Alfabet #W

Alfabet #W

Wojtek desperacko poszukiwał koszuli. Gdzieś tu przecież była. Prasował ją wczoraj.  
- Fuuuuck! - krzyknął, gdy uderzył łokciem o szafę.  
- Nie przeklinaj przy rodzeństwie! - dobiegło go wołanie matki.  
- Nie mogę znaleźć koszuli!  
- Wisi w przedpokoju!  
‘Fuck, kurwa, po kiego chuja ją przewieszałaś?!’ przebiegło mu przez myśl. Zamiast jednak wyrzucić z siebie to, co określane bywa mianem najbardziej polskiego słowa, czyli żółć, powiedział jedynie:
- Dzięki.  
- O której zamierzasz wrócić?  
- Nie wiem. Oni chcą siedzieć do szóstej, ale ja wrócę szybciej. - odparł, zapinając guziki.  
- A ta dziewczyna? Też będzie chciała wrócić szybciej? Studniówka jest raz w życiu.  
- U nas będzie raczej stypa niż studniówka. - mruknął, zakładając muszkę. Matka pocałowała go w policzek, życząc powodzenia. Podjechał autem pod blok Natalii. Stała na chodniku, stukając rytmicznie obcasami. Wyglądała zajebiście. To akurat musiał uczciwie przyznać. Powinien ruszyć dupę i otworzyć jej drzwi, lecz styczniowa aura nie zachęcała do przejawiania dobrych manier. Natalia wsiadła samodzielnie, zanim odnalazł w sobie zaginionego dżentelmena.  
- Cześć.  
- Hej.  
- Ładnie wyglądasz.  
- Dzięki.  
- Do której chcesz tam siedzieć?  
- Raczej krótko.  
- OK.  
Jechali poprzez świeżo posolony asfalt. Nie mógł uwierzyć, że od wakacji minęło prawie pół roku. Byli już w klasie maturalnej. Kurwa, zostały im trzy miesiące do matury, a on nadal gówno wiedział. Zatrzymali się przed jasno oświetlonym budynkiem  hotelu. Tym razem otworzył Natalii drzwi, oferując dziewczynie ramię. Sala, za którą przyszło im zabulić po pięć stów od pary, prezentowała się nieźle. Kryształowe żyrandole, złocenia kapiące ze ścian, wymyślne sofy oraz inne bzdety tworzyły zręczną imitację stylu ‘de grejt gadzbi’. Dziewczyny biegały w frędzlowanych kieckach i dziwacznych ozdobach na głowach. Męska część klasy notorycznie poprawiała muszki, jakby mieli je po raz pierwszy w życiu.
Największą atrakcję wieczoru stanowili naturalnie Bartek i Ula. Byli oficjalną parą od września, co zaskoczyło większość technikalnego półświatka. Pieprzony romans stulecia. Nie brakowało również innych identycznie wspaniałych par. Na parkiecie królowali Czesiek z Oliwierem, Grzegorz z Izą, a także Tadek z Sylwią. Oni jednak nikogo nie dziwili - trzy nieśmiertelne związki. Nigdy nie mieli problemów, nigdy się nie kłócili, szli przez życie wspólnie, niezachwiani, bez względu na okoliczności. Natomiast Bartek i  Ula… Cóż to spadło niczym meteor. Przynajmniej stworzyli alternatywę dla pogaduszek o procesie. Właściwie procesach. Sąd zadziałał wyjątkowo szybko. Rozprawy zorganizowano w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Hania dostała trzy lata. Leon wykręcił się ze wszystkiego. Skazano go jedynie na rok pracy w charakterze wolontariusza, pomagającego ofiarom psychicznej przemocy. Całkiem sprawiedliwie, chociaż rodzice Doroty, tudzież Paulina jawnie manifestowali swoje niezadowolenie. Uważali, że chłopak powinien siedzieć najbliższe osiem lat w zakładzie karnym. Zupełnie jakby jego uwięzienie mogło przywrócić Dorocie życie. Stał teraz samotnie pod ścianą. Natalię aż świerzbiło, by do niego podejść. Wojtek profilaktycznie złapał ją za rękę. Niech pamięta, kto jest jej partnerem. Stanowczo poprowadził dziewczynę ku reszcie klasy.
Nauczyciele powitali ich owym legendarnym, pedagogicznym uściskiem. Z głośników  poleciały pierwsze takty poloneza. Uczniowie uformowali szereg,wielokrotnie powtarzany podczas wuefu. Naturalnie tańczenie poloneza w dziewięć par musiało zakończyć się porażką. Zazdrościł Kamilowi, pełniącemu funkcję DJ’a. Dzięki temu chłopak uniknął przesadnie ambitnego układu, będącego przejaskrawionym przykładem przerostu formy nad treścią. Wojtek nie rozumiał absurdalnego pragnienia klasy, aby studniówkę zorganizować bez partnerów z zewnątrz. Dusili się we własnym sosie jak wspólnicy zbrodni. Zresztą może słusznie. Ostatecznie odpowiedzialność zbiorowa nie była wyłącznie mitem.  
Ruszyli równiutko. Prawa, lewa, prawa… Tunel, przejście… Prawa, lewa, prawa...Zamiana stron, obrót… Prawa, lewa, prawa… Cztery minuty. Dwieście czterdzieści sekund cholernego spaceru od ściany do ściany. Potem zatańczyli jeszcze belgijkę, żeby zmyć wspomnienie poloneza i przywrócić krążenie w żyłach. Obserwował Natalię uważnie, szczególnie gdy podała rękę Leonowi.  
- Napijesz się czegoś? - zaproponował, kiedy wróciła zarumieniona.  
- Wody, dziękuję. - nalał jej pełen kubek, stanowiący dysonans z dwudziestowiecznym wystrojem sali. Wypiła duszkiem, nie poświęcając Wojtkowi najmniejszej uwagi.  
- Natalia…  
- Zatańczysz? - przerwała mu znudzona. Zaciągnęła go na parkiet, zmuszając do szybkich ruchów w rytmie Michaela Jacksona. Mimo radosnej melodii, panował dość molowy, ponury nastrój. Wszyscy wydawali się być przygaszeni, jeśli nie całkowicie zdmuchnięci. W sumie nic dziwnego. Kilku osób najzwyczajniej brakowało. Zyta, Dorota, Estera… Trójka duchów wiszących niczym miecz Damoklesa. Zbudowany wokół nich mur milczenia nie przeszkadzał im wyzierać z każdego spojrzenia.
Natalia tańczyła obłędnie oraz…  Samotnie. Nie potrzebowała partnera. Czując się zbędny, wrócił do bufetu. Wypił nieco przesłodzonego soku, mimowolnie tęskniąc za porządnym drinkiem.  
- Wystawiła cię? - zapytał Filip wyraźnie czymś rozbawiony. Irytująco pewny siebie uśmieszek błąkał się po jego drgających kącikach, doprowadzając Wojtka do szewskiej pasji.  
- Odpieprz się.  
- Swoją drogą, niezła stypa wyszła, nie?  
- O co ci chodzi, Filip? - warknął Wojtek. Swobodny ton kujona dosłownie wyżerał mu mózg.  
- Wszyscy wyglądają tak beztrosko… Człowiek to ciekawy ssak. Nasza zdolność adaptacji dorównuje tej, którą mają szczury. Zginęli ludzie, a my zakopujemy całą sprawę, żeby tylko nie stawić jej czoła. Jesteśmy wprost doskonali w ignorowaniu faktów.  
- Piłeś coś?  
- A jakie to ma znaczenie? Śmieszy mnie jedna rzecz, wiesz? Naskoczyliście na Hanię z taką łatwością. W sądzie każde jedno zeznanie ją obciążało. Poświęciliście tę dziewczynę jak kozła ofiarnego.  
- Hania jest NIEBEZPIECZNA. Przetrzymywała Bartka w jakiejś pieprzonej szopie, przy czym prawie pozwoliła mu tam umrzeć. Ponadto niemal zabiła Ulę, a wcześniej Agę. Zasłużyła na wyrok. - stwierdził Wojtek, próbując uciec od Filipa, który zachowywał się więcej niż niepokojąco.  
- Oczywiście. Nigdy tego nie negowałem. - prychnął geniusz, odżegnując się od wypowiedzianych zdań.  
- Ok, słuchaj, wiem, że ci ciężko… Ostatecznie ciągle nie wyjaśniono, co z Esterą… To musi być straszne, ale policja na pewno znajdzie odpowiedzialnych.  
- Wątpię. Szczerze wątpię. - odparł Filip spokojnie. W jego głosie słychać było nutkę satysfakcji.

1 012 czyt.
100%225
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1166 słów i 7073 znaków, zaktualizowała 14 sty o 19:06

Komentarze (5)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 6 wrz 2018

    Chwila wytchnienia, ale co to faktycznie za bal, po takich wydarzeniach. Opowiadanie super, pełne różnych osobowości, przeplatane intrygami, tajemnicami, niedopowiedzeniami. Dobrze, że chociaż te pary są szczęśliwe, czasem może zdarzyć się coś dobrego.

  • Iks

    Iks 31 sty 2018

    Stało się! dogoniłem resztę Czytelników i jestem na bieżąco. Ten odcinek to W jak wiadomości. Taki informacyjny fragment wpleciony zabawę studniówkową. Oczywiście w Twoim stylu, co sprawia, że czyta się samo i przyjemnie. Pozdrowienia jak zwykle.

  • Duygu

    Duygu 23 sty 2018

    Twój styl to dla mnie coś niesamowitego    Czytam i nie mogę uwierzyć, że da się napisać taką historię. Tyle się wydarzyło, każdy spełnia ważną rolę, tyle intryg, zagadek... Nie sądziłam, że Leon się wymiga, ajajaj... Ula i Bartek? Zaskoczyłaś mnie, autorko   Filip, nie psuj życia Wojtkowi. Ah, Natka, było potańczyć z Wojtkiem, ale taka już Natalia    Wspaniale, kochana!  

  • Margerita

    Margerita 23 sty 2018

    łapeczka w górę

  • agnes1709

    agnes1709 23 sty 2018

    "Fuck, kurwa" - cóż za słownictwo, mała? Kocham! Niektóre metafory zaiste zasługują na miano dzieła sztuki Kocham podwójnie!!! *** pe.es. Co to jest gazbi?