nie zamokły.
   Myśli Marty biegały na przemian wokół Wojtka i Niebieskookiego. Dwa dni wcześniej rozmawiała z Wojtasem, ale był z kolegami i nie udało im się swobodnie porozmawiać. Ewidentnie miał jakiś problem lub potrzebował przysługi, o którą wstydził się poprosić. Ciągle unikał jej wzroku; był na przemian podejrzanie wesoły i nieobecny duchem. Zbyt wesoły jak na niego. A może tylko sobie coś uroiłam? - zastanawiała się.  
   Przede wszystkim jednak myślami była przy Rafale. Na samą myśl o nim serce biło jej szybciej, a na twarz wpełzał uśmiech. Jeszcze tylko kilka godzin i będzie mogła się z nim zobaczyć. Czuła się jakby jej wyrosły skrzydła. A do tego to wewnętrzne ciepło i przyjemne podekscytowanie, gdy zagłębiała się we wspólne wspomnienia...
   Nie chciała dziś przeszkadzać Niebieskookiemu w pracy. Pogoda była paskudna, więc umówili się, że odezwie do niej, jak już będzie wyjeżdżał z Radomia. Oczekiwanie było takie uciążliwe... Więc kiedy przyszedł w końcu sms od Rafała, miała ochotę skakać z radości i krzyczeć jak mała dziewczynka, chociaż napisał tylko, że już jedzie.
***
   Romeo wypadł z mieszkania z wciąż jeszcze wilgotnymi włosami. Zbiegając po schodach wybrał numer Marty. Odebrała po trzecim sygnale.
- Cześć gamoniu, co tam? - zapytała.
   W jej głosie dało się słyszeć radość. Rafał czuł, że ona też już nie może się doczekać ich spotkania.
- Za ile będziesz gotowa, Mała Wiedźmo? - zapytał bez zbędnych wstępów.
- Hmmm... Zależy na co - wymruczała uwodzicielsko ni pytanie, ni stwierdzenie.
   Twarz Rafała rozpromienił szeroki uśmiech. Uwielbiał tak samo jak ona gry słowne. Nieświadomie przeczesał wolną dłonią włosy, ale nie podjął zabawy.
- Pół godziny Ci wystarczy? - odpowiedział pytaniem.
- A chuj z tym, że nie wiem nawet na co mam być gotowa, ale postaram się być - wesoło powiedziała przeciągając samogłoski.
- Kochana jesteś, Mała Wiedźmo. Do zobaczenia.
- A Ty Niebieskooki, jesteś kurwa głupi jak but, bo nie wiem w co mam się ubrać - burknęła do telefonu, chociaż Rafał już zakończył połączenie.
***
   Piliśmy z bratem sok, gdy mój telefon zaczął wibrować głośno na blacie stołu. Nie musiałam sprawdzać, żeby wiedzieć, że to Rafał. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na wyświetlacz. Przez dwie sekundy wpatrywałam się w miniaturę jego twarzy, która pojawiła się małym kwadracikiem na ekranie. W końcu odebrałam.
- Gotowa? - zapytał.
- Na wszystko - odpowiedziałam.
- Na wszystko? - powtórzył jak echo, smakując moje słowa. - Wszystko, to bardzo dużo, Malutka.
- Na wszystko. I co zrobisz z tym fantem? - wymruczałam, odruchowo przygryzając wargę.
- Zobaczysz, Niunia - obiecał. A ja wolałabym poczuć, niż oglądać...
- Za długo się widzimy? - zmieniłam temat.
- Nie możesz się mnie już doczekać? Tak bardzo za mną tęsknisz?
- No chyba kpisz. Za Tobą!? Nigdy w życiu. Ale stęskniłam się za takim jednym Łajzą, co to mnie od Wiedźm wyzywa.
- To otwórz temu wstrętnemu Łajzie, bo za półtora piętra zjawi się przed Twoimi drzwiami.
- Cholera, a myślałam, że każe mi wyjść na balkon, a sam z dołu będzie mi serenady śpiewał...
- Przecież Ty nie masz balkonu.
- Oj tam, czepiasz się szczegółów - burknęłam niby urażona stając w drzwiach swojego mieszkania.
***
   Pierwsze, co mu się rzuciło w oczy, to że założyła sukienkę! Już dawno nie widział jej tak ładnie ubranej. Miała całkowicie nagie ramiona, bo ciuch zaczynał się dopiero w tym samym miejscu, co jej piersi, a kończył mniej więcej w połowie ud i dalej w dół Mała Wiedźma też była naga, bo wyszła bez jakichkolwiek butów.  
   Pokonał ostatni dzielący ich odcinek schodów. Na ramieniu trzymał ogromny bukiet czerwonych róż, a jego twarz rozpromieniał szeroki uśmiech. W końcu się wdrapał i przywitał się z dziewczyną lekkim buziakiem. Wręczył jej kwiaty, a ona nie bardzo wiedziała jak ma z nim przywitać, żeby go nie pokłóć.
- Co Ty, kwiaciarnie ojebałeś? - skwitowała ze śmiechem.
- W sumie mogłem, ale nie wyrobiłbym się chyba w pół godziny - uśmiechnął się.
- Dziękuję - wymruczała nieśmiało. Nie lubiła dostawać prezentów, bo nigdy nie wiedziała jak ma się zachować. Niepewnie, ale mocno przytuliła Rafała, a on rozkoszował się tym krótkim momentem.
   Nie miała pojęcia gdzie ulokować taką ilość kwiatów. Zaprosiła Rafała do środka, położyła bukiet na kuchennym blacie i zaczęła przeszukiwać szafki w poszukiwaniu odpowiedniego naczynia na kwiaty. W końcu padło na wysoki garnek. Róże wyglądały w nim śmiesznie, a wręcz idiotycznie. No cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. W końcu nigdy nikt nie przytargiwał jej takich ilości ciętych kwiatów.  
- Będziesz je gotować? - zapytał brat.
- Tak, kuźwa, zrobię barszcz czerwony... - zirytowała się. - Seba, Ty to byś zeżarł wszystko co Ci się w garnek wsadzi - burknęła niby urażona, ale w oczach miała pełno radosnych iskierek.
- Jak się nie rusza, albo nie ucieka z talerza, to może być - wzruszył ramionami wcale nie urażony brat.
- Jasne, bo za leniwy jesteś, żeby z widelcem w łapie coś pogonić. - Marta uśmiechnęła się do brata, który już miał odpowiedzieć, gdy wtrąciła się Rafał.
- Dobra, dobra, skończcie się rozgadywać, bo nie wyjdziemy stąd do jutra.
***Rafał***
   Na miasto poszliśmy pieszo, pomimo tego, że wciąż padał deszcz. Współczułem trochę Marcie, bo właściwie to przez całą drogę byliśmy dla niej jak skaranie boskie. Z jednej strony była osaczona przeze mnie, z drugiej przez brata. Ciągle jej dogadywaliśmy, a nawet wpadła przez nas w całkiem sporą kałużę. Seba popchnął ją pierwszy, ale udało jej się ominąć mokrą plamę. Więc dopomogłem przyszłemu szwagrowi i musiałem później użyczyć jej ramienia, żeby się przytrzymała i wylała sobie wodę z balerinek. Spodziewałem się, że się wkurzy jak każda przeciętna laska na jej miejscu, ale ona skwitowała wszystko śmiechem. No i tak się zadumałem nad jej innością, że zapomniałem jak pamiętliwa z niej bestia. Wpatrywała mi się w oczy, więc też skupiłem wzrok na niej. Przysuwała się co raz bliżej mnie. Czułem, że chciała mnie pocałować. Pożerała wzrokiem moje usta i przygryzała wargę, żebym również patrzył na jej usta. Więc patrzyłem jak zahipnotyzowany, a ona się zbliżała. Zaczynałem już myśleć tą drugą głową. Mój nos był atakowany przez słodki zapach szamponu, którym umyła włosy. Zawsze kobiece włosy po deszczówce ładnie pachniały. Ale wracając do tematu, kiedy już myślałem, że mnie zatrzyma i pocałuje, na jej twarzy pojawił się wielki zaciesz i wyraz satysfakcji. Tylko lekko mnie odepchnęła i jak nie pizłem w latarnię, to aż mi się gwiazdy pokazały. A te gnojki zwijały się ze śmiechu. No dobra, po chwili też rechotałem z nimi. Marta zadowolona jak cholera, schowała się za Sebą i nie podchodziła. Wyglądała tylko od czasu do czasu zza ramienia brata i pokazywała mi język. Wiedźma i tyle. A może to i lepiej że się tam chowała, bo teraz idąc koło mnie, nie nadążyła by wylewać wody z butów.
   W pubie czekali już na nas Gołąbki. Przywitaliśmy się i dosiedliśmy do ich stolika. Dziewczyny od razu zaczęły między sobą coś szeptać, więc je zostawiliśmy przy stoliku i poszliśmy do lady złożyć zamówienie. Nie wiem jak to możliwe, ale wszyscy zamówiliśmy kawę. Chyba jeszcze nigdy nie kupowałem kawy. Znaczy taką w proszku, to i owszem, ale innej jakoś nie miałem okazji. Nawet udało mi się uniknąć sprzeczki z Martą o to kto płaci, bo Anka mnie uprzedziła co zwykle kupuje moja luba.
   Po kawie przyszły pucharki lodowe dla dziewczyn i nasze zapiekanki. Towarzyszące nam kobiety jadły lody w tak ciekawy sposób, że Seba ewakuował się pogadać z barmanką, a my z Piotrkiem siedzieliśmy jak trusie udając, że pod stołem nie kryją się nasze namioty.  
   Pół godziny później zmieniliśmy lokal i poszliśmy potańczyć. Nie wiem jak to się stało, ani gdzie popełniliśmy błąd, ale poszliśmy tam trzeźwi i tak już zostało. Wytańczyłem się z Gołąbkową, z moją Małą Wiedźmą i jeszcze z dwoma koleżankami, które przypadkowo spotkałem.  
    Marta tańczyła ze mną, z bratem, z Anką, a później z Łysym i Kotem. Musieli tu przyleźć za Sebastianem. Miałem zajebistą ochotę rozerwać Kota na strzępy, gdy patrzyłem jak Marta się z nim wygłupiała. Wiem, że doskonale zdawała sobie sprawę z trawiącej mnie zazdrości. Nic sobie jednak z tego nie robiła.
   Przynajmniej kiedy zaproponowałem jej wcześniejsze opuszczenie naszych przyjaciół, zgodziła się od razu. Dała tylko bratu klucze od mieszkania, poinformowała Ankę że się zwijamy i już ciągnęła mnie do wyjścia.
   Na zewnątrz nadal padał deszcz, chociaż już nie tak gęsty jak wcześniej. Gdybym wiedział, że nie będę pił, to wziął bym samochód. Zamiast tego plaskaliśmy po mokrym chodniku w stronę mojego domu. Pomimo kiepskiej pogody nadal było gorąco. Marta wsunęła swoją dłoń w moją i pieściła mi ją palcami. Nawet taka delikatna pieszczota sprawiła, że na moich spodniach pojawiło się wyraźne wybrzuszenie.  
***
   Przekręcił klucz w zamku, który lekko ustąpił z głuchym chrzęstem. Rafał otworzył drzwi i wpuścił dziewczynę pierwszą do swojego mieszkania. Stanął za jej plecami. Gestem dżentelmena pomógł jej zdjąć kurtkę. Napawał się widokiem jej ładnie opalonej skóry. Ciężko mu było oderwać wzrok od jej pół nagich pleców. Dotknął wolną ręką jej karku. Samymi opuszkami zjechał w dół kręgosłupa. Jej zapach docierał z nosa prosto do penisa. Musiał się mocno powstrzymywać przed zaciągnięciem jej do sypialni, bo chciał żeby ten wieczór jeszcze długo został w jego pamięci. Zamknęła oczy, a jej usta lekko się rozchyliły zupełnie bez jej wiedzy. Ale on tego nie widział. Gładził jej łopatki, najpierw prawą, później lewą. Potarł nosem wgłębienie w jej karku i sunął po jej szyi i włosach, aż zawędrował do ucha.  
- Pamiętasz jak tu tańczyliśmy? - zapytał zmysłowym szeptem.
- Nieeee, gdzie tam, zapomniałam - wymruczała cicho z niekrytą ironią. Poczuła jak się uśmiechnął.
- Wiesz, bo bardzo bym chciał jeszcze raz, ale nie mam pojęcia jak się nazywała tamta chujowa piosenka - kontynuował muskając gorącymi ustami i oddechem szyję Marty.
- Możemy zatańczyć do innej - podłapała jego uwodzicielski ton.
- Nieeeee... Wolałbym jednak do tamtej.
- No to jest chujowa, czy nie? - droczyła się.
   Odwrócił ją przodem do siebie i ujął w dłonie jej głowę. Oparł swoje czoło o jej. Wpatrywał się w jej duże, sarnie oczy, w kolorze dojrzałych orzechów. Przy takiej bliskości widział je podwójnie.  
- Z Tobą, to nawet te chujowe rzeczy są fajne, Mała Wiedźmo - szepnął, a jej serce od razu zabiło mocniej. Gdyby jej powiedział, że za chwilę nastąpi inwazja zombie, też by mu uwierzyła.  
- To idź włączaj laptopy, a ja Ci ukradnę coś do picia.  
- W lodówce jest wino, jeśli masz ochotę - kontynuował tym samym kuszącym głosem, gładząc równocześnie kciukami jej skronie.  
   Marcie przez myśl przemknął obraz porannego umierania wywołanego kacem po tym trunku spożywanym nawet w małych ilościach, ale szybko doszła do wniosku, że dla tego wieczoru i dla tego chłopaka, może znaleźć się na granicy życia, z jedną nogą w grobie. Uwolniła się z jego rąk i powędrowała do kuchni. Wygrzebała zimną butelkę z lodówki. Korkociąg, w towarzystwie świec i kieliszków, leżał na stole. Wkręciła sprawnie otwieracz w drewniany korek i nieco siłując się z ustrojstwem, w końcu otworzyła biały trunek. Nalała po trochu do obu kieliszków i spróbowała. Przyjemne zimno, które schłodziło jej usta, wybuchło po chwili cudownym ciepłem w żołądku.
    Pogrążona w myślach nie usłyszała, jak Niebieskooki wszedł do kuchni. Podkradł się cicho, jak kot do swojej ofiary. Na sekundę za nim gorące usta Rafała musnęły jej szyję, wyczuła jego zapach i na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech.
   Romeo położył komputer na stole przed Martą. Wpisała w wyszukiwarkę "Bonnie Tyler - Total Eclipse Of The Heart" i włączyła piosenkę. Chłopak w tym czasie zapalił świece i zgasił światło. Nie czekając aż sama wstanie, przyciągnął Martę do siebie. Jedną dłoń położyła mu na ramieniu tuż nad piersią, drugą nad ramieniem prawie na łopatce. On objął ją prawą ręką w talii, a lewą skierował na biodro dziewczyny. Wpatrywała się w jego oczy, w których migały płomienie świec. Żadne z nich nie mówiło nic. Słowa nie były potrzebne. Świat dla nich nie istniał, gdy przytuleni płynęli w tym spokojnym tańcu. Problemy i troski odeszły gdzieś na bok.
   Marta zapomniała o towarzyszącym strachu. Zdawała sobie sprawę z faktu, że ma więcej wad niż zalet i cholernie bała się odrzucenia. W końcu nic mu nie powiedziała o swojej popapranej przeszłości, rodzinie, ani jak bardzo ona sama jest pokręcona. Trochę czuła się z tym jak oszust. Bała się, że gdy on zobaczy jak krucha jest pod swoja maską obojętności, siły, pogardy dla ludzi i świata, to przestanie się dla niego liczyć. Ale teraz jej serce promieniowało tak przyjemnym ciepłem, że nawet przez myśl jej nie przeszło, by niszczyć tą intymną chwilę rozmowami o troskach.
   Miała wrażenie, ze ręce Rafała przyjemnie parzą jej skórę, a przecież tylko delikatnie ją gładził przez materiał sukienki. Wyprowadził ją z kuchni z powrotem do przestronniejszego korytarza, w którym również mrugały ciepłym światłem świece ustawione na niewysokiej komodzie. Było tam nieco więcej przestrzeni niż w kuchni.
   Kolejną piosenkę włączył Rafał - "Guns N' Roses - This I Love". Marta nie słyszała jej wcześniej. Po pierwszych zdaniach wyśpiewanych przez wokalistę, na jej usta wpłynął mocno powstrzymywany uśmiech.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał Rafał zarażony jej radością.
- Bo facet skrzypi jak nienaoliwiona ośka...
   Oboje parsknęli śmiechem, a Rafał celowo przytulił ją tak mocno, że zabrakło jej tchu, ale to tylko rozbawiło ją jeszcze bardziej.
- Może i skrzypi, ale skrzypi z sensem - powiedział niby wesoło, ale można było wyczuć w jego słowach nutę powagi.
   Dziewczyna tylko delikatnie się uśmiechnęła i przytuliła głowę do jego szyi, pozwalając mu się prowadzić w zmysłowym tańcu. Ich ciała ocierały się o siebie niosąc pożądanie i co raz silniejsze doznania. Ręka Rafała powędrowała z biodra na pośladek Marty. Poczuł jak przeszedł ją dreszcz, gdy mocno zacisnął dłoń. Muskał jej pupę lub tworzył palcami kręgi na jej krzyżu, a ona zadowolona mruczała mu w szyję.
   Dłonie Marty błądziły wyłącznie po wyższych sferach ciała jej chłopaka. Ale nie poprzestała na rękach. Ocierała się piersiami o tors swojego partnera. Jej kobiecość co chwilę zaczepnie przejeżdżała po jego męskości. Kusili się i uwodzili ciałami.
   Następną piosenkę znów wybrała Marta - "Bring Me The Horizon - Deathbeds". Oparła się pupą o blat stołu i obydwoje zwilżyli spierzchnięte usta chłodnym winem. Rafał wziął ją w ramiona, ale tym razem zamiast przyciągnąć ją do siebie, naparł na nią i złączył ich usta w czułym, spokojnym pocałunku. Żadne z nich nie zamknęło oczu, wpatrywali się w swoje tęczówki. Jego dłonie zaciskały się na jej plecach zsynchronizowane z językiem. Całował ją delikatnie poddając się muzyce.
   Marta oderwała się od stołu i przywarła do niego mocniej niż przed chwilą. Nogi same zaczęły nieść ich po podłodze, a ciała lekko kołysać w rytm piosenki. Dziewczyna uświadomiła sobie, że jeszcze nigdy nie doznała uczucia takiej lekkości i szczęścia. Niemal czuła jak gruby, lodowy mur, otaczający od niepamiętnych czasów jej serce, zaczął się topić. Do tej pory nie doświadczyła czegoś takiego, ale z chęcią poddawała się temu uczuciu. Żar wydobywający się z wnętrza klatki piersiowej był nie do opisania. Coś się w niej nieodwracalnie zmieniało. Otwarły się drzwi, o których istnieniu nawet nie miała pojęcia. To wszystko było jakieś takie... Magiczne? Brakowało jej słów, żeby to nazwać.  
    Ich usta nie oderwały się od siebie, aż do końca utworu, a i wtedy odsunęli się od siebie niechętnie. Rafał dolał wina do kieliszków, a dziewczyna w tym czasie uchyliła okno i zapaliła papierosa.
- Włączę Ci teraz taką piosenkę, która będzie ode mnie, dla Ciebie - uśmiechnął się, a po kuchni rozeszły się pierwsze dźwięki utworu "Metallica - Nothing Else Matters".
   Rozpoznała ją od razu, więc nie musiała się martwić, że nie zrozumie tekstu, tak jak w poprzedniej piosence włączonej przez Romea.
- To jedna z moich ulubionych piosenek, tych co potrafię słuchać w nieskończoność mimo upływu lat, a one nigdy się nie nudzą - odpowiedziała w zadumie, patrząc jak Niebieskooki odpala czerwonego Marlboro i wypuszcza z ust chmurę dymu.
- Więc może z Twoim gustem muzycznym nie jest aż tak źle, jak się obawiałem - wzruszył ramionami.
- Jest dużo gorzej niż Ci się wydaje, ale o gustach się nie dyskutuje - podsumowała.
***
   Nie zauważyła, kiedy Niebieskooki poprowadził ją do sypialni. Sprawnym ruchem rozsunął zamek na jej plecach i sukienka opadła na podłogę.
- Jesteś taka piękna - wyszeptał.
   Nie odpowiedziała. Nie czuła się taka, ale dla niego właśnie taka była i miała tego pełną świadomość. Ściągnęła z niego koszulkę. Musnęła jego wargę kciukiem i powolutku zjechała dłonią wzdłuż jego torsu tycząc znaną tylko sobie ścieżkę. Rafał przyglądał się jej badawczo, ale nie przerywał. Odpięła guzik w jego dżinsach, niespiesznie rozsunęła rozporek - bardziej dla kurtuazji niż z konieczności, bo spodnie mogła zsunąć mu i bez tego. Wsunęła palce pod materiał i powoli pozbawiła go spodni razem z bokserkami. Jego sprzęt wesoło miotał się zadowolony jak cholera z uwolnienia i gotowy do działania.
   Rafał wyobrażał sobie siebie z Martą w najróżniejszych pozycjach. Jak bierze ją od tyłu, później przewraca na brzuch i unosi jej biodra, znów wchodzi w nią gwałtownie, albo jak ona go ujeżdża, a jej piersi podskakują patrząc na niego zwężonymi sutkami... Chłopak sklął się w myślach za takie myślenie, a raczej jego brak. Nie chciał jej tylko przelecieć. Chciał się z nią kochać. Był gotów dla niej na wszystko, byleby tylko była przy nim szczęśliwa i czuła się bezpieczna.  
   Marta nie miała w tym momencie takich rozterek. Jej serce biło jak dzwon, a krew gotowała się w żyłach. Nie była pewna czy bardziej pragnie go dotykać, czy żeby to on dotykał jej. Musnęła jego usta swoimi. Natychmiast połączył ich wargi. Jezu, jak bardzo chciał się już znaleźć między jej udami... Przywarła do niego piersiami, brzuchem, nogami i wiła się ocierając o niego. Pociągnął ją za sobą łóżko nie odrywając się zbytnio od niej. Ułożył ją na plecach, a sam położył się na boku. Ze skąpego biustonosza bez ramiączek, kusząco wysunęły się koniuszki jej piersi. Ręka, którą się nie podpierał, powędrowała pod stanik Marty do małego sutka. Z jej ust wydobył się jęk, pięty wbiły się w materac, a biodra wysunęły się lekko do przodu. Nachylił się nad nią i zamienił dłoń na usta, zsuwając opinający materiał nieco niżej.  Przyciągnęła jego wolną dłoń do ust i zaczęła ssać kciuk. Mruknął z aprobatą, ale co raz ciężej było mu nad sobą zapanować. Powędrował do jej ust. Penetrował ją językiem, a ona pieściła go swoim. Oderwał się od niej i jednym szarpnięciem pozbawił ją koronkowych stringów. Dziewczyna w tym czasie odpięła stanik i rzuciła go niedbale w ślad za majtkami. Poczuła przyjemny ciężar, gdy Rafał naparł na nią swoim ciałem. Nabrzmiały penis ocierał się o jej mokrą szparkę, stopy siłowały się ze sobą, a dłonie wzajemnie błądziły po ciałach kochanków. Nie wytrzymali tak długo. Loooooosie, jak ona pragnęła żeby już ją wypełnił i wbijał się w nią agresywnie, aż do spełnienia.
   Opanowanie obojga poszło się jebać. Znikło w jednej chwili. Władczym gestem chwycił ją za uda i podciągnął jej nogi do góry. Wchodził w nią powoli. Napierał i cofał się, co ewidentnie doprowadzało ją do szaleństwa, bo wiła się pod nim i przyciągała go do siebie. To oczekiwanie, aż wejdzie w nią cały, było niczym tortura dla jej spragnionego ciała. Czuła jak wypełniał ją coraz głębiej. Objęła go nogami, spletła stopy na jego pośladkach, by móc bardziej dopychać go do siebie. Przyciągnęła głowę Rafała do swoich piersi, a on je ssał co raz mocniej. Jęki dziewczyny były co raz głośniejsze, więc zaczął przygryzać lekko sutki.
- Kurwa, błagam, nie przestawaj - wydyszała.  
   Wczepiła się ręką w jego włosy, ciągnęła lekko i mocno na przemian. Jego biodra pracowały bardzo szybko. W dole brzucha rozszalał się pożar. Pulsujący penis pracował w jej śliskiej cipce w bezlitosnym rytmie niczym tłok. Ciśnienie w jądrach potężniało z każdym ruchem.  
   Była bliska orgazmu. Dyszała i jęczała równocześnie. Była mokra od potu, kosmyki włosów przykleiły się jej do czoła. Głowa sama odchylała się do tyłu, a ciało wyginało by wbijał się w nią jak najgłębiej. Ból przygryzanych sutków promieniował i kumulował się w dole brzucha dając jej niebotyczną przyjemność.  
   Poczuł że zaczęła szczytować, gdy jej pochwa zaczęła się mocno i rytmicznie zaciskając na jego pulsującym penisie. Chcąc czy nie, Marta swoimi spazmatycznymi skurczami wycisnęła z niego soczki.
   Opadł na Małą Wiedźmę przyjemnym ciężarem swojego ciała, okrywając ją niczym najcudowniejszy koc. Bał się, że był za ciężki, ale gdy uniósł głowę i spojrzał na jej twarz, to poczuł że cieplej mu się na sercu zrobiło. Jej buźka była maksymalnie rozluźniona, uchylone usta uśmiechały się, a z oczu biła euforia.  
   Nagle przypomniał sobie, że nie zapytał jej o zabezpieczenie.
- Kochanie, czy ty bierzesz antykoncepcyjne?
- Nie, ale wczoraj mi się akurat skończył okres, więc na 99% nie zaciążę.
- Tylko 99%?  - Popatrzał na nią unosząc brwi.
- Tylko!? To więcej pewności niż przy użyciu kondomów - mruknęła, a on tylko z uśmiechem pokręcił głową. Właściwie to byłby wniebowzięty, gdyby jego dzieci miały tak szaloną mamę.
***
- Masz. Ochotę. Na. Kąpiel? - mruczałem jej w szyję między pocałunkami.
- Może mam. A Ty? - szepnęła. Nie wiem skąd, ale wiedziałem że się uśmiechała i że miała ochotę.
- A ja dziś gdy nastawiałem pranie zastanawiałem się, jakby to było kochać się z tobą na pralce, więc usiłuję Cię zwabić do łazienki - mruczę.
- Więc na co czekamy? - pyta.
   Od razu zerwałem się na równe nogi i pociągnąłem ją za rękę za sobą, a jej dźwięczny śmiech towarzyszył nam przez całą, krótką drogę. Podniosłem ją i położyłem pośladkami na zimnej pralce. Całowaliśmy się jak szaleni. Nasze ręce plątały się ze sobą, gdy błądziły po ciałach. Poczułem żar w dole brzucha. To co powinno stanęło na baczność. Zacisnęła na nim rączkę, a ja położyłem swoją na jej, żeby pokazać w jakim tempie ma nią poruszać. Sam zacząłem całować jej piesi. Były jędrne, mięciutkie i poddawały się moim ustom. Lizałem ją po mostku, po krągłościach, ale starannie omijałem sutki. Wierciła się żeby mi je wsunąć do ust, ale byłem cwańszy.
- Sama mam je sobie possać? - burknęła zniecierpliwiona, ale w jej głosie nie było złości. Spojrzałem w górę, napotykając jej spojrzenie. Raczej nieświadomie przygryzała wargę.
- A dosięgniesz tutaj? - ukąsiłem ją w sutek, a ona syknęła. Musiało zaboleć, bo aż przeszedł ją dreszcz. Żeby jej to wynagrodzić, masowałem go mokrym jęzorem dla odmiany bardzo delikatnie.
- Nie zapominaj co mam tutaj - zagroziła przekornie zaciskając mocniej dłoń na moim penisie, a w drugą ujęła moje jądra i delikatnie głaskała.
- Poddaję się - skapitulowałem ze śmiechem. W końcu miała w rękach nie byle jakie argumenty.
   Przejechałem palcem po jej cipce. Ucieszyłem się gdy poczułem tam całkiem sporo jej soczków. Pocierałem ją, a ona w miarę możliwości napierała na moje palce, oczywiście tak, żeby nie spaść z blaszanego pudła. Wsunąłem w nią lekko zgięty środkowy palec. Jęknęła. Powędrowałem ustami do jej ust. Przyciągnęła mnie bardziej do siebie więc zabrałem palec, a ona nakierowała mojego kutaska na swoją szparkę.
   Tym razem nie kazałem jej na siebie czekać. Jasne że miałem ochotę jeszcze popatrzeć jak mnie pragnie i się niecierpliwi, ale sam nie mogłem już wytrzymać. Wsunąłem ręce pod jej uda i je uniosłem. Chwyciłem ją mocno za pośladki i wszedłem w nią jednym silnym pchnięciem, aż po same jądra. Zacisnęła boleśnie zęby na moim ramieniu, aż poczułem to w dole brzucha. To było zajebiste. Co jedno pchnięcie byłem bardziej podniecony. Całowała moją szyję i wracała do ust.
   A potem mnie lekko odepchnęła. Zsunęła się z klamota, oparła o niego rękami i wypięła w moją stronę kręcąc kusząco pupą. Nie czekałem na dalsze zaproszenia. Klepnąłem ją mocno w pośladek i złożyłem na nim czuły pocałunek. Złapałem ją ręką za pierś, drugą nakierowałem penisa do jej kobiecości. Wszedłem w nią. Skierowałem wolną rękę nad jej udo i palcami pocierałem jej łechtaczkę. Moje ciało ociekało potem, ale bardziej z pożądania niż zmęczenia. Rżnąłem ją jak drwal dorodną sosnę dysząc w jej plecy. Napieraliśmy na siebie ciałami dążąc do spełnienia. Pierwszy miałem orgazm, ale w dwie sekundy po rozpoczęciu mojego szczytowania, zaczęła dochodzić ona, czym wydłużyła moją przyjemność. Opadłem na nią, czułem drżenie jej zmęczonych rąk. Całowałem jeszcze przez chwilę jej plecy, a później odsunąłem się od niej, żeby dać jej chwilę odpoczynku.
   Zatkałem wannę gumowym korkiem i odkręciłem kurki, żeby napełnić ją wodą.
***
   Po wnętrzu ud ściekały mi soczki Rafała odrobinę mnie łaskocząc. Cała lepiłam się od potu, ale byłam szczęśliwa. W łazience unosił się piżmowy zapach seksu. Niebieskooki przytargał świece z kuchni i zgasił światło. Po chwili wrócił też z naszym winem, za co byłam mu niebotycznie wdzięczna. Wzięłam od niego kieliszek napełniony do połowy i opróżniłam jednym haustem.
- Mała alkoholiczka - mruknął i zrobił to samo.
- Kiepska z Ciebie grupa wsparcia - bąknęłam.
- Ale jak to!? - oburzył się. - Przecież piję więcej, żebyś miała mniej - wytłumaczył.
- Wybacz, że nie doceniłam, że tak o mnie dbasz.
- Widzisz, wy baby nigdy nas nie doceniacie - zrobił niby smutną minę.
- Dziwisz się? Nawet teraz zamiast dać mi nowy wkład do kieliszka, to stoisz i filozofujesz - prychnęłam i wystawiłam w jego stronę pusty kieliszek.
- Phiii! Nie zasłużyłaś na takie picie - pokręcił głową.
- Dlaczego? - udałam nadąsanie.
   Nie odpowiedział. Uzupełnił swój kieliszek, wziął do ust nieco wina i całując mnie przelał je do moich ust, oczywiście po mnie rozlewając. Zlizał to co ściekło po moim ciele, przysysając się jak pijawka.  
- Bo zasłużyłaś na takie picie. Chcesz jeszcze? - zapytał napierając na mnie ciałem.
- Tak to się możemy bawić - ucieszyłam się.  
   Wskazał dłonią na wannę, więc się tam wsunęłam. Woda była nieco za ciepła, ale nie grymasiłam. Postawił na rogu wanny kieliszek, a butelkę zostawił na podłodze, ale w zasięgu ręki. Wszedł do wody.
   Czułam, że mnie pragnął. Mi też było jeszcze mało erotycznych przygód. Kiedy dostałam kolejną porcję alkoholu, nie pozwoliłam mu się odsunąć, więc oddawał mi pocałunki równie namiętnie, jak ja jemu. Po chwili to już w ogóle przejął kontrolę. Jego język pieścił moje podniebienie, każdą jego część, tam gdzie tylko dosięgał. A ja zachłannie wpijałam się w jego usta. Moje kubki smakowe po raz kolejny dostały orgazmu. Nie zderzaliśmy się zębami, wyczuwaliśmy nawzajem swoje ruchy. Jego język był taki cudowny. Pieściłam go swoim, najlepiej jak tylko potrafiłam. To było cudowne i piękne. Motyle w chaotycznej orgii rozszalały się w moim wnętrzu. Woda chlapała na podłogę, gdy namiętnie pieściliśmy swoje ciała. Czułam się jakbym uprawiała seks z młodym bogiem. Drapałam, gryzłam i obmacywałam zakamarki jego ciała. Szczypał mnie po pośladkach, a później masował obolałe miejsca. To samo robił z dolną i górną wargą moich ust.  
   Po chwili znów wziął mnie od tyłu, ale tym razem pieprzyliśmy się jeszcze ostrzej. Pogryzł i podrapał odrastającym zarostem moje plecy. Ciągnął mnie za włosy i zamykał w żelaznym uścisku moje piersi. Ból nadawał tylko pikanterii i szalenie mnie to kręciło. Następnie posadził mnie przodem do siebie na swoich udach. Ciężko było mi się poruszać w tej pozycji, ale za to mogłam zaciskać usta na jego ciele. Cudownie było go mieć między udami i w sobie.  
   Kiedy było po wszystkim, woda która została w wanie była chłodna. Oparłam się plecami o Rafała, a on mnie niespieszne umył. Ostatnia cholernie niewygodna pozycja dała mi się we znaki i baterie mi się wyczerpały. Pomogłam mu jednak pościerać rozlaną wodę. W końcu zmęczona podążyłam za nim na łóżko i wtuliłam się w jego rozgrzane ciałko. Ten wieczór, to była czysta poezja.

________  

Tak wiem, pisałam to 3 miechy i dupy nie urywa :P mam nadzieję że wraz z zimą moja wena wróci :) Tą część jest oczywiście dedykowana dla "anonim1" :) Mam nadzieję że mi wybaczysz tak cholernie długi czas oczekiwania :)
Poza tym chciałam z całego serca podziękować moim czytelnikom, za to że byliście wyrozumiali zarówno w wakacje, jak i po nich :) Bardzo się cieszę, że wśród Was mam takich wspaniałych ludzi jak Wy :) <3 <3 <3 jeszcze raz wam gorąco dziękuję i obiecuję, że specjalnie dla was postaram się poświęcać więcej czasu na pisanie :*

4 559 czyt.
14809100% 25
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 6536 słów i 34651 znaków. ·

Komentarze (10)

 
  • lofff

    lofff 17 gru 2015 ip:832364

    Moim zdaniem powinno się kończyć najpierw to co się zaczęło. A w taki sposób tracisz czytelników.

  • Poterowa

    Poterowa 8 gru 2015 ip:8051108

    kiedy kolejna?

  • Wiktor

    Wiktor 28 lis 2015 ip:82160125

    Witaj!!!. Sorki, że dopiero teraz piszę. Wiesz ludzie muszą pracować. Nockę w pracy miałem. Dzięki za część i za dotrzymanie obietnicy!!!. Jednak słowna jesteś. Fajna część!!!. Świetnie jest znowu poczytać o "nieidealnych". Dzięki!!!. Pozdrawiam Wiktor

  • Faith

    Faith 28 lis 2015

    Ja tez juz myślałam ze skonczylas opowiadanie :( ale na szczęście będą kolejne części ta część bez wątpienia migla by być w kategorii erotycznej

  • królowaja:3

    królowaja:3 27 lis 2015 ip:77114102

    Wkońcu się doczekalam!!!!!! jest pięknie, tylko szybciej pisz. myślałam, że już skończyłas to opowiadanie i nie będzie nic więcej :(

  • Pjjjoonaaa

    Pjjjoonaaa 27 lis 2015 ip:141012

    to bylo naprawde cudowne opowiadanie. Jestem pod wrazeniem,oby tak dalej

  • mysza

    mysza 27 lis 2015 ip:8330144

    Jest ok

  • DemonicEagle

    DemonicEagle 27 lis 2015

    Bardzo przyjemny rozdział

  • marTYNKA

    marTYNKA 27 lis 2015 ip:1784383

    Cudowne warto bylo czekać

  • ym

    ym 27 lis 2015 ip:9549154

    Fajnie, fajnie, podoba mi się . A tak na marginesie BMTH