Jedno słowo - rozdział trzydziesty

Ania.
Siedzieliśmy w salonie niewielkich rozmiarów, ale za to urządzonego z gustem i zastanawiałam się, jak mam zacząć rozmowę na ten temat. Co prawda, ta dziewczyna nie wyglądała, jakby ktokolwiek kiedykolwiek ją zgwałcił, ale postanowiłam nie oceniać jej po stwarzanych pozorach. Może zdążyła już przepracować ten temat i starała się żyć normalnie? Upiłam łyk gorącej kawy i przekrzywiłam głowę na bok, przyglądając się jej uważnie. Czarne, długie i proste włosy idealnie współgrały z dużymi oczami osadzonymi w ciemnej oprawie. Miała pociągłą, smukłą twarz i usta w kształcie serca. Na pierwszy rzut oka, wyglądała niewinnie i bezbronnie.
- Więc o czym chcieliście ze mną rozmawiać? – przez cały czas patrzyła tylko na Maćka, który jak ostatni kretyn szczerzył do niej białe zęby. – Kim właściwie jesteście?
Chrząknęłam, zakładając nogę na nogę. Lekko szturchnęłam, siedzącego obok mnie mężczyznę. Lepiej byłoby dla niego, gdyby wziął się w garść.
- Jesteśmy dziennikarzami – mruknęłam. – Gazeta, dla której pracujemy, zleciła nam dotarcie do wszystkich kobiet, które zostały zgwałcone, ale wycofały oskarżenia. Naszym celem jest się dowiedzieć dlaczego.
Maciek posłał mi mordercze spojrzenie, ale ja tylko wzruszyłam ramionami. Nie przyszłam tutaj po to, by patrzeć, jak robią do siebie maślane oczy.
- Zgwałcona? – dziewczyna zaśmiała się nerwowo. – A kto powiedział, że zostałam zgwałcona? Coś wam się chyba pomyliło.
Odrobinę zdezorientowana, wyciągnęłam z torebki akta jej sprawy i położyłam je przed nią. Temu nie mogła zaprzeczyć. Tam było wszystko. Zdjęcia, obdukcja, dokładny opis. Widziałam zawahanie się, gdy wyciągnęła rękę do teczki, by ją otworzyć.
- Co to jest? – powiedziała podniesionym, piskliwym głosem. – Skąd to macie?
Wymieniliśmy z Maćkiem porozumiewawcze spojrzenia. Teraz jego kolej. Liczyłam na to, że gdy on zacznie z nią rozmawiać, szybciej się czegoś dowiemy. Był policjantem, wiedział, jak wyciągnąć informacje.
-Jak już moja koleżanka wspomniała…- Zrobił przerwę i poczekał, aż dziewczyna spojrzy na niego. – Jesteśmy tutaj po to, by sprawiedliwości stało się zadość. Rozumiemy, że możesz mieć traumę i starasz się wypierać wszystko z pamięci, ale…
- Dość! – Samanta krzyknęła i wstała ze swojego miejsca. – Nikt nigdy mnie nie zgwałcił, a już na pewno nie Maksymilian. Mój ojciec miał i właściwie nadal ma na jego punkcie obsesję. Nienawidzi go; kiedy przyszłam do domu z kilkoma siniakami oraz zadrapaniami, uznał, że zrobił mi krzywdę i postanowił wykorzystać ten fakt, by zmusić nas do zakończenia związku.
Wypuściłam powoli powietrze i pokręciłam głową. Tej dziewczynie kompletnie poprzewracało się od tego w głowie. Również wstałam ze swojego miejsca.
- Posłuchaj – starałam się być spokojna. – Zdjęcia wskazują na coś zupełnie innego. Spójrz na nie i powiedz mi jeszcze raz, że nic ci nie zrobił, a może ci uwierzę.
Maciek chwycił mnie za rękę, zmuszając, żebym ponownie usiadła. Kretyn, zamiast mi pomóc, siedział cicho.
- To nie tak – głos brunetki załamywał się. – On mnie nie zgwałcił. Maks mnie kochał tak jak ja jego.
- Czemu go bronisz? – czułam, jak zaczynają puszczać mi nerwy. Kolejno zaczęłam rzucać w jej stronę fotografiami. – Złamany nos, rozcięta warga, podbite oko, kilka złamanych żeber, otarcia na wewnętrznych stronach ud, ślady po sznurze na nadgarstkach. Jeśli to nie był gwałt, to co?
W pomieszczeniu nagle zapadła cisza. Miałam nadzieję, że zaraz pęknie i zacznie mówić. Ponownie opadła na fotel, spuściła głowę w dół.
- To…- załkała. – Maks ma pewnego rodzaju skłonności. Lubi ostry seks, delikatność go nudzi. Tamtego dnia, nie wziął leków i stracił nad sobą kontrolę, ale mogę was zapewnić, że ja również tego chciałam.
Jeszcze chwila a wyjdę z siebie i stanę obok. Jak mogła chcieć czegoś takiego? Jak w ogóle mogła się na coś takiego zgodzić? Na samą myśl, co mógł zrobić Est, zrobiło mi się niedobrze. Te dziwne skłonności, to nic innego, jak zwykły sadyzm, a ona najwyraźniej była masochistką.
- Masz świadomość tego, że – posłałam jej pogardliwe i wściekłe spojrzenie. – Dzięki tobie, ten skurwiel chodzi na wolności i zagraża bezpieczeństwu mojej przyjaciółki, zamiast gnić w pierdlu?
- Wystarczy – Maciek, położył mi dłoń na udzie. – Ona…
- Co ona?! – krzyknęłam. – Rozkładała nogi przed jakimś pierdolonym psychopatą, pozwoliła się niemal zatłuc na śmierć, a teraz? Maciej! Nie widzisz tego, że to jest jej wina?! Pierdolona masochistka.
- Wy nie jesteście dziennikarzami?
Nie wiedząc czemu, to pytanie mnie rozbawiło. Dość długo jej zeszło, nim to odkryła.
-Brawo Sherlocku – parsknęłam. – My już pójdziemy, a ty przemyśl sobie, czy było warto wycofywać zeznania, dla kogoś takiego jak ten fiut.
Staliśmy przed samochodem, mierząc się wrogimi spojrzeniami. Byłam wkurwiona na tę całą Sramantę i Maćka. Dupek ślinił się na jej widok, odkąd przekroczyliśmy próg i nie kiwnął nawet palcem, by jakoś mi pomóc. Gdy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, podniosłam rękę w górę.
- Nawet nie próbuj – warknęłam. – Rozczarowałeś mnie.
Przeciągnął rękoma po włosach.
- Ja ciebie? – jękną? – Naskoczyłaś na nią, nie dając mi nawet nic powiedzieć. Źle ją potraktowałaś, jest tak samo ofiarą, jak Estera.
Na sam dźwięk tego imienia, zacisnęłam dłonie w pięści. Nie miał prawa o niej mówić. Zrobiłam kilka kroków i na oślep, zaczęłam okładać go pięściami po klatce piersiowej, dając upust całej złości. Nie wiem, jak długo go biłam, ale w końcu złapał mnie za nadgarstki i odciągnął od siebie.
- Uspokój się -powiedział poważnym tonem. – Znajdziemy sposób, żeby jej pomóc.
- Niby jaki?! Jeśli wszystkie kobiety rozbierasz wzrokiem, tak jak tamtą… – przerwałam, żeby nie obrazić dziewczyny. – To naprawdę dziwię się, że jeszcze nikt nie złożył na ciebie skargi.
W odpowiedzi przyciągnął mnie ponownie do siebie i wpił się w moje usta. Mimowolnie zaczęłam oddawać pocałunki. Przymknęłam oczy, oplatając ramionami jego szyję. Może nie był zbyt dobry w dyplomacji, ale za to świetnie umiał załagadzać napiętą atmosferę.
-Tylko ciebie chcę rozbierać – wymruczał, wprost w moje rozchylone wargi. – A teraz mi po prostu zaufaj i uwierz, że będzie dobrze. Nie pozwolę, by stała się jej krzywda, ani tym bardziej tobie.
Niepewnie skinęłam głową i ponownie pozwoliłam się pocałować. W jego ramionach wszystko wydawało się takie proste. Mało skomplikowane.

783 czyt.
100%153
Minia215

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i miłosne, użyła 1216 słów i 6879 znaków, zaktualizowała 12 mar o 22:01. Tagi: #jedno #slowo #erotyk #milosc

3 komentarze

 
  • Keritt

    Keritt 14 marca

    No nie, tak się nie robi, nie zostawia się tak ciekawego wątku jak w 29 rozdziale i nie przeskakuje do innego :( Jesteś diabłem wcielonym, tak się znęcać nad czytelnikiem

  • Lula

    Lula 12 marca

    😍

  • Speker

    Speker 12 marca

    Opis tych zdarzeń lekko mnie zszokował. Czyżby Anka zapragnęła mieć kogoś na stałe? I to będzie akurat Maciek? Supppper rozdział. Jestem bardzo Ciekaw kolejnych części.