Alfabet #C

Alfabet #C

Czesiek pożerał łapczywie drugi talerz pomidorówki. Babcia spoglądała na niego z wyraźnym zadowoleniem sponad ‘Trudnych spraw’.  
-Czesieńku, masz taki zdrowy apetyt. - pochwaliła go, kiedy jakiś Heniek (65 lat) zaczął snuć historię swojego nudnego żywota.  
- Mam dobry apetyt, bo babcia pysznie gotuje. - odbił komplement, przełykając kolejną łyżkę zupy.  
- Och, Czesiu… - westchnęła starsza pani, oscylując gdzieś przy siódmym kręgu nieba. - A powiedz, kochanie, co tam u ciebie w szkole? - rozpoczęła ich codzienny rytuał pytań i odpowiedzi, wracając na ziemię.
- Forzątku - odparł niewyraźnie, przegryzając świderek makaronu.  
-Coś się wyjaśniło w sprawie tej biednej dziewczynki?  
- Ona była już dorosła, babciu. - zaprotestował. Nie rozumiał, dlaczego starsi ludzie nazywają wszystkich, młodszych od siebie, chłopczykami i dziewczynkami.  
- Wiek to tylko liczba. Nie świadczy o dorosłości - wyjaśniła staruszka wychowawczo-pedagogicznym głosem emerytowanej polonistki.  
-Babciu… - mruknął z delikatnym wyrzutem. Usiłując zdusić umoralniający wykład w krtani staruszki, zabrał się za mycie, starannie wylizanych przez niego, naczyń.
-No już, opowiadaj. - kobieta ponownie poruszyła temat martwej dziewczyny.  
-Nic nie wiadomo. Trwają przesłuchania. - powiedział sucho. Denerwowało go uparte dyskutowanie o śmierci Zyty. Nagle zaczęła wszystkich obchodzić. Co sekundę ktoś umiera, ale oni musieli przyczepić się akurat do niej. Szóstym zmysłem wyczuł, że babcia uważnie mu się przygląda. - No co?  
-Nic, Czesiu. A co ma być?  
-Patrzysz na mnie.  
-Po to mi bozia dała mi oczy, żeby patrzeć na mojego ślicznego wnuczka. - oznajmiła babcia uśmiechnąwszy się niewinnie. Czesiek znał ten uśmiech na wylot. Udał, że nie dostrzega miny babci, wycierając talerz z ogromnym zaangażowaniem. - Czesiu?  
-Yhm?  
-A kiedy ty sobie kogoś znajdziesz? Jakąś miłą dziewczynkę albo chłopca…  
-Babciu! - spiorunował wzrokiem starszą panią. Odbywali powyższą rozmowę minimum milion razy i dotychczas nigdy jeszcze nie wypaliła z chłopcem. Chyba musi podziękować za to ‘Ukrytej prawdzie’.  
-Co, Czesiu? Ja chcę, żebyś był szczęśliwy.
- Ale… dlaczego chłopak? - zapytał, gdy otrząsnął się z szoku, na tyle, aby sformułować oburzenie.
-Ja jestem tolerancyjna… - odparła ze znaczącym zawieszeniem głosu.
-Babciu! Nikogo nie szukam, dobrze? Chcę zdać maturę i pójść na AWF. Przecież wiesz.  
-Wiem wiem… Tylko… Człowiek nie powinien być zbyt długo sam. - zwyrokowała sentencjonalnie jego opiekunka.
-Nie jestem sam. Mam ciebie. - rozbawiony ucałował miękki policzek babci, która pokręciła jedynie głową.  
- Czesiu? - zapytała po chwili, jakby przypominając sobie coś istotnego. Zmarszczyła przy tym podkreślone henną brwi.
-Tak?  
-A ty już byłeś na przesłuchaniu?  
-Byłem.  
-I co?  
-Nic.  
-Nie powiedziałeś im… - stwierdziła domyślnie, a jej brwi powędrowały ku górze. Spuścił oczy na trzymaną w dłoniach ścierkę.  
-Nie. Wrobiliby mnie od razu w morderstwo.
-To, że widziałeś jak wsiada do kolejki, nie czyni cię za nic odpowiedzialnym. Policja o tym wie. - pouczyła go babcia.  
-Może wie, może nie wie. Nie zamierzam sprawdzać. - burknął, osuszając zachlapane wodą brzegi zlewu.  
-Czesław! Odłóż tą szmatę i chodź tutaj. - nakazała staruszka. Użyła tonu, sugerującego spory ciężar nadchodzących wypowiedzi. Chłopak posłusznie odwiesił ścierkę. - Kiedy twoja mama umierała, poprosiła mnie, żebym cię wychowała na przyzwoitego człowieka. Nie każ mi sądzić, że ją zawiodłam. - głos starszej pani był delikatny i cichy, lecz w uszach nastolatka brzmiał niczym dźwięk gromu. Nigdy nie mówiła o mamie. Taką mieli niepisaną umowę. Osoba matki, nagle wyciągnięta sprzed dziesięciu lat, wkroczyła brutalnie w ich konwersację. Temperatura jadalni natychmiast spadła o kilka stopni.
-Nie zawiodłaś jej, babciu. - Czesiek zdobył się jedynie na szept.
-Musisz porozmawiać z policją. Nie możesz niczego zatajać...
-Idę na trening. - przerwał, pragnąc wyjść.  
-Bartek po ciebie nie podjeżdża?- zapytała kobieta zdziwiona. Miły, nadzwyczaj kulturalny przyjaciel jej wnuczka niezmiennie, od kilku lat, przychodził się przywitać, toteż czuła się nieco wytrącona ze swojej życiowej równowagi.
-Nie dzisiaj. - mruknął Czesiek, pakując do torby strój i puszkę energola.
-Pokłóciliście się?  
-Nie, czemu? Coś mu wypadło i tyle. Idę. Wrócę późno, więc nie czekaj.  
- Dobrze, Czesiu. Pójdź na tą policję.  
-Yhm. - sięgnął po słuchawki, wpinając je do telefonu. Miał przed sobą około półgodzinny spacer, który równał się półgodzinnemu przetrawianiu ostatnich wydarzeń. Podgłośnił muzykę, decydując się na Charging the keep od Audiomachine. ‘Epickość’ tego utworu zawsze pomagała mu zogniskować myśli. Usiadł na parkowej ławce. Nie bawiła go perspektywa treningu. Położył się, przełączając muzykę. Black Sabbath - Iron Man. Uwielbiał ten prymitywny, old schoolowy bas. Muzyczny proces odmóżdżający przerwał chłopakowi przyjacielski kułak w brzuch. Czesiek poderwał się, wyszarpując słuchawki.  
-Wreszcie wiem, dlaczego za każdym razem spóźniasz się na trening. - rzucił wesoło około trzydziestoletni, wysportowany mężczyzna.  
-Trenerze… - bąknął niepewnie Czesiek, przeklinając swoje zezowate szczęście.  
-Robert! Tyle razy ci mówiłem, że jestem Robert. - trener poklepał wyraźnie speszonego nastolatka po ramieniu.  
-Yhm, dobrze.  
-Dobrze, Robercie. Powtórz.  
-Dobrze, Robercie. - powtórzył posłusznie, zaskoczony własną potulnością.
-Okey, a teraz poważnie… Czemu nie idziesz na trening? Jesteś kluczowym zawodnikiem. Nie możesz opuszczać ćwiczeń.  
-Wiem. - mruknął Czesiek.  
-No stary, a wiesz ilu mam chętnych na twoje miejsce? - ciągnął natarczywie trener. Chłopak poczuł się jak mały szczeniaczek opieprzany przez niedźwiedzia.  
-Kilku się znajdzie. - odparł niemrawo.
- Żeby kilku! Ruszaj tyłeczek i kaman. Ławki będziesz ogrzewał na lekarskim. - zażartował mężczyzna. Czesiek posłał mu słaby uśmiech. Cholera by to wzięła. Wszedł do szatni, maksymalnie zdenerwowany. Aż nim telepało, kiedy zakładał niebiesko-zieloną koszulkę klubową.  
-Gdzie zgubiłeś kochasia? - padło drwiące pytanie. Uniósł głowę, napotykając spojrzeniem Maćka i jego grupę potakiwaczy. ‘Kurwa, jeszcze ich dzisiaj brakowało’, pomyślał wściekły.  
- Uuu, nie odpowiada. Może się pokłócili?  
-Czesio nie chciał dłużej klękać przed królem…  
- Pieprzcie się. - warknął Czesiek. On i Bartek trzymali się razem od podstawówki. Wspólne zainteresowania, brak poważniejszych scysji, wszystko składało się na bycie najlepszymi kumplami ever. Nigdy jednak nie wchodziło w grę nic więcej. Wyminął roześmianych ‘maćkowiczów’ oraz ich guru, wychodząc na zieloną murawę boiska. Zaczął lekką rozgrzewkę, próbując zmobilizować mięśnie do wysiłku.
- Czesiek! - zawołał go trener. Chłopak spojrzał w jego stronę, przerywając nerwowe pompki. - Zastępujesz Bartka.
-Jak to, trenerze? Przecież Maciek…  
-Wybrałem już. - Robert uciął gestem dalszą dyskusję. Czesiek dokończył przygotowywanie się do gry w dość ponurym nastroju. Zresztą ów kiepski humor towarzyszył mu przez cały czas trwania treningu. Obolały i nadal wkurzony wszedł pod prysznic. Zimny natrysk odrobinę go orzeźwił, łagodząc ból przetrenowanych mięśni. Zabrał pełną spoconych ciuchów torbę i ruszył prosto do domu, nie żegnając się z nikim. Włosy miał jeszcze wilgotne, kiedy stanął przed drewnianymi ‘antywłamanami’. Dochodziła dwudziesta pierwsza. Wieczór pogrążył dzielnicę w śliwkowej szarości krajobrazu. Zastukały samotne wysokie obcasy. Przez puste, o tej porze, przedmieścia przemknął pojedynczy samochód niczym metalowy owad, próbujący wyplątać się z sieci mało ważnych uliczek. Zamknął drzwi najciszej, jak potrafił, nie chcąc obudzić babci. Zdjął buty. Na palcach przebiegł korytarz. Światło zapalił, dopiero będąc w swoim pokoju.  
- Powiedz, że to nie ty. - podskoczył, widząc starszą panią, siedzącą przy jego biurku. Popijała dymiącą herbatę małymi łykami. Jej poorana zmarszczkami twarz wpatrywała się nieruchomo w uchylone okno.  
- Babciu…?  
-Twój kolega… Bartek… Zaginął.
-Jak to ‘zaginął’?  
-Wiedziałeś, że dzisiaj po ciebie nie przyjedzie… - stwierdziła, spoglądając oskarżycielsko.  
-Babciu, co też babcia…  
- Jakaś dziewczyna jechała z nim autem i wylądowała na OIOM-ie, a on przepadł. Gdzie wczoraj byłeś? Bo nie na treningu. Dzwoniłam. - kontynuowała bezlitosną listę zarzutów.  
-Pojechałem pomyśleć.
-Kiedy tamta Zyta wysiadła do wagonika, również myślałeś?! - wybuchnęła staruszka, ciskając, w sparaliżowanego obrotem sytuacji wnuczka, srebrnymi błyskawicami tęczówek.  
- Policja tu była… - wyjąkał domyślnie, wyciągając rękę ugodowym gestem. Cofnęła się gwałtownie, jak gdyby nie umiejąc znieść perspektywy jakiegokolwiek fizycznego kontaktu. - Uprzedzałem, że będą mnie wrabiać…  
-Kim jesteś, Czesław?  
-To nadal ja, babciu. - odpowiedział, uśmiechając się tragikomicznym, nerwowym grymasem. Kobieta zaczęła iść do tyłu. Z roboczego fartucha wyszarpnęła kuchenny nóż.  
-To byłeś ty! Zrobiłeś to!  
- Odłóż nóż, babciu. - poprosił, czując, jak jego ciało tężeje.

1 137 czyt.
100%237
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1580 słów i 9622 znaków, zaktualizowała 14 sty o 18:33

Komentarze (7)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 20 lip 2018

    Scena z babcią na końcu jak z horroru   czyta się w napięciu.

  • Iks

    Iks 18 paź 2017

    Brnę dalej zaintrygowany.  Dodatkowy bonus za imię bohatera tej części.

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 3 wrz 2017

    Babcia za dużo Trudnych Spraw się napaczała Biedny Czesiek

  • AlexAthame

    AlexAthame 3 sie 2017

    Super. Babcia? Nie mam słów.  

  • Nikkitta

    Nikkitta 2 sie 2017

    Wspaniale. Każda część ma w sb mnóstwo napięcia. Cudnie piszesz

  • Margerita

    Margerita 2 sie 2017

    ŁAPKA W GÓRĘ

  • agnes1709

    agnes1709 2 sie 2017

    , jednak za krótkie. Epicka muza - masz u mnie WIELKI plus! Uwielbiam, zwłaszcza Poshumusa, którego swego czasu słucham przez dwa tygodnie w kółko, aż mi wylazł bokiem
    I co za środa? Jest tu już jest taka jednak niegrzeczna, dodająca co tydzień. A może jakiś spontan pt. "Olać środy"?