"Boję się ... kiedy to zrozumiesz? " Cz.50

Podejdź do mnie przytul się na chwile jeszcze, zamknij oczy,
słyszysz jak kocham krzyczy serce,
zamknij raz jeszcze oczy na chwile szczęście,
tylko w ten sposób możesz dostrzec to co najważniejsze,
wiesz to jest piękne, co między nami kwitnie,
a to że chcemy trwać w tym to jest oczywiste,
cierpki jak wiśnie, chwile też mają swój smak,
Kochanie będę tutaj jak najdłużej tez bądź tutaj,
to jest nasz Eden tutaj spojrzenia są cenne świat nasz to gesty,
które tak wiele nam mówią codziennie,
w nich dusze nasze, piszą wspólny życiorys,
labirynt uczyć choć skomplikowany chcemy w nim błądzić,
podejdź do mnie, gdy nie jest kolorowo pięknie,
i utop wszystkie smutki w moich oczach permanentnie,
i nie ważne ile czasu będziemy spędzać razem,
nie ważne, będzie to wciąż za mało dla mnie.
I Kocham Cie jak nikt,
gdy biegasz i gdy śpisz,
i kocham Cie tak jak sny,
te w których pojawiasz się Ty,
I Kocham Cie bo nikt,
nie kochał mnie tak jak Ty,
I dobrze nam razem jest zobacz,
i nic nie poradzę że kocham...


Wstałam rano i czułam się już lepiej. Tom leżał koło mnie i wpatrywał się w moje jeszcze zaspane oczy.  
-Jak się czujesz skarbie? Lepiej niż wczoraj?  
-Tak już się dzisiaj lepiej czuję.
-To się cieszę. - powiedział i pocałował mnie namiętnie. Nagle łóżko się lekko ugięło, a między nas wskoczyła Emily. Ten pies z dnia na dzień stawał się coraz większy. Ale na szczęście nie było z nią takiego problemu jak z początku. Bardzo szybko zaczęła zachowywać się jak dorosły pies chociaż wiadomo potrzebowała trochę uwagi i zabawy i jadła więcej niż ja i Tom. Tylko Tom jest za bardzo nerwowy, a zwłaszcza jak Emily coś przeskrobie. Ale jak na tak potężnego i energicznego psa Emily była aniołkiem.  -Emily zjazd na dół. Do siebie. - powiedział Tom, a moja kochana psina grzecznie zeszła z łóżka.  
-Nie musiałeś jej wyganiać. Przecież nic takiego nie zrobiła. Chciała się tylko przytulić.
-Ja też się chcę tylko przytulić, ale ona mi to utrudniłam.  
-Jesteś zazdrosny o Emily? - zapytałam zalewając się śmiechem.  
-Nie małpko. - powiedział i zaczął mnie łaskotać. Nagle zadzwonił telefon Toma. Zrobił bardzo wściekłą minę z sięgnął po telefon. -Halo! - wykrzyknął do telefonu, ale po chwili mina mu zbledła. -Jaki to szpital? ...-Ok zaraz będziemy. - powiedział Tom i szybko wyszedł z łóżka.  
-Tom, co się stało? - zapytałam niepewnie widząc jego zmieszanie.  
-Ubieraj się myszko. Musimy jechać do szpitala. Domnica ktoś pobił i ma jakiegoś krwiaka podtwardówkowego i będzie musiał mieć operację. Podobno nie jest w dobrym stanie. A operacja będzie poważna. - powiedział Tom, a ja byłam już uszykowana. Szybko nałożyłam Emily do miski jedzenie i nalałam wody, po czym wybiegliśmy z domu. Trzęsłam się ze strachu. Wsiadłam z Tomem do samochodu. Z piskiem opon wyjechał z podwórka. Złapałam go za rękę widząc na liczniku 180km/h.  
-Kochanie zwolnij trochę, bo zaraz my wylądujemy na intensywnej terapii.  
-Dobrze myszko. - powiedział i nieco zwolnił. Już po trzydziestu minutach byliśmy pod szpitalem. Tom dosłownie wybiegł ze samochody. Szybko zamknął i złapał mnie za rękę dosłownie ciągnąc mnie za rękę. Wbiegliśmy do windy i pojechaliśmy pod jego salę. Na korytarzu już czekał Edward, Mario i inni koledzy. Wszyscy byli załamani i smutni. Bardzo było mi ich szkoda, ale najbardziej Toma. W końcu to jego brat. Co prawda nie najlepszy i wymarzony, bo swoje za uszami ma tak jak każdy z resztą. -Gdzie jest Dominic? - zapytał Tom, a wszyscy spojrzeli na salę przed nimi. Tom podszedł do drzwi i zobaczył napis sala operacyjna.  
-Musieli podjąć natychmiastową decyzję o operacji. Nie mogliśmy czekać za tobą. Jego stan z minuty na minutę był coraz gorszy. Kazał przekazać, że jak odjedzie z tego świata to mamy nie płakać, bo on cały czas będzie i że w końcu spotka się ze siostrą. - powiedział Mario, a jego dłonie się trzęsły.
-Nie gadaj tak Mario, będzie dobrze. - Powiedziałam i usiadłam na kolanach Toma, który siedział obok Mario i złapałam go za rękę. Mario pewnie wiedział więcej niż my o sytuacji w której jest Dominic. Mimo tego, że nie lubiłam Dominica, za to co mi zrobił kiedyś,to się o niego martwiłam. W końcu chodziło o jego życie. Tom był cały spięty. Wcale się nie odzywał. Siedzieliśmy tam już około cztery godziny. Cały czas ktoś przychodził i wychodził. Lekarzy było tam tyle, że już się bałam, że coś się stało i nie mogą sobie poradzić. Nagle z sali wyszedł wysoki lekarz w niebieskim kitlu. Na butach miał krew co sprawiło, że o mało co nie zemdlałam. Dobrze, że siedziałam na kolanach Toma. Nagle Tom wstał trzymając mnie mocno.  
-Co z Dominickiem? Wyjdzie z tego? Jak poszła operacja?  
-Dominic to bardzo silny chłopak. Operacja się powiodła, chociaż były pewne komplikacje. Proszę się jak na razie nie martwić na zapas. Rekonwalescencja może trochę potrwać, ale z biegiem czasu powinien dojść do siebie. Po wybudzeniu będzie mu potrzebne dużo spokoju.  
-Co to za komplikacje? Czy to coś poważnego?  
-Wystąpiło obfite krwawienie i część mózgu zostało lekko naruszona przez krwiak.  
-Do czego to prowadzi?  
-Początkowo może mieć problemy z podstawowymi czynnościami takimi jak poruszanie się czy rozmowa. Ale jak na razie nie ma co się tym martwić. Chłopak jest silny i wszystko się okaże po wybudzeniu. Ale proszę nie zwracać teraz szczególnej uwagi na to jak będzie mówił czy się poruszał, bo po wybudzeniu zajmie mu trochę czasu dojście do siebie. Miał podaną bardzo silną narkozę, więc wybudzenie też mu zajmie trochę czasu. Ale Jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku. Chłopak jest w stanie stabilnym i wszystko wskazuje na to, że w najbliższe dwadzieścia cztery godziny będzie w stanie z wami porozmawiać. Czy jeszcze jakieś pytania?  
-Tak. Kiedy będę mógł do niego wejść?  
-Odwiedziny nie są teraz wskazane, gdyż dopiero zjechał z sali operacyjnej. W tym momencie nawet nie będzie wiedział co pan do niego będzie mówił. W tej chwili przewieziemy go na oiom. Tam spędzi około dwie doby. Później przewieziemy go na salę. Numer pokoju będziecie państwo mogli się dowiedzieć w rejestracji.  
-Dziękujemy bardzo. - powiedział Tom, a lekarz poklepał go po ramieniu i poszedł do pokoju lekarzy. Było widać, że jest wyczerpany.Tom usiadł na krześle i schował twarz w moje ramie. Było mi smutno, bo nie wiedziałam co mam robić. Ja znowu zaczęłam się źle czuć, ale nie chciałam tego pokazywać, bo już mieli dosyć zmartwień na dzisiaj. Siedzieliśmy w tym szpitalu aż do wieczora, a Tom cały czas siedział i patrzył przez szybę widząc swojego brata podłączonego do różnych rurek. W godzinach nocnych jego koledzy już poszli do domu, a my nadal tam siedzieliśmy. Tom nie chciał stąd odchodzić. Chciał cały czas siedzieć przy bracie. Ja czułam się coraz gorzej, ale nie mówiłam tego Tomowi. Położyłam się na krzesłach. Było mi bardzo niewygodnie. Nagle poczułam, że będę wymiotować. Podbiegłam do pierwszego kosza na śmieci i zaczęłam haftować. To było straszne. Tom szybko do mnie podbiegł i złapał moje włosy, klęcząc przy mnie.  
-Tom, puść mnie. Idź do Dominica. On cię teraz potrzebuje nie ja.
-Nie puszczę cię. Pójdę po lekarza, niech lekarz cię zbada.  
-Ani mi się waż. Jak chcesz mi pomóc, to zawieź mnie do dom. Ja się położę, prześpię i będzie ok. Po co od razu lekarze?
-Skarbie, mój brat leży na oiomie, a ty źle się czujesz już od kilku dni. Na tobie bardziej mi zależy. Nie chcę żeby tobie się coś stało. Rozumiesz?  
-Tom, Ja chcę jechać do domu. Proszę.  
-Dobrze. Dasz radę wstać, czy musisz chwilę usiąść?  
-Dam sobie radę. - powiedziałam, ale jak wstałam, to Tom od razu wziął mnie na ręce i szedł przez korytarz. Nagle zatrzymał nas jakiś lekarz.  
-Wszystko w porządku? - zapytał patrząc na mnie.  
-Właściwie to nie, bo zaczęła haftow... - nie dałam mu dokończyć i szybko wtrąciłam:
-Wszystko dobrze. Po prostu kolega miał dość skomplikowaną operację i z tych nerwów źle się poczułam. To wszystko.  
-Na pewno nie jest potrzebna żadna pomoc. Gabinet mam tutaj po drugiej stronie.
-Dziękujemy, ale damy sobie radę. Wszystko jest ok, więc nie ma co panikować.  
-W takim razie dobrze. W razie problemów proszę dzwonić. Służymy pomocą. - powiedział lekarz i poszedł do swojego gabinetu. Spojrzałam na Toma. Miał bardzo groźną minę. Ale mi na prawdę nie była potrzebna żadna pomoc. Weszliśmy do samochodu. Tom ruszył w stronę domu. Tym razem jechał normalną prędkością. Nie przekraczał 100km/h. Cały czas trzymał telefon i do kogoś pisał. Nie chciałam wnikać do kogo, a z resztą nawet nie miałam siły wdawać się w szczegóły. Marzyłam żeby tylko położyć się w łóżku i odpocząć po tym męczącym dniu. Jak zajechaliśmy do domu, Na podwórku stał jakiś samochód. Nie widziałam kto tam jest, bo było bardzo ciemno. Wyszłam z samochodu żółwim tempem. Nie miałam na nic siły. Po chwili zorientowałam się, że koło samochodu stoi Mario. Tylko po co on tutaj? Minęłam go bez słowa i poszłam do domu. Widziałam, że idą za mną i o czymś rozmawiają. Emily leżała sobie na dywanie i nawet nie chciało jej się ruszyć żeby się przywitać tak jak zawsze. Poszłam do pokoju, a Emily za mną. Nawet się nie rozbierałam, tylko weszłam do łóżka. Tom wszedł wraz z Mario do pokoju. Jak tylko zobaczyłam, że Mario ma torbę, to się domyśliłam co będzie. Obydwaj usiedli na łóżku i spojrzeli się na mnie.  
-Czego chcecie? - zapytałam bez sił.  
-Skarbie, wiesz dokładnie. Nadal jesteś chora, a ja nie wiem co ci jest. Martwię. Dasz się zbadać i dam tobie spokój. ok? Zgadzasz się?  
-A mam jakieś wyjście? Nie chcę żadnych badań bo nie są mi potrzebne. Już się czuję dobrze.  
-Mała, przecież się mnie nie boisz. Nie zrobię ci krzywdy. Będzie dobrze.  
-A co będziesz robił?  
-Tylko wezmę krew do badania. Chyba dasz radę?  
-O nie. Nie chcę żadnych igieł i koniec.  
-Skarbie, to tylko chwila. Chyba, że chcesz żebym na siłę cię zmusiła do badania. To już nie będzie tak przyjemne. - spojrzałam na Toma ze łzami w oczach. Naprawdę bałam się igieł, a poza tym to badanie nie jest mi potrzebne. Tom przytulił się do mnie i pocałował w czoło. Przytuliłam się jeszcze mocniej do niego, a po policzku poleciała mi łza. -Nie płacz kochanie, przecież to nie boli i naprawdę trwa tylko chwilkę. - powiedział Tom i otarł mi wolno spływającą łzę i policzka.  
-To szykować? - zapytał Mario.
-Tak. - Tom odpowiedział za mnie. Jak widziałam jak Mario szykuje igłę, to cała się trzęsłam. Tom głaskał mnie po plecach i całując po głowie chcąc mnie uspokoić. Ale było mi się ciężko uspokoić, bo tak panicznie bałam się igieł.  
-Dobra maludo. Usiądź sobie na fotelu. Będzie wygodnie. I nie bój się. Nic się nie stanie przecież. To naprawdę tylko chwilka. - Tom wstał z łóżka i usiadł na fotelu sadzając mnie sobie na kolanach. Przytulił mnie mocno i trzymał mi rękę, żebym się nie ruszyła. Mario szybko wbił igłę i już po dziesięciu sekundach było po wszystkim. Zakleił mi plastrem, żeby krew mi nie leciała. -Już po wszystkim. I co bolało ?  
-Trochę. - powiedziałam, a Tom pocałował mnie w miejsce gdzie miałam pobieraną krew. Położył mnie na łóżko i podszedł to Mario, który wszystko zapakował i stał już przy drzwiach gotowy do wyjścia. Coś zaczął rozmawiać z Tomem, ale nie słyszałam co. Emily wskoczyła koło mnie na łóżko. Przykryłam się i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Byłam wykończona emocjami z całego dnia.  

***
Wiem, że długo nie pisałam, ale mam mały problem i postaram się następną część napisać w ciągu dziecięciu dni.  
Pozdrawiam :* i miłego weekendu  
Tałi - Kocham Cie Jak Nikt

3 771 czyt.
100%314
emilka38

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2245 słów i 12133 znaków ·

Komentarze (4)

 
  • pis

    pis 3 kwi 2016 ip:94254176

    Piękne opowiadanie8????????????????

  • Misiaa14

    Misiaa14 2 kwi 2016

    Kocham *-*

  • Malineczka2208

    Malineczka2208 2 kwi 2016

    Świetneee Czekam na kolejną

  • Tosia12283

    Tosia12283 2 kwi 2016

    Super