Chcę cię, na zawsze - Rozdział 28

– Ada, przepraszam za spóźnienie! – krzyczę od progu. Drzwi zamykają się za mną hukiem, więc kilku klientów podskakuje na krzesłach. Podchodzę w ekspresowym tempie do baru, widząc nietęgą minę koleżanki. – Naprawdę, prze...
– Wiki, zamiast tracić czas na tłumaczenia, ubierają tę cholerną plakietkę i zacznij obsługiwać stoliki!
– Czemu jesteś nie w sosie? – pytam, chowając bluzę pod bar, bo nie mam czasu, aby pójść na zaplecze. Wyciągam plakietkę z szuflady i przypinam ją w momencie, w którym na sali pojawia Kasjan. Wściekły Kasjan. – Cholera – warczę pod nosem.
– Wiki, sala – syczy Ada, zerkając niepewnie w stronę syna właściciela.
Chcę wyjść zza baru, ale Kasjan łapie mnie za rękę i wyprowadza na zewnątrz. Uścisk jest mocny, więc gdy mnie puszcza, zauważam czerwone ślady na skórze.  
– To bolało – skarżę się, rozmasowując rękę. – Co cię ugryzło?
– Mnie? – pyta, wskazując na siebie palcem. – Kolejne spóźnienie w ciągu jednego, pieprzonego, tygodnia. Co masz na swoją obronę?
– Przepraszam, Kasjan.  
– Nie pieprz głupot. Żądam wyjaśnień.
Oczy zwężają mi się w szparki.  
– Żądasz?
– Tak, do cholery! Jestem twoim pracodawcą, a ty tylko zwyczajną pracownicą i...
Zrywam plakietkę w trybie natychmiastowym, a Kasjan milknie, ale nie na długo.  
– Co ty, kurwa, robisz?!
– Co robię?! Myślisz, że możesz na mnie wyładowywać swoją złość?! A kim ja jestem?! Jakimś cholernym kozłem ofiarnym?!
– Gdybyś mniej...
– Kasjan! – warczę, wchodząc mu w słowo. – Zastanów się trzy razy nim powiesz coś, czego nie wymaże głupie „przepraszam”!
Chłopak zaciska mocno zęby, ciężko oddychając. Jest wzburzony, ale czy naprawdę do tego stanu doprowadziło go moje spóźnienie? No dobra, może faktycznie w ostatnim czasie nie jestem wzorową pracownicą, ale wielokrotnie zostawałam po godzinach, więc nie powinien mieć pretensji.  
– Wracaj do pracy – burczy.  
– Co? Wyżywasz się na mnie, a teraz...
– Czemu Aleks, co?
Milknę, nie za bardzo rozumiejąc co właściwie się stało.  
– Do czego zmierzasz? – pytam zaskoczona.
Przeciera dłonią twarz i odwraca się do mnie bokiem.  
– Nieważne – prycha.  
– Może jednak ważne? Pracujemy razem, więc...
– Wracaj do pracy.  
– Kasjan! – upominam go. – Nie spławisz mnie tak łatwo!
Chłopak nie ciągnie rozmowy ani nawet na mnie nie patrzy. Oddycha coraz swobodniej, ale wciąż wygląda na wkurzonego. Jestem zła i mam ochotę tupnąć nogą, ale zamiast tego, przypinam z powrotem plakietkę i wracam do środka. Wchodzę za bar, biorąc kilka głębokich wdechów.  
– Co tam się stało? Strasznie krzyczeliście.  
Zerkam na przejętą Adę i nie wiem, co mam odpowiedzieć.
– Miał pretensje, bo się spóźniam.  
– I z tego powodu miał minę, jakby chciał cię zabić?
– Nie. Pytał o Aleksa.
– Co?  
– Nie mam zielonego pojęcia, o co mu chodziło.  
Ada zaciska usta, patrząc na mnie z przepraszającym uśmiechem.
– Nie wkurzaj się, ale nie przeszło ci przez myśl, że może być zazdrosny?
Wzdycham ciężko.  
No tak. Przecież żaden facet miał mnie nie mieć.  



– Naprawdę nie mogę tu zostać?  
Zapinam bluzkę, aby nie kusić losu. Aleks nie przyjmuje odmowy do wiadomości i blokuje przejście. Wolałabym, żeby poszedł do domu. Nie powinniśmy się spieszyć. Chyba.  
Boże, mam mętlik w głowie...
– Aleks, nie dziś.  
– To samo mówiłaś wczoraj. Przecież tego chcesz – rzuca z wyrzutem, próbując mnie objąć. – Wiki, nie bądź taka...
Nie lubię, gdy ktoś na siłę próbuje przekonać mnie do swoich racji. Chłopak chyba zapomniał o Sonii i jej telefonach. Ta idiotka wydzwania do niego non stop, a on nic z tym nie robi. Kilka minut temu, komórka wibrowała mu w kieszeni, kiedy wsuwał dłonie między moje uda. I niby jak... Nie, nikt nie będzie dyktował mi warunków.
– Miałeś porozmawiać z Sonią i wyjaśnić jej zaistniałą sytuację.  
– Zrobię to.  
Zamieram, unosząc brwi.  
– Kiedy?
– Przy okazji.
– A jakie to święto? – drwię. – Aleks, nie będę twoją tajemną panienką do pukania – warczę. – Albo przejmuję stanowisko tej wywłoki, albo dalej bądź kotem goniącym nieuchwytną mysz!
Jestem wściekła, ale mina chłopaka tylko podwaja moją złość. Nie wygląda na przejętego.
– Słyszysz co do ciebie mówię? – pytam, ale chłopak nawet nie patrzy mi w oczy.  
Jego ręce błądzą po moim ciele i chociaż uparcie walczę, wiem, że przegram. Zerkam na tatuaże, a moje serce od razu traci rytm. Boże, w co ja się znowu wpakowałam?  
– Aleks!  
– Lubię, gdy jesteś zazdrosna – odpowiada z zawadiackim uśmiechem. – Porozmawiamy o tym później, a teraz...
Odpycham go, może zbyt mocno, chociaż intuicja podpowiada mi, że przydałby się kubeł lodowatej wody. Aleks mruga powiekami i odchrząkuje, jakby dopiero teraz oprzytomniał. Wiem o czym wcześniej myślał, ale nie zamierzam rozkładać nóg przed kimś, kto nie potrafi spławić natrętnej idiotki. Jak na złość, komórka chłopaka znowu zaczyna dzwonić. Szarpię wargę, powstrzymując się od głośnych przekleństw.  
Aleks wzdycha ciężko, po czym wyciąga telefon i zerka na ekran, marszcząc brwi. I, gdy już myślę, że kolejny raz odrzuci połączenie, odbiera.  
– Hmm, cześć. Sonia, nie mogę teraz rozmawiać... Laptop przestał działać?... Nie, nie mogę teraz przyjechać... Tak, jestem zajęty... To moja prywatna sprawa... Nie chodzi o seks... Sonia, błagam... – Chłopak wzdycha ciężko, chowając komórkę do kieszeni spodni. – Chyba się wkurzyła.  
– Dziwisz się? Wciąż myśli, że jesteście razem!
– Nieprawda.
– Och, naprawdę? – kpię. – Mydliłeś jej oczy, a ona płaszczyła się przed tobą, błagając o chwilę uwagi. Zakochała się i naprawdę nie wiem, czy nie ze wzajemnością...
Twarz Aleksa przybiera złowróżbny wyraz. Zaciska szczękę, piorunując mnie wzrokiem. Może powiedziałam o kilka słów za dużo, ale jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nie chce zerwać z nią kontaktu?  
– Gówno prawda – syczy. – Po prostu, Sonia ma problemy. Potrzebuje mnie. – Przeklina siarczyście pod nosem, widząc moją niezadowoloną minę. – Chodziło mi...
– Mam to gdzieś. – Popycham go w stronę przedpokoju. – Wracaj do siebie!
– Wiki!
– Nie chce mi się z tobą gadać!  
– Wiki!!! – podnosi głos, łapiąc mnie mocno za łokieć. – Co w ciebie wstąpiło?
Odsuwam się od niego i otwieram drzwi, wskazując dłonią klatkę schodową.  
– Albo jesteś mój, albo się żegnamy.  
– Przecież wiesz...
– Nie, nie wiem.
Chłopak rzuca mi ostatnie spojrzenie pełne wyrzutu i wychodzi. Słyszę, jak szybko zbiega po schodach. Pewnie jest wkurzony. Trudno.  
Jeśli mamy stworzyć jakikolwiek związek to na moich warunkach.  



Leżę w łóżku, próbując uspokoić skołatane serce.  
Coś co było nieuchwytne, nagle stało się moje. Nie, inaczej. Aleks wciąż nie należy do mnie. Chociaż jego słowa mówią co innego, to czuję, że między nami stoi rozhisteryzowana Sonia. Zalana łzami, z otwartymi ranami i złamanym sercem, próbuje wyszarpać dla siebie kawałek starych wspomnień, zbudowanych na pięknych kłamstwach.  
Nie kochał jej. Wciąż nie kocha.  
Była klinem, a może nadal jest?  
Nie chcę zaprzątać sobie nią głowy, ale mam dziwne wrażenie, że ona tak łatwo nie odejdzie... Zakochana na zabój, nie będzie w stanie odpuścić.  
Przewracam się na bok i wbijam wzrok w ścianę. Potrzebuję spokoju. Muszę na nowo wszystko przemyśleć, chociaż w końcowym rozrachunku pewnie znowu wyjdą błędy. Błędy, które będą mnie prześladować do końca życia.

1 025 czyt.
100%166
elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1299 słów i 7789 znaków

Komentarze (6)

 
  • Meg

    Meg 5 dni temu ip:8720537

    Zapowiada sie ciekawie

  • agnes1709

    agnes1709 6 dni temu

    No i się w końcu doczekałam. Bosko!

  • Zaciekawiona

    Zaciekawiona 6 dni temu ip:832041

    Kiedy następy rozdział ?

  • Convallaria

    Convallaria 8 sie 17:31

    Hej. Taki spokojny rozdział. Czuję, że to cisza przed burzą

  • zabka815

    zabka815 7 sie 20:32

    Nareszcie jest ja tak czekałam na ten rozdział , mam nadzieję że kolejny będzie szybciej. Bardzo polubiłam Wiki i Aleksa ich znajomość jest bardzo ciekawa

  • Black

    Black 7 sie 19:25

    Bardzo fajny rozdział, czekałam z utęsknieniem na niego Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się dalej ta historia