Alfabet #D

Alfabet #D

Dorota z ciężkim westchnieniem przykleiła kolejny plakat na witrynę spożywczaka. Roześmiana, przystojna twarz bananowego dziecka spoglądała spomiędzy konserw i jajek, pytając wielkim napisem ‘Czy widziałeś Bartka? ‘. Poniżej kilka standardowych informacji typu wiek, szkoła, ubranie… Dziewczyna przyjrzała się zdjęciu uważnie. Pocałowana słońcem skóra, oczy o barwie złocistego szmaragdu, uśmiech wart milion dolarów… Szczegóły, które znała na pamięć. Detale zszyte z jej mózgiem nierozerwalnie niczym refren ulubionej piosenki.  
- Mam nadzieję, że się znajdzie ten twój kolega. - powiedziała kierowniczka sklepu.  
- Ja także. - odparła Dorota, służbiście skłoniwszy głowę. Pozostało dziesięć plakatów.  Przedsiębiorczo postanowiła przykleić je do wysokich drzew, okrywających przyjemnym cieniem główną ulicę. Czuła się jak harcerka, kiedy tak szła, z rolką taśmy wokół serdecznego palca i naręczem A4-ek pod pachą. ‘Cholera, Bartek, gdzie jesteś?’ pomyślała,  odcinając kawałek klejącego tworzywa. Uśmiechnięta twarz chłopaka nie raczyła jej odpowiedzieć. Dorota miała ochotę płakać. Nie cierpiała bezradności, a właśnie to uczucie zżerało ją od środka. Świadomość nieodwracalności zdarzeń zabolała dziewczynę niemal fizycznie. Bartek mógł teraz leżeć w jakimś rowie, podczas gdy ona rozwieszała kretyńskie karteczki z jego podobizną.  
-Dota? - głos Hanki zmusił Dorotę do ogarnięcia się. Przynajmniej zewnętrznie, bo pozory są przecież takie ważne. Ważniejsze nawet niż ukryta pod nimi prawda.  
- Co tam?  
-Pytałam, czy skończyłaś. - powtórzyła skrótowo Hanka, gapiąc się na jej twarz, jakby pokryła ją obrzydliwa wysypka.  
- Aha… Nie słyszałam… Prawie skończyłam. Jeszcze cztery… Jestem rozmazana?  
- Nie. Jest oki. Daj mi dwa, to ci pomogę.  
-Dzięki. - mruknęła Dorota, podając koleżance, opakowane sztucznym uśmiechem, kartki. Nie przepadała za Hanką. Rywalizowały ze sobą, odkąd się spotkały po raz pierwszy, na konkursie ortograficznym. Hanka zajęła wówczas pierwsze miejsce, przebiwszy Dorotę jednym punktem. Obecnie, Dorota pełniła zaszczytną funkcję przewodniczącej samorządu szkolnego, którego Hanka była… wiceprzewodniczącą. Współpraca między nimi mogła uchodzić za poprawną, choć obie najchętniej utopiłyby się wzajemnie w łyżce wody. Kolejnym punktem zapalnym ich znajomości był oczywiście Bartek. Od początku ich nauki w technikum, dziewczyny usiłowały zdobyć względy chłopaka. Niestety bezskutecznie. Bartek zachowywał się… Uprzejmie. Miło. Sympatycznie. I cholernie obojętnie. Dorota przykleiła ostatni plakat. Hanka umocowała swój na sąsiednim drzewie.  
-Wiesz… - zaczęła blondynka swoim irytująco ślicznym głosikiem disney’owskiej księżniczki.  
- Co? - prychnęła Dorota, oscarowo udając że nie obchodzą jej ‘ploteczki Haneczki’ z gatunku pikantnie-jadowitych.
- Podobno Czesiek zabił Zytę i stoi za zaginięciem Bartka. Wczoraj zabrali go na posterunek, po tym, jak pobił swoją babcię. - wyrzuciła Hanka jednym tchem. Wyglądała niczym zaaferowana kotka, kiedy przewiercała towarzyszkę zielonymi oczami wielkości pomarańczy.  
-Pieprzysz. - zbyła ją Dorota, mimowolnie odczuwając dreszcz ekscytacji. - Czesio? Ten żelowo-włosy książę pedałów? Serio, nie wiem, co ćpasz, ale lepiej przestań.
- Pocisk roku.  
- Powiedziała… - mruknęła Dorota pod nosem. Szybko pożegnała Hankę, skręcając w prawo. Wkrótce stanęła przed żółtym szeregowcem. Już od progu dobiegł ją płacz dziecka oraz smród przypalanych naleśników. - Cześć!  
-O, Dotka… Możesz zajrzeć do Agatki? - macocha wynurzyła się w oparach nowych perfum, przytrzymując ramieniem telefon.  
-To twój zasrany bachor.  
-Rozmawiam. - rzuciła beztrosko kobieta, wracając do przerwanej czynności. Dorota, przez wzgląd na własne uszy, zajęła się siostrą. Mała miała pełną pieluszkę i odparzony tyłek. Dziewczyna uciszyła smarkulę kilkoma warstwami ‘cudokremu’. - Dzięki, że się nią zaopiekowałaś. Mogę cię jeszcze wykorzystać? Zrobiłabyś obiad i sprzątnęła największy syf zanim Piotruś wróci? Bo ja muszę wyjść.  
- Do kosmetyczki? Czy po nowe szmaty? - spytała Dorota złośliwie. Macocha, jak zwykle, nie wyczuła zagrożenia. Należała do osób, które nigdy nie zauważają ironii, a ludzi traktują niczym swoich poddanych.  
- Na solarium. Tobie też by się przydało kilka sesji. Strasznie blada ostatnio jesteś. Zapisać cię?  
-A kto się wtedy zajmie Agatką? - wtrąciła nastolatka. Kobieta wytrzeszczyła swoje kompletnie puste, za to bosko błękitne, oczęta. Dorota była szalenie ciekawa procesów myślowych, zachodzących właśnie wewnątrz czaszki macochy.  
- Och… Nie pomyślałam o tym… No nic, ja muszę wychodzić. Jestem już spóźniona… Pa pa! - kobieta zamachała swoją idealnie aksamitną rączką, znikając za drzwiami.  
-Ameba… Pieprzona ameba… Twoja mama to ameba! - oznajmiła Agatce, leżącej nieruchomo z piąstką w buzi. Dziewczyna, wykorzystując spokój dziecka, dokończyła smażenie naleśników. Błyskawicznie ogarnęła mieszkanie i zabrała się za lekcje. A przynajmniej spróbowała się za nie zabrać, bo dokładnie w tym momencie, Agata zaczęła wyć. Dorota westchnęła zrezygnowana. Wzięła tę małą wiedźmę na ręce, próbując zmusić beksę do zaprzestania działalności terrorystycznej. Szło jej raczej średnio. Dzieciak kontynuował emitowanie decybeli z przerażającą wytrwałością. Sytuacji nie ułatwił fakt, że, w zrobioną przez brzdąca krótką przerwę na oddech, wpasował się pojedynczy dźwięk dzwonka. Dziewczyna otworzyła drzwi, zamierając z dłonią na klamce.  
- Heeej… - odezwał się przeciągle dość atrakcyjny chłopak. Przy czym owa ‘atrakcyjność’ stanowiła pojęcie względne. Mimo umięśnionej sylwetki, cechowała go spora doza dziewczęcej delikatności widocznej w ruchach, mimice twarzy, czy lśniących od żelu włosach. Dorotę spowił miły zapach męskich perfum, mentosów, kremu i płynu do płukania ubrań.  
-Czesiek… Hej… Co tutaj robisz?  
-Pomagam ci z dzieckiem. - posłał światu bielutki uśmiech, przejmując rozdartą wniebogłosy Agatkę. Naturalnie, mała jędza uspokoiła przy nim natychmiast niczym rasowa zdrajczyni. - Chciałem pogadać. - dodał brunet. Dorota zaprosiła go skinieniem. Usiedli w salonie. Chłopak dał małej grzechotkę, którą zaczęła się grzecznie bawić.  
- Masz talent. - rzuciła Dorota, wskazując wyciszonego dzieciaka.  
- Zawsze marzyłem o młodszym rodzeństwie.  
-Znudziłoby ci się.  
-Pewnie tak… Nie wiem. Właściwie, nie przyszedłem, żeby rozmawiać o dzieciach. - zwiesił głos.  
- Tyle wiem. Powiesz, co się dzieje?  
- Chodzi o Bartka. - oświadczył Czesiek lakonicznie.  
-Podobno wiesz, gdzie jest. - odparła zaczepnie Dorota. Kurde, może nie powinna być taka pewna siebie. Jeśli Czesiek stoi za zniknięciem Bartka, powinna być raczej przerażona. Terryfied jak by powiedzieli Anglicy. Scared by death. Angielskie zwroty zawsze ją nieco śmieszyły. Szczególnie wypowiadane z tą charakterystyczną, brytyjską flegmą.  
- Nie mam pojęcia, gdzie jest, ok?! - w tonie chłopaka pobrzmiewał autentyczny żal.  
-OK. Spoko. Chill. Nie chciałam niczego sugerować. Kontynuuj.  
- Po prostu… Coś mi nie pasuje w całej tej sprawie. Widzisz… Ja WIEM.  
-Wiesz? - zapytała Dorota cicho, nie do końca rozumiejąc.  
-WIEM, KTO ZABIŁ ZYTĘ. - wyznał dobitnie. Cisza, która zapadła w pokoju zgęstniała, spokojnie dając się kroić nożem.
- O mój boże, mam nadzieję, że nie ty… - dziewczyna zaśmiała się nerwowo, nieudolnie tuszując wzrastające napięcie.  
- Nie, nie ja. To właśnie jest najśmieszniejsze. To nie byłem ja. Nie ja, kumasz? - Czesiek wybuchnął dzikim śmiechem, zginając się wpół. Dorota powoli sięgnęła po telefon. Podświadomie wybrała połączenie alarmowe. - Nie dzwoń. Już za późno. Wie o mnie. O tobie też się dowie.  
- Co ty, kurwa, bredzisz? - zapytała, usiłując opanować łomoczące serce.  
- Zabije wszystkich. Wszystkich. - Czesiek mówił jakby w totalnym, szaleńczym amoku.
- Hej… Calm down, bro. Kto miałby nas niby pozabijać? - Dorota podjęła ostatnią próbę wprowadzenia beztroskiej atmosfery. Wyszło niesamowicie słabo. Jak gdyby starała się nadmuchać dziurawy balonik.  
- Bartek. - padła odpowiedź. Dziewczyną zachwiało. Patrząc na pobladłą twarz Cześka nie mogła wątpić w jego słowa. Cokolwiek nim wstrząsnęło, teraz dotyczyło także jej. Agata zaczęła ponownie ćwiczyć płuca, jednak tym razem żadne z nastolatków nie zareagowało.

1 275 czyt.
100%227
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1494 słów i 8804 znaków, zaktualizowała 14 sty o 18:35

Komentarze (7)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 23 lip 2018

    Wciąż ta niepewność, czytam z zaciekawieniem. Masz pomysły odnośnie każdego z bohaterów, każdy jest inny.

  • Iks

    Iks 18 paź 2017

    D jak dalej, dalej, bo jest ciekawie.

  • Majla

    Majla 14 sie 2017

    Cholernie wciąga, czekam na kolejny rozdział!

  • agnes1709

    agnes1709 12 sie 2017

    No, kochana, wszystko śpiewa, ale możesz mi wyjaśnić, dlaczego tak krótko? No co za bezlitosna baba, no! Nie dość, że się spóźniła, to jeszcze tak bezczelnie, bez żadnej rekompensaty?! Oj, chyba jednak wyciągnę z jeansów tą dyscyplinę
    A tak na serio to świetne, uśmiech też był - uwielbiam pisarskie pyskówy. Ale teraz, niestety,  znowu muszę czekac, co skłania tylko do:
    Dzięki i łapa, przecież jak inaczej...?

  • Margerita

    Margerita 11 sie 2017

    łapeczka do Ciebie macha  

  • Nikkitta

    Nikkitta 11 sie 2017

    Wow, kurde, potrafisz zwiększać napięcie w każdej części coraz bardziej. Po przeczytaniu zostałam z pustką w mózgu i 'what the fuck?!' na twarzy.