Alfabet #H

Alfabet #H

Hania przeczesała włosy szczotką, poprawiając kwiecistą spódniczkę. Wyglądała naprawdę dobrze. Widać było już pierwsze efekty treningu. Jej brzuch, choć nieumięśniony, przybrał płaski kształt, a uda przestały się do siebie kleić. Musi koniecznie podziękować Czesiowi za skomponowanie planu ćwiczeń. Napisze do niego, kiedy wróci ze szkoły. Może pójdą gdzieś razem. Przy okazji pogadają o nowej odżywce albo podkładzie. Koniec końców geje to najlepsi przyjaciele kobiet. Obdarzyła odbicie przyjaznym uśmiechem, przygotowując swoją ‘przemowę’ dla wuefistów. Trzeba przecież ogarnąć zakończenie roku. Organizacją eventów zajmowała się Dorota, lecz dziewczyna od tygodnia nie wychodziła z domu, zostawiając wszystko koleżance. Hania otworzyła ciężkie drzwi, prowadzące do sali gimnastycznej, nazywanej powszechnie ‘areną’. Pokój nauczycieli gościł jedynie pustkę, spotęgowaną przez niedopitą kawę. W hali poza workiem piłek również nie było niczego. Świetnie! Akurat, gdy się śpieszy. Usłyszała hałas, dobiegający od strony szatni.  
- Pani Madziu? - zawołała radośnie, wymieniając imię ulubionej wuefistki. Podbiegła w stronę szatni. Uchylone drzwi, lekko drgały. - Halo?
Weszła pewnie do pomieszczenia i zamarła. Jej oczom ukazał się widok godny dobrego thillera. Na środku szatni, leżała embrionalnie zwinięta postać, w której Hania rozpoznała Czesia. Jego twarz pokrywały lepkie tatuaże zasychającej krwi. Brudna, posiniaczona ręka sięgała przez uwalane czerwonymi łzami kafelki,  w kierunku rozbitego telefonu. Poszarpana koszulka ukazywała fioletowo-żółtą skórę chłopaka. Powietrze śmierdziało metaliczną wonią agresji i potu. Hanię zemdliło. Nie bała się widoku krwi, ani obrażeń. Zawsze szczyciła się swoją wytrzymałością, ale to… To przekraczało wszystko, co kiedykolwiek widziała. Gorączkowo usiłowała zachować zdolność rozsądnego  myślenia. Dygoczącą dłonią wybrała 112.  
- Dzień dobry… Ja chciałabym zgłosić wypadek… Pobito mojego kolegę… Oddycha… Nie wiem, jest cały we krwi… Technikum numer pięć… Hanna Dobrzyn… Zostanę z nim...Budynek numer dwa...Ma osobne wejście od strony boiska… Dobrze spróbuję… Tak, w porządku, czekam. - delikatnie odchyliła głowę Czesia. Operatorka rozłączyła się. Karetka powinna być za osiem minut.  
- Co się tu dzieje? - zapytał wuefista, wchodząc do szatni.
- Szukałam pana...Usłyszałam hałas… On tu leżał… - tłumaczyła roztrzęsiona.  
- Zawiadomiłaś pogotowie? - zapytał trener, oceniając obrażenia. Certyfikat z pierwszej pomocy zobowiązywał.  
- Przyjadą za chwilę.  
- Ok. A policja?
- Nie pomyślałam… - wyznała zirytowana swoim przejawem roztrzepania.  
- Zajmę się tym. I tak zachowałaś się bardzo profesjonalnie. Oby więcej było takich odpowiedzialnych ludzi. - pochwalił ją sztucznie mężczyzna. Wykonał szybki telefon, informując policjantów o zajściu. Wkrótce rozległ się ostry dźwięk syren. Hania miała wrażenie, że pływa we śnie. Ratownicy rozpoczęli swój taniec z noszami, narzędziami i opatrunkami. Potrzebowała powietrza. Dopiero teraz, kiedy minął pierwszy szok, zaczęła odczuwać strach. Chwiejnie wyszła na zewnątrz. - Hania! Zostań jeszcze. Musisz porozmawiać z policją! - zawołał za nią trener. Karetka odjechała, głośno oznajmiając wszem i wobec, że walczy o ledwo tlące się życie, zamknięte wewnątrz sponiewieranej łupiny ciała. Hanka siedziała  nieruchomo na rozgrzanej słońcem płycie boiska, oczekując kolejnego tańca kroków.
-Dzień dobry. Jest pani w stanie porozmawiać? - zapytał znajomy inspektor. Uzależniony od kofeiny śledczy, przewodniczący sprawie Zyty.  
- Tak… Chociaż nie wiem za dużo. - odparła zadziwiająco normalnym głosem.
- To się okaże.Co robiłaś w szkole po zakończeniu lekcji?
- Załatwiałam rzeczy dla samorządu. Przed wyjściem chciałam poprosić o udostępnienie sali gimnastycznej. - odparła spokojnie.
- O której dokładnie?
- Nie wiem… Szesnasta? Coś koło tego… Nie zastałam nikogo w pokoju ani na sali… Zamierzałam już wyjść… Spieszyłam się...Wtedy usłyszałam jakiś dźwięk… Weszłam do szatni i go znalazłam…  
- Kogo?
- Czesia… Leżał cały we krwi...
- Widziałaś jeszcze kogoś oprócz niego?
- Nie… Ale… - spuściła niepewnie wzrok.  
-Ale? - podjął policjant.  
- Drzwi się poruszały… Jakby ktoś niedawno wychodził…  
- Rozumiem. Jak dobrze znasz kolegę?
- Czesio jest moim przyjacielem. Często wychodzimy razem na zakupy, nagrywamy filmy…
- Filmy?
- Ma kanał na youtubie. Czelenger. Robi różne wyzwania… Dokłada się do czynszu i w sumie… Dzięki temu jeszcze ich z babcią nie eksmitowali.  
- Yhm. - dłoń policjanta błyskawicznie przebiegła po papierze notatnika. - Czy ma jakiś wrogów?
- Ostatnio posypało się na niego sporu hejtu. Po tym, jak zrobił coming out. Internet podzielił się na dwa obozy. Szkoła tak samo. Wiele osób, które mu zazdrościły, znalazło powód, żeby go zniszczyć. Dostawał pogróżki, maile z ostrzeżeniami… Parę dni temu ktoś wyskrobał mu na drzwiach przekreślone ‘C’ ...  
- Dlaczego tego nie zgłosił?  
-Nie chciał. Zabronił mi wspominać komukolwiek. Uważał, że to nic poważnego. Odnosiłam wrażenie jakby się bał. Bał pójść na policję…
- Czemu miałby się bać?
- Nie wiem…- powiedziała szybko, błagając, by inspektor nie wyczuł jej kłamstwa.
- Sporo plotek łączy go z zabójstwem Zyty. Sądzisz, że mógłby zrobić coś takiego?
- Nie! Absolutnie nie. Znam Czesia. Nie jest typem zabójcy. - zaprzeczyła stanowczo insynuacjom funkcjonariusza.
- A typem porywacza? - pociągnął policjant.  
- Nie.
- W porządku. Masz jakieś konkretne podejrzenia odnośnie tego, kto mógł tak urządzić twojego przyjaciela?
- Tak. Maciek Kaszyca. Zawsze go nienawidził.
- Jaki był powód tej awersji?
- Maciek jest homofobem. Od początku szkoły cały czas gnoił i poniżał Czesia.  
- Ach tak. Cóż, dziękuję na razie. Jest pani wolna.  
Hania zadzwoniła do schroniska, odwołując swój dyżur. Dzisiaj zdecydowanie braknie jej czasu oraz serca. Szybko uruchomiła stare volvo taty. W przeciągu kilku minut była przy recepcji szpitala, wypytując o Czesia. Skłamała, podając się za jego siostrę. Powiedziano jej, że chłopak trafił na blok operacyjny. Złamanie kości policzkowej. Podobno miał dużo szczęścia. Po udzieleniu tych strzępów informacji, recepcjonistka rzuciła sakramentalne ‘proszę zaczekać’. Hania usiadła zrezygnowana, zapijając obrzydliwą Sagą ohydę szpitalnych gumolitów. Czekała cierpliwie, obserwując biegających lekarzy i pielęgniarki. Oprócz personelu kręcili się tutaj pacjenci. Niektórzy szczęśliwi, inni załamani. Jeszcze inni zupełnie obojętni. Emocje fruwały niby anioły ludzkich dusz. Powinna napisać o tym wiersz. Przymknęła oczy, odchyliwszy głowę. Chłód szpitalnej ściany działał na nią kojąco. Nie wiedziała jak długo siedziała w takiej pozycji.  
- Pani jest siostrą pacjenta? - spytał łagodnie lekarz, wybudzając dziewczynę z transu.  
- Tak.
- Operacja się powiodła. Zrobiliśmy też inne badania… Nie ma bezpośredniego zagrożenia dla życia pani brata, ale zatrzymamy go przynajmniej miesiąc. Przydadzą się mu ubrania, szczoteczka do zębów itp. Naturalnie powiadomiła pani rodziców... - wykładał rzeczowo, nadludzko spokojnym tonem.
- Nie ma rodziców. I nie jestem jego siostrą. - mruknęła machinalnie. Lekarz zareagował lekkim uniesieniem brwi. Nie skomentował jednak jej wybryku. - Ale zajmę się tymi sprawami. -  dodała.  
-Sala 26. - oznajmił doktor.  Hania opuściła szpital, po zobaczeniu śpiącego Czesia. Wyglądał jak kukła, leżąc nieruchomo na wznak. Połowę twarzy zakrywały bandaże. Przez łysą czaszkę biegł rząd czarnych szwów. Dziewczyna dotknęła jego ciepłej dłoni, aby sprawdzić czy żyje. Wyszła szybko, łykając łzy. Zaparkowała pod bramą domu przyjaciela. Nie wiedziała, co powie jego babci. Nic nie wiedziała. Po prostu przytuliła staruszkę, a potem długo rozmawiały. W końcu kobieta poszła przygotować się do snu. Ustaliły z Hanią, że jutro pojadą razem do szpitala. Wiceprzewodnicząca postanowiła zapakować Czesiowi kilka rzeczy już dzisiaj. Czuła się dziwnie, grzebiąc w jego szafkach. Jak zazdrosna żona. Wypełniła sporotową torbę chłopaka ubraniami, kosmetykami i innymi niezbędnikami. Przed wyjściem postanowiła jeszcze dorzucić jakąś książkę. Szamotała się dłuższą chwilę z szufladami biurka zanim zdołała je otworzyć. Przejarzała pobieżnie skromną biblioteczkę. Poradniki, programy ćwiczeń, biografia jakiegoś sportowca, ‘Gra o tron’, coś od Jo Nesbo. Wybrała kryminał, niemal go upuszczając, gdy zahaczyła kostką o krawędź szuflady. Spomiędzy kartek wytrysnął wodospad zdjęć. Maciek wyglądający przez okno. Maciek idący ulicą. Maciek odrabiający zdanie. Maciek grający w piłkę. Maciek piszący na tablicy. Maciek przy diabelskim młynie. Maciek wsiadający do wagonika. Maciek jadący rollercasterem obok roześmianej Zyty.  

1 232 czyt.
100%257
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1562 słów i 9284 znaków, zaktualizowała 14 sty o 18:42

Komentarze (7)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 11 sie 2018

    Za każdym razem nowe tropy, piszesz ciekawie, zabójca nadal jest na wolności.

  • Iks

    Iks 18 paź 2017

    Bardzo fajnie to wszytko się klei. Mam nadzieję, że nie zabraknie Ci super gluta.

  • agnes1709

    agnes1709 10 wrz 2017

    wspaniałe!

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 7 wrz 2017

    Pewnie, że się podobała   Czekam na ciąg dalszy

  • Malolata1

    Malolata1 7 wrz 2017

    No, niezla jesteś! Uszanowanko

  • Duygu

    Duygu 6 wrz 2017

    Niby długa część, a jednak piszesz tak lekko, a zarazem ciekawie, że szybko się czyta    Dałam łapkę w górę i do następnego tygodnia!  

  • Margerita

    Margerita 6 wrz 2017

    łapeczka w górę matko a co się stało?