Chcę cię, na zawsze - Rozdział 29

Kolejna impreza. Wiem, że powinnam odpuścić sobie zabawę i zająć się nauką. Takie było początkowe założenie, gdy zapisywałam się na studia. Co się zmieniło?  
Wzdycham ciężko i proszę barmana o dolewkę. Wódka smakuje okropnie, ale potrzebuję mocnych bodźców, aby pobudzić organizm do życia. Mam za sobą cholernie trudny tydzień. Bez Aleksa. Nie odbieram jego telefonów. Milczę. Chyba wróciliśmy do początku naszej znajomości, co wywołuje we mnie złość, bo przecież wystarczyłoby wyrzucić Sonię i zapomnieć, że kiedykolwiek istniała.  
– Zapijanie smutków? – pyta Ada, siadając obok. Zamawia drinka, po czym wbija we mnie spojrzenie pełne dezaprobaty. – Problemy z Panem Seksownym?
– Tak. Chce, żebym się nim dzieliła, ale nie mam w sobie tyle miłości do bliźniego. Nie po drodze mi z empatią.  
– Czyli nic się nie zmieniło – skwitowała. – I co? Zamierzasz tak siedzieć i pozwolić mu zacieśniać więzy z tą... jak jej było?
– Sonia – odpowiadam z niechęcią. – Pieprzona, poukładana dziewczynka – drwię, obrysowując palcem krawędź kieliszka. – Ciekawe, czy wreszcie rozłożyła przed nim nogi... A może wcześniej mu się oświadczy? Przy okazji obieca miłość po sam grób i wieczne niewolnictwo.  
– Co za bzdury! Chyba za dużo wypiłaś!
– Za dużo? Mam całkiem mocną głowę, a wypiłam raptem pięć kolejek. To trochę mało, jak na mnie.  
Ada zaczyna prawić kazanie, ale nie słucham jej, bo mój wzrok przykuwa znajoma postać stojąca w rogu sali. Rozgląda się niepewnie na boki, rozmawiając z jakimś nastolatkiem. Szybki ruch dłoni. Mała paczuszka. Plik pieniędzy. Akcja trwa raptem niecałą minutę.  
– Zaraz wrócę – mówię, zsuwając się z barowego stołka.  
– Gdzie idziesz?!
Posyłam Adzie wymuszony uśmiech, unosząc kciuki do góry. Dziewczyna kręci głową z niedowierzaniem, a potem obraca się w stronę barmana, który ją zagaduje. Oddycham z ulgą i ruszam w stronę Remika. Jestem wściekła, więc gdy widzę, że rozmawia z kolejnym nastolatkiem, podbiegam i wchodzę między nich. Chłopak jest zaskoczony. Od razu chowa paczuszkę do kieszeni spodni i każe dzieciakowi spadać.  
– Cześć, Wiki.  
– Co ty odpierdalasz? – naskakuję na niego. – Dilujesz?!  
– Jasne, kurwa, że nie!  
– Przecież widziałam! Nie jestem ślepa! – krzyczę. – Co to za gówno? – pytam, próbując przeszukać kieszenie jego spodni.  
– Pogięło cię?! – wrzeszczy, łapiąc mnie za ręce. – Nic nie mam! Coś ci się przywidziało!
– Serio?! Sprzedałeś dzieciakowi narkotyki?!
Niespodziewanie zatyka mi dłonią usta, przeklinając pod nosem, a potem prowadzi do schowka, umiejscowionego w najcichszej części sali. Zamyka dokładnie drzwi i odwraca się w moją stronę, nie ukrywając złości.  
– Co ci strzeliło do głowy?! – naskakuje.  
– Robisz mi awanturę o przeszłość, a sam dilujesz na boku! Miałeś problem dotyczący mojego byłego, bo przecież, kurwa, jest dilerem, ale ty? Ty możesz, tak?!  
– Chuja widziałaś!
– Nie będziemy się tak bawić!
– Co ci mam powiedzieć, co? – pyta, energicznie gestykulując dłońmi. – No co, kurwa, mam ci powiedzieć?!
– Ktoś o tym wie?
Milczy.  
– Mowę ci odjęło? – syczę.  
– A co? Chcesz polecieć do chłopaków i mnie wsypać?
– Wsypać?! Narażasz dzieciaki!
– Wiedzą, kurwa, co robią! Nie mają sześciu lat!
– Ale nie są pełnoletni! Tamten koleś mógł mieć maksymalnie piętnaście lat na karku!  
– Jego wybór – prycha, wzruszając ramionami.  
Kręcę głową, czując jak mój żołądek skręca się w supeł.  
– Jesteś naprawdę tak ślepy? Nie widzisz, że możesz wyrządzić komuś krzywdę? Sam doskonale wiesz, jak łatwo jest przedawkować! Już nie wspominając o uzależnieniu od tego syfu! Naprawdę chcesz, aby te dzieciaki skończyły swoje życie, dusząc się własnymi wymiocinami?!
Remik prycha pogardliwie, odwracając wzrok.  
– I tak, kurwa, nie zrozumiesz.
– Nawet nie próbowałeś...
– I nie mam zamiaru – uciął. – Temat się wyczerpał.  
Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że ręce mi się trzęsą. Jestem przerażona obojętnością chłopaka, jakby zrobił rachunek sumienia, który jasno wykazał, że istnieje więcej plusów niż minusów.  
– To niewinne...
– Ty tak uważasz – wchodzi mi w słowo. – Nie będę się tłumaczył przed dziewczyną, która sama tkwiła w tym gównie i wcale nie szukała ratunku. – Jego zimne spojrzenie przeszywa mnie na wskroś. – No powiedz, tak szczerze, gdyby nie interwencja rodziców i policji, wciąż byś brała albo... już dawno byś nie żyła, prawda?
Pytanie zawisa w powietrzu. Nie jestem w stanie odpowiedzieć. Nie umiem zdobyć się na taką szczerość.  
– A co z Marcinem? Wciąż byś z nim była, prawda? Jak ostatnia suka, grzałabyś jego łóżko, szukając miłości w pierdolonych prochach.
Zamykam się od środka. Słowa Remika uderzają boleśnie w najczulsze punkty. Czuję się mała i bezbronna na okrutne słowa, które rozdzierają moje ciało na najdrobniejsze kawałki.  
– Jesteś dokładnie taka sama jak oni – ciągnie dalej. – Nieważne, że przestałaś brać. To tylko stan chwilowy. Gdybyś naprawdę z tym skończyła, nie ukrywałabyś się przed światem, tylko stawiła czoła wszystkim przeciwnościom. A ty? Chowasz głowę w piasek i udajesz, że jesteś niewidzialna!
Zaczynam się rozpadać. W oczach gromadzą się łzy, których nie jestem w stanie powstrzymać.  
– I ty masz, cholerną, czelność prawić mi kazania? To chyba jakaś pomyłka!
Spuszczam głowę, a łzy spadają na podłogę.  
– Nic nie powiesz? Absolutnie nic?
Przełykam z trudem ślinę, a potem niepewnie podnoszę głowę i patrzę na Remika przez łzy.  
– Dlaczego? – pytam.  
Nie odpowiada, tylko odwraca się na pięcie i wychodzi, trzaskając drzwiami.  
Opieram się o ścianę, szukając jakiekolwiek deski ratunku, bo tak cholernie boję się utonąć we wspomnieniach z przeszłości. Zamykam na nie umysł, ale niewiele to pomaga. Remik obudził we mnie wszystkie uśpione wyrzuty sumienia. Celowo wcześniej osłabił, żebym nie mogła się bronić.  
Komórka wibruje w kieszeni, więc zerkam na ekran. Widzę migającą ikonkę wiadomości.  
„Gdzie jesteś?”
To od Ady.
Palce blokują ekran, a nogi same niosą w stronę wyjścia. Muszę odetchnąć świeżym powietrzem. Wyzerować negatywne emocje. Rozproszyć ciemne chmury kumulujące się nad głową. I nie zatrzasnąć drzwi, tych najważniejszych.  



Październik wcale nie jest tak ciepły jak zapowiadali. Stoję przed drzwiami Aleksa i trzęsę się z zimna. Po rozmowie z Remikiem, musiałam ulotnić się z klubu w trybie ekspresowym. Mam nadzieję, że Ada wybaczy mi brak pożegnania oraz ucieczkę.  
Biorę kilka głębokich wdechów i pukam. W dupie mam, że nie odzywaliśmy się do siebie przez tydzień. Nagle Sonia już nie stanowi dla mnie zagrożenia. Jest marną kopią ideału dziewczyny, o jakim marzą wszyscy faceci, włącznie z Aleksem. Nie może dać mu tego co ja. I nigdy nie będzie w stanie.  
Drzwi się otwierają, a na progu staje zdumiony chłopak.
– Wiki?
Uśmiecham się, odpychając dłonią od ściany i wpadam prosto w jego ramiona. Wbijam mocno palce w nagą skórę, praktycznie przyklejając się do nagiego torsu. Aleks spogląda na mnie z góry, spod przymrużonych powiek.  
– Piłaś?
– Troszkę – odpowiadam skruszona, przesuwając palce w kierunku karku. Oplatam go rękami, splatając dłonie na plecach. – Tęskniłam.  
Aleks nie odrywa ode mnie oczu. Ciepło, które wywołuje jego spojrzenie, kumuluje się w moim podbrzuszu. Idąc tutaj już wiedziałam czego chcę i wiedziałam, że zostanę do rana. Na złość wszystkim.  
– I już ci nie przeszkadza? – pyta.  
– Kto?
– Ona.  
– Ta głupia idiotka o ptasim móżdżku? – dopytuję. – Daj spokój. Co ona może ci dać? – Unoszę brew. – Bądźmy szczerzy. Gra kogoś kim nigdy nie będzie.  
– Odnalazłaś swój cięty język? – drwi.  
– Musiałbyś to sprawdzić – mówię, przygryzając wargę.  
Patrzymy sobie prosto w oczy. Niebieskie tęczówki nagle zaczynają płonąć, kiedy wzrok chłopaka zsuwa się na moje usta. Waha się przez ułamek sekundy, a potem zamyka mnie w ramionach i odbiera oddech, całując bez opamiętania.  
– Zostaniesz? – szepcze, muskając wargami skórę na mojej szyi.  
Zamiast odpowiedzieć, pogłębiam pocałunki, nie potrafiąc się nacieszyć jego bliskością.  
Chyba się zakochałam.  



Nie umiem spać.  
Leżę na boku i przyglądam się śpiącemu Aleksowi. Wtulony w poduszkę, cały w tatuażach, stanowi dość ciekawy widok. Za każdym razem, gdy spoglądam na przymknięte powieki, moje serce niespokojnie drga w piersi. Przez połowę nocy mieliśmy kontakt wzrokowy. I chyba byłoby łatwiej, gdyby powiedział wprost, że mnie kocha... A nie chował się za czułym spojrzeniem i dotykiem, od których drętwiało całe moje ciało. Za każdym razem, gdy próbowałam odwrócić wzrok albo chociaż zamknąć oczy, delikatnie dotykał dłońmi mojej twarzy, szepcząc do ucha:
– Spójrz na mnie.
I patrzyłam.  
Stawałam się wtedy bezbronna, malutka i pragnęłam jeszcze bardziej być blisko niego. W kryzysowym momencie, musiałam przygryźć wewnętrzną część policzków, aby nie wyznać tajemnicy, siedzącej bardzo głęboko w moim sercu.  
Chyba się zakochałam?
Teraz mogę trwale usunąć „chyba”.  
– Nie śpisz?
Niebieskie oczy wwiercają się w moją twarz, nie pozwalając na zerwanie kontaktu.  
– Nie potrafię zasnąć.  
Łapie mnie za biodro i przysuwa do siebie, jakbym była bezwładną lalką.  
– Nie uciekaj.  
– Dlaczego myślisz, że chcę?
Zerka na moje usta, a potem znów patrzy prosto w oczy.  
– Widzę. – Wzdycha. – Nie zostawiaj mnie samego.  
– Co pomyśli twój ojciec? Laura?
– Ojciec wróci dopiero rano, a Laura jest u... matki.  
Przybliżam się do niego, wtulając w ciepłe ramiona.  
– Jesteśmy popieprzeni, wiesz?
– Wiem – odpowiada szczerze, gładząc mnie po włosach. – I dlatego tak cholernie mi na tobie zależy.
– Błagam, nie mów nic więcej...  
– Dlaczego?
Przyciskam czoło do jego nagiej klatki piersiowej, zamykając oczy.  
– Boję się...
– Czego?
– Nas.
Aleks zaczyna kreślić kółka na moich plecach, próbując rozluźnić spięte mięśnie.  
– Nie masz powodu do strachu.  
– Nie nadaję się do związków.
– O mnie można powiedzieć to samo – mówi. – Ale jak tylko pomyślę, że mógłby mieć cię kto inny... – Gwałtownie przytula mnie do siebie, wzdychając ciężko. – Nie pozwolę ci odejść. Nigdy.  
Kolejna obietnica.  
Usilnie próbuję wyrzucić krótkie wspomnienie związane z Marcinem, który wypowiedział dokładnie takie same słowa. Miało być „nigdy”, a skończyło się nagle i... Nabieram ostrożnie powietrza do płuc i bardzo wolno porządkuję zagubione myśli.  
– I pamiętaj, że teraz już jesteś moja. Tylko moja – dodaje.  
Przygryzam wargę, wtulając się mocniej w jego klatkę piersiową.  
– Jestem.  
Znowu do kogoś należę. Cholera.

1 463 czyt.
100%183
elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 1874 słów i 11199 znaków, zaktualizowała 15 sty o 12:17

Komentarze (3)

 
  • Lula

    Lula 27 wrz 2018 ip:896429

    Zakochałam się w tym opowiadaniu 😍

  • Fanka

    Fanka 25 wrz 2018

    Świetna część
    Ale mało Tak bardzo bym chciała byś dodała więcej

  • agnes1709

    agnes1709 25 wrz 2018

    Zadziora jak choleraBosko!