Alfabet #L

Alfabet #L

Leon pedantycznie zapalał świeczki. Dwanaście. Za każdy wspólnie spędzony z Natalią miesiąc. Ciepły zapach lasagne unosił się po całym mieszkaniu. Nie był, co prawda, żadnym MasterChef-em, niemniej dał z siebie wszystko. Poprawił koszulę, zerkając w lustro.  Przestawił kilkakrotnie, wypolerowane na wysoki połysk, kieliszki. Dzisiejszy dzień miał przejść do historii jako magiczny. Punktualnie o siedemnastej rozległ się sygnał domofonu. Po chwili obejmował rozgrzane ciało dziewczyny, całując jej smakujące limonką usta.  
-Pięknie pachnie… - zauważyła, oderwawszy się od niego.  
-Zrobiłem lasagne. Nie próbowałem, ale raczej jadalne.  
- Pomogę ci nałożyć…
- Nie! - zaprotestował przeciwko takiemu zburzeniu jego idealnego planu. - Usiądź, ja się wszystkim zajmę.  
Natalia posłała mu swój firmowy uśmiech, który zawsze poprawiał Leonowi humor. Chłopak wrócił najszybciej jak mógł, niosąc, owiane bladym obłoczkiem eksperymentu, talerze.  
- Szybko wróciłeś… - stwierdziła, ponownie rozświetlając wnętrze pokoju uśmiechem.  
- Nie chciałem, żebyś tęskniła.  
-Za późno. -  mruknęła, więżąc wszystkie słowa świata kolejnym pocałunkiem. Nie wiedział, dlaczego ma takie szczęście. Dlaczego tak wspaniała dziewczyna była przy nim, zawsze gotowa przywrócić mu chęć do życia. - Malowałeś coś ostatnio?  
- Tylko szkicowałem.- zbył temat, odganiając go niby natrętną muchę. Nie zamierzał wywlekać smutnej prawdy o przeżywanym kryzysie twórczym. Przynajmniej nie dzisiaj.  
- Mogę zobaczyć?  
- Nie. - wystrzelił szybko. Nie cierpiał, gdy ktoś oglądał jego nieukończone dzieła. Czuł się wówczas obnażony, wystawiony na widok publiczny razem z mnóstwem tych drobnych, zwykle ukrytych, wad. Natalia otwarła oczy szerzej, zdumiona jego nagłą szorstkością. Zapomniał pomyśleć, jak dziewczyna może odebrać gwałtowne i nieco nieoczekiwane zaprzeczenie. Często zapominał myśleć o takich rzeczach. Miał inne niż większość pojęcie dobrych manier, czy życia. Generalnie, różnił się od pozostałych przedstawicieli gatunku ludzkiego wręcz drastycznie. Był niczym lampart bez cętek albo zebra bez pasków. Niby wszystko identyczne, ALE. - Przepraszam. Nie są jeszcze gotowe… Dlatego…
- W porządku. To ty tu jesteś mistrzem. - odparła, przerywając litościwie jego żałosne próby usprawiedliwienia się.  
- Kiedy skończę, będziesz pierwszą oglądającą. - zapewnił.  
- Liczę na to.  
Kolacja upływała im jedzeniu lasagne, przepysznej wegług słów Natalii oraz miłej konwersacji. Przy czym owo ‘miła’ nie określało pozytywnego zjawiska. Rozmawiali i było… Miło jak u babci na imieninach. Zero romantycznych zrywów. A przecież świętowali pierwszą rocznicę. Leon spuścił wzrok, obserwując  pobrudzony sosem talerz z olbrzymim zainteresowaniem. Wyczuwał to już od jakiegoś czasu. Narastający dystans. Przepaść pogłębiającą się każdym zdaniem, gestem i spojrzeniem. Powolny rozpad czegoś, co normalni ludzie nazywają miłością. On tego nie uważał za miłość - termin wielokrotnie nadużywany, słowo o mglistym, startym od zbyt częstego wymawiania znaczeniu. Przywiązanie, potrzeba… Te rzeczowniki całkiem nieźle zastępowały wypłukaną z emocji, wszechobecną miłość. Może to właśnie był błąd. Może Natalia chciała czegoś tak niewyszukanego jak miłość. Może nie poszukiwała drugiego prawybuchu. Może chciała usłyszeć prostackie, pospolite ‘kocham’, które nie przechodziło mu przez gardło, kłując struny głosowe swoim oklepaniem. Przerwał rozważania pod wpływem pytających minikosmosów oczu dziewczyny.  
- Tak… - zaryzykował odpowiedź. Nawet nie zauważył, że coś mówiła. Wstyd błyskawicznie skolonizował jego policzki czerwienią. Widział rozczarowanie, którego Natalia nie próbowała ukryć. Pretensja na jej twarzy była równie czytelna, jakby napisano ją permanentnym markerem.  
- Co ‘tak’?  
- Pytałaś…  
- Pytałam, gdzie najlepiej będzie się wybrać razem w te wakacje.  
- Och… Przepraszam… Jestem dziś…
- Niedysponowany? - podpowiedziała złośliwie.  
- Nie… Po prostu…
- Nie. To nie ma sensu. Ty, ja… - Natalia zrobiła niesprecyzowany ruch ręką - To koniec.  
- Natalia…
- Ja tak dłużej nie potrafię! Jesteśmy ze sobą okrągły rok, a ja wiem o tobie niewiele więcej niż na początku. Pieprzony rok!  
- Posłuchaj…
- Nie! Nie, Leo. Jestem zmęczona. Pójdę już lepiej. Dzięki za lasagne. Była bardzo dobra.  - brunetka założyła szpilki, wrzucając telefon do małej, chaotycznie zapełnionej torebki. Siedział dosłownie sparaliżowany, nie mogąc poruszyć palcem.
- Natalia… - wydusił zdrętwiałym głosem.Odpowiedział mu trzask drzwi wejściowych. Chociaż teraz należało je raczej nazwać drzwiami wyjściowymi. - Natalia… - powtórzył. Jej  imię wciąż miało w sobie smak limonkowych pocałunków. Został sam, zaciskając powieki, pod którymi uwierał go słony piasek łez. W zupełnym amoku wstał od stołu,  chwytając swój szkicownik o podniszczonej okładce. Kreślił kolejne kreski, nie panując nad dłonią. Automatycznie wymieniał ołówki, zapamiętale  dopracowując szkic. Biała kartka zapełniła się mnóstwem grafitowych kształtów, bezlitośnie obnażających duszę chłopaka. Nie myślał. Jego palce były ciałem obcym, drzazgami utkwionymi wewnątrz przegubów. Czuł uchodzące z niego uczucia. Zanikanie złości, rozczarowania i bólu. Artystyczny prysznic spłukujący całą gorycz dnia szarymi śladami węgla na kartce. W końcu przerwał. Był zmęczony. Szkicująca ręka pulsowała wysiłkiem. Złamane ołówki dogorywały, rozrzucone po pokoju niczym ranni pośrodku pola bitwy. Resztki lasagne spoglądały żałośnie z brudnych talerzy, nie potrafiąc odzyskać pierwotnej estetyki podania. Świece gasły niezauważenie, przytłaczając pokój mdlącym zapachem stygnącego wosku. Leon przemierzył owo pobojowisko niczym pokonany władca, szacujący straty. Podniósł ołówki, zdmuchnął tlące się świece, pozbierał naczynia… Niepotrzebne, sztucznie zwyczajne czynności, mające na celu podtrzymać iluzję normalności. Chłopak dokończył sprzątanie, po czym troskliwie naostrzył ołówki. Przyglądał się zafascynowany zaostrzonym, do granic możliwości, czubkom. Dotknął ich opuszkiem, nieśpiesznie zwiększając nacisk, aż grafit pękł. Sprawiło mu to nadspodziewaną satysfakcję. Wziął szkic, ochłonąwszy na tyle, by móc obiektywnie ocenić dzieło. Ujrzawszy rysunek, bezwolnie uniósł brwi, porażony niedowierzaniem. Stworzył prawdopodobnie najpiękniejszą rzecz w swoim dotychczasowym życiu. Mistrzowsko poprowadzone linie łączyły się i rozdzielały kreując rzeczywistość monokolorowej fotografii. Zaklęta ołówkiem dziewczyna patrzyła rozgwieżdżonymi oczami, wyrażającymi więce niż jakikolwiek autor mógłby opisać. Mały, lekko zadarty nosek współgrał z jasnymi, skrzętnie przypudrowanymi piegami. Drobne usta, rozwarte subtelnym uśmiechem, ukazywały minimalnie krzywe zęby, dodające jej uroku. Krótkie, sięgające podbródka włosy zawijały się niesfornie, czego zapewne nienawidziła. Była dokładnie taka, jaką ją zobaczył po raz pierwszy. Przyjazna twarz, o kształcie serca, którą natychmiast wyłapał z tłumu innych pierwszoklasistów. Rozpoczęcie roku nauki w technikum, a on się spóźnił dobre dziesięć minut. Wszedł na salę gimnastyczną, zagubiony pośród setki obcych. Wodził niepewnie wzrokiem, czując typową dla introwertyka panikę. Aż nagle dostrzegł ją - oazę ciepła i dobroci. Przyciągała go niczym magnes. Gapił się, przekraczając wszelkie normy savoir-vivru. Złapała jego spojrzenie, odpowiadając zapraszającym uśmiechem, jednak Leon nie zdobył się na podejście. Ani wtedy ani później.  Może gdyby miał więcej odwagi, nie siedziałby tu sam. Może zdołałby zapobiec całej tragedii. Może ona nie wsiadłaby do tamtego wagonika. Byłaby z nim po przeciwnej stronie lunaparku. On, ona i różowa chmura waty cukrowej. Może gdyby odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech trzy lata temu, Zyta wciąż by żyła.

1 189 czyt.
100%216
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1376 słów i 8282 znaków, zaktualizowała 14 sty o 18:48

Komentarze (6)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 23 sie 2018

    Wspaniała część, taka emocjonalna, opisy szkicowania świetne. Powoli zaczyna się coś wyjaśniać, ale nie do końca. Wciąż chce się czytać więcej, brnąć dalej, bo dalej nie znamy mordercy.

  • Iks

    Iks 18 paź 2017

    Przedostatni odcinek zaliczony. Szybko zmierzam  do M, a potem będę już na bieżąco. Wciąga ta Twoja historia, oj wciąga.

  • Ata

    Ata 9 paź 2017

    Dobrze się czyta

  • Nikkitta

    Nikkitta 6 paź 2017

    O! Pięknie... Chyba twoja najlepsza część! A opis uczuć Leona, to tak jak już wspomniano - cud, miód, malina. Łapka, żeby cię jesienna chandra nie dopadła

  • Duygu

    Duygu 6 paź 2017

    Idealnie napisane, ciekawe jak zawsze. Piękny opis przeżyć wewnętrznych Leona.    A ta Natalia, wszystko zniszczyła!    Zostawiła go tak samego... Łapa w górę na zachętę, słońce i do następnej części  

  • Margerita

    Margerita 6 paź 2017

    łapeczka w górę zresztą jak zawsze