Do zakochania jeden krok cz. 20

Piątek:

Dziś w końcu trochę się ochłodziło. Niebo jest zasnute chmurami. Na szczęście ani nie padało, ani się nie zanosi na deszcz. W sklepie miałam mało pracy, więc nie jestem zmęczona fizycznie. Czego nie mogę powiedzieć o mojej psychice. Miałam nadzieję że zobaczę się dziś z Niebieskookim. I nici z tego. Nie odzywa się chamidło już od środy. Wysłałam mu dwa smsy i odpowiedziało mi pieprzone milczenie. Gapię się co chwilę na telefon, ale on złośliwie nie wibruje. Kurwa, no! Cały wtorek pisaliśmy śmiesznie i z podtekstami. Podniecałam się jak mrówka okresem. Może Anka miała rację i już się mną znudził? Albo rucha teraz gdzieś jakiegoś kaszalota? Jeśli liczy że będę za nim latać jak ta głupia Mariola, to się bardzo przeliczy. Taki chuj jak boćka nos! Prędzej padnę trupem! Albo jego położę granatem! Kto to widział żeby pułapka goniła mysz!? Anka mówiła że on często zmienia dziewczyny. Jezu, a jeśli się pomyliłam i on chciał mnie tylko zaliczyć!? Jeśli tak, to jak go dorwę i pierdolnę, to go złamię wpół! A jeśli mu się coś stało, a ja tu głupoty wymyślam!? Nie, tak to myśleć nie będę, bo jeszcze niepotrzebnie nieszczęście na biedaka ściągnę. Jeju, czy tylko ja tak mam, że jak czegoś nie wiem, to tworzę kilka własnych wersji wydarzeń!? Albo kilkanaście. Ewentualnie kilkadziesiąt. Losie, przeżywam to jak ziemniak wykopki. Czemu milczysz Ty niebieskooki draniu!? Tak czy siak nie zamierzam siedzieć w domu i czekać aż zrobi mi łaskę i się odezwie. Ania z Piotrkiem jadą, o ile już nie pojechali, dziś do Rzeszowa i mają w planach kino. Chcieli mnie zabrać ze sobą, ale nie chciałam ich pozbawiać intymności. Czułabym się z nimi jak piąte koło u wozu. Udaję się pod prysznic. Woda zawsze mnie uspokaja i odstresowuje. Kiedy opuszczam łazienkę zauważam że oczko telefonu do mnie mruga. Złośliwie, tym czerwonym ślepiem. Fuuu! Poirytowana podłączam go do ładowarki. Żeby poprawić sobie humor ubieram się ładnie i robię skromny makijaż. Na włosy nakładam jedynie odrobinę olejku i zostawiam je do wyschnięcia. Nie zamierzam ich wiązać. Lubię jak opadają mi na ramiona w nieładzie. Odświeżona od razu czuję się o niebo lepiej. Nie mam żadnych planów na dziś, oprócz tego że chcę się pośmiać i powygłupiać. Tworzę szybkiego smsa do Wojtka z pytaniem co robi w tym momencie. Odpisuje błyskawicznie.
Wojtek: "Cześć sąsiadko. Jem obiad. Za półtorej godziny jadę na ognisko, łapiesz się? Patryk nas zawiezie i odwiezie."
Uwielbiam go po prostu! Niezawodna firma. Pewnie że z nim pojadę. Humor od razu mi się poprawił. Zapytałam go jeszcze kto znajomy będzie i wymienił mi paru wspólnych kolegów. W cudownym nastroju poleciałam do Biedronki po prowiant. Po ostatnich wyczynach u Błażeja nie mam zamiaru przesadzać, więc kupiłam tylko dwa Lechy, dwa piwa malinowe i zapasowe, nieodłączne Nevady.  
  Patryk wysadził nas na przystanku, na obrzeżach jakiejś wsi. Idziemy przez niekończące się sady i kluczymy. Ja bym się tu zgubiła milion razy, ale Wojtek prowadzi nas pewnie. Tak się cieszę że mam na nogach trampki, a nie jakieś babskie cudeńka, w których bym teraz zapadała się w grunt. W końcu docieramy na miejsce. Jest to mała polana gdzieś w środku sadów. Dookoła małego ogniska są rozłożone cztery koce. Na wszystkich siedzą faceci. Na oko jest ich z piętnastu.
- Cześć wszystkim - mówię z uśmiechem.
Podaję rękę i swoje imię każdemu z nich. Tym których znam przedstawiam się kolejno jako Zdzisława, Eugenia, Fryderyka, Jadźka i Kunegunda.
- Jeju, czyżbym się wprosiła na gey'party? - uśmiechnięta pytam wszystkich.
- Ależ masz całkowitą rację, idź stąd - dogryza mi wesoło wysoki blondyn.
- Tak łatwo to się mnie nie pozbędziecie.
- Ależ nikt nie chce się ciebie pozbywać - mówi strasznie pryszczaty brunet i większość mu wtóruje z ożywieniem.
- Nie prawda, bo ja chcę - śmieje się wysoki blondyn, a my z nim. - Napij się z nami, koleżanko zza Wisły - mówi i wyciąga w moją stronę rękę z Żywcem. Nie lubię tego piwa.
- Ja się brzydzę alkoholem - krzywię się i na potwierdzenie swoich słów wyciągam Leszka z torebki, co rozbawia facecików.
Rozkręca się gadka szmatka i jest wesoło. Humor co chwilę mi się jednak psuje, kiedy przypomina mi się Rafał. Niechętnie muszę przyznać że tęsknię jak diabli za tym jego głupim ryjem. I tymi gorącymi łapkami, którymi mnie tak słodko tulił. I tak ładnie pachniał. I te pocałunki, od których mi miękły kolana. Nawet te sprężynki, w które zmienił moje włosy, bawiąc się nimi i zawijając je na palcu były cudowne. A fuj! Nie myśleć o Niebieskookim! W towarzystwie tylu samców na szczęście nie da się zamulać. Normalnie czuję się jak bogini, chociaż nie ma się czym podniecać, bo daleko mi do ideału. Ale przy takiej ilości facetów nawet największy pasztet czuł by się jak księżniczka. Szczegóły. Gadamy głównie o mnie. Nawet rozmiar mojej miseczki w staniku ich interesuje. Faceci! W wyobraźni przewracam oczami i łapię się ręką za głowę kręcąc nią. Momentami robię to realnie. W niemal każdej mojej wypowiedzi doszukują się podtekstów i dwuznaczności, i robią aluzje do seksów. Śmiejemy się tak do zmierzchu. Później dołącza do nas dwóch facetów i jakaś laska. Niska, niezbyt szczupła brunetka. Ubrana tak jak ja w dżinsy i bokserkę. Nazywa się Aneta i sprawia wrażenie sympatycznej i wesołej. Pryszczaty brunet siada blisko mnie i śmieje się ze wszystkiego co mówię. Ociera się o mnie ramieniem i patrzy mi ciągle w oczy. Takie "to to" szpetne, a tak się klei. Totalnie nie łapię z nim tematu, a on się cieszy że fajnie mu się ze mną rozmawia. Fuuu! Tylko mi tymi śmiesznymi zalotami o Rafałku przypomina. Zgarniam więc Anetę i idziemy siku, a kiedy wracamy stajemy obok Wojtka, żeby tamten chłopak dał mi spokój. Faceci są już całkowicie pogrążeni w rozmowie o samochodach, więc z Anetą wdajemy się w dyskusję na temat kosmetyków. Ale ile można o tym gadać i to na ognisku!?
- Ej kurwa, chłopaki! Za raz tu z nudów zaśniemy z Anetą! - rzucam lekko i wesoło. Wojtek podchodzi do nas i zarzuca nam ręce na ramiona i przyjacielsko przytula.
- Ależ dziewczyny, ja się tam chętnie z wami prześpię - mówi przesadnie uwodzicielskim i przymilnym głosem, czym wszystkich rozbawia i tłum samców również natychmiast w zabawny sposób oferuje swoje usługi. - Twoja Anka z Piotrkiem mają za chwilę dojechać - to już kieruje tylko do mnie, uśmiecha się i idzie do jednego z naszych kolegów.
Yeach, ale fajnie! Uwielbiam ją i jej towarzystwo nigdy mi się nie nudzi. Zawsze mamy o czym gadać, a jak się już czasem zdarzy że nie mamy, to i tak cisza nie jest niezręczna. Jak w starym, dobrym małżeństwie. Niestety teraz, po opróżnieniu puszek z Biedronki, Niebieskooki lata mi po głowie cały czas. Przypominam sobie o telefonie i po ciężkich poszukiwaniach, udaje mi się go w końcu wygrzebać z torebki. Jest już dobrze po dwudziestej drugiej. Mam dwanaście połączeń nieodebranych od Anki i pięć od Niebieskookiego. Noż kurwa! Pozdro moje ogarnianie! Solidarnie najpierw wybieram numer przyjaciółki i dzwonię wpatrując się w skaczące języki płomieni z ogniska. Po trzech próbach daję sobie spokój i wybieram numer Rafała. Ktoś podchodzi do mnie od tyłu i się przytula. Głaska dłońmi mój brzuch. Muska gorącymi ustami moją szyję. Ma przyspieszony oddech. Coś mu cicho dzwoni w kieszeni i czuję wibracje na pośladku.  
- Spierdalaj z tymi łapami jeśli ci życie miłe - warczę, chociaż nie wiem do kogo. Normalnie dostał by w japę, ale jest zbyt duże ryzyko, że pijani koledzy chcieliby mu poprawić. Agresywne samce pod wpływem alkoholu bywają nie do ogarnięcia. Napastnik zamiera, ale się nie odsuwa. Nie widzę jego twarzy, bo inteligentnie gapiłam się na ogień. Wojtek podnosi się i przybiera bojową pozycję.
- Zostaw ją kurwa Romeo, bo jak Cię lubię, tak Cię pierdolnę - ostrzega.
Moje serducho, nagle pełne nadziei, bez wstępów rucha mi płuco. Dopiero teraz dociera do mnie ulubiony zapach perfum Rafała. Momentalnie japa mi się cieszy. Odwracam się płynnie i zarzucam mu ręce na kark. Jaj ja tęskniłam za tym jego głupim ryjem!
- No siema! - rechoczę mu w szyję i czuję że on też się śmieje.
- Ale że do mnie to było? - wesoło mruczy. Unosi mi twarz do góry i daje buziaka.
- Nieee. Do tego w butach - chichram się. Kątem oka widzę ogłupiałą twarz Wojtaska. Biedak nie ogarnia co się dzieje.
- Ja wiem że kobieta zmienną jest, ale żeby aż tak!? - śmieje się, a z nim całe towarzystwo.
Anka wyciąga mnie z objęć Romea i sama mnie w nie porywa. Przybijam żółwika z Piotrkiem i całą trójką poszli się witać ze wszystkimi. Zauważam że Rafał zna tu wszystkich, Piotrek nie zna tylko pryszczatego kolesia, a Anka nie zna prawie nikogo. Siadam na jednym z kocy, na którym nie ma tłumów. Przyjaciółka podchodzi do mnie i zdaje relację z wypadu do Rzeszowa. Nie pamięta o czym był film, bo w kinie było mało ludu i zajęli się sobą. Do sekscesów nie doszło, choć było blisko. Jest podniecona jak kura okresem. Aneta gapi się na Rafała jak ciele na wrota i od razu go zagaduje. Gada z nią normalnie, ale próbuje się jej pozbyć, co mnie bardzo cieszy, przynajmniej dopóki nie otrzymuję złośliwego komunikatu od mózgu. "Czyżby to była kolejna z jego porzuconych zabawek?" Tłumię w sobie tą myśl. Niebieskooki dosiada się do mnie i bawi się moją nogą. Wkłada wskazujący palec mi do skarpetki i kizia w miarę możliwości spód mojej stopy. Pozostałą częścią dłoni masuje mi kostkę. Nie wiedziałam że takie coś może być tak przyjemne. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się to cholernie intymne.
- Już mnie nie lubisz, że nie odbierałaś ode mnie? - patrzy mi w oczy, a na jego twarzy gości nieodłączny uśmiech.
- Już mnie nie lubisz, że mi nie odpisywałeś? - unoszę brwi do góry, ale też się cieszę do niego.
- Wierz mi, że naprawdę chciałem ci odpisać, ale... - nie kończy, bo mu przerywam.
- Ale mi nie odpisałeś. - Robię niby obrażoną minę i krzyżuję ręce na piersiach. Unosi brwi do góry.
- Chciałem maleńka. Miałem łapy upieprzone w farbie, ale i tak chciałem. Wyjąłem ostrożne telefon z kieszeni i wpadł mi do wiadra z farbą. Nie miałem z czego napisać - tłumaczy, a mnie to gówno obchodzi, bo hipnotyzuje mnie jego uśmiech. Jednak wyobrażam sobie jego głupią minę jak utopił to ustrojstwo i zaczynam rechotać.
- Z miłości drgnęła mu ręką - śmieje się Piotrek i klepie przyjaciela w plecy.
- Jemu z miłości to drga coś innego - rzuca ktoś z drugiej strony ogniska. Wywołuje to napad niekontrolowanego śmiechu u wszystkich.  
- Nogi mu drżą - dodaje Aneta.
- Chyba ta trzecia - znów ten sam głos z naprzeciwka i kolejna salwa śmiechu.
- Czerstwy, mi na samą myśl o niej drga i serducho, i trzecia noga. Ale jak tobie nie, to albo masz zjebany gust, albo żeś jest ślepy - odgryza się wesoło Rafał. Moje serce wykrzykuje "Yeeeach, bejbe!!!", mocno klepie w pupę płuco i zaczyna je bestialsko gwałcić. Nie udaje mi się powstrzymać napływu ciepła i dostaję rumieńców. Dobrze że jest ciemno i nikt nie widzi.
- Albo żeś jest pedał - rzuca ktoś życzliwy i znów rechoczemy.
- Nie mam nic do homosiów, ale jeśli ona jest transwestyą, to ja mogę być jej pedałem - odpowiada wesoło Czerstwy, a my wyjemy ze śmiechu.
- Kurwa, ale dałny - szepczę Ance do ucha, a ona mi żywo przytakuje.  
- A tobie podoba się nasz Romeo? - pyta Kamil. Znam go ze szkoły. Takie "to to" kurduplaste, wredne, nie zna się na żartach i w ogóle źle mu z oczu patrzy.
- Nie, gdzieee tam. Tak tylko udaje - odpowiada za mnie wesoło Ania.
- Do ciebie nie jadą, to wrót nie otwieraj - odburkuje. - Podoba ci się czy nie?
- A co, chcesz jej konkurencję robić? - dogryza mu pryszczaty. - Nie z tą twarzą, stary.
- Na twoje sady też nie poleci - dogryza mu Piotrek, a mnie już brzuch boli ze śmiechu. Co za świry!
- Ej, nie was kurwa pytam! - bulwersuje się Kamil. Losie, jaki on irytujący!
- Nieee, gdzieee tam. Tak mu tylko nogę do macania dałam, bo mam taki fetysz - rechoczę i wszyscy razem ze mną.
- Twojej kaczej łapy i tak Romeo by nie smyrał - dogryza mu niski, szczupły chłopaczek i wszyscy zabijamy śmiechem Kamila. Wyskakuje to głupie z łapami do chucherka, a tamten niewiele myśląc posyła go jednym strzałem na ziemię. - Na scerbaty ryj tys nie poleci - sepleni, a my zwijamy się ze śmiechu. Poniżony Kamil coś tam burczy pod nosem, ale każdy go ignoruje. Przekomarzamy się tak jeszcze długo. Wojtek woła mnie na słowo i odchodzimy na bok.
- Wiem że to nie moja sprawa, ale ty z Rafałem to coś na poważnie? - pyta, a w jego głosie nie ma już wesołości. Ogarnia mnie niepokój. Czy Rafał traktuje to równie poważnie jak ja? Tak czy nie?
- Na razie chyba za wcześnie na takie wnioski - odpowiadam.
- Stara, przyjaźnimy się od dziecka. Lubię go, ale ciebie bardziej. Poprostu zaufaj mi i nie angażuj się w to za bardzo - mówi, a ja czuję dziwny ucisk w klatce piersiowej.
- Dlaczego? - pytam niby lekko.
- Bo on jest czarujący i co rusz bawi się inną, a ty jesteś w porządku i nie chcę żeby cię skrzywdził - uśmiecha się smutno. Kurwa, no. Więc jednak jestem tylko kolejną zabawką? Mój mózg przytakuje, a moje naiwne serce krzyczy "Kocha cię! Ja ci to mówię!" Szlak!
- Stary, ja sobie krzywdy nie dam zrobić - udaje mi się rzucić lekko, choć w gardle tworzy mi się gula. Pochylam się blisko do niego jakbym chciała wyjawić mu tajemnicę. - Wiem gdzie mieszka! - mówię i zaczynamy się śmiać. Maskowanie uczuć opanowałam już do perfekcji.
- Jak będziesz chciała wracać to przyjdź i powiedz, to zadzwonię po Patryka - mówi już normalnie. - Chyba że ze mną nie wracasz - kiwa uśmiechnięty brwiami i patrzy za moje plecy. Oplatają mnie od tyłu ręce Niebieskookiego.
- Powiedz Wojtkowi że wracasz ze mną - mruczy mi do ucha, ale tak żeby nasz kolega słyszał.
- Wojtek, jednak nie wracamy razem - mówię do przyjaciela.
- Spróbuję to jakoś przeżyć - odpowiada niby smutno i wracamy do rozbawionego towarzystwa.
  Z imprezy wyrwaliśmy się koło czwartej rano. Nie pożegnałam się z Gołąbkami, bo zmęczona usnęłam w aucie Rafała. Obudził mnie dopiero pod swoim blokiem. Wdrapaliśmy się na to pierdzielone czwarte piętro. W kuchni od razu klapłam na krzesło. Poprosiłam Romea o herbatę, a on wygonił mnie na łóżko. Szczerze powiedziawszy to chętnie się tam udałam. Rozebrałam się do bielizny i rozłożyłam się na większej połowie wyrka. Tak na wszelki wypadek, żeby mnie nie zapomniał przytulić. Zamknęłam oczy i skupiłam się na rozluźnianiu. Niebieskooki wszedł, postawił herbatę na szafce nocnej i zaczął się rozbierać. Wsunął się pod kołderkę i przytulił mnie mocno od tyłu. Gdy zorientowałam się że jest nagi, moje serce znów dobrało się do koronkowych majtek płuca. Romeo zaczął bawić się kosmykami moich włosów. Wdychałam jego zapach.Czuję się tak cholernie bezpiecznie przy nim. Gdy już prawie spałam, cmoknął mnie delikatnie w czoło i zgasił lampkę nocną.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem, mała wiedźmo - wyszeptał cichutko. A może mi się tak tylko wydawało?

4 644 czyt.
11244100% 26
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2966 słów i 15733 znaków. ·

Komentarze (10)

 
  • madziax

    madziax 4 cze 2015

    Kiedy nastepna ?

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 4 cze 2015

    Wybaczcie że nic ostatnio nie dodałam :( niesty brak czasu, a później weny :( ale postaram się w najbliższym czasie coś wszucić

  • Lel

    Lel 3 cze 2015 ip:178183131

    Kiedy następna ?

  • Tessa

    Tessa 27 maj 2015 ip:1784344

    Rafaello - wyraża więcej niż tysiąc słów haha Świetne! Czekam na ciąg dalszy

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 27 maj 2015

    Aj uczepili się biednych Nevad kolejna za pare dni może na weekendzie

  • mysza

    mysza 27 maj 2015 ip:837239

    Będę czekać kiedy kolejna?

  • ala12345

    ala12345 27 maj 2015 ip:774524

    Kiedy kolejna ?

  • nelka

    nelka 27 maj 2015 ip:79185182

    Kocham! A nevady fuj fuj

  • Joan

    Joan 27 maj 2015

    Biedny mały kochany Rafałek ♥ btw nevady? Serio... taki syf? keep going chce więcej

  • mysza

    mysza 26 maj 2015 ip:837237

    Och na jej miejscu odbyłabym z nim poważną rozmowe