Do zakochania jeden krok cz. 13

Niedziela:
- Wstawać! Koniec miłości! Romeo, zdzieraj dupę! Jedziesz do szpitala, mamy rannego! - Mariola na zmianę potrząsa naszymi ramionami i zdziera z nas koc. Za pewne liczyła że będziemy nadzy, bo na sekundę na jej twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia. Kimaliśmy w tym, w czym zeszliśmy z plaży. A tak dobrze się spało! Z zewnątrz dochodzą nas krzyki Piotrka.
- Sanitariusza!!! Mamy rannego! Sanitariusza! - zacina się, bo nie wytrzymuje ze śmiechu.  
- Milicja! Niech ktoś wezwie milicje! Mamy ranionego nożem! - wtóruje mu Robert.
Ciekawi co się stało, podnosimy się natychmiast i wybiegamy przed domek. Gruby siedzi przed naszym domkiem (moim i ludzi z passata) na krześle. I po chwili z niego spada. Chłopacy sadzają go z powrotem.
- Ma obrażenia głowy! Sanitariusz!!! Gdzie, do cholery, jest sanitariusz!? - krzyczy Piotrek i wbiega do passata. Wychodzi stamtąd z taśmą izolacyjną w łapie. - Trzeba go opatrzeć! Sanitariusz!!! - podchodzi do Grubego. - Spokojnie kolego. Wszystko będzie dobrze. Pomoc już jest w drodze. Trzymaj się - tłumaczy poszkodowanemu. Nakleja mu na czole dwa paski zielono-żółtej taśmy, robiąc plusa. Opatrunek nie chce jednak się trzymać lekko spoconego czoła, więc dodatkowo obkleja dookoła głowę naszego kolegi. Zauważa mnie i Rafała. - Dawaj tu bliżej karetkę! Nosze mogą nie wytrzymać takiego obciążenia!
- Jaką karetkę!? Przecież Błażej się już nie rusza! Podjedź karawanem!!! - dodaje Tiger. Grubasek rzeczywiście jest na wszystko obojętny. Jest tak nawalony że nie kontaktuje. Rafał idzie po samochód, a ja dopiero teraz zauważam przesiąknięty krwią opatrunek, na ręce Błażeja. Chłopaki wnoszą go do auta, a Rafał idzie po koszulkę. Jadą z Panem Gołąbkiem i Tigerem zawieść Grubego do szpitala, a ja od razu dopadam Ankę żeby się dowiedzieć co się stało. Idziemy po rzeczy do kąpieli, a w międzyczasie przyjaciółka opowiada mi co się wydarzyło.  
- Ładowali z Barmanem wódkę aż do rana. A później poszli robić sobie śniadanie i Gruby skaleczył się nożem. Gówno mu się stało, ale krwawi jak zarzynane prosię i trzeba mu to zszyć. Przynajmniej dowiozą go już znieczulonego. A tak w ogóle, to Ty z Rafałem coś na poważnie myślisz? - zmienia temat. Zastanawiam się nad tym. - Za długo myślisz - uśmiecha się do mnie i ładuje się pod prysznic. Robię to samo, chcąc to przemyśleć. Kiedy wychodzę czeka na odpowiedź.
- Uważam że jeszcze trochę za wcześnie żeby to stwierdzić - uśmiecham się.
- Dobra, dobra. Ja i tak wiem że Ci się podoba. - Wyszczerzam się w odpowiedzi.
Dziś pojawiły się te pieprzone komary i denerwują wszystkich. Wzięliśmy się za ogarnianie syfu jakiego narobiliśmy w ostatnie dwa dni. Pożyczyliśmy od Pana Kierownika miotłę i mopa. Marudzie nie chciało się sprzątać i chciał się przekimać w pokoiku Gołąbków. Rzucił się na wyro i jedna z nóżek wymiękła. Zastąpił ją więc butelką z Żubra. Zadowolony z siebie kima na moim łóżku. No trudno. Skończyłyśmy sprzątać dość szybko i poszłyśmy wypożyczyć rowerek. Odpłynęłyśmy spory kawałek i wymieniałyśmy się wrażeniami. Po godzinie, idąc brzegiem plaży, minęłyśmy dwóch na oko ośmioletnich chłopców. Jeden tarł załzawione oko.
- Coś mi wpadło do oka - powiedział niższy.
- Pewnie któraś z nich. Patrz jakie laski! - powiedział ten wyższy i się do nas obaj uśmiechnęli.  
Przez całą drogę powrotną śmiałyśmy się z naszych małych wielbicieli. Gdy weszłyśmy do domku, Barman z Marudą zwijali się ze śmiechu.
- Poszliśmy do dziewczyn i strasznie narzekały na komary - niewyraźnie zdaje relację Maruda, między spazmami śmiechu. - To im powiedziałem że mam środek na komary - kolejna salwa śmiechu. - Ładnie prosiły i obiecały masaż nam obu, to się zgodziłem z nimi podzielić - rechoczą jeszcze głośniej, a my patrzymy wyczekująco. - No i je spryskaliśmy, a one nas masowały - zwijają się ze śmiechu, a my dalej nie ogarniamy co w tym śmiesznego.
- No i? - niecierpliwi się Ania.
- Nie mieliśmy nic na komary, więc spryskaliśmy je dezodorantem, a te idiotki się cieszą, że zrobiliśmy im taką przysługę - teraz już się śmiejemy w czwórkę. Jak można się nie skapnąć!?
Niedługo później wracają chłopaki ze szpitala. Gruby jest wciąż pijany, ale już kontaktuje. Nie chcieli go wypuścić, ale wypisał się na żądanie. Tak więc zaczęliśmy grać w kuku na kary.
- Była taka śliczna! - podekscytowany Błażej opowiada nam o pielęgniarce. - I tak ładnie mówiła! Nie wiem co mówiła, bo mówiła strasznie niewyraźnie, ale mógłbym słuchać tego jej pieprzenia cały czas! I tak ładnie machała ręką jak mówiła! Szczebiotała jak kanarek! Tak cichutko. I miała takie małe usteczka - składa swoje w dzióbek żeby zademonstrować. - I patrzyła spod tych swoich rzęs sarnimi ślepkami. A nogi jakie miała! Jak łania.  
Nie słucham dalej tych, swoją droga jakże ciekawych zwierzeń, bo Rafał zaprasza mnie na zapiekankę i udajemy się do baru. Śmieje się ze mnie, bo cała się upaćkałam jak mała dziewczynka. Nic nie poradzę, nie umiem zjeść kulturalnie tego rozlatującego się cholerstwa. Jakby było mało na mnie plam, zrobił mi palcem ubabranym w ketchupie, kreskę na czole. To nie było zbyt mądre z jego strony, bo odruchowo rzuciłam w niego końcówką mojej zapiekanki. Cały policzek ma w sosie czosnkowym, z doklejonym zielonym ogórkiem i rzodkiewką. Oczywiście robię mu zdjęcie, za nim zdążył się wytrzeć. W żadne tam serwetki. Podszedł i wytarł tą głupią mordę w moją koszulkę. A że zrobił to niedokładnie, przepłukałam mu twarz moim zimnym sokiem pomarańczowym. Bardziej się przejął zdjęciem i zaczął zabierać mi telefon. I ubabrał skapującą z twarzy, pomarańczową cieczą. W końcu udało mu się przechwycić to cudowne urządzenie. Jego radość nie trwała jednak długo, bo nie znał hasła do odblokowania ekranu. Fant jednak pozostał w jego łapach. Ta jego cholerna bliskość strasznie mnie podnieciła. Jego zresztą też, bo zaczął patrzeć mi w oczy. I jak zwykle gówno z tego wszystkiego wyszło, bo przyszedł Barman, Maruda, Piotrek i Tiger. Ten ostatni zatrzymał na mnie wzrok.
- Co byś zrobiła, jakbyśmy Cię tu teraz wszyscy wyruchali? - popatrzyłam mu w oczy. Wyobraziłam sobie tą sytuację i odpowiedź w mojej głowie pojawiła się sama.
- Nic bym nie zrobiła, dupę by mi rozerwało - zaczynają się śmiać jakby milion w totka wygrali.
- Ty to na tego naszego Romeo to uważaj, bo on jest straszny jebaka i jak wypuści swojego węża, to nie ma że boli. Z myszki to Ci nawet futerko nie zostanie - strasznie dobrze się bawi. Nie lubię cwaniaczków.
- Idź to powiedz koniowi. Koń ma duży łeb, to Cię wysłucha - na szczęście zna się na żartach i schodzi ze mnie. Dalej gadamy już o głupotach. Bardzo ich interesuje, jaką bieliznę lubię, jaki seks mnie kręci i tego typu sprawy. Strasznie ciekawe. Nie ma to jak znaleźć się w otoczeniu samców. Tiger idzie po żarcie.
- Chcesz coś do jedzenia? - zwraca się do mnie.
- Boszczu bym pochlipała - odpowiadam. Parska śmiechem. - Tylko ze skwyrkami.
- A tak serio?
- Atak jest na wojnie. Dziękuję, ale już jadłam.
- Ja chcę hamburgera - wtrąca Maruda.
- A co ja caritas?
- To jej chciałeś postawić, a koledze nie postawisz?
- Znajdź sobie jakąś to Cię weźmie na bok i Ci postawi. Ja facetom nie stawiam - robi minę jakby to było coś obrzydliwego.
- Idziemy się przebrać? - pyta mnie Rafał.
- Chętnie.  
Tak więc chłopaki idą do wnętrza baru, a ja z Niebieskookim umyć i przebrać się. Szkoda że męskie prysznice to osobna budka, przemyka mi przez myśli, gdy wchodzę do kabiny. Za to kiedy z niej wychodzę, Rafał stoi w drzwiach i na mnie patrzy. Robi mi się strasznie gorąco, ale nakazuję sobie spokój i udaje mi się uniknąć spalenia cegły. Jak gdyby nigdy nic wycieram się ręcznikiem. Podchodzi do mnie i łapie mnie za ręce. Podnosi je do góry i przytrzymuje swoimi. Serce bije mi jak oszalałe. Patrzy mi w oczy i widzę po jego wyrazie twarzy, że zobaczył tam strach. Oddycha bardzo płytko i szybko. Nie muszę spoglądać w dół żeby wiedzieć, że jest cholernie podniecony i traci już panowanie nad sobą. Zamyka oczy i odchyla głowę do tyłu. Bierze trzy głębokie wdechy.
- Długo jeszcze mi każesz na siebie czekać? - patrzy mi w przestraszone oczy i mnie puszcza. Zdaję sobie sprawę że błędnie zinterpretował to czego się boję. Bo raczej że nie jego. Czuję się znów jak czternastolatka przed pierwszym pocałunkiem, ze swoim wyidealizowanym facetem. Chociaż to absurdalne, boję się że go rozczaruję. A ten głupi idiota, chce mi znowu zwiać! Niedoczekanie! Odwagi mała. Popycham go na ścianę i przyciskam dokładnie w ten sam sposób, w jaki jeszcze parę chwil temu on trzymał mnie. Patrzę mu w oczy. Odruchowo chce uwolnić swoje ręce, ale dociskam go jeszcze mocniej. Staję na palcach, przy czym moje sutki ocierają się klatkę piersiową i natychmiast sztywnieją. Nasze usta się spotykają. Języki momentalnie zaczynają poruszać się w jakimś psychopatycznym tańcu. Przysuwam się jeszcze bliżej, tak by jak największa powierzchnia mojego ciała przylegała do niego, tak jakbym chciała go przeniknąć. I wtedy dzwoni mi porzucony wcześniej na stertę ubrań telefon. Nie chcę się od niego odrywać, ale mam złe przeczucie i to robię. Łapie mnie od razu ale bez słowa go odpycham. Podnoszę z ziemi ręcznik i owijam się nim. Nie muszę na niego patrzeć. Jest wściekły. Atmosfera tak zgęstniała, że można ją nożem kroić. Wtedy otwierają się drzwi i wchodzi Żwirek.
- Mam nadzieję że nie przeszkodziłam w niczym? Sorka, ale strasznie mnie siku przycisnęło - robi przepraszająca minę. Tylko mi pokazuje na ułamek sekundy szyderczy uśmiech. Nie reaguję, bo czuję na sobie wzrok Romea.
- Nie przeszkadzasz - odpowiada jej Niebieskooki, pozornie spokojnym głosem. Nadal ma przyspieszony oddech. Kiedy za tą suką zamykają się drzwi od toalety, zarzucam Rafałowi ręce na szyję, podciągam się i go całuję, ale już bez tego żaru. Czar prysł przez tą szmatę. Ubieram się i wychodzimy pogrążeni w myślach. Nie muszę patrzeć na telefon, żeby wiedzieć że to Anka dzwoniła. Kocham ją jeszcze bardziej!
Niedługo potem pakujemy nasze rzeczy. Pan Kierownik sprawdza czy nic nie rozwaliliśmy i zadowolony ze stanu domków, żegna się z nami i zaprasza do ponownych odwiedzin. Przez cała drogę powrotną, słucham jak Gruby opowiada, w jakich pozycjach rżnął Mariolę i jak cudnie "opierdoliła mu kolbę". Okazuje się że Tigerowi też. Ponieważ mnie to nie interesuje, pogrążam się w myślach. Nie muszę mówić o kim myślę...

3 574 czyt.
10804100% 16
DziecieChaosu

DziecieChaosu opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2001 słów i 10981 znaków. ·

Komentarze (7)

 
  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 30 kwi 2015

    Strasznie mi miło jak czytam wasze komentarze niestety dziś nie napiszę nic nowego, bo mam trochę zawalony dzień no, chyba że mnie w nocy wena przyciśnie

  • SzalonajestemXD

    SzalonajestemXD 30 kwi 2015

    Super opowiadanie czekam na kolejne cz3ści :3

  • Paulaa

    Paulaa 30 kwi 2015 ip:944090

    Najlepsze opowiadanie!

  • Małgosia

    Małgosia 30 kwi 2015 ip:788860

    Mam nadzieje że będzie kolejny rozdział dzisiaj. Bardzo mi się podoba . Buzka

  • prf

    prf 30 kwi 2015 ip:18847177

    Świetne

  • Joan

    Joan 30 kwi 2015

    dobre ^^

  • Jaga

    Jaga 29 kwi 2015 ip:82145222

    Zaje***te