Nieskazitelna

Pierwszy raz zdecydowałem się opisać historię z Biblii. Nie będzie to zlepek cytatów, tylko opowiadanie, ale czasem użyję dosłownego tekstu. Spędziłem kilka godzin na ustaleniu dat, ale nadal nie jestem ich pewny. Dlatego jeżeli ktoś znajdzie inne, w innych pracach, proszę o wybaczenie. Zamierzam napisać opowiadanie, a nie przekazanie faktów z Pisma świętego. Wy ocenicie, czy mi się uda.

                                          Wprowadzenie.

Setki lat wstecz, Bóg wyprowadził swój wybrany lud z niewoli egipskiej. Izraelowi nie było łatwo. Bo tak naprawdę nigdy jego serce nie było z Bogiem. Tylko jednostki przestrzegały prawa nadanego przez Mojżesza. Już za czasów wybranego przez Boga człowieka, z którym rozmawiał twarzą w twarz, lud poprosił, by Bóg do nich nie mówił. I Bóg się dostosował, więc mam nadzieję, że rozumiecie dlaczego teraz do nas nie mówi. Nadal ich prowadził używając specjalnych ludzi, z którymi rozmawiał. Nazywano ich Sędziami. Mieli kontakt z Twórcą i mieli od Niego moc. Jednak Izrael nie chciał i tego. Mimo batów jakie Bóg im dawał, nadal nie chieli się podporządkować. Ostatnim sędzią Izraela był Samuel. Był nieskazitelny. Jednak kiedy się zestarzał jego synowie nie chodzili jego drogami. Byli przekupni, krnąbrni i kłamliwi. A lud pragnął króla. Tak jak narody zamieszkujące w około. Samuel płakał przed Panem, ale Bóg mu wytłumaczył, że to nie jego odrzucają, ale samego Boga. I znowu Bóg dał im to co chcieli. Przestrzegł lud jakie prawa będzie miał król. Mówi o tym 8 rozdział pierwszej ksiegi Samuela. Kto dobrze przeczyta, musi zobaczyć analogię tego co robią obecnie wszystkie rządy. I dlaczego jest tak jak jest.      

Pierwszym królem Izraela został Saul. Ale nie był wierny Bogu. Dlatego w jego miejsce Bóg wybrał innego, Dawida. Dawid postępował nieskazitelnie aż do czasu, kiedy ze swojego tarasu zobaczył kąpiącą się Besztebę. Zapragnął ją i stała się brzemienna. Ale był kłopot. Beszteba miała męża. I od tego czasu Dawid zaczął postępować haniebnie. Z zimną krwią postanowił pozbyć się męża Beszteby. Ostatecznie zabił go rękami wrogów. Nakazał swoim dowódcom posłać Uriasza, męża Beszteby na pierwszą linnię walki. Dodatkowo nakazał swoim dowódcom zostawić go samego. Uriasz zginął. Dawid chcąc pokazać swoje niezadowolenie, ochrzanił dowódców, że tak zrobili. Był to oczywiście szczyt hipokryzji. Czyn Dawida był zwykłym morderstwem z premedytacją. Wziął za żonę Besztebę i żył z nią jakby nic się nie stało. Wóczas Pan posłał do Dawida proroka Natana. Czy Dawid sądził, że jego ukryty grzech nie zostanie odkryty? W rezultacie zrozumiał i żałował i Pan mu przebaczył, ale nie pozostawił go bez kary. Od tego czasu miecz wisiał nad całym rodem Dawida. Jednak Dawid miłował Pana jak nikt inny. Jego psalmy są w zasadzie streszczeniem Nowego Testamentu. Odszedł do przodków. Jego syn, Salomon zaczął rządzić. Nie było tak mądrego człowieka jak on. Pięknego i bogatego. Bóg dał mu urodę, mądrość i pokój dla kraju. Pan obiecał mu długie życie jeżeli będzie chodził jego drogami. Niestety, Salomon nie posłuchał. Pokochał wiele kobiet. I brał je z narodów, które nie znały Boga Izraela i czciły obce bożki. I tak Salomon pomógł Izraelowi jeszcze bardziej odejść od Boga. Od czasu śmierci króla Dawida upłynęło sto lat, kiedy na tronie zasiadł Achab. Wśród jego poprzedników było tylko kilku, którzy chodzili z Bogiem. Reszta czciła obce bożki. Czynili zło w oczach Pana i nakłaniali cały lud do grzechu. Oczywiście tak jak i teraz, tamci ludzie mieli swoje myśli, pragnienia, zamierzenia. Zanim Achab zasiadł na tronie, rządził jego ojciec, Omri. Postepował źle w oczach Pana. W tym czasie większość ludzi z Izraela czciła Baala, Astarte, pochodną innej bogini, Ishtar. Równolegle czczono złotego cielca. Bożek Baal był bogiem przyrody i plonu. Był przedstawiany z piorunami w dłoni. Astarte była boginia płodności. Nieodłącznym elementem kultu były akty seksualne, spełniane przez kapłanki zwane kadesza. Ofiary składano z płodów rolnych, palono kadzidła. Często składano ofiary z dzieci. W światyniach Astarte odbywały się orgie seksualne, często homoseksualne. W takiej atmosferze urodził się Achab. Po hebrajsku znaczyło: Brat ojca.  

                                            Nieskazitelna.

Wskoczył na konia. W otoczeniu sług jechał po suchej ziemi, gdzie co jakiś czas rozpościerały się połacie trawy. Kochał ziemię i pragnął zjednoczyć cały Izrael. Od czasów swojego dzieciństwa trwały wojny. W koło wrogowie. Kanejczycy, Moabici, Fenijczycy i Asyryjczycy. A on chciał umocnić państwo i zjednoczyć, ponieważ wiedział, że w jedności siła. Nie miał czasu rozpacząć długo po śmierci ojca, Ormiego. Został królem. Zaczął się rok 861 przed nasza erą. Nikt nie pamiętał o Jahwe. Religią panującą był Baalizm. Na wzgórzach oddawano cześć bożkom. Cały Izrael zapomniał Pana.

— Zawracamy — krzyknął król.
Jego biały koń był piękny. Posłuszny swojemu panu. Galopem wracali do bram pałacu z kości słoniowe. Król lubił przepych. Nie ubierał się tak pięknie jak Salomon, ale w swoich drewnianych skrzyniach nie brakowało jedwabiu przetykanego złotymi nićmi, atłasowych sukien i ubrań z przedniej wełny owiec i wielbłądów.  
Grupa wojowników minęła solidną bramę i zostawiła za sobą tumany kurzu. Achab zeskoczył z konia i udał się do środka. Służba gięła się w ukłonach. Każda z pięknych niewolnic spuściła oczy w nadziei, że właśnie z nią pan spędzi nadchodzącą noc.  
— Wody — wydał rozkaz.  
Po chwili przyniesiono miedzianą misę z rarytasem tej części ziemi. Spalona pustynia i trawa. O wodę było ciężko. Na szczęście padał deszcz i podnosił nieco powieszchnie strumieni. Kobiety i eunuchowie dwoili i troili się by spenić każda zachciankę ich pana. Kiedy się umył i przebrał mógł nareszcie zjeść solidny obiad.  
Ciężki drewniany stół uginał się pod ciężarem mięsa, owoców i ważyw. Wółowe upieczone kawały soczystego mięsa pobudzały apetyt. Na złotych jak również miedzianych półmiskach leżały parujące jeszcze gotowne warzywa. Opodal pomarańcze, winogrona, ananasy i daktyle czekały aż pan i jego najblżsi zechcą i je spróbować.
— Panie mój — odezwał się jeden ze starszych. Wprawdzie kraj nasz silny, ale i wrogowie mocni. Jest znakomita okazja by wzmocnić umiłowany Izrael przez sojusz z królem Tyru. Tak jak mówiłem jutro przybędzie twoja narzeczona, córka mocnego króla Ihobaala I, przepiękna Jezabel. Jest nie tylko piękna, ale mimo młodego wieku, niezwykle wykształcona. Tak jak ty miłuje przepych,  sztukę. Jest doskonała.  
— Ile lat liczy?  
— Dopiero dziewiętnaście. Nasi wysłannicy wiedząc o jej nieprzeciętnęj urodzie, byli zaskoczeni. To co o niej mówiono nawet w połowie nie oddaje tego co zobaczyli.  
— Chcesz powiedzieć, ze jest piękniejsza od mojej niewolnicy Assinery, tej o czarnych jak heban włosach?
Hamidal uśmiechnął się tylko.
— Sam się przekonasz jutro, mój panie. Jeżeli nie zachwycisz się, każ mnie rozerwać końmi.
Acham uniósł brwi.
— Chyba nie chcesz umierać w cierpieniach, przyjacielu? Dobrze więc, zróbmy tak. Jeżeli nie spodoba mi się ta młódka, każę cię zabić mieczem, bo nie mógłbym patrzeć na twoje konanie, a i koni szkoda. Natomiast jeśli prawdę mówisz, dostaniesz sporą sakiewkę złota.
Hamidal zerwał się z ciężkiego krzesła i padł do nóg swego władcy.
— Twój sługa nie pragnie niczego innego jak twojego szczęścia. A jak i ty panie, bliskie memu serce jest zjednoczenie naszego kraju. Ku chwale Baala.
Król spojrzał z miłością na swojego wiernego sługę.
— Wstań, bracie. Wiem, że nigdy mnie nie zawiodłeś. Z pewnością nagroda cię nie minie.  
Hamidal powstał i usiadł z pokorą obok swojego pana.
— Wina — krzyknął król.
Po chwili jeden z ciemnoskórych sług przyniósł wielki dzban z czerwonym winem.  
— Skoro tak mówisz, dziś w nocy będe spał sam — uśmiechnął się Achab.
    Od kilku dni myślał o jutrzejszym dniu. Ishabaal był wschodzącym słońcem. Jego imperium rosło a wrogowie drżeli na dźwiek jego imienia. A król chciał w swoim sercu, by i jego imię wywoływało strach.  
— Jeśli Ball będzie łaskawy, zjednoczę państwo. Niech żyje Baal.  
Wszyscy biesiadnicy jak na komendę wzniesli kielichy pełne czerwonego trunku. Wymagające podniebienie Achaba delektowało się cudownym smakiem przedniego wina. Grajkowie zaczeli grać na harfach i fletach, a półnagie tancerki, odziane w prześwitujace jedwabie wyginały swoje ciała, żeby jeszcze lepiej wyeksponować swoje piersi, biodra i pośladki.  
Assinera zbliżała się w kierunku władcy. Przez rozchylone, karminowe usta coraz szybciej wpadało i wypadało powietrze, w miare jak rytm przyspieszał. Już była blisko, prawie mógł sięgnąć ja ręką. Jej jędrna pierś poruszała się zgodnie z rytmem jej tańca. Wino zaczęło działać. Król sięgnał dłonia i przygarnął piękną Assinerę do siebie. Jego silne, przywykłe do trzymania miecza dłonie przebiegły szybko po jej naprężonych, ciemnych brodawkach piersi, dotknęły płakiego brzucha i skończyły swoją drogę na ukrytym pod jasnym jedwabiem ciemnym trójkącie łona.  
Po chwili oddaliła się wraz z kilkoma, równie pięknymi tancerkami.  
Achab czuł podniecenie w swoim prawie czterdziestodwu letnim ciele, ale poskromił je. Pamiętał o swoim słowie.  
Uczta trwała. Goście co chwila wychwalali Baala, a także władcę Izraela. Król patrzył na tancerki i rozkoszował się dźwiękami muzyki, ale jego uwaga skupiała się na myślach bardziej wzniosłych. Izrael. Mocny i zjednoczony. Czuł, że pragnienie jego ojca może być spełnione.
     Trzy godziny po zachodzie znalazł się w swojej sypialni. Tym razem zdjęł sam swoje ubranie. Dwóch eunuchów stało blisko drzwi, gotowych na każde jego skinienie. Przełożony haremu wszedł gnąc swoje ciało w ukłonach.  
— Najjaśniejszy panie, która z twoich tancerek ucieszyła twoje oczy? Czy zechcesz rozkoszować się Assinerą. Łaskawie czeka za drzwiami.
— Dzisiaj będe sam spał. Czyż nie wiesz, że jutro ma przybyć moja przyszła żona?
Smukły eunuch o pełnych wargach zgiął się w ukłonie.
— O tak, panie. Twój sługa słyszał o urodzie córki wielkiego Ishabaala. Skoro taka jest twoja wola, oddalę twoją służkę.
— Zadbaj by nie rozpaczała zbyt mocno, Ben-Oramie.
— O tak, najznakomitszy.
Po chwili zginając się w ukłonach, wycofał się tyłem w kierunku drzwi.
Assinera patrzyła na niego swoimi wielkimi, brązowymi oczami.
— Czy mam wejść, o panie?
Ben-Oram spojrzał na nią łagodnie.
— Nie, moja droga. Pan zechciał sam spędzić noc. Tańczyłaś pieknie, ale powód jest inny.
Wielkie łzy potoczyły się po jej pięknej twarzy.
— I ja coś słyszałam, panie. Widocznie Astarte nie jest łaskawa dla służebnicy swojej.
— Nie martw się zbyt mocno, droga. To chwilowe. Gdzie znajdzie taką drugą, o nogach jak bambusowe drzewo i piersiach jak wzgórza Buszanu? Wracaj do swojej komnaty i nie trap się zbyt mocno.  
    Po chwili Assinera była już w swoim pokoju. Trisha i Atanell czekały. Trisha wyglądała pięknie w zielonej sukni z jedwabiu, który pasował do jej płomiennych włosów i oczu jak łąka. Atanell natomiast miała rzadkie w Izraelu włosy jak łany zboża i oczy o kolorze nieba. Odziana w długą do ziemi suknię z cienkiej bawełny.
— Oczekuje narzeczonej — wyrzekła sucho, Assinera.
— To szczęście uśmiechnęło się do nas — pisnęła Atanell.
— Jestem zasmucona, nie wiem czy całkiem nie stracę łask — przyznała szczerze brunetka.
— Możemy pomóc zapomnieć ci o tym — szepnęła Trisha.
— Sama nie wiem — powiedziała smutno, piękna tancerka.
— Ty dajesz mu rozkosz każdej nocy, a my usychamy jak drzewa na suchej ziemi, by dać rozkosz tobie.  
    Odważniejsza z nich, Trisha podeszła do Assinery i zaczęła zciągać jej suknie. Złotowłosa spojrzała tylko i po chwili naga leżała na baranich skórach. Kiedy Assinera została naga, Trisha zdjęła swoje odzienie.
— Postaraj się Atanell — szepnęła płomiennowłosa.  
Trisha delikatnie ułożyła brunetke na skórach. Patrzyła tęsknie w jej oczy, kiedy złote loki Atanell znalazły się między rozchylonymi udami Assinery. Ta zaczęła odczuwać wilgotne usta dziewczyny na swojej intymności. W chwile potem poczuła usta Trishy na swoich. Zaczęła zapadać się w otchłanie rozkoszy.  
    Kiedy Achab długo rozmyślał o jutrzejszym dniu, w komnacie jego ulubionej kochanki słychać było ciche westchnienia rozkoszy i tylko płomienie kaganków były niemymi widzami splecionych coraz to w innych pozycjach, ciał.
                                                         *
Słońce dopiero co wtrgnęło do sypialni króla. Spał mocno i nie pamiętał snu. Wierni służący już zginali się w ukłonach, gotowi na każde skinienie ich pana. Władca wstał wino i inne płyny mocno naciskały na ściany pęcherza i domagały się wolności. Kiedy w końcu król załatwił potrzebę, przemył ręce w misie i wytarł konopna tkaniną. Następnie wziął złoty kielich chłodnej wody i nasycił usta chłodnym płynem. Jego słudzy wiedzieli o dzisiejszym dniu. Czekało na niego przednie ubranie. Złote łańcuchy, sygnety i srebrne spinki z czarnym bazaltem. Achab dbał o wyglad. Kiedy już ubrał się i założył biżuterię, spojrzał w lustro. Ciemne, prawie czarne włosy ozdabiała delikatna siwizna nad uszami. Ale jego twarz była wciąż piękna i młoda. Po krótkiej chwili przyniesiono śniadanie. Same owoce. Spodziewano się gości bliżej południa. Cały zamek żył  jedną myślą. Jaka jest Jezabel, której imię znaczyło Nieskazitelna.
                                                        *
— Daleko jeszcze? Droga jest męcząca — zapytała ciemnomiedzianowłosa piękność.  
Czarnowłosa wyjrzała przez okno powozu i zapytała woźnicę, a ten odpowiedział.
— Jeszcze pół straży, o najjaśniejsza — odrzekła młoda, może szesnastoletnia dziewczyna.
Włosy jej pani były ciemnokasztanowe, ciężkie i lekko kręcone. Oczy wielkie i brązowe. Usta jak dojrzała malina. Jezabel słyszała o swoim przyszłym mężu. Wykształcony, doceniający piękno odzienia i domostwa. Jego pałac z kości słoniowej znany był nawet poza granicami królestwa jej ojca. Z czego była zadowolona, to z wieści, że tak i ona, Achab czci Baala. Mimo niespełna dwudziestu lat już od dawna uczestniczyła w świętach i ofiarach. Bogowie byli dla niej łaskawi. Dali jej piękne ciało, cudną twarz i otwartą głowę. Wszelkie tajniki wiedzy wchodziły jej łatwo. Znała historię Egiptu i Grecji. Lubiła muzykę, taniec. Stroniła od mężczyzn. Owszem lubiła kiedy klęczą u jej stóp. Czuła delikatne drażnienie w brzuchu, kiedy zginali się w ukłonach. Znała ich myśli. Brudne i zachłanne. Ale ona nie była dla nich. To oni byli dla niej. Gotowi na jej skinięcie palca. Robiła wyjątek, jedynie dla ojca. Bo był silny, madry i twardy. I nigdy nie zmieniał obranego celu.  
    Powóz kołysał się i mimo miękich kocy z wielbłądziej wełny, i jazda zaczynała ją irytować. Jej dwie zaufane służki siedziały skulone blisko jej gołych stóp.  
— Daj mi wody, Amarante.
Niewolnica z wysp morza egiejskiego nalała wody ze skórzanego worka. Wlała do złotego kielicha z zielonymi kamieniami. Druga jej służąca, czarnowłosa Ismene, masowała jej stopy i łydki.  
— Nie cierpię podróży — szepnęła mróżąc oczy, ksieżniczka Tyru.
— Już niedługo, moja pani — szepnęła Ismene.
— Zanim zobaczę mojego męża, muszę się odświeżyć. Mam nadzieję, że wiedzą o moich wynaganiach.
— Z pewnością, pani — powiedziała cicho Amarante.
Jezabel spojrzał na dziewczynę.
— Będziesz chciała mężczyznę? Masz pięć lat mniej niż ja, ale wiem, że jesteś już gotowa.
Twarz Amarante przybrała smutny wyraz i dwie łzy spadły na wysłaną kocami podłogę powozu.  
— Nie oddalaj mnie, o najjaśniejsza! Przecież wiernie ci służę od dwóch lat.
— Nie obawiaj się. Chcę tylko wiedzieć o pragnieniach twego serca. Wiesz, że chronię cię. Jesteś moja i nawet kapłani naszej bogini cię nie dostali.
Szatynka z wdzięcznościa zaczęła całować stopy swojej pani.
— Dzięki ci, bogini — szepnęła.
— No już dobrze. Nie znoszę twoich łez — odrzekła patrząc na okolicę.  
Po chwili gładziła włosy zarówno szatynki jak i Ismene.  
W oddali rysowały się kontury zamku Achaba. Jezabel uśmiechnęła się do swoich myśli.  
Kimkolwiek jesteś, będziesz jadł mi z ręki, królu Izraela, pomyślała piękna księżniczka.


168 czyt.
100%11
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii historyczne i miłosne, użył 2972 słów i 16876 znaków, zaktualizował 13 sty o 6:58

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS Wczoraj o 12:53

    Ciekawie to przedstawiłem.  Ode mnie zestaw na tak.  Pozdrawiam