Alfabet #R

Alfabet #R

Rafał wytarł brudne od smaru ręce. Poplamiony czarnym mazidłem kombinezon odwiesił na wbity w deskę gwóźdź.  
- Musiał być spory ten pies. - rzucił do niecierpliwie stukającej paznokciami  Asi. Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo.  
- Rzeczywiście, nie był najmniejszy.  
- No i nosił koszulę w kratkę. - dodał chłopak spokojnie.  
- O czym ty mówisz? - zapytała Asia, zgrabnie udając zdumienie. Zdradził ją jedynie drżący głos.  
- Przyjechałaś po wypadku ze zwalonym światłem, krwią i kawałkiem flaneli. - wyjaśnił Rafał chłodno. Mina dziewczyny była bezcenna. Patrzył zafascynowany, jak waha się pomiędzy negacją a padnięciem chłopakowi do stóp. Nie ukrywał, że druga opcja zdecydowanie bardziej mu odpowiadała.  
- Jesteś bystry jak na mechanika. - stwierdziła. - Potrąciłam staruszka. Spanikowałam. On umarł. Cała historia.  
- Zabiłaś człowieka? - rzucił, niedowierzając opanowaniu dziewczyny.
- Żałuję. - wyznała skruszona.
- Byłaś na policji?
- Słuchaj, Rafał, to przeszłość.Przykro mi, że potrąciłam tego mężczyznę, ale kodeks drogowy nie dotyczy tylko kierowców. Wypadki się zdarzają.
- Żałosne tłumaczenie. Jeśli sądzisz… - zaczął, jednak Asia natychmiast mu przerwała.
- Możesz przestać mnie pouczać? Chyba sam nie stanowisz najlepszego przykładu dobrego sprawowania.  
- Zmieniłem się.
- Czyżby? A co tam u twoich ziomków z poprawczaka? Wczoraj wyglądaliście na bardzo sobie bliskich. Siedziałeś dwa lata za współudział w zamordowaniu kolegi, prawda? - ciągnęła dziewczyna.  
- Podkradłaś moje akta, czy któryś z twoich sponsorów załatwił ci dojścia, hm? Uważasz, że coś wiesz? Gówno wiesz! - wściekły zamachnął się trzymanym w ręku kluczem, uderzając nim o ścianę. - Spotkałem wiele osób jak ty! Takich mądrych, takich miłych, takich kulturalnych, takich dobrze wychowanych, takich, kurwa, świętych! Zakłamane skurwysyny, przekonane o własnej wyższości! Zdradzę ci sekret: jesteśmy identyczni! Moje dwa lata w poprawczaku niczym nas nie różnią!  
Obserwowała jego wybuch z miną matki, wysłuchującej nonsensownych narzekań dziecka.
- Skończyłeś? - rzuciła, gdy przerwał. - Bo ja owszem. Dzięki za naprawienie auta, a teraz już pójdę. Cześć.
Rafał nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Rzeczywistość nie pozostawiała mu jednak złudzeń. Musiał przyjąć do wiadomości Aśkę i jej zimną obojętność rasowej suki. Chwycił nadgarstek dziewczyny, zatrzymując ją przed samochodem.  
- Zabiłaś człowieka. Nawet jeśli śmierć była nieumyślna, ty jesteś odpowiedzialna. Nie udzieliłaś pierwszej pomocy, nie wezwałaś żadnych służb… Nie pozwolę ci odjechać stąd i udawać, że nic się nie stało. - oświadczył dobitnie.  
- Nie mów do mnie o sprawach, których nie rozumiesz. - warknęła.  
- Rozumiem dość, żeby pojąć jak żałosny zbiór genów stanowisz. - odparł, wyciągając telefon.  
- Cóż za wyrafinowane zdanie. Szukałeś wczoraj w słowniku? - mruknęła złośliwie. Nie uraziła go. Przywykł do dużo gorszych odzywek. Poprawczak uczył życia lepiej niż samo życie. - Nie wysilaj się. Patologia zawsze pozostanie patologią. Możesz dostawać dobre oceny, dorabiać w warsztacie wujka i imitować zwykłego chłopaka, ale to bez znaczenia. Nigdy nie dorównasz lepszym od ciebie. Nawet w tej chwili… Gdzie zadzwonisz...? Co powiesz...? Widzisz? Niczego nie przemyślałeś. Znasz taki termin ‘niziny społeczne’? Wygooguj sobie, może wreszcie zrozumiesz bezcelowość własnej egzystencji.  

Aśka odpaliła toyotę z ponurym wyrazem twarzy. Opuściła warsztat niemal przejeżdżając Rafałowi po stopach. Zły, zaczął zamiatać warsztat. Do zamknięcia zostało pół godziny. Przygotuje wszystko pod jutro i będzie wolny. Zostawi ten zasrany dzień za sobą.  
- No sie masz, Rafik. - powitał go głos, którego nie miał najmniejszej ochoty słyszeć. - Jak tam biznes? Masz moje pieniążki?  
- Spieprzaj, Damian.  
- Się chyba,kurwa, nieładnie tak odzywać.  
- Jestem w pracy, jeżeli nie zauważyłeś.- poinformował Damiana wyniośle.  
- Kiedyś nie byłeś taki wielkopański. Chyba zapomniałeś, kto cię chronił przez dwa lata udupienia.  
- Powiedziałem: spierdalaj. - mruknął Rafał, jednocześnie czując mocne uderzenie w okolicy podbródka. Cios błyskawicznie uwolnił tłumioną od kilku lat adrenalinę. Wyprowadził natychmiastowy kontratak. Damian rozwalił mu nos, ale ból jedynie bardziej nakręcił Rafała. Może Aśka faktycznie miała rację. Może miał na wieki wieków pozostać tym, kim był wcześniej. Może resocjalizacja stanowiła wyłącznie wierutne kłamstwo, wmawiane zgodnie z zasadą ‘po tysiącu powtórzeń uwierzysz’. Nic się nie liczyło.Istniała wyłącznie jego złość i pragnienie krwi. Wymierzał kolejne uderzenia w jakimś totalnym amoku. Nagle upadł na betonową posadzkę. Damian przygniótł go sobą do podłogi.
- Słaby jesteś, Rafik. Sporządniałeś i forma spadła, co? Gdzie hajs?  
- Nie mam.  
- Ach tak.  Nie masz… Biedaczek... To, kurwa, znajdź! - krzyknął Damian, waląc Rafała bezlitośnie.  
- Musisz dać mi więcej czasu. - wymamrotał pobity.
- Więcej czasu? WIĘCEJ CZASU???!!!
- Damian, błagam… - skrzeczał Rafał piskliwie. Był nikim. Jego los znowu spoczywał w gestii Damiana.  
- Przyjdę jutro. Lepiej, żebyś miał ten hajs. - rzucił Damian, wstając. Rafał doczołgał się do mikrołazienki zlokalizowanej w zapomnianym kącie warsztatu. Zerknął w małe, wiecznie brudne Lusterko. Wyglądał beznadziejnie. Obmył twarz zimną wodą, ocierając ją papierem toaletowym. Haracz dla Damiana. Zapłaci albo może zapomnieć o normalnym życiu normalnego chłopaka. Wszyscy dowiedzą się, co zrobił. Kim był. Kim, według Aśki, nadal jest. Aśka… Ona ma pieniądze. Prawdopodobnie wystarczająco, aby uciszyć jego przeszłość. Musi jeszcze raz przycisnąć dziewczynę z tym wypadkiem. Sięgnął do swojej szafki, gdzie w próżniowym woreczku spoczywał zakrwawiony strzępek flaneli. Zamknął warsztat, ruszając wolno ulicą. Dom Aśki ział pustką. Taki wniosek wysunął na podstawie ciemnych okien i charakterystycznej ciszy. Usiadł przed bramą, cierpliwie oczekując powrotu nastolatki. Przyszła po około godzinie, roztaczając aromat perfum oraz alkoholu.
-Cześć. - powiedział, blokując jej wejście.  
- Co ty tu, kurwa, robisz?  
- Potrzebuję hajsu. - wyznał szczerze. Nie zamierzał uskuteczniać żadnych podchodów ani gierek.  
- Nie udzielam się charytatywnie.  
- Czas zacząć. Dwa tysiące wystarczą.  
- A jeśli odmówię?
- Zaniosę to policji. - pokazał skrawek koszuli. - Porównają DNA i staniesz przed sądem.  
- Trochę naciągane… No cóż, przynajmniej masz jakiś plan. Być może jesteś mądrzejszy niż myślałam… Dostaniesz hajs, a ja zabiorę twój ‘dowód’. - zaproponowała ugodowo.  
- Ok. - zaakceptował ofertę Rafał. Aśka uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę po woreczek.


1 224 czyt.
100%217
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1196 słów i 7066 znaków, zaktualizowała 14 sty o 18:55

Komentarze (7)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 30 sie 2018

    Fajny tekst "jak żałosny zbiór genów stanowisz", dyplomatyczny, dobitny Zapowiada się ciekawe zakończenie, nadal nie wiadomo wprost, ale coś się klaruje.

  • Iks

    Iks 18 lis 2017

    Wszyscy mamy swoje mniejsze czy większe tajemnice. Cała Twoje historia kręci się dookoła zagmatwanych losów kolejnych "ludzi-liter". Tym razem mamy szantaż, młodego człowieka z przeszłością i pannę, którą dopadł zakręt losu. Pomimo, że - jak sam twierdzisz - tekst jest dość krótki, to treściwy i przede wszystkim... ciekawy. Ode mnie również łapka w górę, pochwały i pozdrowienia.

  • agnes1709

    agnes1709 14 lis 2017

    A nie, właśnie, że nabiję A masz!!! Wiesz, jak piszesz, wiesz, że fajne, wiesz, że mam niedosyt. Trzynasta ode mnie, oby był szczęśliwa ♥♥♥♡♥♥♥

  • CzarnaKama

    CzarnaKama 13 lis 2017

    Całkiem nieźle, Nadiu Christie  

  • AlexAthame

    AlexAthame 12 lis 2017

    Świetne, zapowiada się fajny bigos z kapustą ( cześć Agnes ja ciebie też)

  • Duygu

    Duygu 12 lis 2017

    Kochana, moim zdaniem długość nie jest ważna. Ważne, jak napisane. Jak zwykle wspaniale   Zasłużona łapka w górę ode mnie. Agresywny dialog, bardzo ładnie napisany. Cudo   Ciekawe co będzie dalej...  

  • Margerita

    Margerita 12 lis 2017

    łapeczka w górę