Alfabet #K

Alfabet #K

...tak więc jeśli kiedykolwiek spotkaliście się z bullying’em nieważne, czy osobiście, czy po prostu coś zauważyliście, warto komuś powiedzieć i nie skończyć jak ja. - Czesio uśmiechnął się blado do kamery. Faktycznie wyglądał kiepsko, pomyślał Kamil, stopując filmik. Oglądał go już czwarty raz. Oparł głowę o krzesło, zamykając oczy. Chciałby, żeby to wszystko dobiegło końca. Szkoła, dom, jego bezsensowne życie… Zaczął robić tę samą czynność, którą wykonywał niezmiennie od kilku miesięcy. Zabawa pod tytułem: planowanie własnej śmierci. Powieszenie odpada. Nie mógł ryzykować, że będzie się zbyt długo męczył, dyndając na psiej smyczy jak nieudolny cyrkowiec. Z podobnych, bólowych, powodów odrzucił przedawkowanie leków. Wypadek samochodowy lub pociągowy dawał nadzieję na przeżycie. Jego zasrane, szczęście mogło się nagle obudzić, spóźnione o dziewiętnaście lat i uratować bezużyteczną egzystencję Kamila. Skok ze szczytu wieżowca wydawał się bardziej obiecujący, ale chłopak miał lęk wysokości. Niby dla chcącego nic trudnego, jednak pozbycie się samego siebie nie należało do łatwych. Zostawało mu podcięcie żył. Tu zakuła go myśl, iż ktoś będzie musiał posprzątać. Mama zeskrobująca jego krew spomiędzy kafelek. Tata szorujący wannę proszkiem. Wzdrynął się zniesmaczony. Puścił film dalej, wsłuchując się w opanowany głos kolegi. - Tyle ode mnie. Na ekranie wyświetla się wam tak zwany telefon zaufania, z którego możecie zawsze korzystać jeśli macie jakiś problem. Chyba, że nie macie hajsu, a chcecie pizzę. To wtedy wasz problem jest poważny i telefon zaufania wam nie pomoże. Oprócz tego, nie byłbym sobą, gdybym nie zrobił jakiegoś lokowania produktu. Tak więc pewna sieć, uwaga pokazuję logo, przygotowała ofertę specjalnie pod moje potrzeby. Dzięki temu, będę mógł z wami pisać. PISAĆ, nie rozmawiać. Mój numer jest w opisie. Oprócz tego są tam moje social media. Mam sporo wolnego czasu, zatem możemy się trochę lepiej poznać…  
Głos Czesia odpływał powoli w nieaktywne rejony mózgu Kamila. Za oknem skwierczał przypalany słońcem beton. Chłopak otworzył kolejną, dwudziestą którąś, kartę w przeglądarce. Standardowo youtube i muzyka. Gloomy sunday. Pieśń samobójców. Utwór uznany za przeklęty. Czuł przeraźliwy, niemal namacalny smutek, wsiąkający każdą, depresyjną nutą w jego umysł. Lubił katować się rozpaczą, powiększać swoją awersję do siebie i życia. To było niczym zdrapywanie strupów. Obrzydliwe, ale nieodparte. Masochistyczna przyjemność wynikła z powolnej dewastacji własnego istnienia. Ponura satysfakcja, kiedy ściany marzeń zabazgrał obraźliwym graffiti kompleksów. Och, było mu tak dobrze w czuciu się źle.  
-Kamil! Obiad! - krzyknęła z dołu matka. Udał, że nie słyszy, nie chcąc porzucić swoich ciemnych fantazji. - KAMIL!!!
- Już idę. - wymamrotał niechętnie. Nie miał ochoty na jedzenie. Był wystarczająco gruby. Zwlókł się po schodach ciężko jak słoń.  
- Co u ciebie, kochanie?
-Ok.  
-Ok? Nic więcej nie powiesz? Jak szkoła?
- Ok.
- Dużo się dzieje, hm?
- Nom.
- Może pojdziesz na spacer zamiast tam siedzieć w domu cały czas? W końcu masz wakacje. - proponowała mama słodkim głosem Mary Popins, który wypalał dziury wewnątrz przeżartej cierpieniem psychiki Kamila.
- Ok.  
- Weź psa ze sobą.
- Ok.  
Chłopak dokończył kurczaka, tłumiąc wymioty. Wziął smycz, wiszącą w przedpokonu, gwizdnąwszy na Whista. Rudy mieszaniec wystrzelił niczym ognista torpeda. Kamil szedł wolno. Postanowił zrobić jedno, czy dwa kółka wokół bloku i wrócić. Pies ciągnął go niemiłosiernie w stronę lasu. Chociaż tą nędzną kępkę drzew ciężko było nazwać lasem. Raczej nieoficjalnym wysypiskiem. Słońce spalało tlen, upałem topiąc asfalt. Kamil zostawił odcisk buta na osiedlowej dróżce, niby jeden z astronautów. Szary, postrzępiony cień drzew przyniósł minimalną ulgę. Whist energicznie biegł przed siebie, szarpiąc wyczerpanego nastolatka. Pierwsze kondomy powiewały na krzewach zastępując kwiaty. Tony aluminiowych puszek, oczekiwały przybycia Zbyszków, Staśkow lub innych poszukiwaczy skarbów. Kamil otrząsnął się z obrzydzeniem. Kiedyś kochał ten las. Konkretnie rok temu. Zeszłego lata. Wyjął telefon, otwierając galerię. Tamto przeklęte zdjęcie wciąż tam tkwiło. Zrodzone upałem, okraszone kawą ze Starbucks’a. W tle Sukiennice. Pamiętał tamten dzień, jakby każdy szczegół wyryto dłutem. Pracował dorywczo miesiąc, żeby zabrać ją gdzieś daleko. Kamil i Kamila. Brzmiało niczym zew przeznaczenia. Dwa szczęśliwe dzieciaki. Gdzie były teraz? Gdzie jesteś, Kamilo? Gdzie jesteś? Powinien usunąć to pieprzone zdjęcie i zapomnieć. Zapomnieć o wszystkim. Ale nie potrafił. No, kurwa, po prostu nie potrafił.  Właściwie to jego wina. Nie odezwał się do niej. Nie zadzwonił. Nie napisał. Oboje byli zbyt dumni. Żadne nie chciało przyznać racji drugiemu. A teraz było za późno. Minęło za wiele czasu, by cokolwiek zmienić. Czy ona jeszcze myślała o nim? Czy wspominała? Czy kiedykolwiek jej zależało? Status na fejsie nadal  sugerował, że pustka, którą zostawił, nie została zapełniona. Kamil szedł głębiej w brudny las, brodząc po kolana pośród bagna własnych błędów. Nawet nie zauważył, kiedy drzewa zaczęły rzednąć, podziurawione coraz większymi strzępami nieba. Znalazł się w tej ‘ lepszej’ części miasta. Królowała willowa zabudowa, przetykana drogimi autami zaparkowanymi na marmuropodobnych podjazdach. Spacerował pomiędzy miejskimi pałacami, strzeżonymi przez rzucające ekranową poświatę, wideofony. Jakiś miły staruszek powiedział mu ‘dzień dobry’. Odpowiedział zaskoczony. Witanie się z nieznajomym należało do rzadkości. Staruszek musiał być ostatnim tworem swojej, dawno minionej, epoki. Pies pociągnął chłopaka pod przydrożną latarnię. Kamil odprowadził kulturalnego mężczyznę wzrokiem aż dziaduszek wkroczył majestatycznie na świeżo wymalowane pasy. Whist obsikiwał zielony słup, kiedy w lipcowym słońcu, zaświecił srebrny kokpit toyoty. Kamil krzyknął ostrzegawczo, próbując zatrzymać staruszka. Nie zdążył. Postać mężczyzny poszybowała w gorące powietrze, ulatując wprost do nieba, by spaść ciągnięta grawitacją. Chłopak znalazł się przy nim niemal natychmiast. Krwi było zaskakująco mało. Prawie wcale, co nasuwało na myśl oklepany frazes pod tytułem ‘wygląda jakby spał’. Przez przednią szybę samochodu, zobaczył przerażoną, pobladłą twarz Asi oraz pełne niedowierzania oblicze Maćka. Oboje zsynchronizowali się w czasie, wypluwając słowo ‘ Kurwa!’. Dziewczyna wysiadła z auta, wyraźnie spanikowana. Kamil ostrożnie przyłożył policzek do ust rannego mężczyzny, szukając oznak życia na jego zapadłej klatce.  
-Czy...on… ? - spytała przestraszona Asia.  
- Nie oddycha…
-Kurwa, Aśka, wynosimy się stąd! - warknął Maciek, wystawiwszy głowę przez boczne okno.  
- On potrzebuje pomocy…
- On prawdopodobnie nie żyje. Jedźmy, o ile nie chcesz kłopotów.  
- Nie… Nie… Nie mogę. - zaprotestowała słabo.  
- Nie możesz? A swojemu staremu powiesz, że rozjechałaś człowieka? Kamil się nim zajmie.  
- Maciek…
- Posłuchaj, głupia cipo. Nie wmieszasz mnie w swoje problemy, rozumiesz?
- Ale… - Asia była w ewidentnym szoku.  
- WSIADAJ DO AUTA I JEDŹ. - rozkazał Maciek dobitnie. Dziewczyna zastosowała się półprzytomnie.  Stanowczość polecenia wywołała u niej ślepe posłuszeństwo.- A ty, dziecko emo, posprzątasz i będziesz milczeć.
- Nie słucham twoich rozkazów. - odparł Kamil wstrząśnięty.
- Czyżby? W takim razie, twoja mama dowie się o tych proszkach, które łykasz po kątach. To raczej nie witamina C, jak mniemam? - zapytał drwiąco Maciek. Kamil przygryzł wargę. Nie odezwał się więcej, pozwalając odjechać im w spokoju. Zadzwonił na alarmowy. Pytania funkcjonariuszy zbywał, przekonująco odgrywając ślepego i głuchego świadka wypadku. Był żałosnym tchórzem. Nic dziwnego, że Kamila odeszła. Nigdy na nią nie zasługiwał. Czując się podle, wybrał pierwszy numer, jaki przyszedł mu do głowy. Siedząc pośrodku zaśmieconego lasu, połowę drogi od domu, ze zmęczonym wędrówką psem, zaczął pisać smsa.  

‘ Pomóż mi. Proszę.’

Odpowiedź nadeszła błyskawicznie.

‘ Poznaję twój numer. To ty, prawda?’

1 403 czyt.
100%248
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1443 słów i 8629 znaków, zaktualizowała 14 sty o 18:47

Komentarze (8)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 11 sie 2018

    Chłopak ma depresję, wypadek chyba mu nie pomoże z niej wyjść. Zadziwiające co kryje się w umyśle ludzi. Poruszasz trudne tematy, ale to dobrze.

  • Iks

    Iks 18 paź 2017

    Twoja historia zatacza kręgi na tylu osobach, że obawiam się, czy starczy liter w alfabecie. Oczywiście to nie byłby problem, że byłoby więcej do czytanie, ale jak mniemam chcąc utrzymać się w konwencji musisz to zamknąć w alfabecie. Wierzę, że masz na to rozwiązanie. Bardzo dobrze się Ciebie czyta.

  • Nikkitta

    Nikkitta 29 wrz 2017

    Coś ten Maciuś straszny furiat
    ...   I czy mi się zdaje, czy Kamila była w twojej miniaturce 'Ostatnie dni lata'?????

  • Ata

    Ata 29 wrz 2017

    Całkiem nieźle. Czytało się niemal jednym tchem. Brawo i z pewnością wrócę do kolejnych.. pozdrawiam

  • AlexAthame

    AlexAthame 29 wrz 2017

    Kiedyś za komuny dzieci były szczęśliwe. A teraz w rozwiniętym kapitalizmie...  Dobrze pisało na murach Ursusa. Kapitalizm jest zgniły. Gry komputerowe, depresja i myślenie o linie. Ogólnie nie tak źle Ci się napisało. Nadal obstawiam, że to babcia Czesia. Zyta miała tatuaż ze smoczkiem, albo za krótką mini i babcia nie wytrzymała. Ot i wszystko.

  • Malolata1

    Malolata1 28 wrz 2017

    Cudowne, kobieto! Cholerka, no no, rozpędziłaś się i rozwinęłaś mi tutaj, proszę, proszę! Ukłony!

  • Duygu

    Duygu 28 wrz 2017

    Niesamowite! Świetnie opisałaś emocje    Oczywiście łapa w górę ode mnie, słońce. Rozumiem opóźnienie- też nie mam zbyt wiele czasu na pisanie, ale to nic. Fani wybaczą wszystko    Idealne zakończenie- tak trzymaj!  

  • Margerita

    Margerita 28 wrz 2017

    łapeczka w górę