Do zakochania jeden krok cz. 6

Sobota:
Budzi mnie ból głowy. Czuję się paskudnie. Powoli i niechętnie otwieram oczy. Nadal jest noc i mam strasznie ciemno w pokoju. Muszę do WC. Zwlekam się z łóżka i szukam po omacku kapci. Szybko daję sobie spokój, bo każdy ruch sprawia ból mojej ciężkiej głowie. Przypominam sobie zdarzenia poprzedniego dnia i chce mi się płakać ze wstydu. Żenada. Porażka. Nawet nie pamiętam jak wróciłam do domu. Miałam więcej nie doprowadzać się do takiego stanu. I co? Sama sobie nie mogę już zaufać. Smutno mi jakoś i jestem na siebie wściekła. Idę dość chwiejnym krokiem do drzwi i zderzam się z jakąś szafą.
-Kurwa zajebana mać! Skąd się tu wziął ten jebany mebel!? - wyrzucam z siebie i w tym momencie zapala się światło. Nie jestem w swoim pokoju. Już tu byłam. To sypialnia Rafała. O kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa mać! Ze wszystkich miejsc na całym jebanym globie, musiałam wylądować akurat tutaj. Szlag. Patrzy na mnie zaspanymi oczami. Przygląda się moim nogom. Wędruję za jego wzrokiem. Nie mam na sobie spodni. Prawie się peszę. Prawie. Przypominam sobie że miałam być silna. Więc będę. - Fajne są prawda? - pytam, badawczo i z podziwem przyglądając się swoim noziom.  
-Cycki masz fajniejsze - bezczelnie przenosi wzrok na moje piersi.
-Są małe. Kiedyś nawet były jednym z moich licznych wówczas kompleksów.
-Niemożliwe. Są fajne. Podobają mi się - patrzy mi w oczy. Czuję że zaraz spalę cegłę jak trzynastolatka.
-Mnie podobają się w tym samym stopniu co ręce czy stopy. Bez szału - uśmiecham się. - Od cycków zdecydowanie wolę moje długie, zgrabne nozie. Niestety jeśli za raz nie skorzystam z toalety, za raz narobi się katastrofa. Za raz wracam. - Idę do łazienki. Załatwiam swoją potrzebę i zauważam że kupił lustro. No proszę. Czyli jednak nie ma kompleksów jeśli idzie o jego wygląd. Mam trochę poczochrane włosy i z jednej strony nieco bardziej przyklapnięte. Makijaż przeżył to wszystko całkiem dobrze. Mam podkrążone oczy. Nie przypominam zombie - jest moc. Wracam do pokoju i zawijam się w pościel. Rafał podaje mi sok bananowy i chyba nawet wyczuwam w nim nutę miodu. O tym właśnie marzyłam. Powinno na kaca pomóc. Niebieskooki znów spał przeze mnie na podłodze. Nie mogę na to patrzeć, a położenie obok mnie jego zwłok, nie zrobi ze mnie łatwej przecież.  
- Boisz się że gryzę?
-A cholera cię wie. Wolę nie ryzykować. Z babami nigdy nic nie wiadomo.  
-Jeśli nie będziesz mnie molestował ani dotykał to możesz spać obok. Nie mam nic przeciwko. Może nawet cię nie zjem. - Trochę brzmi to jak zaproszenie do seksów, ale jeśli spróbuje mnie dotknąć, pożałuje. Kładzie się obok i wpatruje we mnie. Ma cudnie niebieskie oczy. Jest taki śliczny. Chciałabym się w nim zakochać. Moje kapryśne serducho pozostanie jednak obojętne na stabilizację. Najmniejsze płomyki emocji i uczuć potrafi w jednej chwili zmienić w dzikie, nieokiełznane pożary (pod wpływem tych właśnie uczuć robię zazwyczaj najwięcej głupot). A później je nagle gasi. Zdmuchuje zupełnie. Chop siup i już. Koniec. Ot tak, po prostu. Zero ogródek. Wszystko trafia szlag. Chujnia z grzybnią. Mimo to lubię wierzyć że jeszcze kiedyś się zakocham. Na amen. Szczęśliwie. Znajdę kogoś, kto mocno będzie trzymał mnie przy ziemi. Ogarnie kiedy trzepnąć mnie w głupi łeb żebym nie naodstawiała farmazonów. Kogoś, kto będzie tak pojebany jak ja lub bardziej. Kogoś, kto codziennie będzie traktował mnie jakby wciąż mnie jeszcze nie miał i musiał zdobyć na nowo. Kogoś, kto zapełni pustkę w moim sercu. Kogoś, kto nie pozwoli nudzie wkraść się do naszego życia ani łózka. Kogoś, kto nie będzie mnie ograniczał i sam też się nie da ograniczyć. Będziemy razem, ale pozostaniemy wolni. Szaleni. Niepoważni. Nienormalni. Dwa pojeby, towarzysze broni, spełniający swoje marzenia. Para wariatów.
-Mam coś na twarzy że mi się tak ciągle przyglądasz? - zastanawiam się o czym on myśli. Dochodzę do wniosku że będzie sprawdzał jak daleko może się posunąć.
-Lubię patrzeć na piękne kobiety.
-Naciesz oczy. Nas pięknych jest mało. Nie wiem jak Ty, ale ja ide dalej spać, padam. - odwracam się do niego plecami i zwijam się w kłębek.
-Mogę się przytulić do ciebie?
-Lubię cię. Serio. Nie zmienia to jednak faktu, że cię uszkodzę gdy posuniesz się za daleko - mówię spokojnie. -A przytulenie to będzie własnie taki wybryk - ciągnę dalej. Przytula się do mnie. Tak na prawdę to cały czas o tym marzyłam. Chciałabym zostać w tych silnych ramionach przynajmniej do rana. No ale przecież mu się do tego nie przyznam. Mój łokieć precyzyjnie odnajduje jego brzuch. Nawet kilkakrotnie, za nim udaje mu się przejąć kontrolę nade mną. Te wygłupy sprawiają że robię się wilgotna. Udaję zdenerwowaną, ale jestem strasznie podniecona. Jak kura miesiączka powiedzieliby złośliwi. Siłujemy się, aż w końcu obezwładnia mnie tak że, że nie mogę się ruszyć. Szczerzy się kretyn. Mimo najszczerszych chęci nie potrafię powstrzymać uśmiechu. Podoba mi się strasznie to wszystko. No może oprócz tego że nawet ślepy by zauważył że on się we mnie zakochuje. Nie chcę go skrzywdzić. Jego twarz jest tak cholernie blisko mojej. Serce bije mi jeszcze szybciej. Pragnę całą sobą żeby mnie teraz pocałował. I to jest ten pieprzony moment, kiedy wszystko psuję.
- Gnieciesz mnie w nogę - mówię. Błysk rozczarowania pojawia się w jego oczach i znika pod maską uśmiechu.  
-W tą nogę? - naciska jeszcze mocniej kolanem na mój goleń.  
-Niiie, gdzie tam, w tę drugą. - tłumaczę również uśmiechając się. Opada na poduszkę obok mnie. Wpatruję mu się w oczy. Oglądam niespiesznie po raz kolejny jego ciało. Ma szczupłą twarz z delikatnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi. Brązowe włosy ma krótko ścięte. Brodę zdobi jednodniowy zarost. Zastanawiam się czy bardzo by mnie nim podrapał, gdyby mnie pocałował. Niestety tego się nie dowiem.  
-Masz jakąś pasję? - pyta nagle.  
-Kocham rośliny. Pracowanie przy nich mnie uspokaja. Zwłaszcza przy kwiatach. Niezależnie od nastroju, praca przy roślinach sprawia że jestem szczęśliwa. Kocham to. Kupiłam sobie nawet małą działkę, ale marzę o takim prawdziwym, dużym ogrodzie z całą masą pięknych okazów. A ty?
-Uwielbiam wyścigi. Adrenalina. Przyspieszone bicie serca. Koncentracja. Maksimum skupienia. Chyba się już od tego uzależniłem.  
-Ja bym się bała - mówię, co nie jest do końca prawdą. Jeździłam już z kolegami kładami, krosami, autami, a nawet dwa razy motorem. Momentami byłam wystrachana, ale ogólnie było fajnie i nie żałuję głupoty. Było to idiotyczne, bo kierowcy mimo że prowadzili brawurowo, rzadko byli trzeźwi.  
-To się wydaje straszniejsze niż jest w rzeczywistości. - wzrusza ramionami. Gadaliśmy tak o pierdołach aż do rana. Później, kiedy odwoził mnie do domu (tym razem podpieprzyłam mu spodenki, bo był ciepło), zatrzymała nas policja. Dostał mandat za niezapięty pas i śmiałam się z niego przez całą resztę drogi. Kiedy wysiadałam pochylił się lekko w moją stronę i patrzył mi na usta. Udałam że nie wiem o co mu chodzi i po krótkim pożegnaniu poszłam do domu. I choć bardzo mnie korciło, nie obejrzałam się. Wolę żeby myślał że mi się nie podoba.

***

W domu czekała na mnie niespodzianka. A konkretniej w skrzynce e-mail-owej. Moja stara miłość wróciła na stare śmieci tydzień temu. Przyjechała na miesiąc. Serce odruchowo zaczęło mi bić szybciej. Zaprosiła mnie na piwo. Jestem zdenerwowana. Boże, minęło pięć lat, a mam wrażenie jakby to było wczoraj. Miałam nadzieję że go już więcej nie zobaczę. Pamiętam jaka byłam szczęśliwa gdy się poznaliśmy. Rozumieliśmy się bez słów. Wtedy mogłam zrobić dla niego wszystko. Zrezygnować z życia dla siebie i żyć dla niego. Samo jego spojrzenie mnie podniecało. Onieśmielał mnie do tego stopnia, że na początku na trzeźwo nie umiałam patrzeć mu w oczy. Przystojny. Mojego wzrostu. Fajne poczucie humoru. Uwielbiał wygłupiać się tak jak ja. Ciągle mnie dotykał. Nie mam na myśli macania, bo to później było oczywiste. Chodzi mi o to że często trzymał mnie za rękę, gdy mi coś podawał zawsze muskał moje palce, przechodząc obok ocierał się o mnie niby niechcący. Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa. Chodziliśmy na spacery, zwiedzaliśmy okoliczne miasta. Bawiliśmy się w najlepsze, chociaż miał dla mnie czas tylko w weekendy. Pomimo że byłam jeszcze gówniarą, planowaliśmy wspólne życie. Ufałam mu bezgranicznie. Braliśmy z życia co najlepsze. Byłam taką szczęśliwą piętnastolatką... Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli marzenia zaczynają się nagle spełniać, należy uważać, bo wkrótce będzie bolesne rozczarowanie. Wtedy się z tego śmiałam. Byłam pewna że będziemy żyli z moim lubym jak pączki w maśle. Że życie jest takie cudowne. Było. Do czasu. Pamiętam jak pojechałam z mamą do jej przyjaciółki Marty, mojej imienniczki. Uwielbiam ją. Cudowna kobieta i moja matka chrzestna. To była chyba środa. Mamy żartowały że najwyższa pora zbierać na wesele. Cieszyły się moim szczęściem. Było wesoło, a że Marta (jestem z nią na ty) upiekła pyszne ciasto i miały z mamą masę plotek do wymiany, zasiedziałyśmy się do późnego wieczora. Przed blokiem Marty, jakiś kretyn zaparkował tak, że musiałyśmy wjechać dalej w ulicę żeby zawrócić. Pięć bloków dalej rzuciła mi się w oczy przytulona para. Chłopak stał do mnie tyłem. Dziewczyna miała na sobie taka samą męską bluzę jak obiekt moich westchnień. Bawił się jej włosami. Całowali się. Cieszyłam się ich szczęściem. Dopóki mama nie zawróciła. Dopóki moje i jego oczy się nie spotkały. To była bluza mojego chłopaka. To bolało niemal fizycznie. Nie rozpłakałam się. Mama go nie zauważyła. Po powrocie do domu, zamknęłam się w pokoju. Płakałam. Płakałam. Płakałam. Nie zadzwonił ani nie napisał mi ani słowa. Spędziłam dwa tygodnie w pokoju. Nie próbowałam nawiązać z nim kontaktu. Dla mnie umarł. Miesiąc później wyjechał diabli wiedzą dokąd. Było mi przykro i cieszyłam się równocześnie. Czasami go nienawidzę, a czasami nadal kocham. Nie wiem co bardziej. Chcę go jednak zobaczyć jeszcze raz. Ostatni raz. To głupie, ale nadal za nim tęsknię. Czy w ogóle można wyleczyć się z miłości? Być może minęło za mało czasu. Czytam po raz już chyba setny ten e-mail:  
"Cześć Marta. Wiem że zachowałem się wtedy jak zwykły skurwysyn. Stchórzyłem. Bałem się Twojej reakcji. Wiem że to żadne wytłumaczenie. Bardzo chciałbym się jednak z Tobą spotkać i porozmawiać przy piwie. Ewentualnie kawie. Jestem od tygodnia w Sandomierzu, u rodziców. Widziałem Cię w piątek w Tarnobrzegu jak szłaś z jakąś parą. Od tamtej pory nie mogę przestać myśleć o Tobie. Będę czekał w niedzielę o 15 tam, gdzie zawsze się spotykaliśmy. Zrozumiem jeśli nie przyjdziesz. Bartek"
Jestem rozdarta pomiędzy chuj Ci w dupę frajerze, a chcę Cię jeszcze zobaczyć choć na chwilę, bo strasznie za Tobą tęsknię. To silniejsze ode mnie. Ciekawość tego, co mi ma do powiedzenia przeważa i wiem że się tam pojawię. Ma się rozumieć zrobiona na bóstwo, żeby wiedział co stracił...


______
Jak napisałam pod pierwszą częścią, to jest pierwsze z jakichkolwiek napisanych przeze mnie opowiadań. Do tego napisane pod wpływem doskonałej weny, wynikającej z zauroczenia przystojnym gitarzystą :D Niestety ma jeszcze tylko jedną gotową część :( Zdradliwa wena poszła sobie razem z moim ciachem :P Myślę jednak, że skoro mam już tylu czytelników, to spróbuję pisać kontynuację :D Mam nadzieję że spodoba się wam równie bardzo :D I że wena wróci, błagając na kolanach żebym ją przyjęła i zrobiła z niej użytek :D

4 029 czyt.
1075775% 12
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2176 słów i 12123 znaków. ·

Komentarze (7)

 
  • SzalonajestemXD

    SzalonajestemXD 29 kwi 2015

    Pierwsze opowiadanie a takie super pisz dalej

  • Aga

    Aga 27 kwi 2015 ip:805416

    No no widzę że w moich okolicach dzieje się akcja super opowiadanko!

  • Szwagier

    Szwagier 26 kwi 2015 ip:141101105

    O sk*urewsyn ! ale fajne opowiadanko !

  • wolna

    wolna 26 kwi 2015

    Marta i Rafał super opowiadanie. masz świetne poczucie humoru~!!! Swietnie

  • Diana

    Diana 26 kwi 2015 ip:14110189

    Świetny rozdział.Mam nadzieje że Marta pokocha Rafała.

  • mysza

    mysza 26 kwi 2015 ip:14110188

    Interesujące. Mam nadzieję, że uda jej się pokochać Rafała i będą szczęśliwi. Bartek niech się lepiej trzyma z daleka po tym spotkaniu. Ważne żeby bohaterka usunęła go ze swojej pamięci, ze swojego serca i życia.

  • Paulaa

    Paulaa 26 kwi 2015 ip:213158221

    Świetny rozdział. Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej