Do zakochania jeden krok cz. 7

Niedziela:
Celowo spóźniam się 15 minut. Mam na sobie srebrną sukienkę z małym dekoltem, bez pleców i pięknie opinającą moje szczupłe ciało. Uszy zdobią drobne perłowe kolczyki. Włosy związałam w luźny warkoczyk z wystającymi kosmykami. Usta pomalowałam szminką, a oczy podkreśliłam tylko tuszem i kredką. Nawet paznokcie równo przypiłowałam. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Czekał na mnie przed kawiarnią, a właściwie cukiernią (robią tam dobrą kawę, jakoś z głupia zaczęliśmy mówić na lokal kawiarnia). Siedzi przy stoliku na zewnątrz, plecami do mnie i nerwowo się rozgląda. Przeleciał po mnie wzrokiem, ale nie poznał mnie z daleka. Spogląda w stronę, z której zawsze przychodziłam. Pewnie myśli że nadal mieszkam z rodziną. Serce brutalnie gwałci mi płuco. Aż żebrom się obrywa. Kiedy podchodzę od tyłu, on akurat wstaje żeby odejść, myśląc że się nie zjawię. Odruchowo chcę go złapać za ramię, w pół ruchu cofam jednak rękę. Jakoś dziwnie mi go tak dotknąć.
- Jednak nie chcesz już ze mną rozmawiać? - pytam jego pleców. Odwraca się jak oparzony. Przestraszyłam go. I dobrze mu tak.
-Wybacz. Zawsze byłaś punktualna. Byłem już pewien że nie przyjdziesz. Wyglądasz ślicznie. Napijesz się czegoś? - Przygląda mi się badawczo i szczerzy się jak mysz do sera.
- Kawy.  
Kiedy zamawia przyglądam mu się. Jest zdenerwowany jak cholera. Postarzał się. Ma spore zakola. Sporo schudł. I nie jest już taki przystojny jak kiedyś. Skoro wybrał już stolik na polu, wykorzystuję okazję i zapalam papierosa żeby umilić sobie czekanie. Po chwili wraca.
-Minął kawał czasu. Co się z Tobą działo przez ten czas? - pyta.
-Nic szczególnego. Najpierw rzuciłam szkołę i zostałam narkomanką i alkoholiczką. Na odwyku poznałam fajnego chłopaka i wkrótce potem urodziłam pierwsze dziecko, wtedy też przestałam pić. Tatuś Tomusia niestety nas zostawił. Później znów poznałam fajnego chłopaka. Zaszłam w ciążę, a że bardzo naciskał i on, i jego rodzina, to pobraliśmy się. Ponieważ strasznie się tylko kłócimy i zawadzamy sobie, jesteśmy w trakcie rozwodu. Ale już wszystko w porządku. A z Tobą co się działo? - patrzy na mnie jak na kosmitę. Ponieważ mam poważną i raczej smutna minę, uwierzył mi w to pieprzenie.
- Naprawdę?
- A czego się spodziewałeś? Że skończę szkołę i znajdę tak pokręconego gościa jak ja, któremu nie będą przeszkadzać moje marzenia, a wręcz przeciwnie, będzie miał podobne i je ze mną spełni? - Wkręcam mu dalej, niby urażona jego niedowierzaniem.
- Szczerze powiedziawszy taką miałem nadzieję. Na prawdę nie wiedziałem że tak kiepsko u ciebie. - Nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać. On też.
- Tak na serio to nie skończyłam tego liceum. W szkole byłam gościem, więc mnie nie chcieli. Obecnie pracuję w kwiaciarni u cioci. Robię co chcę, kiedy chcę, jak chcę i z kim chcę. A Ty, gdzie się podziewałeś?
- Przez naprawdę krótką chwilę uwierzyłem ci w te bzdety. O przez taką małą - pokazuje palcami jakieś dwa centymetry. - Cieszę się że ci się ułożyło. Ja dostałem propozycję pracy w Trójmieście i pojechałem. Później poznałem kogoś, zaręczyliśmy się nawet, bo zaszła w ciążę. Tylko że potem przyszło opamiętanie, że takie spokojne życie wcale mnie nie kręci. A moją kobietę interesuje tylko stan konta. Potrzebowałem odpocząć i przyjechałem do rodziców. A później zobaczyłem ciebie i zrozumiałem jakim idiotą jestem i jak wspaniałą kobietę skrzywdziłem. - Uśmiechnął się smutno.
- Jak widzisz dzielnie to przeżyłam - mówię lekko, chociaż mam do niego zajebisty żal. I mimo że ja przeżyłam, to nie potrafię już ufać facetom. Gdyby mnie chociaż trochę pociągały kobiety zmieniłabym orientację.  
- Wiem że to moja wina. I uważam że należy ci się wyjaśnienie. Wiedz, że byłem z Tobą bardzo szczęśliwy. Tamtą laskę poznałem w pracy. Przyniosła CV i zaczęliśmy flirtować. A później się spotkaliśmy. Była dobra w łóżku. Ty byłaś dopiero podlotkiem. Wstydziłem się prosić Cię o niektóre rzeczy. Bałem się Twojej reakcji. - Nie patrzy mi w oczy. Bawi się cukrem i łyżeczką. Pieprzony tchórz.
- To trzeba było sobie dziwkę poderwać, a nie mnie. Byłaby doświadczona jak trzeba. Nie rozgrzebuj tego. Nie interesuje mnie to. To już tylko historia. - mówię spokojnie. Naprawdę mam w dupie jego tłumaczenia. Czuję się jednak lekko urażona jego słowami. Żadna kobieta się nie rodzi, do cholery, boginią seksu. Za to niemal każdą idzie nauczyć fajnych sztuczek. Patrzę na niego i myślę tylko o tym, jaki on mi się teraz wydaje żałosny. Nie jest już taki przystojny. Nie ma tego poczucia humoru. Jest wykończony. Nie ma już tych iskierek w oczach. Nie jest tym zwariowanym chłopakiem, za którym poszłabym w ogień. Trochę mi go żal. Takie małe trochę. Wiem za to jedno. Już mnie tak nie podnieca jak dawniej. A może zawsze był taki jak teraz, tylko ja tego nie chciałam widzieć?  
- Chciałem cię przeprosić i błagać o wybaczenie. - patrzy mi na piersi. No popatrz sobie co straciłeś. Śmiało. Nie po to cztery godziny spędziłam przed lustrem, żebyś się cukierniczką bawił. Moje cycki na pewno Cię rozgrzeszą i powiedzą że się nie gniewają.
- Przeprosiny przyjęte. A wybaczyłam ci już dawno. - kłamię. Wcale mu nie wybaczyłam.  
- Serio? - w końcu spojrzał mi w oczy. Brawo, owacje normalnie.
- Tak. Dzięki Tobie byłam wtedy przeszczęśliwa. Zepsułeś to - trudno. I tak nie żałuję. Mam nadzieję że ci się ułoży w życiu. Dzięki za kawę. Muszę już iść.  
- Dzięki że przyszłaś. Zobaczymy się jeszcze? Dasz mi swój numer?
- Nie, Bartek. Nie zrozumiałeś. Ty już dla mnie po prostu nie istniejesz. Od dnia, w którym zobaczyłam cię z nią. To prawie tak, jakbyś dla mnie umarł. Nie chce mieć już z Tobą nic wspólnego. Wybaczyłam ci, ale nigdy już Ci nie zaufam. Nie uwierzyłabym ci nawet, gdybyś mi tylko powiedział, która jest godzina. Cześć. - Odchodzę w stronę centrum. Nie mam ochoty wracać jeszcze do domu.
- Zaczekaj! - woła za mną, jednak nie robi nic, żeby mnie zatrzymać. Co za ciota. Cieszę się, że się z nim spotkałam. Uświadomiło mi to parę rzeczy. Nie kocham go już. NIE KOCHAM!!! Nie wywołuje już we mnie tej masy emocji niedoogarnięcia. Przez cały ten cholerny czas brakowało mi szczęścia, które mi wtedy dawał. Nie jego. No może na początku. Na nim już mi nie zależy. A tak w ogóle, to on zawsze był cholernym tchórzem, który tylko umiał wszystko w piękne słowa ubrać. Tylko go sobie wyidealizowałam. Imponował mi niemal wszystkim. Tylko że wtedy jeszcze gówno wiedziałam o życiu. I o ludziach. Teraz wolę czytać książki, niż słuchać paplaniny niby przyjaciół. W tym jego. Myślę że obecnie mogę spokojnie wyrzucić go z głowy. Bo z serca już wyleciał. Szkoda tylko, że w żaden sposób nie pomogło to zapełnić pustki, którą tam zostawił. Spaceruję po mieście rozmyślając. Czuję się wolna. Mam ochotę wręcz tańczyć z tej radości. Dlatego postanawiam ten wieczór poświęcić na przyjemności. Kupuję w Biedronce moje ulubione białe Carlo Rossi i małe świeczki. Zaglądam też do biblioteki i udaje mi się wypożyczyć ciekawie zapowiadającą się książkę "Na krawędzi nigdy". W domu robię sobie naleśniki, ponieważ to umiem najlepiej i właśnie one smakują mi najbardziej. Po kolacji udaję się do łazienki. Odkręcam wodę żeby napełnić wannę i wlewam płyn, bo uwielbiam pianę. Wkładam zapalone świeczki do małych kolorowych szklaneczek, co nadaje temu małemu pomieszczeniu niezwykłego uroku. Stawiam wino i kieliszek na wannie. Rozbieram się do naga i z książką w ręce, zanurzam się w cudownej kąpieli.

3 538 czyt.
1076683% 18
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1453 słów i 7957 znaków. ·

Komentarze (5)

 
  • Paulaa

    Paulaa 26 kwi 2015 ip:373170

    Och, kiedy kolejna część?

  • nk

    nk 26 kwi 2015 ip:91192123

    Dalej, dalej czekam

  • lolo xD

    lolo xD 26 kwi 2015 ip:9548131

    Kiedy następna? :-)

  • Lucynka19

    Lucynka19 26 kwi 2015 ip:193150121

    Nooo ... ciekawe co będzie dalej ?

  • prf

    prf 26 kwi 2015 ip:18847181

    Świetna część