Do zakochania jeden krok cz. 16

Sobota:
Z łóżka zwlekłam się już o szóstej rano. Umówiłyśmy się z Anią na zakupy. Doprowadziłam się do ładu i poszłam do bankomatu po gotówkę. Nie wiem dlaczego, ale zawsze jak mi się śpieszy, to tłumy bydła oblegają to głupie urządzenie. Tak więc spóźniona poczłapałam w stronę rynku. Przyjaciółka rozglądała się za mną nieco zniecierpliwiona. W końcu ruszyłyśmy na obchód rynku. Masa nudnych ubrań. Same shity. Znalazłam trzy pary zajefajnych legginsów, niestety miały za krótkie nogawki. Przecież nie będę chodziła po mieście, jakbym miała wodę w piwnicy. Bez przesady. Tak więc Ania zaopatrzyła się w nową kieckę, a ja w trampki. Lubię chodzić w takim obuwiu. Szpilki zakładam niezwykle rzadko. Chyba głównie dlatego że czuję się w nich mało komfortowo. Z zakupów poszłyśmy prosto do mnie. Zastanawiałyśmy nad planami na dziś. Jeszcze nie padało, ale zanosiło się na deszcz.
- Może pójdziemy w czwórkę na bilard? - zaproponowała Ania. W sumie to całkiem fajny pomysł, gdyby nie to, że nie potrafię w to grać. A zresztą, kto by się tam przejmował szczegółami? Poza tym Rafał będzie. Jak umie, to mnie nauczy. Jak nie potrafi, to Anka mi pomoże, ogram go i też będzie super.
- To gdzie się spotykamy? - szczerzę się zadowolona.
- Ja przyjdę po Ciebie o szesnastej, a z chłopakami umówimy się na osiemnastą. Może będą jacyś ciekawi ludzie to się pośmiejemy, bo ten mój Piotruś to strasznie o mnie zazdrosny. A tak, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. To ja uciekam Kiciu. Do zobaczenia - rzuca mi się na szyję i wychodzi.
Ładuję dupę do wanny i co chwilę zerkam czy nie dzwoni Niebieskooki. Pewnie że chętnie sama bym do niego zadzwoniła, chociaż nie lubię się ludziom narzucać, tylko że nie mam numeru. Kiedy łeb mam cały w szamponie, a ciało w żelu, w końcu odzywa się komórka. Noż kuźwa, też se znalazł moment. Wyczłapuję niczym Wenus z oceanu, tylko pianę mam zdaje się fajniejszą i odbieram połączenie od obcego numeru.
- Cześć Marta, obiecałem że zadzwonię i oto dotrzymuję słowa - niemal widzę ten jego zadziorny uśmiech.
- Cześć Rafał, obiecałam że się z Tobą umówię i oto dotrzymuję słowa. I albo widzę o osiemnastej Twoje cztery literki w Irishu, albo ostrzegam że wiem gdzie mieszkasz. Nie mam auta, więc nie zdążysz uciec zanim zaparkuję.
- To mówisz że, o której mam się Ciebie spodziewać? - śmieje się kretyn.
- Jeśli Ci życie miłe, lepiej mnie nie zawiedź - odpowiadam.
- No, skoro mnie błagasz. Jednak muszę Cię ostrzec, ze na żadne seksy nie dam Ci się namówić i nie będę łatwy, nawet jeśli spróbujesz mnie upić. Jestem cnotliwym człowiekiem i nie w głowie mi takie gorszące rzeczy. - Jego udawana powaga jest rozbrajająca.
- Szkoda, bo miałam całkiem ciekawe plany na ten wieczór - udaję rozczarowanie. - Muszę już kończyć. Papatki
- Ej, czekaj może... - rozłączyłam się i wróciłam do przerwanej kąpieli. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, a przecież ledwo zamieniliśmy parę zdań. I pomyśleć że podoba mi się taka pyskata bestia.
Ubrałam się tak jak lubię. Materiałowe obcisłe spodnie, kolorowa bokserka, skórzana kurtka i trampki. W końcu idziemy do baru, a nie restauracji. Anka przyszła punktualnie. W lokalu wybrałyśmy salę dla palących. Dziś, jak w większość sobót, ścisk tu nielitosierny. Pośmiałyśmy się trochę z ludzi i dosiadł się do nas jakiś nieznajomy. Słowo daję, nie wiem skąd się biorą faceci z aż tak kulawą bajerą. Naprawdę. Urodą to to nie grzeszyło. A ta jego gadka sprawiała że musiałyśmy ciągle tłumić śmiech i spuszczać głowy, żeby na siebie nie popatrzeć, bo zabiłybyśmy go śmiechem. Na bank się skapnął że się z niego śmiejemy, ale i tak siedział i nie chciał się odstosunkować. "Pracuję w Stalowej Woli i sobie dojeżdżam tam autem. Dużo nie zarabiam, ale nie narzekam. Nawet myślałem o zmianie samochodu, ale na nie dużo droższy. Lubie sobie tu posiedzieć jak mam wolne, tak przy piwie. Czasem gram w maszyny, ale ogólnie uważam to za marnowanie pieniędzy. Chcecie papierosa? Myślałem nad wyjazdem za granicę, ale nie chcę stracić pracy. Jakiś czas temu dziewczyna mnie zostawiła." Ja pierdole! I o czym tu z nim gadać? Zapytać czy hoduje pieska? A może ma plagę kotów jak stara panna albo wdowa? Wymieniamy z Anką porozumiewawcze spojrzenia, dopijamy piwo i opuszczamy lokal. Od razu za drzwiami wybuchamy niekontrolowanym śmiechem.
- Pieprzony bożyszcze kobiet - mówię między spazmami śmiechu.
- Miss świata i finalista - dorzuca przyjaciółka.
Przenosimy się na Plac Czerwony i siadamy na ławce koło fontanny. Wracamy wspomnieniami do czasów szkoły. Rozmawiamy tak dość długo, aż nagle się oriętujemy że jesteśmy spóźnione już dziesięć minut. Nie musimy biec, bo jesteśmy raptem jakieś sto pięćdziesiąt metrów od baru, w którym już powinni być faceci. Wchodzimy do środka. Dziwnego chłopaka już nie ma, ale chłopaków też nie widać. Idziemy więc na górę i tam ich znajdujemy, już zawzięcie grających. Rafał stoi tyłem i akurat celuje w bilę. Kiedy ma już uderzać, kładę mu dłoń na pośladku. Pudłuje, a my się z niego zaczynamy śmiać. Jego wina, mógł się tak ponętnie nie wypinać w moją stronę.
- No w końcu jesteście - uśmiecha się Rafał, a Piotrek wita się czule ze swoją Gołąbką.
- Tęskniłeś? - uśmiecham się zalotnie.
- Nic a nic - też się szczerzy. - Gramy dziewczyny kontra chłopaki?
- No pewnie, z nami nie macie szans - odpowiada Ania. Patrzę na nią z powątpiewaniem. Jest tak pewna siebie, że przestaję wątpić że wygramy.
- O co zagramy? - pyta Piotrek.
- Przegrani dzisiaj stawiają wygranym - proponuję. Zgadzają się.
Jako że my jesteśmy baby, to zaczyna Anka. Rozbija bezbłędnie, wbijając dwie całe do łuz. Skubana, nie wiedziałam że jest aż tak dobra! A później trafia jeszcze dwie i podaje kij Panu Gołąbkowi. Piotrek przymierza się do uderzenia i kiedy ma już wbić, Ania wsuwa mu rękę między nogi. Jasne ze spudłował, a nawet za karę dał jej buziaka. I łolaboga, moja kolej. Anka mi tłumaczy co i jak mam zrobić. Tak, pewnie że skumałam. Trudno. Najwyżej zabiją mnie śmiechem. Wybieram najprostszy strzał i celuję. Zamykam jedno oko, bo patrząc obydwoma widzę podwójnie. Pewnie mam przez to głupią minę, ale kto by się tam szczegółami przejmował. Celuję powoli. Kij układam tak żeby był przedłużeniem mojej ręki. Widzę kątem oka zbliżającego się Rafała. Staje za moimi plecami, pochyla się i pokazuje jak konkretnie powinnam ją wbić. Jestem pod wrażeniem. Udaje mi się wbić nawet dwie. Dziś czuję się komfortowo, bo mam ze sobą wkładki bieliźniane. Kisiel mi nie straszny. Kolej Rafała. Staję blisko niego, ale nic nie robię gdy celuje. Gdy uderza atakuję swoim, jego biodro. Trafia fioletową. Ale mam zaciesza.
- Chłopaki, ale bez oszukiwania - robię obrażoną minę. - Tylko w białą miało być - tym razem mi menda jednak nie podarował. Wyczochrał moje włosy we wszystkie możliwe strony. Przyjaciółka pocieszyła mnie, że wyglądam jak Szopen po dwóch koncertach.
Podeszłam do okna żeby się ogarnąć, a biedna Ania musiała sobie poradzić z Piotrkiem. Szepnął jej coś do ucha i parsknęła śmiechem. O ułamek sekundy za wcześnie, bo nie dotknęła kijem bili. I oczywiście to wykorzystała na wbicie jednej bili, ale jak ją ugryzł w ucho to następnej nie zdołała. Ledwo, bo ledwo ale wygrałyśmy.
- Teraz Gołąbki pokażą wam jak się wygrywa - proponuje Piotrek.
- To przynieście z Rafałem po tym piwie, a później będziecie pokazywać - wznoszę ręce w geście bezradności.
Kiedy wracają kontynuujemy zabawę. Tak jak chciał Piotrek, i ja oczywiście też, mimo że nie powiedziałam tego na głos. Ten bilard to był strasznie fajny pomysł! A najlepsze jest to, że nikt z nich nie ma pojęcia że wcale nie gram w to pierwszy raz. Z piętnaście razy grałam w to z kolegami. Nie zamierzam się jednak przyznawać, bo przynajmniej mogę sobie dotykać Rafałka ile wlezie.
Gołąbki z nami wygrały, ale dosłownie o włos. Romeo to świetny nauczyciel. Tym bardziej wielbię ten jego głupi pysk! Ciekawe co jeszcze mnie nauczy robić. Idziemy się dotlenić i kolejną rundę gram z Piotrkiem. A później gramy już byle jak, bo Anka jest pijana, ja wstawiona, a faceciki dopiero się rozkręcają. Gramy jeszcze kilka razy i zwijamy się stamtąd. Na moje życzenie oczywiście. Za dużo samców się tam już zebrało i zaczęli się przystawiać do mnie i Ani, na co nasi towarzysze nie pozostali obojętni. Postanowiliśmy pójść na Cpn po zaopatrzenie. Szłam obok Ani, a samce obstawiały tyły. W pewnym momencie Rafał mnie skosił tak, że poleciałam twarzą na chodnik. Noż kurwa mać! Dosłownie widziałam w spowolnionym tempie zbliżający się chodnik. Na szczęście za nim go dotknęłam, Niebieskooki złapał mnie tak, że zawisłam w powietrzu. Całkiem fajne uczucie. Mogłabym sobie tak powisieć, tylko że chamidło postawił mnie na nogi spowrotem. Szczerzy się bydlak, zadowolony jak jasna dupa, że mnie przestraszył. Automatycznie zaczęłam obmyślać plan zemsty, chociaż tymczasowo okliczności nie sprzyjały mojej kreatywności. Wtedy zadzwonił Rafałowi telefon.
- Co jest? - odebrał. - Aż tak zajęty to nie jestem. Nie jestem sam w tym momencie. Ale mnie jest czworo. Czekaj, zapytam się - Gapiliśmy się na niego wszyscy. Nie, wcale nie jesteśmy wścibscy. Spogląda na nas. - Musicie wrócić dziś do domu? Bo Gruby zaprasza na domówkę. Jak chcecie to możemy jechać - oznajmia.
- Pewnie że jedziem - cieszy się Ania, a Piotrek przytakuje. Wszyscy patrzą na mnie.
- No to jedziem! - szczerzę się jak głupi do sera.
- Za ile możesz być? Dobra, to niech już wyjedzie. Będziemy czekać pod Shelem. Dobra. Zero siódemkę? Ok. Do zobaczenia - Rafał zakończył rozmowę.
Kupiliśmy prowiant i niedługo potem zjawił się Maruda. W domu Grubego, oprócz niego samego byli już dobrze wstawieni Maruda i Tiger.
- Ktoś jest głodny? -zapytał gospodarz. - Mam świeży rosół, bo nic lepszego dziś mi się gotować nie chciało.
- Nie chcę rosołu. Woda przeleci, kluski na żebrach się zawieszą i człowiek dalej głodny. Nie masz czegoś lepszego? - zapytał Niebieskooki.
- Poszukaj sobie w lodówce - odpowiedział Błażej.
- A nie masz jakiegoś jogurtu? - zapytałam.
- A to akurat chyba mam. Posuń dupę, bo Twoja Julia prosi o jogurt - zaczęli przepychać się z Rafałem przy lodówce. Spodobało mi się że nie zaprzeczył że jestem jego. No, ale przecież jeszcze jego nie jestem.
- Nie wiedziałam że jestem Romea - uniosłam brwi.
- To że jeszcze o tym nie wiesz, nie znaczy że tak nie jest. Malinowy, brzoskwiniowy czy wiśniowy? - zapytał mnie.
- Wiśniowy, a dla mnie malinowy - odpowiedziała za mnie Ania.
- Pije ktoś ze mną whisky? - zapytał Tiger.
- Ja chcę, Roberciku - odparłam natychmiast. - Gruby, masz lód?
- Nie! - zamyślił się. - Chociaż nie, dla Ciebie znajdę. - Otworzył zamrażalnik i zaczął grzebać. Rzucił mi na stół kawał zamarzniętego udka z kurczaka. - Tyle lodu powinno Ci wystarczyć - dorzucił z uśmiechem.
- A nie spierdzieli mi na tej jednej nóżce ze szklanki? - spytałam, próbując przestać się śmiać.
- Nie przewidziałem tej opcji. Lepiej go schowam, bo jak nie upilnujesz, to będę musiał znowu iść na polowanie. A uwierz nie łatwo takiego zwierza na dzidę nabić.
- Jak Ty tą biedną kurę nabiłeś na dzidę, to nie dziwne że ją rozerwało, zoofilu jeden - roześmiana Ania wycelowała w niego palcem.
- Nie na taką dzidę! Głodnemu chleb na myśli - odpowiedział Błażej.
- Głodny, głodnemu zawsze wygarnie - odcięła się przyjaciółka.
- Właściwie jak oboje jesteśmy głodni, to mogę Ci pokazać sypialnię - uśmiechnął się czarująco.
- Żebym ja za chwilę nie poszedł z Tobą do sypialni - dorzucił roześmiany Piotrek.
- Fuuuuuu! Człowieku, uspokój się! Nie jesteś w moim typie - wszyscy już ryczeliśmy ze śmiechu. Dlatego właśnie uwielbiam domówki. Zwykle są tam sami swoi, i bez przypału można robić jaja.
- Błażejku, a gdzie mam wyrzucić kubek z jogurtu? - spytałam.
- A co, kosza nie widzisz? - zapytał. No jak by był, to bym zauważyła! Zaczęłam się intensywnie rozglądać po salonie. - Z babami - przewrócił oczami. Wziął ode mnie fanta i wyrzucił przez okno. Spojrzał na Ankę. - Jak coś, to się nie krępuj. Tylko szkła nie wyrzucać! - pogroził palcem.
Bawiliśmy się tak z godzinę, mieszając wszystko co Gruby miał w zaopatrzeniu. Whisky, wódkę, koniak i piwo. Jutro będziemy umierać. Nieważne. Grunt, że jest naprawdę fajnie z tymi wariatami. Kiedy Rafał w końcu usiadł obok mnie, Maruda postawił przed nami dwa kieliszki do wina. A później jak urodzony kelner, poradził sobie z korkociągiem. Podstawił pod nos Rafałowi korek.
- Wąchaj, kurwa, czy dobre - rzucił roześmiany. Nalał mu odrobinę do kieliszka. - A teraz jak jest trujące, to będziemy mieli Cię wreszcie z głowy. Próbuj! - bawił się w najlepsze.
- Powiem Ci Albert że szału to nie ma, ale ujdzie w tłumie na odludziu - odpowiedział. Maruda nalał nam po pół kieliszków.
- A chuj z zasadami! Później powiecie że pożałowane było - teraz dopełnił aż po brzegi. Poszedł później do Gołąbków i powtórzył cały cyrk. No i żeby było sprawiedliwie nalał też Tigerowi i Grubemu. Popatrzył po wszystkich zebranych. Zatrzymał wzrok na mnie i Rafale.
- Wypijmy zdrowie naszej nowej pary! - nalał sobie i uniósł kieliszek. Spojrzał na Błażeja i Roberta. - Chłopaki, wasze zdrowie! - wszyscy ryczeliśmy ze śmiechu, składając chłopakom gratulacje. Robert momentalnie wczuł się w rolę, usiadł Grubemu na kolanach, dał buziaka w policzek i pogłaskał po głowie. Więcej nie zdążył, bo Błażej go zepchnął.
- Najpierw Piotrek próbuje mnie do sypialni zaciągnąć, a teraz Tyś się przylepił. Wyhodujcie sobie cycki, to pogadamy!
- Misiu, nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi. Ty masz całkiem niezłe baloniki. Jedne nam wystarczą - puszcza mu oczko Robert.
Bawimy się tak jeszcze dość długo. Gołąbki idą spać jako pierwsze, a później padają chłopaki. Sama się ledwie trzymam, dlatego wychodzimy z Rafałem na spacer. Może to ja jestem bardziej pijana i mi się wydaje, a może na prawdę księżyc znajdujący się obecnie w pełni, wydaje mi się być tak blisko. Na wyciągnięcie ręki. Gwiazd prawie nie widać. Jest tylko ta piękna srebrna tarcza, otoczona małymi chmurkami. Cudowny widok. Jeśli idzie o przyrodę, to zawsze najbardziej podobał mi się księżyc i woda. Dookoła nas są same drzewa. Miła odskocznia od miasta. Rafał łapie mnie za rękę i opowiada jak poznali się z Grubym i resztą. W końcu siadamy na asfalcie. Nie chce nam się dalej iść. Odpalamy po papierosie i obydwoje gapimy się w niebo. Pogrążyłam się w myślach tak bardzo, że dopiero gdy dotknął dłonią mojego policzka, zoriętowałam się jak blisko się przysunął. Musnął swoimi ustami moje. Objął mnie i przyciągnął do siebie. Całował mnie na początku delikatnie. Ledwo muskał, a jego dłonie błądziły po moich plecach. Wsunął je pod koszulkę i gładził centymetr po centymetrze moje plecy. Oddech mu przyspieszył. Mi zresztą też. Znów ogarnęło mnie to cudowne uczucie. Jakbym znalazła coś, co dawno temu zgubiłam i nawet nie wiedziałam że mi tego tak cholernie brakowało. Jego pocałunki stały się bardziej namiętne, a ręce wkradły się na mój brzuch. Miał takie ciepłe dłonie. Moje łapki nie pozostały obojętne na jego pieszczoty. Wplotłam palce w jego włosy i lekko zaciskałam palce. Mogłabym tam w nieskończoność bawić się tymi jego krótkimi włosami. To wszysko byłe takie wspaniałe i nierealne, że miałam wrażenie, że przenieśliśmy się do innego świata. Czułam się jak w bajce. Tylko takiej dla dorosłych. Rozpiął mi stanik, ale do piersi zbliżał się powoli. Strasznie mnie to podniecało. Nie mogłam się wręcz doczekać aż ich dotknie. W końcu jego ręce dotknęły, bardzo delikatnie moich sutków. Z moich ust wyrwał się cichutki jęk, a w jego oczach pojawiła się radość. Dotykał ich dalej bardzo delikatnie, a ja zmieniałam się powoli w jakiś pieprzony kiślomat. Droczył się chamidło ze mną widząc jak bardzo jestem podniecona! Przywarłam więc do niego bardziej. Po prostu nie mogłam się opanować. Jego usta dosłownie parzyły. W końcu jednak uwolniłam się od niego. Z uczuciem niesamowitego żalu, wysunęłam się z jego objęć. Nie chciałam mu się oddać na jakiejś zasranej, asfaltowej drodze, Bóg wie gdzie. A poza tym nie chciałam tego wszystkiego przyspieszać.
- Wracajmy już - szepnęłam, żeby nie usłyszał jak bardzo nie chcę.  
Popatrzył na mnie, podał rękę i podniósł tak energicznie, że wpadłam od razu w jego ramiona, a on odnalazł swoimi ustami moje. Puścił mnie po chwili.
- Długo jeszcze będziesz się nade mną znęcała? - zapytał. W jego głosie nie było złości, czym byłam nieco zaskoczona.
- Nie jestem pewna czego w tym momencie od Ciebie chcę - opowiedziałam cicho. - Za słabo Cię jeszcze znam.
- Więc pytaj o co chcesz - powiedział przekornie. Nie wiem czy potrafię Cię pokochać tak bardzo, jak Ty mnie. A Ty mi nie odpowiesz czy jestem gotowa na coś więcej niż zauroczenie i pożądanie. Boję się głupku, że złamię Ci serce. Zupełnie jakbym miała jeszcze jakiś wybór i mogła się z tego wyplątać.
- Wiesz że nie o to chodzi. Za mało czasu jeszcze z Tobą spędziłam - uśmiechnęłam się do niego, ale tak trochę smutno. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło. Poczłapalismy spowrotem...


_____
Zła wiadomość jest taka że wena mi się kończy :P Mam nadzieję że mi wybaczycie, ale będę teraz potrzebować trochę więcej czasu na pisanie :P A tak w ogóle to dziękuje za wszystkie komentarze :D lepszej motywacji sobie nie mogę wyobrazić :D jesteście kochani :*

5 274 czyt.
1084197% 31
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3408 słów i 18397 znaków. ·

Komentarze (11)

 
  • krasza

    krasza 11 maj 2015 ip:89230163

    Kiedy bedzie kolejna część?

  • SzalonajestemXD

    SzalonajestemXD 6 maj 2015

    Następna zaje**sta część tego opowiadania czekam na dalszy ciąg

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 5 maj 2015

    Mam strasznie zawalony tydzień i to aż do poniedziałku :( spróbuję się w tym tyg. wyrobić z kolejną częścią ale nie obiecuję

  • yzo

    yzo 5 maj 2015 ip:46112117

    kiedy kolejna?

  • Zniecierpliwiona:)

    Zniecierpliwiona:) 5 maj 2015 ip:5172252

    Dodasz dzisiaj kolejna?

  • Zniecierpliwiona:)

    Zniecierpliwiona:) 5 maj 2015 ip:5172252

    Nie może ci się wena skończyć! Kiedy kolejna część? ;-)

  • nk

    nk 3 maj 2015 ip:831476

    Świetne pisz. I niech wena wróci.

  • wolna

    wolna 3 maj 2015

    Zgadzam się z Joan! cudowne

  • prf

    prf 3 maj 2015 ip:18847163

    Świetna część. Życzę powrotu weny i niecierpliwością czekam na kolejną część

  • Joan

    Joan 3 maj 2015

    Daj im ten durny happy end i po krzyku! Ja chce happy end. :c ;3

  • zakreconaonaxD

    zakreconaonaxD 3 maj 2015 ip:195205206

    I like it Bardzo mi się podoba. Czekałam aż wreszcie dodasz nowa część i sie doczekalam :p Nie wiem jak wytrzymam do kojonej, ale dla tak dobrego opowiadania warto poczekać. Od wczoraj przeczytałam wszystkie części i jestem na prawdę pod wrażeniem. Podziwiam cie i życz powrotu wenu tworczej, bo na prawdę opowiadanie jest wspaniałe.