Błękit cz 10 (finał)

Teraz kiedy kończę, wiem że nie chodzi tylko o ludzi, dla których przyszedłem wraz z moimi braćmi i siostrami. Chodzi o Ziemię. O tą żywą, najbardziej ukochana istotę El. A ta cierpi krzywdę od swoich cielesnych dzieci. Wiele ludzi sądzi, że świadomość się podnosi. Mówią o czwartym i piątym wymiarze. Ciekawe czy wiedzą o czym mówią.  
Oświeceni próbują nas zniewolić i świetnie im się udaje. Nowy porządek, Wspólna Europa. Dezinformacja, bałagan. Szczepionki, smugi kondensacyjne, strach. Armagedon, Nibiru. Lista się nie kończy. Receptę na to wszystko ma ,,Złoty promień”. Wystarczy tylko zrozumieć, że wszystko co jest, to Ty. Nie mniej, nie więcej. Kochaj, a miłość cię wyzwoli. Ale kochaj przez duże K.  Napisane złotym drukiem. Mam nadzieję, że pokazałem w moich nowelkach kim jest LOVE. Nie mówię o tej Love. Mówię o miłości, która jest jedyną siłą i sensem tego co jest.  
     Nel-he-la wróciła do mnie. Powiedziała, że myślała, że mnie już nie kocha, ale się myliła. Okazało się, że nigdy nie była z Jimim blisko. Cóż moja fizyczna część męskości bardzo się z tego ucieszyła, chociaż już zaakceptowałem, że było inaczej. Czy Nel-he-la wierzy, że jest z Giyany? Nie wiem. To bez znaczenia.  
Kiedy Marta wróciła do mnie stało się coś ważnego. Jak już wspomniałem zostawiłem kościół, ale nie Boga. Muszę napisać o tym. Gdybym wydał książkę wcześniej, pewnie te informacje, by się tu nie znalazły. Stało się tak, że zacząłem się interesować ruchem Hare Krishna. Jednak już na wstępie wiedziałem, że nigdy nie zostawię Jezusa. Moje życie było pełne ciekawych, nietypowych zdarzeń. Kiedy miałem osiem lat chodziłem do szkoły 178. Codziennie szedłem do szkoły ulicą Kwiatową, a potem Różaną. W tych latach na ulicy Różanej mieszkali dygnitarze i pracownicy ambasad z państw zachodnich. Ale nie o tym chciałem napisać. Któregoś dnia, kiedy szedłem do szkoły zatrzymała się czarna Wołga. Miły pan wysiadł z samochodu i zapytał czy mnie nie podwieźć. Powiedziałem, że dziękuję, nie. Dopiero znacznie później dowiedziałem się, że ten samochód miał złą sławę. Porywano dzieci! Nie mogę gwarantować, że to byli ci, źli ludzie. W każdym razie nic mi się nie stało. Pierwsze niespotykane doświadczenie miałem kilka minut po dziewiątej wieczorem 19 kwietnia 1990 roku. O 21: 03 lekarz wyjął moją córeczkę po udanym cesarskim porodzie. Moja żona źle znosiła ciążę. Była napuchnieta i miałe ponad 30 kg nadwagi. Miała bardzo wysokie ciśnienie. Piszę o tym, ponieważ wówczas nie byłem dobrym partnerem. Sądziłem, że jestem. Ale tak nie było. Do siódmego miesiąca ciąży, nie czułem, że w środku ciała mojej żony jest dziecko. Ja wiem, że to trudno pojąć, ale tak było. Kiedy Verona leżała w inkubatorze, lekarz pozwolił mi ją zobaczyć. Podszedłem blisko i... poczułem fizyczne uderzenie, oraz uderzenie gorąca. Podobne w odczuciu, kiedy się otwiera bardzo gorący piec. I te dwa uderzenia otrzymałem w brzuch i klatkę piersiową. W jednej chwili zacząłem kochać moje dziecko. Przez wiele lat nie dotarło do mnie, że to ona dała mi tą miłość.  
A teraz Jezus. Mój jedyny, prawdziwy przyjaciel. Znam bardzo dobrze Pismo Święte. Z tej księgi wynika niezbicie, że Jezus jest Bogiem. Chociaż on sam nazywał się Synem Bożym lub Synem człowieczym. Ale wystarczy przeczytać Ewangielie Jana i listy Jana, by mieć w tym pewność. To jest moja biografia, a nie rozprawa teologiczna. Więc na tym zakończę.  
Pierwszy cud Jezus zrobił dla mnie w małej wiosce pod Montrealem. Mieszkał tam nasz przyjaciel, Edward. Miał w miasteczku Lorel, mały domek. Była jesień. W tym czasie nie  doprowadzono jeszcze wody do jego domku. Po wodę chodziliśmy do małego źródełka, oddalonego około 150 metrów. Poszedłem po wodę. Liście leżały na ziemi. Pokrywały wszystko, prawie do połowy łydki. Źródełko znajdowało się w lesie liściastym. Zanim zaczerpnąłem wody, zacząłem się gimnastykować. Machałem rękami na boki. Usłyszałem ,,pum”. Moja zbyt luźna obrączka, spadła z palca. A pum? To było uderzenie o kamień. Igła w stogu siana! Obrączka mogła być blisko, albo kilkanaście metrów! Najpierw wszyscy szukali. Edward, jego żona, moja żona i oczywiście ja. Powiedziałem, że to tylko kilkadziesiąt dolarów. Kupiliśmy obrączki jeszcze w Polsce, zaraz przed Stanem wojennym. Edward się obraził. Dla niego, to był symbol małżeństwa. Dla mnie też, ale pewnie to nie ja powiedziałem. W rezultacie wziąłem specjalne grabie do liści i poszedłem szukać sam. Stanąłem w miejscu i powiedziałem.
— Panie Jezu. Wiem, że jeśli zechcesz znajdę obrączkę. Jeśli nie zechcesz, nie znajdę. Będę szukał tylko w promieniu ramion i długości grabi. Pozostanę w tym miejscu.
Wysunąłem ramię i wpuściłem grabie w listowie. Nawet nie przesunąłem dwa centymetry. Znalazłem obrączkę. Właściwie Jezus mi ją znalazł. Drugi cud opisałem powyżej. Ale muszę to powiedzieć jak było dokładnie. Oto głos powiedział prosto do mojej głowy.
,,Nie mogę cię uleczyś, ponieważ już jesteś uleczony. Zrobiłem to dwa tysiące lat temu na krzyżu. MOŻESZ to tylko zaakceptować”. Podniosłem ręce i powiedziałem.
— Panie Jezu pozwól mi zaakceptowac ten fakt, że zostałem już uleczony.
Kiedy to wyznałem zostałem natychmiast uleczony. Ci, którzy czytają Biblię, wiedzą, że Pismo mówi o wierze i wyznaniu jej ustami.
Trzeci cud miał miejsce, kiedy już należałem do kościoła w Kelowna, gdzie nadal mieszkam. Byłem około 15 km od domu. Zobaczyłem dwa samochody. Pierwsza kobieta, próbowała pomóc zapalić silnik samochodu drugiej kobiety. Ale bez powodzenia. Ponieważ znałem się trochę na naprawie pojazdów, zaproponowałem pomoc. Samochód tej pani miał ponad dwadzieścia lat. W baku nie było dużo paliwa. Powiedziałem, że przyniosę około 10 litrów paliwa i spróbujemy zapalić. Starter działał. Powiedziałem, że jeśli się nie uda, to niedaleko jest warsztat. Ku jej zaskoczeniu pomodliłem się głośno z proźbą do Jezusa. Kobieta wiozła jedzenie dla swoich dzieci. Nie miała komórki. Przekręciłem kluczyki i nic.
— To teraz musimy pojechać do warsztatu — powiedziała.
— Ja działam, kiedy ja chcę — odrzekłem.
Znowu z całą pewnością, to nie ja powiedziałem. Przekręciłem drugi raz kluczyki. Usłyszałem zgrzyt. Silnik chodził, więc starter zazgrzytał. Nie wiem kiedy samochód zapalił. Z całą pewnością, po pierwszej próbie nie zapalił... Pewnie było jeszcze kilka nadzwyczajnych spraw, ale mi umknęły. Ostatnia miała miejsce, kiedy już opuściłem kościół. Nawet zastanawiałem się tego dnia, czy nie zrobiłem źle. Pracowałem w Calgary. Przyjechałem do domu, na którym miałem kłaść dach i... zauważyłem, że mam tylko jeden kabel elektryczny. Zazwyczaj potrzebowałem dwa. Od razu zrozumiałem, że drugi zostawiłem w poprzednim miejscu pracy. Pojechałem tam. Na szczęście przewód elektryczny był w środku domu. Ale dom był zamknięty. Działo się to pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Zadzwoniłem do mojego menagera. Ale niestety, inny menager, który miał pieczę nad tym domem, był nieobecny. Mój menager powiedział, że muszę poczekać około dziesięciu dni, bo wszystko ruszy po Nowym Roku. Stałem przed drzwiami i powiedziałem
— Panie Jezu, wiesz, że potrzebuję tego przedłużacza.
Nie minęła nawet minuta. Zatrzymał się samochód.
— Chcesz się dostać do środka? — zapytał gość.
— Tak. Mój menager dzwonił do ciebie?
— Nie.
— W takim razie wiem kto ci powiedział...
Czemu to piszę?
Ponieważ zrobiłem błąd. Gdyby nie Love. Kim jest Love? Czy jest Tą super istotą, za którą się podaje?  
Wiedza wedyjska jest bardzo rozwinięta i poważna. Ludzie często podają informacje, które trzeba sprawdzić. Ten ruch rozwija się w Polsce jak i w wielu krajach. Nie chcę się rozpisywać. Ale sądzę, że zanim się weźmie lekarstwo, powinno się przeczytać skład i sposób użycia. Ja nie widzę w tym co Wedy mówią o Krysznie nic złego. Jednak właśnie teraz podjąłem decyzję pozostać przy Jezusie. Postanowiłem również nie wypowiadać się więcej o innych kościołach. Postaram się być cichy i pokorny. Nie wiem dlaczego tak się stało. Może zostanie mi to wyjaśnione.    
    Tę część dedykuję Nel-he-la oraz tej, która jest także Wielkim diamentem, ale tego jeszcze nie wie. Mojej kochanej córce, Veronie. Jest to moja biografia, ale nie mogę przecież nie wspomnieć o tych których miłuję. Rodzicach, babci Florentynie, u której spędziłem dzieciństwo. Do grona ludzi muszę dodać jedną istotę, do której miałem i mam szczególne uczucie.  
Kiedy moja córeczka była mała, kupiliśmy złotą rybkę. Pewnie przez naszą nieznajomość jak się nią zajmować, żyła tylko dwa dni. Weronika nazwała ja Klarą. To z powodu imienia dziewczynki występującej w balecie Czajkowskiego ,,Dziadek do orzechów”, który Weronisia bardzo lubiła. Kiedy rybka zmarła, kupiliśmy jej drugą. Córka dała jej znowu imię Klara. Niestety znowu rybka przeżyła tylko dwa dni. W końcu kupiliśmy czarną maleńką kotkę. Oczywiście daliśmy jej imię Klara. Córka zapytała czy kotka będzie żyła tylko dwa dni. Powiedzieliśmy, to znaczy ja i żona, że mamy nadzieję, że dużo dłużej. Właśnie tą Klarcię pokochałem i nadal jest w moim sercu. Klarci trudno było nie kochać. Lubiła dzieci. Wchodziła za córką do wody. Kiedy piliśmy kawę, Klarcia siadała z nami do stołu. Mieliśmy ją dziesięć lat. Pewnego dnia znaleźliśmy ją prawie bez życia. Pojechaliśmy do szpitala, ale okazało się, że ma daleko posuniętą cukrzycę. Jej nerki i wątroba były zniszczone. Zdecydowaliśmy ją uśpić. Zabrałiśmy jej ciało do domu. Leżała około dwóch godzin na moich kolanach. Przytuliłem ucho do jej ciałka i usłyszałem bardzo wolne bicie serca. Zadzwoniłem do szpitala. Lekarz powiedział, że to niemożliwe. Powinna umrzeć minutę po zastrzyku. Kiedy skończyłem rozmowę z lekarzem, serce Klarci zamarło. Moja żona powiedziała wówczas, że Klarcia nie chciała umrzeć w szpitalu. I pewnie to prawda. Na pamiątkę wszystkie moje kody zabezpieczające w telefonie i komputerach mają jej imię w tytule. Kiedy Klarcia odeszła, zebrało się około pół tuzina kotów. Stały przed naszym oknem, by się z nią pożegnać. I tymi słowami kończę moją biografię.
                       Koniec  

Niektóre imiona zmieniłem w części „Love, czyli całkowite przypomnienie''. Dotyczy to mojego imienia i imienia żony. Dotyczy to również jeszcze jednej, drogiej mi istoty. Jeśli przeczyta  ,,Błękit” domyśli się, że o nią chodzi.
Kiedyś przyszedł mi do głowy lub serca wiersz. Bez rymu. Te kilka słów określa mnie i określa innych... chociaż nie wszystkich.

Stałem na trawie w słoneczny dzień, jakich teraz niewiele. Popatrzyłem na Słońce i rzekłem.
— Kocham cię.
A Słońce odpowiedziało.
— Kocham cię.
Podszedłem do drzewa i objąłem je ramionami.
— Kocham cię.
I drzewo szepnęło.
— Kocham cię.
Zobaczyłem psa i powiedziałem.
— Kocham cię.
Pies popatrzył na mnie i odrzekł
— Kocham cię.
Dostrzegłem parę ludzi.
— Kocham cię — powiedziałem do kobiety.
— Wariat— odrzekła.
— Kocham cię — powiedziałem do mężczyzny.
— Nie dość, że idiota to jeszcze zboczony.

  
                                           Epitafium i Inwokacja.  Kelowna, 2015.

Życie płynie swoim biegiem. Napisałem kilka nowel i są to fikcje. To co napisałem o Bogu nie jest dokładnie tym jak Go czuję. Bo jak zresztą można opisać Nieopisane. Nikomu nic nie narzucam. Chciałem tylko pokazać, że to co jest... nie jest tym czym jest. Szukaj! Odpowiedź jest w tobie. Dawaj, nic nie oczekując. Nie bój się, Kochaj! Końcem wszystkiego jest Miłość, bo Bóg jest Miłością. (Pierwszy list Jana 4, 16-18) Wchodzimy w mrok, mimo że większość tego nie zauważa. A ci, którzy to widzą, mogą dostrzec świecące punkciki. To oni...
                  Alex Aragon.

301 czyt.
92%301
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne i inne, użył 2189 słów i 12276 znaków ·

Dodaj komentarz